Zbliża się koniec ery Pyżalskich w Warcie. Co dalej z klubem?
Weszło

Zbliża się koniec ery Pyżalskich w Warcie. Co dalej z klubem?

Zmiana właściciela Warty to dla klubu nie tyle wymiana kroplówki, co przewiezienie pacjenta do szpitala, w którym pracuje personel, wydawane są posiłki i w którym chory śpi na łóżku, a nie w śpiworze w kącie oddziału. W klubie z Dolnej Wildy brakuje dziś pieniędzy na cokolwiek – poczynając od kasy na remont stadionu, przez pensje dla zawodników i na butelkach wody skończywszy. Część zawodników nie widziała wypłat od miesięcy, a przy wynajmowaniu stadionu w Grodzisku pojawiła się możliwość, że nie będzie z czego tego wyjazdu opłacić.

Warta stoi bowiem na jednym filarze i nazywa się on Family House, czyli firma budowlano-dewepolerska państwa Pyżalskich. Jeśli w firmie dzieje się źle, to źle dzieje się też w Warcie. Nie ma nikogo – poza drobnymi (ale naprawdę drobnymi) wpłatami od nielicznych sponsorów – kto mógłby odciążyć Pyżalskich finansowo. Kibice warciarzy nie mają też co liczyć na miasto, bo ważne osoby z gabinetów przy placu Kolegiackim – po pierwsze – nie chcą dotować sportu profesjonalnego (choć i z amatorskim bywa różnie) i – po drugie – nie chcą mieć za wiele wspólnego z Pyżalskimi, za którymi ciągnie się fama ludzi konfliktowych i z niejasną przeszłością.

Stąd wypatrywanie przez sympatyków Warty nowego właściciela z nadzieją nawet nie na lepsze jutro, ale na stabilne dzisiaj. Ludzie z klubu mówią wprost – jeśli do tej zmiany nie dojdzie, to wszystko wskazuje na to, że nie dokończymy sezonu. Sprawy nie ułatwia fakt, że w obliczu słabszej kondycji finansowej Family House, trzeba było doprowadzać do porządku stadion przy Drodze Dębińskej. Wymogi licencyjne nakładały na beniaminka I ligi, by zmodernizować budynek klubowy (gdy w Poznaniu padał deszcz, to padało też w sali konferencyjnej w „Ogródku”), zadaszyć część trybun i postawić oświetlenie. Remont szatni i pomieszczeń socjalnych udało się zrealizować, światła mogą zostać postawione później, ale Warta wciąż nie może grać u siebie z uwagi na brak dachu nad sektorami stojącymi od strony Drogi Dębińskiej. Powód przeciągającego się remontu? Oczywiście pieniądze. A raczej ich brak. Wyjście awaryjne – czyli rozgrywanie meczów na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim – poważnie nadszarpywało warciański budżet, bo trzy spotkania rozgrywane na stadionie wicemistrza Polski kosztowały łącznie ponad 50 tysięcy złotych. Dłużej nie szło tego ciągnąć. Podobnie jak nie szło grać na stadionie miejskim w Poznaniu – koszty organizacji imprezy na tak dużym obiekcie znacząco przerastały możliwości finansowe klubu.

Pyżalscy z ulgą  oddaliby klub w inne ręce. I gdy pojawił się chętny na przejęcie Warty, to odetchnęli. Rozmowy na temat zmian właścicielskich toczą się od kilku tygodni, a potencjalny nowy prezes oglądał w Grodzisku mecz ze Stalą Mielec. Zdawali sobie z tego sprawę warciarze i być może dlatego sprawili niespodziankę wygrywając 1:0 i heroicznie broniąc się przed stratą punktów (w drugiej połowie Adrian Lis obronił rzut karny).

Według naszych informacji nowy inwestor to człowiek z branży marketingowej, prowadzący firmę w Poznaniu i który wejście do piłki planował już od kilku miesięcy. Łącznikiem między nim a klubem jest szef jednej z poznańskiej agencji menadżerskiej, który nie chce pakować się do klubu z całym zastępem swoich piłkarzy, a jedynie pełni tu rolę doradcy. Jeśli dojdzie do przejęcia Warty, to początkowo mógłby dawać nowemu właścicielowi know-how, ale wygląda na to, że nie będzie stroną w tym interesie. Totalną bujdą wypuszczoną przez lokalne media jest możliwość przejęcia klubu przez Piotra Reissa, nie ma też tematu wejścia do Warty agencji menadżerskiej Fabryka Futbolu. W zeszłym tygodniu w Warcie odbył się audyt na życzenie potencjalnego przyszłego właściciela – chciał poznać stopień zadłużenia, strukturę wydatków i przekonać się, czy po ewentualnym wejściu do drużyny z szafy nie będą wypadać trupy. To właśnie spłata długów jest w tym przypadku kluczowa, bo Pyżalscy oddadzą Wartę za półdarmo pozbywając się ciężaru, jakim stała się dla nich pierwszoligowa ekipa. Gdyby nie słabsza kondycja finansowa ich firmy, to o sprzedaży klubu by nie myśleli.

A trzeba im oddać to, że – mimo fatalnego wizerunku – dwukrotny mistrz Polski zawdzięcza im fakt, że dziś mogą grać na zapleczu Ekstraklasy, a nie tułają się po IV lidze lub okręgówce. W Poznaniu przez ostatnie lata nie było poważnych ludzi, którzy chcieli pompować własną kasę w klub piłkarski. Warta bez Pyżalskich po prostu padłaby na twarz śladem innym dużych marek w Polsce, które przed laty zdobywały tytuły, ale z czasem pogrążyły się w długach. „Zieloni” mieli to szczęście, że po spadku z I ligi i tak zaliczyli miękkie lądowanie w III lidze, z której szybko się wykaraskali. Teza „bez Pyżalskich Warta by sobie poradziła, a ich brak oszczędziłby klubowi wstydu związanego z ich zachowaniem” być może się broni, ale pytanie, czy klub z Dolnej Wildy stać było na to, by rękę właścicieli Family House odtrącić? No, niekoniecznie. Szczególnie, że dziś zadłużenie klubu nie jest dramatyczne i nowy właściciel powinien sobie z nim poradzić.

Pyżalscy (piszemy w liczbie mnogiej, bo choć prezesem klubu formalnie jest Izabella, to i tak klubem głównie zajmuje się Jakub) popełnili mnóstwo błędów przy wejściu do klubu. Oboje najzwyczajniej w świecie nie znali się na piłce – nie wiedzieli jak ten biznes funkcjonuje, na czym trzeba się oprzeć, jakiemu piłkarzowi ile zapłacić. Przez klub przepuścili mnóstwo kasy płacą absurdalne kontrakty zawodnikom, którzy na to nie zasługiwali. Symbolem tej „Zielonej rewolucji”, jak sami to nazwali, był Mariusz Ujek, kasujący w Poznaniu kilkanaście tysięcy złotych, a oferujący wątpliwą jakość piłkarską. Pyżalscy otoczyli się złymi doradcami, którzy przeżerali kasę łożoną hojnie przez właściciela klubu. Później były chore zwolnienia trenerów, chaotyczne rzucanie się od koncepcji do koncepcji, szukanie szalonych złotych środków (trenować piłkarzy mieli instruktorzy rugby czy sportów walki). Anegdotami o tym, jak bardzo Pyżalscy nie czuli piłki, szłoby obdzielić kilka tekstów. Ponadto doszło też do konfliktu z kibicami, którzy prowadzili – skromny, bo skromny – ale zorganizowany doping.

Otrzeźwienie przyszło dopiero po spadku aż do III ligi. Może taki klaps był Pyżalskim potrzebny, by zrozumieć, że nie wynaleźli jednego prostego triku na mądre prowadzenie klubu piłkarskiego. Trenerem zrobiono Tomasza Bekasa, dano mu czasu na pracę z zespołem, budowę drużyny oparto na mieszance doświadczenia (Marciniak, Ngamayama), wychowankach (Fiedosewicz, Szynka) i zawodnikach z regionu, którzy z różnych powodów nie przebili się wyżej (Kieliba, Dejewski, Laskowski). Warta dwukrotnie wygrała III ligę, ale baraż przebrnęła dopiero przy drugim podejściu po legendarnym już barażu z Garbarnią Kraków (tak, tym z Pyżalskim odstawiającym cyrki przy barierce). Następnie udało się utrzymać w II lidze, zespół przejął specjalista od niższych lig Petr Nemec, który mocno postawił na solidne przygotowanie fizyczne. Zespół wzmocniono chociażby Adrianem Cierpką (wychowanek Lecha, swego czasu mówiono, że to większy talent od Karola Linettego) czy Przemysław Kitą (ex-Cracovia). W kolejnym sezonie Warta – ku zaskoczeniu wielu – awansowała do I ligi.

Ta biedna Warta zaczęła sezon od trzech spotkań bez porażki, z siedmioma punktami na koncie i z dwoma zaległymi meczami do rozegrania zajmuje miejsce na podium. Oczywiście nikt w Poznaniu o awansie nie myśli, bo każdy zdaje sobie sprawę z ograniczeń finansowo-organizacyjnych. Spokojne utrzymanie wydaje się optymalnym celem piłkarskim na ten sezon. Celem organizacyjnym jest dogranie sezonu bez walkowerów, spłata zadłużenie, powrót do płynności finansowej.

Oczywiście Warta nie ma za sobą ogromnego potencjału kibicowskiego, na wyjazdy „Zielonych” jeździ kilka-kilkanaście osób, na stadionie przy Drodze Dębińskiej w II i III lidze zjawiało się kilkaset osób. Ale to klub zasłużony (dwukrotny mistrz Polski), z piękną historią i unikalnym klimatem. Ściany w budynku klubowym zdobią zdjęcia warcianych olimpijczyków, na trybunach przesiaduje wiele osób starszych, nierzadko przy barierce odgradzającej trybuny od boiska dzieci jeżdżą na czterokołowych rowerkach. Ponadto Poznań – co odróżnia go od Krakowa czy Łodzi – nie martwi się konfliktem między kibicami dwóch najważniejszych drużyn w mieście. Bo jego po prostu nie ma – między Lechem a Wartą panują neutralne stosunki. Znane w Poznaniu jest hasło – Lech king, Warta queen.

Czekamy zatem na to, czy królowa utrzyma koronę na głowie, czy czeka ją degradacja do stanu chłopskiego. W tym tygodniu powinna rozstrzygnąć się kwestia zmiany właściciela klubu, ale mecz z ŁKS-em „Zieloni” rozegrają jeszcze w Grodzisku Wielkopolskim.

DAMIAN SMYK

KOMENTARZE (34)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
sucharzawily

„Podobnie jak nie szło grać” – widać, że pisał ktoś z Wielkopolski (czytaj: Damian Smyk) :)

Grzegorz Brzeczyszczykiewicz

Jestem z Wielkopolski i też mnie oczy zabolały od czytania…

Totengott

Z ciekawości, co jest nie tak w tym sformułowaniu?

Staszek Anioł

Po polsku to prawidłowo nie jest. Bo co nie szło? Zwierzę, dziecko?
Sam tak nieraz mówię (akurat pod wpływem Śląska), ale nigdy bym tak nie napisał jako dziennikarz…

NigrumMangaMentula

Bardzo dobrze się stanie jeśli zasłużona Warta złapie tlen w postaci płynności finansowej. w Poznaniu spokojnie jest miejsce dla dwóch ekstraklasowych zespołów. Przy odpowiednim zarządzaniu w zespole zielonych możemy spodziewać się awansu w przyszłym dziesięcioleciu, Akademia mimo swoich ograniczeń stoi na bardzo dobrym poziomie. To wygląda mniej więcej tak: jesteś za słaby na akademie Lecha, zapraszamy do Warty. A ile to znamy historii gdzie ponoć nieutalentowany, czy za słaby chłopak staje się wielkim piłkarzem (np. Steven Gerrard czy Luka Modrić) . bardzo kibicuję zielonym w tej sytuacji,

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Złoty Widzew zbudowano na piłkarzach niechcianych.

m1025

Młynarczyk Żmuda czy Boniek raczej nie byli niechciani

Olala
Widzew POLSKA Liverpool (L) Polonia Kotwica ŁKS Szerszenie Weszło

m1025 / Doczytaj, Widzew w latach 70. awansował do 1 ligi bazując na niechcianych w swoim klubie ełkaesiakach. Nazwiska które wymieniłeś to były duże transfery.

Anziolek

Piszecie, że nie da się grać na stadionie miejskim bo wielkie koszty. Ale może nie trzeba wynajmować całego ? Można iść śladem Garbarni, która podnajmuje stadion miejski w Krakowie tylko w małej części i płaci za to stosunkowo niewielkie pieniądze.

wojtkow

Warta juz kiedyś wynajmowała jedną trybunę. Ale w Poznaniu nie są to małe pieniądze. Postawiono wielkiego sypiącego się trupa aka pieczarę, więc koszty utrzymania (a co za tym idzie wynajmu) są wysokie. Do tego słynna murawa nie lubi jak się po niej chodzi, więc w przypadku dwóch klubów trzeba by ją częściej wymieniać, a na to Warty nie stać.

Nadszyszkownik Mineciarz
Ta ktora akurat wygra

sypiacy sie trup to stoi w krakowie przy rejmonta.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Murphy
KTS Weszło

może tak może nie?
W jaki sposób niedokończenie sezonu przez Wartę może zdezorganizować ligę?
Anuluje się wyniki wszystkich klubów które z Wartą zagrały, reszta nie zagra i tyle.
Sprawa załatwiona.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

qdlaty81
WIDZEW

Murphy nie w tym rzecz (chociaż akurat odejście klubu w trakcie trwania ligi wpływ może być ogromny, wystarczy spojrzeć na ostatni sezon w ekstraklasie podbeskidzia – w trakcie sezonu zapadła administracyjna decyzja o ujemnym punkcie dla kogoś, co się przełożyło na to, że Podbeskidzie zostało przesunięte z miejsca w górnej ósemce to dolnej ósemki i następnie tak im spadło morale że zlecieli ligę niżej – jeden punkt zmieniony w czasie trwania sezonu a różnica akurat dla Podbeskidzia kolosalna, a tutaj mówimy o 3 albo i 6 punktach w zależności od tego czy ktoś grał z Wartą jeden czy dwa razy).
Sęk w tym, że po to miała być komisja licencyjna, że każdy klub miał przed sezonem mieć zapewnione finansowanie na cały sezon, także cyrklowanie papierami żeby tylko dostać licencję powinno być wręcz karane, bo własnie zaburza rozgrywki.
Wyobraź sobie np. że w czasie trwania meczu Twojego klubu z Wartą obrońca Warty wyeliminuje Ci najlepszego piłkarza na cały sezon (kontuzja) a potem PZPN odejmie Ci te zdobyte na boisku 3 punkty i akurat tych punktów zabraknie Ci na koniec do utrzymania. Scenariusz może utopijny, ale nie mniej niż ten z Podbeskidziem. Także ja się zgadzam z kolegą „możem” 😉

Murphy
KTS Weszło

Zdjęcie profilowe qdlaty81
Komisja Licencyjna nie jest gwarantem tego że klub dotrwa do końca sezonu. Bo nie ma magicznej kuli w której mogłaby sprawdzić, czy tak będzie. Komisja licencyjna sprawdza w zasadzie czy klub ma warunki żeby sezon rozpocząć. A później to już różne rzeczy mogą się dziać. Niekoniecznie z winy klubu.

Nie wiem dlaczego próbujesz porównać sytuację Podbeskidzia, do tej. Tam chodziło o jeden klub. Tutaj wszystkie kluby zostałyby potraktowane tak samo. Czyli tabela dopasowana byłaby tak jakby była w niej jedna drużyna mniej.

wezyriusz

Bardzo tajemniczy ten potencjalny inwestor. Od ponad tygodnia słyszy się tu i ówdzie że Pyzalscy odchodzą a nie wiemy kim będzie ten nowy „zbawca”. Tak na koniec, można wiele zarzucać Pyzalskim ale ratowali ten klub przez ładnych kilka lat. Owszem popełniali błędy ale kto ich nie popełnia?

pietrek

Eee myślałem że dacie sławetne wideo z pokazem „kultury” Pyżalskiego

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Hawrań

A to ciekawe bo zazwyczaj decyzję o wycofaniu się właściciela , sponsora klubu, z powodów finansowych poprzedzaja słabe wyniki drużyny nierzadko degradacje czy wyprzedaż najlepszych zawodnikow , a tu jest wrecz odwrotnie ! , 2 awanse pod rząd z 3 ligi do 1ej w 2 sezony i jak wygrają chociaż jeden mecz z dwóch zaległych to zostaną liderami 1 ligi , tak więc szok i ogromny szacunek dla piłkarzy , sztabu szkoleniowego Warty oraz dla Pyżalskich bo trzeba im oddać ze gdyby nie oni to zapewne Warta zasłużony klub , zniknęła by z piłkarskiej mapy Polski .

egzekutor_77
Pogoń Szczecin

„…nierzadko przy barierce odgradzającej trybuny od boiska dzieci jeżdżą na czterokołowych rowerkach…”
Albo czytałem, że tam się zgoła inne rzeczy przy barierkach dzieją, albo jest to klub o wielu twarzach … 😀

Bytoviak09

biedny klub.Zadłużenia w wypłatach,Brak występów na wlasnym obiekcie,a mimo to dostał licencje bez problemu.Oto kolejny przykład tej dziwnej komisji,która nie wiadomo po co istnieje.Polska

StanLaurel

Klub sportowy, a zwłaszcza drużyna pilkarska, to (może być) świetny nośnik reklamy (w wielu miejscach – stadion, budynek, pilkarze, autokar klubowy, strona, TV, itp. itd.). Ja tego wciąż nie rozumiem, jak to jest, że w 40-milionowym kraju nie da się znaleźć agentów/pośredników/marketingowców (de facto sprzedawców powierzchni reklamowej), którzy potrafiliby spiąć ze sobą reklamobiorców (kluby) i odpowiednich reklamodawców (biznes). Tak, aby wygenerować dochód dla obydwu.
Dlaczego w Anglii w VIII lidze da się to zrobić, a u nas trudno jest nawet na najwyższych stopniach rozgrywek.

Król Roastów
FC Taciewo

Bo:

-Niczyj biznes nie chce być kojarzony z kibolstwem;
– Przez popisy w pucharach polskie kluby nie są nawet kojarzone z wysokim poziomem sportowym.
– Atmosferę na stadionach trudno nazwać rodzinną, przyjemną. Raczej jest pełna nienawiści i hejtu. Bluzgi w przyśpiewkach to codzienność.
– Wniosek jest z tego taki, że polskie kluby właściwie pod żadnym względem nie kojarzą się przyjemnie. Co innego reprezentacja – zero kiboli na meczach, piknikowa atmosfera, niezłe ostatnio wyniki, duży zasięg w telewizji. Skutek – sponsorzy walą drzwiami i oknami.
– Kibole bojkotują zmianę nazwy klubu na nazwę sponsora, czego na przykład nie ma w siatkówce, więc siatkówka jest pod tym względem o wiele atrakcyjniejszym rynkiem. Do tego kojarzy się z sukcesami, a na trybunach panuje przyjemniejsza atmosfera dla normalnego Kowalskiego.
– Choć Polska ma 40 mln mieszkańców, zainteresowanie piłką ligową jest szczątkowe. Zasięg telewizyjny jest bardzo ograniczony (średnio mecze w C+ ogląda ok. 150 tys. osób, w I lidze o wiele mniej, w II lidze – zero, bo nie ma transmisji). Taki zasięg reklamy na facebooku masz za 1000 zł, w Google – jeszcze mniej, bo możesz płacić za kliknięcia, nie wyświetlenia, do tego te reklamy możesz targetować po zainteresowaniach. Świat idzie do przodu pod tym względem.
– Na stadiony w większości chodzą ludzie z nizin społecznych, więc do dziś mam bekę, że nasze ligi sponsorują: Aztorin – producent luksusowych zegarków albo Nice – producent bram garażowych. Na pewno jest to produkt, którym zainteresuje się dresik z młyna, który do dziś mieszka z matką.
– Warto zwrócić uwagę, że do tej pory często wśród dobrodziejów polskiej piłki były osoby/firmy, które nie muszą się reklamować, bo branża tego nie wymaga: Groclin (którego oferta skierowana jest nie do zwykłych ludzi, a do producentów samochodów), Tele-Fonika (producent kabli), Kopalnia Bogdanka, Węglokoks, KGHM, Comarch, Kopalnia w Bełchatowie i wielu innych.
– Warto zwrócić uwagę, że praktycznie żadna umowa dużego sponsoringu w naszej lidze nie jest przedłużana – czy to tytularnego (była już Orange Ekstraklasa, T-Mobile Ekstraklasa, teraz jest Lotto), czy to tytularnego stadionów (czemu stadion Wojska Polskiego nadal nie jest Pepsi Areną, albo stadion w Gdańsku PGE Areną? To samo z Ineą, która nie przedłużyła umowy ze stadionem w Poznaniu, była też Dialog Arena w Lubinie i Kolporter Arena w Kielcach), czy to na koszulkach. Dlaczego? Ano dlatego, że sponsor wyliczył sobie, że ta reklama daje mu korzyści niewspółmierne do kosztów.

Wnioski: jedyny pozytyw ze sponsorowania piłki to to, że stajesz się bardziej znany jako osoba (nigdy nie usłyszałbym o Mioduskim, gdyby nie wszedł w Legię). Częściej pojawiasz się w mediach, zawierasz wpływowe znajomości na loży i tak dalej. Możesz też traktować to jako kaprys, hobby zamiast grania w golfa. Jeżeli zaś chodzi o korzyści czysto marketingowe/reklamowe dla Twojego biznesu – istnieją o wiele lepsze formy reklamy i wchodzenie w to się zwyczajnie nie opłaca. Polscy biznesmeni wbrew pozorom nie są debilami i to wiedzą.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Isabelle Łykalska-Puszczalska
Warta doznań

Padnę na kolana przed zainteresowanym inwestorem. Tylko poważne oferty.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

tss

No raczej tak. Jakby Warta nagle zaczęła robić wynik sportowy i ściągać większą ilość ludzi to zakładam, że nie byłoby już tak kolorowo.

PatrykS1993
Lech Poznań

Mam wrażenie, że nie spowodowałoby to nagłego popsucia się stosunków między kibicami obu poznańskich drużyn. Myślę, że nadal można by było zauważyć zielone szaliki na meczu Lecha i niebiesko-białe na meczach Warty.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PatrykS1993
Lech Poznań

Meh… Może chociaż raz zadziała zdrowy rozsądek. W sumie, w co ja wierzę…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

PatrykS1993
Lech Poznań

Albo przynajmniej kończyć sezon w górnej połowie tabeli. Myślę, że wtedy śmiało można by było chodzić na mecze obu poznańskich drużyn.

dbnpk

Dlaczego tak nagle, już po awansie zbliża się koniec ery Pyżalskich? Odpowiedź jest bardzo prosta. 21 lipca miasto przejęło stary stadion Warty, na którym Family House chciało postawić bloki i głównie dlatego zainwestowali w Wartę- bardzo liczyli na te tereny. Według planu zagospodarowania miasta stadion miał zostać przeznaczony na tereny zielone, a jego przejęcie przez miasto było ostatecznym potwierdzeniem, że działka jest stracona. No i nagle pilnie odchodzą.

wpDiscuz