Pani piłkarzowa przemówiła. Niestety…
Weszło

Pani piłkarzowa przemówiła. Niestety…

Nikolę Vujadinovicia zdążyliśmy poznać jako stopera, który generalnie coś tam potrafi, ale czasami zdarzają mu się błędy na poziomie przeciętnego Tima Riedera. Generalnie – solidny ligowiec, nic poza tym. Gdyby nazywał się Mikołaj Wujadinowski, to pewnie krążyłby między Piastem, Miedzią i Pogonią. Niestety, w czwartek poznaliśmy też twitterową twórczość jego żony.

Pani Aleksandra zbeształa wszystkich dookoła. Najpierw obraziła się na tych, którzy krytykują piłkarzy, bo przecież sami nigdy w piłkę nie grali, a tylko siedzą przed telewizorem i plują na panów piłkarzy. Czyli klasyczne pierdololo.

Później nakrzyczała na tych, którzy nigdy nie biegali, że ci nic nie wiedzą o piłce. Yyyy… co?

A na koniec przyznała, że każdego dnia ona i jej córki przeżywają złe chwile w Poznaniu, że codziennie ktoś mówi coś paskudnego. I że żyła już w wielu krajach, ale nigdy nie czuła się tak źle, jak w Polsce.

37384260_2358009000892455_129106081262600192_n

Ha, widzimy to! Pani Vujadinović drepcze sobie po Grunwaldzie, nagle podbiega do niej pan Henryk (56 lat, rencista) i krzyczy: – Pani, ten pani mąż to prawa noga do tramwaju! Słabe podanie diagonalne, gra głową do poprawy! – awanturuje się. Następnego dnia w Żabce ekspedientka Karina (28 lat, absolwentka Wyższej Szkoły Zdrowia, Urody i Edukacji) z grymasem na twarzy waży jej banany. – Vujadinoviciowie… Ech, gdyby nie wy, to Lech byłby mistrzem… – syczy zza zaciśnięty zębów. – A mój tata mówił, że ten twój to się nadaje do tarcia chrzanu i na stoperze to nawet Augustyn w duecie z Toivio wyglądaliby lepiej – słyszą córki Nikoli w przedszkolu.

Miłość do Poznania pani Aleksandrze szybko przeszła, bo jeszcze kilka miesięcy temu ochoczo wrzucała zdjęcia z tego miasta i zasypywała je serduszkami. Przejrzeliśmy twitterowy profil żony Nikoli i wyszło na to, że to nękanie wzmogło się w ostatnich dniach, bo wcześniej chętnie wrzucała oprawy kibiców Kolejorza, podawała dalej tweety kibiców chwalących jej męża i w ogóle sprawiała wrażenie kobiety zadowolonej z tego, gdzie przyszło jej mieszkać.

Pani Aleksandra napisała też, że nie czuje się w Poznaniu bezpiecznie. Uspokajamy – nie takie znajdy w Lechu grały i nic im się nie stało. A żon piłkarzy to w ogóle nikt nie kojarzy. Włos pani z głowy nie spadnie, gwarantujemy. Niepotrzebnie pani dramatyzuje.

Jeśli naprawdę pani Aleksandrze i jej córkom w Polsce jest tak fatalnie, to w Lechu trwa właśnie wielkie sprzątanie szrotu. Podejrzewamy, że wystarczy tylko słowo szepnięte na ucho prezesa, by Nikola mógł szukać sobie nowego klubu. Vujadinoviciowie zostaną pozbawieni tego przykrego obowiązku przebywania w kraju, w którym nikt nie zna się na piłce i w którym ciągle ktoś słowem tnie ich serca na wskroś.