Młodzież wystąp. Plusy i minusy nowego przepisu
Weszło

Młodzież wystąp. Plusy i minusy nowego przepisu

Tak jak pisaliśmy wczoraj: ekstraklasa będzie się zmieniać, a mówiąc konkretniej, będzie się odmładzać, bowiem od sezonu 19/20 w każdej drużynie na boisku musi się meldować jeden młodzieżowiec, czyli piłkarz do 21. roku życia. Skoro zmiany są pewne, warto zastanowić się czy podążamy w dobrym kierunku, czy jednak powinniśmy zawrócić? Wybraliśmy po trzy argumenty na tak i na nie, jeśli chodzi o to rozwiązanie.

Niesprawiedliwość

To głupie, gdy o grze decyduje rok urodzenia. Młody zawodnik musi mieć więcej atutów niż tylko odpowiedni numer PESEL, a potrafimy sobie wyobrazić, że jeśli trener będzie mieć do wyboru młodziaka i trochę lepszego piłkarza, ale już doświadczonego gościa, to posadzi seniora na ławce. To nieuczciwe i tworzące patologię. Tym sposobem uczymy zawodników, że coś im się należy, a tak nie jest. Swoje trzeba wybiegać, wyszarpać. O swoje trzeba walczyć. Natomiast wprowadzając łatwiejszą ścieżkę juniorom, pokazujemy im, że dostają prezenty tylko za coś, na co nie mieli żadnego wpływu. Sport to rywalizacja, ułatwiając ją na samym starcie, ocieramy się raz, że o wspomnianą patologię, ale i o śmieszność. Młody, grasz, bo mama z tatą zostali sam na sam później niż mama i tata kolegi z twojej pozycji. No ludzie…

Rozwój skautingu i szkolenia

Kluby będą musiały w końcu zainwestować w szkolenie młodzieży i skauting. Będzie trzeba trochę pojeździć po niższych ligach, poszukać kogoś, kto jest młody i ogarnie na boisku. Przepis natomiast powinien ograniczyć ściąganie tabunów obcokrajowców z YouTube’a, bo nie będzie dla nich tyle miejsca w składzie. Do góry może też pójść szkolenie młodzieży, skoro jeden młodziak będzie musiał grać, to naturalnie lepiej, by prezentował przyzwoity poziom. Być może prezesi zostaną w ten sposób zmuszeni do myślenia długoterminowego, które wykracza poza przyszły czwartek.

Zatrzymanie rozwoju

Logiczne, że jeśli jeden zawodnik o statusie młodzieżowca będzie musiał przebywać na boisku, to zespół będzie potrzebował ich więcej. Kartki, kontuzje, słaba forma… Powodów jest mnóstwo, posiłkowanie się jednym chłopakiem byłoby wariactwem. Musi ich być trzech-czterech. Ale skoro są jeszcze za słabi, by grać w pierwszym składzie, będą siedzieć na dupie i z tego potrzasku nie wyjdą. Według starych zasad mogliby pójść na wypożyczenie, ogrywać się, zbierać doświadczenie. Teraz nikt ich na wypożyczenie nie puści, bo mogą być potrzebni na miejscu. Będą więc tracić czas, zamiast podwyższać swoje umiejętności na przykład w pierwszej lidze. Paradoksalnie więc może się okazać, że chcąc ułatwić życie młodzieżowcem, rządzący polską piłką to życie im utrudnią.

Ograniczenie liczby zagranicznych ogórków

Prezesi zaczną patrzeć przychylniejszym okiem na polskich piłkarzy i mając do wyboru obcokrajowca albo rodzimego zawodnika o podobnych umiejętnościach, postawią na tego drugiego. Mamy już dość oglądania cudaków pokroju Eduardo, który nie przyjechał tu nawet odcinać kuponów z kariery, bo i na to nie miałby sił. On po prostu jest. Po co, dlaczego, w jakim celu? Tego nikt nie wie. Jeśli ten przepis miałby ograniczyć tego typu transfery, podpisalibyśmy się pod nim z pewnością.

Interwencja w wolny rynek

Nikt z nas nie lubi być traktowany jak idiota – to wkurza, gdy władza nakłada na nas zakazy i nakazy, traktując gorzej niż ćwierćinteligentów. A prezesi klubów to w dużej mierze ludzie ogarnięci, rzadko bowiem się zdarza, by do takiego stanowiska doczłapał się głupek (choć oczywiście i takie historie pamiętamy). No, ale ustalić możemy, że przewagę na tych stanowiskach mają ludzie ogarnięci. Teraz ktoś im mówi: masz robić tak i tak. W sumie to dlaczego? Do sukcesu prowadzi wiele dróg, można wygrywać z udziałem młodzieżowca, ale można kosić rywali, grając samymi 30-latkami. Wisła Cupiała za najlepszych lat wcale nie stała polskimi młodzieżowcami, a i tak biliśmy jej brawo. Trudno też nie odnieść wrażenia, że ten przepis stawia w roli idiotów trenerów, gdyż zakłada, że mając w odwodzie talenty, robią sobie na złość, sadzając ich na ławce.

Szukanie nowych rozwiązań

Ustalmy jedno: polski futbol klubowy się nie rozwija. Jak byliśmy w dupie, tak w dupie jesteśmy, dostajemy po głowie w europejskich pucharach właściwie od każdego, zaczyna brakować krajów na mapie Europy, które nas jeszcze nie ograły. Trzeba więc szukać nowych rozwiązań, świat nam ucieka i na razie nie widać, byśmy mieli go gonić. Być może na dłuższą metę właśnie ten przepis nam pomoże: będziemy rozwijać młodych piłkarzy, sprzedawać ich z zyskiem, szkolić kolejne zastępy graczy. Na starych Brazylijczykach nie zbudujemy sobie mocnej pozycji, plan oparty na młodych Polakach wygląda lepiej.

Fot. 400mm.pl