Roger is back! Federer wraca do gry i celuje w Wimbledon
Inne sporty

Roger is back! Federer wraca do gry i celuje w Wimbledon

Zakończył się już sezon kortów ziemnych, choć gdzieniegdzie trwają jeszcze pomniejsze turnieje rozgrywane na mączce. Nas one jednak nie interesują, bo wszystko, co najważniejsze, przeniosło się na trawę. Dla fanów tenisa oznacza to jedno: do gry wraca Roger Federer.

Szwajcar już w drugim sezonie z rzędu ominął turnieje rozgrywane na cegle. Rozsądna strategia, wziąwszy pod uwagę wiek, możliwości wydolnościowe organizmu i fakt, że na Wimbledonie szanse na zwycięstwo ma nieporównywalnie większe niż w Paryżu, gdzie – nie oszukujmy się – króluje Rafael Nadal, a końca jego panowania nie widać.

To zresztą niesamowita sprawa, że Szwajcar, wysyłany przez większość ekspertów na emeryturę pod koniec 2016 roku, i Hiszpan, którego kolana przeszły mniej więcej tyle kontuzji, ile Rafa ma Szlemów na koncie, zgarnęli sześć ostatnich tytułów tej rangi. To jak powrót do lat 2005-2007 (ponad dekadę wstecz!) kiedy zdobyli ich jedenaście z rzędu. Z tą różnicą, że tym razem dzielą się po równo, wtedy młodszy z nich wygrywał tylko we Francji.

Kolejny rozdział ich dominacji przynieść ma Wimbledon, rozgrywany na początku lipca, tradycyjnie już zwieńczający krótki sezon gry na kortach trawiastych. Faworyt i scenariusz są oczywiste: Roger Federer broni tytuły, udowodniając, że w tradycyjnej bieli, na zielonym korcie, czuje się najlepiej na świecie. Po przywitaniu, jakie urządzili Szwajcarowi fani w Stuttgarcie, widać, że tenisowe środowisko zdaje sobie z tego sprawę. Zobaczcie sami.

A to przecież tylko sesja treningowa w małym turnieju, lekko licząc – piątym rangą. Ale to Federer, który przyciąga ludzi jak magnes. W meczu drugiej rundy (w pierwszej miał wolny los) trafił na Mischę Zvereva, reprezentanta gospodarzy. Przy okazji gościa, grającego klasycznym serve&volley. Innymi słowy: Mischa lata do siatki, gdy tylko nadarzy się okazja, co najlepiej sprawdza się na trawie. W przypadku meczu ze Szwajcarem sprawdziło się tylko w pierwszym secie, dwa pozostałe wygrał Roger.

Swoją drogą – spróbujcie zgadnąć, komu bardziej sprzyjała publika. Przypominamy raz jeszcze: turniej rozgrywany był w Stuttgarcie, a Zverev jest Niemcem. Tylko co z tego, skoro fani Federera są wszędzie?

Nie był to dla Szwajcara powrót łatwy, ale po kilku miesiącach bez turniejowych zmagań nie można było oczekiwać, że z marszu zacznie roznosić rywali, jak jego serdeczny przyjaciel na Roland Garros. Federer umyślnie wybrał mniejszy turniej, ze słabszą obsadą, ale taki, który pozwoli mu skutecznie wrócić do touru. Zresztą, po wygranej nad Zverevem zażartował  nawet, że „miło jest znów wygrywać, ostatnie dwa spotkania przegrałem” [w marcu z Del Potro i Kokkinakisem – przyp. red.]. Fakt, jak na niego, to wyjątkowo długa seria.

A, no i jest jeszcze jedna ważna rzecz odnośnie Mercedes Cup. Jeśli Szwajcar dojdzie do finału, nawet bez wygranej w całym turnieju, to wskoczy na pozycję numer jeden w światowym rankingu. Tym Roger i Rafa też lubią się ostatnio dzielić, bo sezon jako lider rozpoczął Hiszpan, później przez kilka tygodni królował Federer, ale wspomniane porażki zrzuciły go na drugie miejsce. Rafa też przegrał, w Madrycie, tracąc sporo punktów i oddając pozycję lidera. Wygrał natomiast w Rzymie i odzyskał ją po zaledwie tygodniu. Ponownie zlecieć na drugie miejsce może za kilka dni. Jeśli tylko Roger okaże się lepszy od rywali w swoich dwóch kolejnych meczach.

Prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest naprawdę duże. Podobnie jak tego, w którym Szwajcar zgarnia swój 21. wielkoszlemowy tytuł i 9. Wimbledon w karierze. Za jednym zamachem rakiety.

 fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Plustocodoliczyarbiter

Po co to „nie oszukujmy się”?
Fatalne jest to powiedzenie.

wpDiscuz

INNE SPORTY