Białek z Moskwy: Jak dojechałem Polonezem do Rosji
Weszło Extra

Białek z Moskwy: Jak dojechałem Polonezem do Rosji

– To ty będziesz taki trochę Leszek z Francji – rzucił ktoś na weszlackiej imprezie integracyjnej, gdy usłyszał, że to Mateusz Rokuszewski przykleja się na mundialu do reprezentacji Polski, a ja mam napierać po Niżnych Nowogrodach i Samarach w poszukiwaniu przygód.

– Lepiej nie! – rzucił z przekąsem sam Leszek, wspominając błąkanie się po Nicei, nierówną walkę ze strajkującą koleją i bitwy o życie w marsylskich hotelach ósmej kategorii.

Szybko wspiąłem się jednak o półkę wyżej niż Leszek. Chciałbym pobłądzić po najdzikszych zakamarkach Moskwy, pogubić się w metrze, dostać po zębach wchodząc tam, gdzie się nie wchodzi. Nie było mi to dane. Do Moskwy początkowo nawet nie dotarłem.

***

DSC02024

Dworzec Moskwa Białoruska. Ostatecznie daliśmy radę. 

Rosja przywitała mnie gongiem prosto w zęby. Gongiem absurdalnym dla osoby poruszającej się po strefie Schengen, ale i gongiem, który dość szybko uświadamia, że w Rosji z procedurami żartów nie ma. 11 czerwca, poniedziałek. Warszawa, lotnisko Chopina. Moja rosyjska wiza zacznie obowiązywać od wtorku. Bilety lotnicze mam na 20:00. O 23:10 miałbym zatem wylądować w Moskwie. Od legalnego pobytu na terenie Rosji dzieli mnie 50 minut. Największy grzech, jaki można popełnić w Rosji? Założyć, że służby przymkną oko na jakąkolwiek nieprawidłowość. To nie Ameryka Południowa, gdzie rzucisz kilka uśmiechów i wszystko załatwisz. Przy stanowisku linii lotniczych widzę, że nic się nie da zrobić.

– Chyba że… – zastanawia się jeden z pracowników linii. – Chyba że lot się opóźni.

Za chwilę dostaję sms-a, że wyruszamy jednak o 20:30. Pół godziny do 24 nadrobione. Jeszcze 20 minut.

– Jeśli przez opóźnienie wylądujemy w Moskwie po 24, wszystko będzie w porządku, wpuścicie mnie na pokład?
– Tak, wtedy tak – odpowiada pracownik, co potwierdza jednym telefonem, drugim telefonem i rozmową z koleżankami ze stoiska, po czym na nielegalu drukuje moją kartę pokładową i wysyła pod bramkę, by czekać na… cud? No nie, mruga okiem, że może się udać, bo opóźnienia lubią się przedłużać. Jest nadzieja.

Za chwilę wylot przedłuża się o kolejne piętnaście minut.

Zaraz znów dziesięć minut. Jest dobrze.

– Damy radę? – pytam przy bramce.
– Planowo lądujemy w Moskwie o 23:57. Do 24 brakuje trzech minut.
– I przez te trzy minuty nie wpuścicie mnie na pokład?
– Nie.

Zaczyna się wyścig z czasem. Wokół zapewniają – kibicują wręcz! – że jeśli dojdzie do kolejnego opóźnienia, wejdę na pokład. Trzy minuty. Czuję się jak Kamil Glik, który tak jak ja próbuje wygrać z czasem. W momencie planowego startu jeszcze nie wszyscy weszli na pokład. Powoli otwieram w głowie szampany. Pracownik linii lotniczych drukuje dokumenty, które będzie mieć na podkładkę. Jeszcze tylko telefon do przełożonego i…

I nic. Dupa z majonezem.

Przełożony wydał przez telefon tak głośną zjebkę, że aż ja prawie zlałem się potem. Za ewentualną deportację pasażera płaci pracownik linii, a nawet jeśli wiadomo, że i tak do żadnej deportacji nie dojdzie, czuć wyraźną obawę. Z rosyjskimi służbami nie ma żartów. Są nieprzewidywalne. Jeśli wykryją jakąkolwiek nieprawidłowość w papierach lub coś im się nie podoba – nieważne, że to absurdalne i nieżyciowe – po prostu nie wpuszczają delikwenta do siebie i cześć. Radź sobie, kolego.

– Nie będziemy za ciebie nadstawiać głowy – słyszę, po czym staje mi przed oczami urlop pracownika linii w Ciechocinku zamiast na Saint Tropez , podczas którego klnie pod nosem, że trzeba było tego frajera jednak nie wpuszczać. Rozumiem go.

Rosyjskich służb wszyscy się boją. Z rosyjskimi służbami gadki nie ma – nie to nie, koniec, proszę usiąść na czterech literach i nie zawracać gitary.

DSC02027

Informacja turystyczna pod tablicą z giwerami. Typowy, rosyjski klimat. 

***

Do Moskwy wybrałem się zatem Polonezem. Nie, nie samochodem, taką nazwę miał 19-godzinny pociąg, w jaki wsiadłem. Tuż po wejściu rosyjski konduktor zabrał mi bilet, po czym zanotował coś w swoim 60-kartkowym kajecie. Chwilę potem przez pociąg przeszła pracownica kolei proponując suweniry związane z mundialem – breloczki, kubki, magnesy. Ciężko odmówić Rosjanom żyłki do biznesu.

Kibice posiadający bilet na jakikolwiek mecz mundialu mają to szczęście, że mogą wjechać do Rosji (i tranzytem na Białoruś) bez wizy. Dziennikarze, by odebrać akredytację, mają jednak wymóg wizy biznesowej i stąd cały ambaras. Żeby przemierzyć białoruską granicę wyrabiam jednak w trybie awaryjnym Fan ID, korzystając z biletu kolegi. Jeśli wybieracie się na mundial, zapamiętajcie – Fan ID to podstawa. Na Centralnej dosiada się do mnie kolejny akredytowany dziennikarz, który nie ma ani Fan ID, ani wizy tranzytowej. Gdy uświadamiam go, że o wjazd może być ciężko, nie dowierza, ale po kilku godzinach, usłyszawszy od białoruskiego celnika tekst „proszę się spakować”, ciśnienie mu się podnosi.

– Ale proszę zobaczyć, przecież mam oficjalnie potwierdzenie – tłumaczył się mój kompan dziennikarz ciesząc się, że po drodze w trybie ekspresowym wyrobił Fan ID.

Celnik był gruby, łysy i miał typową, radziecką urodę i sposób bycia. Ręce złożone na piersiach, okazały brzuch wypięty, wzrok spod byka mówiący „gagatki, to ja tu rządze, wam co najwyżej mogę dać buty wyczyścić i to jak będę miał dobry humor”.

– Będzie porządek w papierach, to będzie dobrze, będziemy się lubić. Nie będzie porządku w papierach, to nie będzie dobrze, nie będziemy się lubić – powiedział łamaną polszczyzną z wdziękiem godnym filmów Pasikowskiego.

Nie wiem, czy oglądał polskie kino z radzieckimi urzędnikami w roli mniej lub bardziej głównej, ale zagrał to tak, że spokojnie mógłby iść na casting.

Na chwili stresu się jednak skończyło – dane zostały szczęśliwie odnalezione w bazie, mogliśmy jechać dalej.

Tego szczęścia nie miało jednak dwóch kolumbijskich kibiców, którzy skumali się w przedziale wraz z dwoma Argentyńczykami. Z całej gromadki żaden nie miał Fan ID. Wiz oczywiście brak. Teoretycznie na terytorium Białorusi nie powinien zostać wpuszczony żaden z nich, ale… Argentyńczycy zostali przepuszczeni bez problemu. Kolumbijczykom dano kopa w cztery litery na dworcu w Brześciu. Powód? Są z Kolumbii, na pewno mają przy sobie narkotyki.

Argentyński kibic tłumaczył: – Nam uwierzyli, że nie wiedzieliśmy o Fan ID, ale Kolumbia kojarzy się z dragami. Pytali, czy je mają i dokładnie ich sprawdzali. W końcu stwierdzili, że nie mogą dalej jechać. Pieprzone stereotypy.

Trochę przerąbane. Kolumbia równa się narkotyki – trochę w tym prawdy, ale żeby przez stereotyp wyrzucać kibiców z pociągu – trochę jednak przerąbane, choć zdaję sobie sprawę, że dużym tekstem o śladach Pablo Escobara sprawie nie pomogłem.

Na dworcu w Brześciu trwa przepinanie kół. Pytam Argentyńczyka:

– Wierzysz w to, że Maradona będzie tu pracował?
– Nie wierzyłem od samego początku. Ale teraz zobaczyłem ten dworzec… te twarde zasady… No i nie wierzę w to jeszcze bardziej.

IMG_4042

Dworzec w Brześciu. Nowy dom Diego Maradony usytuowany będzie właśnie tutaj. 

DSC02007

Przepinanie kół. Rosjanie wymyślili sobie, że zrobią szersze tory, by nikt nie dał rady do nich wjechać. 

Cieszył się, że ocalił tyłek, mimo że powinien wylecieć z pociągu. Jego radość trwała jednak tylko aż do rosyjskiej granicy, gdy elegancko został wyprowadzony z pociągu w eskorcie kilku celników.

– Moglibyście powiedzieć mu po angielsku, że musi tu opuścić pociąg? – konduktor poprosił nas, byśmy wcielili się w rolę złego posłańca. Oczywiście grzecznie podziękowaliśmy.

O miano dzbana wyjazdu powalczył także Sławek, który dosiadł się w Terespolu po 39 godzinach koczowania na dworcu. Powód? Jechał do rodziny mieszkającej w Smoleńsku, ale wziął ze sobą nieważny dowód, a przy sobie miał tylko 40 złotych, więc musiał czekać przy granicy na dostarczenie dokumentu.

Każdy z nas miał zatem swój wyjazdowy przypał i pewnie świadczy to źle o każdym z nas z osobna, ale trochę mówi też o tym, że Rosja nie jest najłatwiejszym krajem do podróżowania.

***

Kontrole, kontrole, kontrole. Z tym będzie mi się kojarzyła podróż do Moskwy. Żadna okulistka nie spojrzała mi w oczy nigdy tak głęboko, jak celniczka na białoruskiej granicy. Gdy obserwowaliśmy płot podłączony wzdłuż torów do prądu stwierdziliśmy, że nawet jak w tym kraju będzie bardzo źle, uciekać nie zamierzamy. Całą podróż panowała ogólna atmosfera grozy pt. „ciekawe do czego tym razem się przyczepią”.

Za chwilę do naszego przedziału przedostało się kumate info: – Macie kanapki z szynką albo serem? Zjedzcie. Szybko. Nie można wwozić na Białoruś ani mięsa, ani nabiału. Łapią.

Żarty się skończyły. W try miga napchaliśmy się przygotowanym prowiantem i kontrolę celną przeszliśmy z miną szefów. Aż chciało się wtedy krzyknąć, że mogą nam naskoczyć.

W kwestii szeroko pojętego bezpieczeństwa okazało się to decyzją dobrą, w kwestii kondycji żołądków niekoniecznie – dacie wiarę, że na 19-godzinną podróż z Warszawy do Moskwy nie zapewniono wagonu gastronomicznego? To duże niedopatrzenie można było ratować co najwyżej przekąskami.

DSC02010

Gorąca woda jest za friko, możesz kupić na miejscu kawę za grosze i sobie samemu ją zrobić.

DSC02012

Piwo bezalkoholowe. Nie tego spodziewałem się po rosyjskiej kolei. 

Dawno nie widziałem na czyjejś twarzy takiego szoku kulturowego, jak u Argentyńczyków, którzy obserwowali kuriozalnie długie przepinanie kół. „Ale po co?”. „Ale dlaczego?”. „Ile to potrwa?”. „Dojedziemy?”. Zadawali mniej więcej takie pytania, jakby chodziło o gościa latającego po mieście z giwerą, ale nie wykluczam, że mieszkają w takiej dzielnicy Buenos Aires, że wcale ich to nie dziwi. Samo przepinanie kół jest jednak dość uciążliwe – kto by chciał stać na dworcu 1,5 godziny bez prądu? Mam nadzieję, że zapewnią Diego Maradonie samolot, bo po takim czymś mógłby się rozmyślić.

Sam komfort podróży oceniam jako wysoki. Wszystkie przedziały są sypialniane – teoretycznie zmieszczą się do nich po cztery osoby, ale rosyjska kolej sprzedaje bilety tylko dla dwóch (droższe) bądź trzech (tańsze) osób. Można się wyspać, niczego nie brakuje. Jest nawet… prysznic. Jeśli przeraża was długa podróż pociągiem – nie ma się czego obawiać. Jest OK.

IMG_4034

Prysznic w pociągu. Można? Można.

DSC02016

Umywalka w przedziale sypialnianym pod stołem. Można? Można. 

***

W wypełnionym po brzegi pociągu, w którym praktycznie każdy jechał na mundial, z każdą granicą było nas coraz mniej. Podróż nijak nie potwierdziła stereotypów – nie było śpiewów, wielkiej integracji, zabawy, nawet wódki nie było, bo nie podpięto wagonu gastronomicznego. Dla kibica wybierającego pociąg by poczuć atmosferę mistrzostw – średnia sprawa.

Najważniejsze jednak, że dotarliśmy. Czego życzę także i wam, bo sprawa bynajmniej nie jest oczywista.

3O2JqwX

KOMENTARZE (21)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wojtkow

Jakbyś pojechał plackartnym to miałbyś i wódkę i integrację i atmosferę.
Ale w pociągach dla burżujów z zachodu tego nie ma 😛

Urkides
Legia Warszawa

Rosja nie jest łatwym krajem ale głównie dla dla „razpizdiai” którzy nie wiedzą co to znaczy okres ważności wizy, obowiązek posiadania wizy albo Fan ID, posiadania ważnych dokumentów, ubezpieczenia na czas wyjazdu.
A tu nasze „jakoś to będzie” i oczywiście zdumienie że ktoś się nie zgadza z naszą „logiczną interpretacją”.
W USA albo GB pogranicznik może każdego zawrócić do domu mimo posiadania wszystkich dokumentów, z powodu że „mu z ust śmierdzi”.
Nie bronię Ruskich ani Białorusinów, bo mają u siebie „kwiatki” ale trzeba mieć również trochę wyobraźni i zapoznać się szczegółowo z wymaganiami które trzeba spełnić przed wyjazdem do obcego kraju.

yossarian
Manchester United

Dokładnie tak jak mówisz. Byłem w Rosji 3 lata temu. Razem z ekipą przed wyjazdem chyba ze 3 razy sprawdzaliśmy czy wszystkie papiery się zgadzają. Jak papiery są dobre – problemów większych nie ma.

solaris

Dokładnie, jak się do wyjazdu przygotowuje jak laik to się potem zalicza zdziwko w stylu, że nie można wwozić mięsa i nabiału na Białoruś. Ja jeździłem kilkukrotnie do Rosji i nigdy ze strażą graniczną nie miałem problemów.

Obstawiam, że w drodze powrotnej przymkną redaktora za szmuglowanie, bo nie sprawdzi ile można przewieźć alkoholu i papierosów. Albo wlepią mu grzywnę 7 tysięcy rubli (raczej 100 euro lub nawet więcej, bo Polaki to już dalsza zagranica, więc hajs czesze się na nich taki sam jak na Brytyjczykach czy Niemcach) i wilczy bilet na trzy lata na wjazd do Rosji. A jak będzie kombinować z załatwianiem na lewo rejestracji to mówimy redaktorowi papa na trzy lata łagrów xD

Wot, ignorancja.

wlodek
L4 el quatro / Lechia Gdańsk

fajny reportaż, trzymaj się tam cieplutko (hehe)

I Sekretarz KC PZPN
Nie doczytałem chyba

Kolumbijczycy mogli dać kacapowi wybór: plata o plomo.

Batman

Polska nie wyjdzie z grupy. To więcej niż pewne. Grupa jest za trudna. Rozczarowanie będzie większe niż po mistrzostwach w latach 2002 i 2006 bo teraz reprezentacja jest na fali udanego Euro 2016.

Senegal. Drużyna lekceważona przez jakieś 60% kibiców (januszy?). Drużyna ma dużo większą siłę ofensywną od naszej. W tym sezonie Mane > Lewandowski. Kto ma zatrzymać Mane, który kręcił obrońcami Realu w finale Ligi Mistrzów? Pazdan, Cionek, Rybus, Jędrzejczyk, Piszczek, Bereś, Bednarek, Góralski? Nie widzę nikogo kto byłby w stanie za nim nadążyć. Fizycznie afrykanie są dużo silniejsi od naszych a przeciwko nim wyjdą min. Linetty (Ha!), Rybus, Góralski, Milik, Cionek. Przecież ww. piłkarze przy każdym kontakcie fizycznym będą się od nich odbijać jak od ściany.

Nie wiem dlaczego panuje taki huraoptymizm przed pierwszym meczem. Polska nie potrafi grać z drużynami z Afryki. Ostatnia wygrana 3:1 z Wybrzeżem Kości Słoniowej ale z tego co się orientuje bilans jest niekorzystny.

O Kolumbii i Japonii póki co nie będę pisał. Skupiłem się na pierwszym meczu tak jak nasza reprezentacja.

Obstawiam otwarcie MŚ podobnie do tych z 2002 i 2006. Będzie 2:0 dla Senegalu. Bramki padną w pierwszych 20 minutach drugiej połowy.

Żeby nie było, kibicuje naszym. Ale nauczyłem się do meczów reprezentacji podchodzić realistycznie.

dude
RVM

Rany, co za żenujące podejście! Może oddajmy walkowera? Miejmy nadzieję, że w przeciwieństwie do wielu kibiców chłopaki pokażą jaja!

JesusChristPose
Legia Warszawa

Batman rzekł Zdjęcie profilowe Batman
„Nie wiem dlaczego panuje taki huraoptymizm przed pierwszym meczem. Polska nie potrafi grać z drużynami z Afryki. Ostatnia wygrana 3:1 z Wybrzeżem Kości Słoniowej ale z tego co się orientuje bilans jest niekorzystny.”

Bilans meczów Polska – Afryka (wszystkie 59 państw)
Algieria: 2 – 0 – 0
Angola: 0 – 0 – 0
Benin: 0 – 0 – 0
Botswana: 0 – 0 – 0
Burkina Faso: 0 – 0 – 0
Burundi: 0 – 0 – 0
Czad: 0 – 0 – 0
Demokratyczna Republika Kongo: 0 – 0 – 0
Dżibuti: 0 – 0 – 0
Egipt: 0 – 1 – 1
Erytrea: 0 – 0 – 0
Etiopia: 0 – 0 – 0
Gabon: 0 – 0 – 0
Gambia: 0 – 0 – 0
Ghana: 1 – 0 – 0
Gwinea: 0 – 0 – 0
Gwinea Bissau: 0 – 0 – 0
Gwinea Równikowa: 0 – 0 – 0
Kamerun: 0 – 2 – 1
Kenia: 0 – 0 – 0
Komory: 0 – 0 – 0
Kongo: 0 – 0 – 0
Lesotho: 0 – 0 – 0
Liberia: 0 – 0 – 0
Libia: 1 – 0 – 0
Madagaskar: 0 – 0 – 0
Malawi: 0 – 0 – 0
Mali: 0 – 0 – 0
Maroko: 2 – 2 – 1
Mauretania: 0 – 0 – 0
Mauritius: 0 – 0 – 0
Mozambik: 0 – 0 – 0
Namibia: 0 – 0 – 0
Niger: 0 – 0 – 0
Nigeria: 0 – 0 – 1
Południowa Afryka (RPA): 1 – 0 – 1
Republika Środkowoafrykańska: 0 – 0 – 0
Republika Zielonego Przylądka: 0 – 0 – 0
Rwanda: 0 – 0 – 0
Senegal: 0 – 0 – 0
Seszele: 0 – 0 – 0
Sierra Leone: 0 – 0 – 0
Somalia: 0 – 0 – 0
Suazi: 0 – 0 – 0
Sudan: 0 – 0 – 0
Sudan Południowy: 0 – 0 – 0
Tanzania: 0 – 0 – 0
Togo: 0 – 0 – 0
Tunezja: 3 – 0 – 1
Uganda: 0 – 0 – 0
Wybrzeże Kości Słoniowej (WKS): 1 – 0 – 0
Wyspy Świętego Tomasza i Książęca: 0 – 0 – 0
Zambia: 0 – 0 – 0
Zimbabwe: 0 – 0 – 0
^
^
^

26.08.1960, Rzym: Polska – Tunezja 6:1 (IO)
15.04.1962, Casablanca: Maroko – Polska 1:3
11.10.1962, Warszawa: Polska – Maroko 1:1
30.08.1972, Ratyzbona: Polska – Ghana 4:0 (IO)
08.09.1972, Norymberga: Polska – Maroko 5:0 (IO)
06.06.1978, Rosario: Polska – Tunezja 1:0 (MŚ)
18.02.1979, Tunis: Tunezja – Polska 0:2
21.03.1979, Algier: Algieria – Polska 0:1
19.08.1979, Słupsk: Polska – Libia 5:0
17.02.1980, Marakesz: Maroko – Polska 1:0
19.11.1980, Kraków: Polska – Algieria 5:1
19.06.1982, La Coruna: Polska – Kamerun 0:0 (MŚ)
08.12.1985, Tunis: Tunezja – Polska 1:0
02.06.1986, Monterrey: Polska – Maroko 0:0 (MŚ)
03.12.1991, Kair: Egipt – Polska 4:0
05.12.1991, Kair: Egipt – Polska 0:0
14.11.2001, Poznań: Polska – Kamerun 0:0
06.06.2009, Johannesburg: RPA – Polska 1:0
11.08.2010, Szczecin: Polska – Kamerun 0:3
17.11.2010, Poznań: Polska – Wybrzeże Kości Słoniowej 3:1
12.10.2012, Warszawa: Polska – RPA 1:0
23.03.2018, Wrocław: Polska – Nigeria 0:1

Bilans: 21 meczów; 11 zwycięstw – 5 remisów – 6 porażek; bramki: 37-15

Nie jest tak źle

„Ale nauczyłem się do meczów reprezentacji podchodzić realistycznie.”
Uzasadnij zatem.

JesusChristPose
Legia Warszawa

22 mecze nie 21. ale mniejsza o to.

AsafaPowell
Ruch Chorzów

Mane dla ciebie jest lepszy bo co? Jakby Bayern był w finale to by też z tym śmieszym Liverpoolem wygrał, który nie potrafił nawet pierdnąć w finale. Poza tym byli w Anglii na 3cim miejscu z niesamowitą stratą nad City. Jakby Mane i Salah i reszta byli tacy zajebisci, to by byli bliżej City! Wiem że Premier League jest lepsze od Bundesligi, ale ten przehypowany Liverpool nie potrafił nawet wygrać z West Bromem w sezonie, sam Mane strzelił 10 goli WoW..

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

DonKichot

No nie, u Maradony to może i dobrze się nie dzieje ale chyba jeszcze nie tak, żeby miał zamieszkać na dworcu w Brześciu.

jasin

aż musiałem się zarejestrować, bo p. Jakub dużo chyba pił w pociągu. Tak jak napisał Urkides – przepisy trzeba znać. A Argentyńczycy zostali wpuszczeni, bo mają bezwizowy wjazd na Białoruś. A Kolumbijczycy muszą mieć wizy. A nie kur.a jakaś kokaina – srina czy inne debilne wymysły: http://mvd.gov.by/main.aspx?guid=348813

nagi

Mam pytanie,czy podrozowal pan z dzienikarzem z interii panem Rafalem bo tez wysmazyl artykul o podrozy „Polonezem” i tez wspomina Kolumbijczykow i Argentynczykow.

fryzjer

Panie Jakubie , na euro we Francji Leszka chyba zaopatrzyli w aparat fotograficzny.. bo ciągle opisywał czym było robione . Walcz o swoje next time

kumulowanetypy

http://polskagrupa72.blogspot.com/ – TYPY BUKMACHERSKIE, KTÓRE WCHODZĄ! Trafili wczoraj kurs 151 i dali już skana na bloga! trafiłem razem z nimi i mogę polecić ! są uczciwi i można zarobić.
Na dziś mają już kupon kolejny, wszystko kursy ponad 100!

Nie chcę się czepiać, ale...

„Celnik był gruby, łysy i miał typową, radziecką urodę i sposób bycia.” – człowieku, skąd ty możesz wiedzieć takie rzeczy, jak ty się kilka lat po upadku ZSRR urodziłeś?

LOBO

To, że urodził się później nie znaczy, że nie mógł się dowiedzieć jak wyglądał typowy radziecki celnik.

Michal Sz

A skąd wiesz, że Titanic zatonął? Przecież to było ponad 100 lat temu.

Nie chcę się czepiać, ale...

Fakt zatonięcie Titanica ma swoje potwierdzenie w tekstach źródłowych, „typowa radziecka uroda i sposób bycia” jakoś nieszczególnie.

wpDiscuz