Owoce zatrutego drzewa. Doping w NRD bez tajemnic



Inne sporty

Owoce zatrutego drzewa. Doping w NRD bez tajemnic




„Dlaczego pływaczki z NRD mają takie niskie głosy?” – zapytał jeden z dziennikarzy podczas igrzysk olimpijskich w Montrealu w 1976 roku. „Mają pływać, nie śpiewać” – odpowiedział trener. To tylko jedna z anegdot w temacie zorganizowanego przez państwowy aparat systemu dopingu. Dowodów nie brakowało już wcześniej – dziś pojawia się coraz więcej świadectw ofiar tamtej epoki.

Niemiecki „Zeit” dotarł do zawodników i zawodniczek, którzy w nastoletnim wieku byli faszerowani dopingiem. Często nie mieli o tym pojęcia – dostawali od trenerów odżywki, które miały w składzie testosteron, hormon wzrostu, sterydy i wiele innych magicznych substancji. Nie wszyscy bili potem rekordy i sięgali po medale najważniejszych imprez – zdecydowana większość mimo nielegalnego wsparcia z różnych względów nie zrobiła kariery. Pięć osób pod nazwiskiem opowiedziało o kulisach dopingowego wyścigu zbrojeń i spustoszeniu jakie wyrządził w ich życiu.

Jedną z tego grona jest Katja Hoffmann. Nigdy nie pojechała na wielką imprezę, jednak podczas spartakiady w Berlinie Wschodnim w 1989 roku była czwartą zawodniczką kraju w swojej kategorii wiekowej. Rzucała dyskiem, miała talent i odpowiednie warunki fizyczne do tej dyscypliny. Opiekunowie bez jej wiedzy od najmłodszych lat faszerowali ją dopingiem. Dziś ma 44 lata, a lista jej dolegliwości jest wręcz przerażająca. Arytmia, przerost lewej komory sercowej, uszkodzona wątroba, niedoczynność tarczycy, przewlekłe żylaki, depresja, insulinooporność – to naprawdę nie jest nawet połowa (!) wszystkich problemów, z którymi musi zmagać się na co dzień.

Według badających zagadnienie niemieckich lekarzy, sportowców takich jak Hoffmann może być nawet 10 lub 15 tysięcy. Wiadomo, że na skutek przyjmowania dopingu będą przeciętnie żyć od 10 do 12 lat krócej i grozi im o 2,7 razy wyższe ryzyko zapadnięcia na poważną chorobę. Zdecydowana większość tych osób to tacy, którym nie udało się zarobić na sporcie kokosów – dziś pozostają na marginesie, skazani na zapomnienie niczym ofiary nieudanych eksperymentów medycznych.

„Zaczęło się jak miałam 13 lat. Dostałam tabletki w opakowaniu – moja trenerka powiedziała, że to witaminy. Zawsze pilnowała żebym je regularnie brała, a ja miałam do niej bezgraniczne zaufanie. Dziś wiem, że była po prostu na końcu długiego łańcucha. Chciałabym z nią kiedyś porozmawiać, ale nie wiem czy jestem na to gotowa. Nie wiem też czy ona w ogóle by tego chciała…” – opowiada Hoffmann.

Matka zawodniczki zachowała nawet jedno z opakowań „witamin” sprzed lat. Analiza wykazała, że Dynvital – bo nazywano magiczny lek – zawiera sztuczny testosteron, substancję zakazaną wtedy nawet w NRD. Długoterminowe skutki przyjmowania czegoś takiego łatwo sobie wyobrazić. Niski głos, nadmierne owłosienie i umięśnienie… Hoffmann przyznaje, że jest lesbijką, ale sama zastanawia się czy byłaby nią gdyby nie „leki”, którymi faszerowano ją w młodości.

„Za mało seksu, dziewczyny!”

Odcięcie się od tej bolesnej historii cały czas nie jest łatwe. W 2000 roku na ławie oskarżonych posadzono nawet Manfreda Ewalda i Manfreda Hoeppnera – pierwszy był prezydentem Niemieckiego Związku Gimnastyki i Sportu, drugi kierownikiem tajnej grupy operacyjnej „UM”, która zajmowała się farmakologicznym „wspomaganiem” sportowców.

Jak system działał w praktyce? Najbardziej obiecujących młodych sportowców odławiano już w drugiej klasie szkoły podstawowej. Wystarczyły wyróżniające ich z tłumu warunki fizyczne – resztą zajmowali się trenerzy i „specjaliści”. Tak o pierwszych latach w sporcie opowiadała Birgit Meineke, wielokrotna medalistka mistrzostw Europy w pływaniu, która tylko ze względów politycznych nie mogła pokazać się na igrzyskach.

„Do dziś czasem zastanawiam się, w jaki sposób dostawałam te niebieskie tabletki. Może w herbacie? Czasami na brzegach kubka faktycznie zostawał niebieski ślad. Jasne, zdarzały się rzeczy, które nas niepokoiły. Kiedy wyskakiwały pryszcze… Kiedy którejś z nas powiększała się łechtaczka i wszyscy mówili, że ma penisa. Albo kiedy na basenie mijało się pływaczki z zarostem od łona do piersi. Albo kiedy przez trzy miesiące nie miesiączkowałyśmy i obniżał nam się głos. ‚Za mało uprawiacie seksu, dziewczyny’ – mówił nam nasz lekarz Lothar Kipke” – wspominała Meineke przed sądem. 

Aż chce się zapytać: gdzie byli rodzice? Same zawodniczki mogły być zbyt młode, by zdawać sobie sprawę z tego co się wokół nich tak naprawdę dzieje. Prawda jest jednak ponura – wiedzieli wszyscy, rodzina też. „Moi rodzice do dzisiaj nie chcą o tym rozmawiać. Dlaczego nie zastanawialiście się, kiedy znikały mi piersi? Dlaczego nie pytaliście ich po co dają tyle tabletek?” – pytała w sądzie Meineke.

To Kipke był najbardziej bezwzględnym z lekarzy – przed zawodami potrafił jednej zawodniczce zaaplikować nawet dziesięć zastrzyków z testosteronu. Meineke szybko zakończyła karierę, co być może uratowało jej życie. Była jeszcze przed trzydziestką, gdy lekarze wykryli u niej raka wątroby. „Wtedy już zdawałam sobie sprawę, że to efekt brania tych wszystkich środków” – wspomina. Guz miał już nawet 10 cm, ale na szczęście się wchłonął.

Za dystrybucję testosteronu wśród zawodniczek odpowiadał Hoeppner, który szczegółowo raportował wszystko Stasi. Proces trwał trzy miesiące – ostatecznie Ewald został skazany na 22 miesiące więzienia w zawieszeniu, a Hoeppner na 18 miesięcy. Nie zasądzono kary finansowej argumentując, że wyrządzonych krzywd nie sposób przeliczyć na pieniądze.

Heidi zostaje Andreasem

Sprawa jest tym trudniejsza, że ofiary pojawiają się także w kolejnym pokoleniu, które w ogóle nie pamięta podzielonego Berlina. Mercedes Ostrowski ma 18 lat – jest córką kajakarki Petry Ostrowski, która była faszerowana dopingiem. Lekarze w tej kwestii są podzieleni, ale badania Haralda Freybergera pokazały, że możliwe jest przekazywanie dzieciom niektórych defektów związanych z sięganiem po doping.

Była kajakarka długo nie mogła zajść w ciążę. Jej pierwsze dziecko zmarło tuż po narodzinach. Mercedes pojawiła się niedługo potem. Dziś jest nastolatką z wieloma trudnymi do wytłumaczenia i zrozumienia problemami.

„Muszę golić się w miejscach, w których większość kobiet się nie goli. Wstydzę się być blisko z chłopakiem. Boję się, że będę bezpłodna. Jestem pod stałą opieką lekarzy, ale tak naprawdę nie są w stanie powiedzieć, jakie skutki doping matki będzie miał na moje dalsze życie. Nie wiemy nawet co brała – pewne jest tylko, że obie dziś cierpimy” – opowiada córka kajakarki.

Coś na temat problemów z określeniem siebie przez doping może powiedzieć także Heidi Krieger. W 1986 roku sięgnęła po mistrzostwo Europy w pchnięciu kulą. W samym tylko tamtym roku przyjęła też… 2600 miligramów sterydów. Zaczęła jeszcze w szkole i przez to tuż po wkroczeniu w pełnoletność wyglądała już… jak facet. W 1997 roku – po zakończeniu kariery – poddała się operacji zmiany płci i stała się znana jako Andreas. Dziś niczego nie żałuje, ale również ma pretensje do lekarzy – nie wie w jakim stopniu doping wpłynął na późniejsze decyzje. To właśnie zeznania Krieger odegrały kluczową rolę w procesie Ewalda i Hoeppnera.

Pierwsze konkretne informacje o dopingu w NRD ukazały się jednak o wiele wcześniej – w wydanej w 1991 roku książce „Doping: od badań do oszustw”. Autorzy – doktor Werner Franke (który miał bezpośredni udział w dopingowym programie) i jego żona Brigitte Berendonk (była lekkoatletka) – jako pierwsi rzucili cień podejrzeń na Maritę Koch – jedną z największych gwiazd enerdowskiego sportu. Biegaczka do dziś jest posiadaczką kosmicznego rekordu na 400 metrów, który ustanowiła w 1985 roku. To wciąż jeden z najdłużej niepobitych rekordów w lekkoatletycznej historii.

Według ujawnionej dokumentacji, Koch w latach 1981-84 miała zażywać słynne „niebieskie tabletki” – Oral Turinabol. Są nawet określone dokładne dawki, które wtedy przyjmowała. Mało tego – miała zachować się nawet kopia pewnego nietypowego listu. Rozżalona porażką podczas mistrzostw Europy Koch napisała do kierownictwa firmy Jenapharm, która produkowała magiczne tabletki. Zawodniczka miała pretensje o to, że jej rywalka Barbara Woeckel dostawała przed ME… większe dawki Turinabolu od niej, co uważała za główną przyczynę porażki.

Koch do dopingu nie przyznała się nigdy. Do dziś twierdzi, że wielokrotnie badano ją na obecność niedozwolonych substancji i przecież nigdy nie wpadła. Wynik 47,60 sekund na 400 metrów to jednak wciąż kosmiczna bariera, do której nie potrafią zbliżyć się kolejne pokolenia biegaczek.

Nie można jednak wrzucać wszystkich do jednego worka. Koch była świadoma konsekwencji swoich działań i z dopingowym wsparciem odniosła wielkie sukcesy. Co z tysiącami bezimiennych ofiar, które faszerowano niebezpiecznymi środkami bez ich wiedzy? W publikacji „Zeit” pojawia się pomysł przyznania im specjalnej renty. I chyba trudno odmówić temu rozwiązaniu logiki – w końcu to właśnie działania usankcjonowane kiedyś przez państwo doprowadziły tysiące zdolnych niegdyś nastolatków do obecnej sytuacji.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
n0_thx

Tak tak jasne. Nie wiedzieli o niczym. Doping im podawali w herbatce a biedaki nic nie wiedzieli..

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

30443566_1650621274992924_2995731623011418112_n
22 kwietnia, 14:48
18.05.2016 KRAKOW TAURON ARENA UL. LEMA 7 ( POLAND ) SIATKOWKA MEZCZYZN ( MEN'S VOLLEYBALL ) XIV MEMORIAL HUBERTA JERZEGO WAGNERA 

MECZ POLSKA - BELGIA ( GAME POLAND - BELGIUM )

NZ MARCIN MOZDZONEK SYLWETKA 

FOTO MICHAL STANCZYK / CYFRASPORT / NEWSPIX.PL
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland
20 kwietnia, 17:48