W Gdańsku doszli do wniosku, że jednak chcą trenera
Weszło

W Gdańsku doszli do wniosku, że jednak chcą trenera

16 meczów wytrzymał w Lechii Gdańsk dziwny projekt z Adamem Owenem w roli pierwszego trenera. Walijczyk po żenującym meczu z Zagłębiem Lubin został zwolniony. Kibice Lechii za Walijczykiem płakać nie będą – zespół pod jego wodzą pikował w kierunku strefy spadkowej i przez blisko pół roku wygrał zaledwie cztery spotkania. 

Od początku pomysł z przesunięciem trenera przygotowania fizycznego na miejsce pierwszego szkoleniowca wydawał się lekko szalonym eksperymentem. Wiadomo, zakres Owena nie ograniczał się tylko do przeprowadzenia rozgrzewki i rozstawienia pachołków. Niemniej tamta roszada była dość zaskakująca. Ale przyzwyczailiśmy się już, że władze Lechii lubią zabawy na żywym organizmie. I najczęściej wychodzą na tym źle. Tak było też i w tym przypadku. Adam Owen odkąd zastąpił na ławce Piotra Nowaka poprowadził Lechię w 16 meczach ligowych. Wyniki w tym okresie? Żenujące. Wystarczy napisać, że od końca września Lechia wygrała cztery mecze. CZTERY ZWYCIĘSTWA. Mniej wygranych w tym okresie zaliczyły tylko drużyny Śląska, Sandecji i Piasta. A przecież mówimy tu o zespole, który aspiruje do gry w europejskich pucharach.

Spójrzmy na fakty – Lechia Owena mogła „pochwalić się” średnią punktową na poziomie 1,13 pkt/mecz. Lepsi od Walijczyka pod tym względem byli Piotr Nowak, Jerzy Brzęczek, Quim Machado, Ricardo Moniz, Michał Probierz, Bogusław Kaczmarek… Wymieniać dalej? Gorsze rezultaty w ostatnich latach w Lechii osiągali tylko Thomas von Heesen i Paweł Janas (sześć lat temu). Tomasza Untona nie liczymy, bo on pracował jako trener gdańszczan ledwie dwa miesiące.

A sama Lechia za Owena nie zrobiła żadnego progresu. Nowy trener uparł się na ustawienie 1-3-5-2, które tak naprawdę Lechii za dużo nie pomagało w ofensywie, a obnażało wszystkie braki w obronie. Walijczyk był też niezwykle przywiązany do nazwisk – jak już na kogoś postawił, to ten mógł zawalać mecz za meczem, a miejsca w składzie nie tracił. Przykładami mogą być Mato Milos i Błażej Augustyn, którzy przodowali w liczbie popełnionych błędów, a i tak tydzień po tygodniu wybiegali na boisko.

Owena dopadła też zawodowa choroba trenerów będących bliskich zwolnienia. Lechia mogła zagrać najgorszy mecz w kolejce, kibice w trakcie meczu wkładali sobie blender w oczy, a trener wychodził na konferencję i mówił, że wcale tak źle nie było. Żeby daleko nie szukać – po spotkaniu gdańszczan z Zagłębiem mieliśmy ochotę zrobić sobie krzywdę tępym narzędziem. A Owen po meczu szukając pozytywów pochwalił zespół za grę w defensywie. W takim razie nie ma się co dziwić, że jego zespół przez pół roku wygrał tylko cztery razy…

Walijczykowi też daleko charakterologicznie do trenera potrafiącego dźwignąć zespół w trudnym momencie. Nie odmawiamy mu kompetencji choćby w zakresie przygotowania fizycznego, być może był cennym ogniwem w poprzednim sztabie Piotra Nowaka, ale jako osoba stojąca na czele zespołu wypadał po prostu blado. W głowie utkwił nam jego komentarz na temat wparowania kibiców na trening zespołu przed derbami z Arką. – Dla mnie ważnym jest, by piłkarze zrozumieli, że życie kibica to oglądanie ich meczów. To jeżdżenie za nimi po kraju, do innych krajów. Ci ludzie wydają całe swoje pieniądze na podróże, bilety, hotele. Chcą więc, by piłkarze rozumieli, co przeżywają. Ważne, żeby kibice szanowali piłkarzy, a piłkarze kibicówmówił w naszym wywiadzie. Ewidentnie pozwolił sobie wejść w tym przypadku na głowę i choćby nie wiadomo jak zawile się tłumaczył, to przechodzenie do porządku dziennego z takimi wizytami (a wręcz pochwalanie ich) świadczy o byciu kiepskim liderem.

A propos derbów z Arką – zwycięstwo 1:0 to chyba jedyny pozytyw z tych miesięcy pracy Owena w roli pierwszego trenera Lechii. No i może postawienie w ostatnich tygodniach na młodego Adama Chrzanowskiego. Ale szanujmy się – zespół z Trójmiasta jest już coraz bliżej strefy spadkowej, nad przedostatnią Termalicą ma ledwie dwa punkty przewagi. Derbowe zwycięstwo nad Arką tylko odkładało wykonanie wyroku. Poza tym w sztabie gdańszczan nastąpiła niezła czystka – klub nie tylko pożegnał Owena, ale i drugiego trenera Lee McCullocha – ciekawe, czy zdążył się rozpakować – analityka Matta Newtona oraz trenera bramkarzy Andrzeja Woźniaka. Oficjalnie nowego szkoleniowca Lechii poznamy w poniedziałek.

fot. 400mm.pl