Najstarsza historia świata. Przyjaźń introwertyka z ekstrawertykiem
Hiszpania

Najstarsza historia świata. Przyjaźń introwertyka z ekstrawertykiem

Zacznijmy od małego eksperymentu.

Zmieniasz pracę na taką, o której zawsze marzyłeś. Będziesz szkolił się u mistrza, którego szanuje wiele osób. Wiesz jednak, że jest starszy od ciebie o prawie dekadę, a na dodatek masz zupełnie inny charakter.

On nie lubi zabawy, lekkiego podejścia do życia, a żarty mu nie w głowie. Wynika to z tego, że nie miał łatwego dzieciństwa, a wszystko, co osiągnął, zawdzięcza ciężkiej pracy. Natomiast u ciebie jest zupełnie inaczej. Od dziecka dostawałeś to, co chciałeś, a żarty, imprezy i luz w życiu są dla ciebie priorytetem.

Na pierwszy rzut oka nic do siebie nie pasuje, ale mówimy o przyjaźni, a ona nie potrzebuje dopasowania wiekiem i charakterem.

ttt

Puyol urodził się w niewielkiej katalońskiej wiosce La Pobla de Segur. Był synem rolników Josepa i Rosy, którzy posiadali niewielki kawałek pola, a także stado krów. Państwo Puyol poza Carles’em mieli jeszcze jednego syna, Josepa Xaviera, nazywanego „Putxim”. Mówiono o nim, iż ma znacznie większy talent do gry w piłkę od młodszego brata… Josep i Rosa nie byli bogaci, ale nie było też tak, że ich dzieci chodziły głodne. Mowy jednak nie było, by pomagać synom w pasjach albo wysyłać ich na kursy lub drogie wycieczki. Carles i Josep Xavier chodzili do lokalnej szkoły, a wolny czas spędzali, pomagając w domu i grając w piłkę. Początkowo młodziutki Carles musiał grać na pozycji bramkarza, ponieważ zawsze był najmłodszy. Cóż, taka wówczas była cena za granie ze starszymi. Oczywiście dla przyszłej legendy futbolu nie miało to większego znaczenia, gdyż liczyło się tylko to, by grać, nieważne na jakiej pozycji. Taka postawa doprowadziła do tego, że zauważył go lokalny trener, Jordi Mauri. Podobnie jak Puyol, był fanatykiem futbolu, dlatego szybko znaleźli wspólny język. Ich relację najlepiej opisują dwa wspomnienia trenera, które przytoczył Graham Hunter w książce „Barça: Za kulisami najlepszej drużyny świata”.

– Mieliśmy na treningu zwyczaj napełniać stare skarpety piachem, tworząc dziesięciokilowe odważniki, które wiązaliśmy ze sobą. Carles brał po jednym takim odważniku domowej roboty na każde ramię i machał przysiady. Było zimo jak cholera i wszyscy koledzy rozbiegli się do domów, ale on nawet tego nie zauważył, bo tak był skupiony na ćwiczeniu. Jego rówieśnicy nie pokazali się na kolejnym treningu, tylko Puyol stawił się gotowy na kolejne katorżnicze ćwiczenia.

– Któregoś dnia graliśmy w foot-tennisa. Czternastoletni Carles rzucił się za piłką szczupakiem i wybił ją głową. Wyciągnął się jak długi, żeby tylko nie stracić punktu. Kiedy się podniósł, cała jego twarz ociekała krwią. Ale on wkurzał się tylko z powodu tego, że stracił punkt, i od razu był gotowy do dalszej gry. Większość jego rówieśników zostałby na ziemi i ryczała z bólu. Dla niego liczyła się wyłącznie rywalizacja. Pamiętam też, że uczył się wszystkiego niezwykle szybko. 

Mauri miał rację, bo Puyol uczył się wszystkiego błyskawicznie. Gdy przyszło mu strzec bramki, natychmiast załapał, o co w tym chodzi. Być może zostałby bramkarzem, bo świetnie czuł się na tej pozycji i bronienie wychodziło mu rewelacyjnie. Golkiperem jednak nie został, a paradoks polega na tym, że przeszkodził mu w tym zapał i zbyt duże poświęcenie. Młodziutki Puyol notorycznie wracał do domu z ranami szarpanymi, które bardzo martwiły jego matkę. Rosa nie potrafiła przemówić mu do rozsądku, ponieważ nastolatek nie przyjmował do wiadomości, iż nie może rzucać się do każdej piłki, gdy gra na boisku z nawierzchnią betonową lub żwirowatą. Dopiero wizyta u lekarza, który zabronił młodemu Carles’owi bronienia, spowodowała zmianę pozycji. „Tarzan” zaczął grać na skrzydle, a dopiero później trenerzy przenieśli go na środek obrony. Prawdą jednak było, że na obu pozycjach radził sobie bardzo dobrze. Co zresztą później procentowało w jego dalszej karierze.

    W starciu z Lokomotiwem przydały się umiejętności bramkarskie.

– Puyol jest wielkim profesjonalistą. Możesz wystawić go na każdej pozycji w obronie, a on nawet nie mruknie. W meczu nie popełni żadnego błędu i nigdy nie będzie szukał usprawiedliwienia – mówił o nim Pep Guardiola. 

Nie tylko umiejętności gry na nowych pozycjach przychodziły Puyolowi szybko, bo były kapitan „Barçy” ekspresowo uczył się także innych rzeczy. Błyskawicznie pojął nauki Pique, które polegały na tym, by Carles nauczył się czerpać radość z życia.

Przechodziłem bardzo zły etap w swoim życiu. Mój tata zmarł w 2006 roku, a w 2007 zakończyłem dziesięcioletni związek. Mieliśmy wówczas najlepszą drużynę w historii „Barçy”, a mimo to nie udało nam się kontynuować drogi sukcesu. Byłem wtedy kapitanem i odpowiedzialność spadała na mnie… Następnie wygraliśmy Euro 2008, a po powrocie do klubu spotkałem Gerarda. Zmieniłem się, bo byłem wtedy zamkniętym w sobie radykałem, który myślał o piłce 24 godziny na dobę, a on nauczył mnie, że jest też coś innego – wspominał Puyol.

– Widziałem, że był bardzo przygnębiony i smutny. Wiele razy mówiłem mu, żeby poszedł z nami na imprezę. Odważył się i wyszedł z nami chyba dwa razy, a następnie prasa okrzyknęła go niereformowalnym imprezowiczem. Byłem wtedy nieznany i zawsze udawało mi się przemknąć niezauważonym, ale z jego włosami… Po tamtej akcji już nigdy z nami nie wyszedł – mówił Pique.

Trzeba przyznać, że Puyol nie mógł sobie wymarzyć lepszego nauczyciela. Pique od dziecka był duszą towarzystwa. W każdej drużynie młodzieżowej płatał figle kolegom i trenerom. W parze z Cescem Fàbregasem kradli nakrętki od zbiorników z benzyną. W duecie z Leo Messim spalił stary motocykl pracownika klubu, bo wkurzał ich jego głośny dźwięk. Oczywiście kupili mu nową, dużo lepszą maszynę.

messi

Za czasów starej La Masii Pique wraz z Fàbregasem, Vàzquezem, Messim i innymi młodymi adeptami futbolu stworzyli grupę, która do najświętszych nie należała. Chłopcom zdarzało się wieczorami wymykać na boisko treningowe, na którym w półmroku rozgrywali mecze. Jedna z wieczornych eskapad zakończyła się nieszczęśliwie, bo do młodych piłkarzy dołączył koszykarz Asier Zengotitabengoa. Jak łatwo się domyślić, „Zengo” był znacznie wyższy od młodych piłkarzy, a na dodatek grał bardzo ostro. Jedno z jego wejść w nogi Messiego zakończyło się kontuzją kostki Argentyńczyka. Koledzy przenieśli „La Pulgę” do akademika, a następnie całą noc okładali jego kostkę lodem. Następnego dnia – w trakcie treningu – Leo upadł na murawę przy pierwszym kontakcie z piłką. Trenerzy uwierzyli, że właśnie wtedy doznał kontuzji. Takim sposobem banda Pique uniknęła kary za nocną gierkę.

Nie trzeba być wybitnym socjologiem, by zrozumieć, dlaczego Pique zupełnie inaczej podchodził do życia. Gdy Puyol marzył, by rozegrać pierwszy prawdziwy mecz 11 na 11 – udało mu się dopiero w wieku 14 lat – noworodek Gerard został socio Barcelony. Jego dziadek, Amador Bernabeu, przez wiele lat pełnił funkcję wiceprezydenta Barcelony. Od zawsze był nie tyle kibicem, co fanatykiem. Nic więc dziwnego, że zaraził wnuczka pasją do „Blaugrany”. Zresztą trudno by było inaczej, bo Pique wychowywał się w dzielnicy Pedralbes, z której do Camp Nou miał dziesięć minut spacerkiem. Tym sposobem niemal codziennie spotykał gwiazdy Barcelony. Nie robiło to jednak na nim specjalnego wrażenia, bo zdarzało się, że wracał ze szkoły do domu, a tam Louis van Gaal pił kawę z jego dziadkiem.

– Miał dobre relacje z moim dziadkiem, który pełnił w klubie funkcję wiceprezesa. Raz trener przyszedł do domu mojego dziadka, kiedy miałem 12 lub 13 lat. Van Gaal wiedział, że gram w młodzieżowej drużynie Barcelony. Holender popchnął mnie, a ja upadłem na podłogę. Wówczas stwierdził, że nie jestem wystarczająco twardy, by być środkowym obrońcą – wspominał Pique.

Od najmłodszych lat Pique był uprzywilejowany. Jego matka jest dyrektorką szpitala, a ojciec szanowanym prawnikiem. Nic więc dziwnego, że Gerard był dzieckiem rozpieszczonym, o czym często wspominał w wywiadach. Dopiero wyjazd do Manchesteru w wieku siedemnastu lat nauczył go życia. W Anglii był zupełnie sam, a o miejsce w składzie musiał walczyć z Rio Ferdinandem i Nemanją Vidiciem. Nastoletni Katalończyk tęsknił za domem rodzinnym, luksusem i przywilejami, ale wiedział, że nie może odpuścić.

– Mama bardzo za mną tęskniła. Często musiałem hamować łzy, gdy rozmawialiśmy przez telefon, bo też tęskniłem. Wiele razy chciałem jej powiedzieć, że jutro będę w domu, bo mam już tego wszystkiego dość. Mówiłem jednak, że wszystko jest w porządku – wspomina Pique.

Był to czas, gdy Pique uświadomił sobie, że chce zarabiać na życie, grając w piłkę. Oczywiście marzył mu się powrót do ukochanego klubu, ale doskonale wiedział, że aby kiedyś do tego doszło, musi ciężko pracować. Łatwo nie było, ale ostatecznie się udało. W 2008 roku Gerard powrócił na stare śmieci, a szczęście znowu mu dopisało, bo wtedy Pep Guardiola rozpoczynał swój wielki projekt naprawczy… Pique wrócił znacznie dojrzalszy i bardziej doświadczony. Co prawda w Manchesterze dużo nie grał, ale wiele czerpał z treningów i nauk Fergusona, którego taktował jak drugiego ojca. Poza tym jeden rok spędził na wypożyczeniu w Saragossie, gdzie miał okazję do częstszych występów. Nie oznaczało to jednak, że jako 21-latek postanowił ograniczyć się jedynie do treningów i diety. Rzućcie okiem na fragment rozmowy Puyola z Pique, która ukazała się na łamach „La Vanguardia”.

GP: Wygrywamy 5:0, a on mi mówi, żebym nie myślał jeszcze o imprezie.

CP: Nie pisz tego (do dziennikarza).

GP: Nieważne Puyi, minęło prawie dziesięć lat. Miałem wtedy 21 lat. Imprezowanie po wygranej to była norma. Nie byłem w klubie od siedmiu miesięcy, gdy masz rodzinę, wszystko się zmienia.

CP: Gerard urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.

GP: Wiem. Zawsze czerpałem z życia wszystko. Wszystko skończyło się dobrze, ale wiem, że wpłynęło to na mnie negatywnie. W jaki sposób? Na przykład nie jestem kapitanem „Barçy”. Aby być kapitanem, musisz być przykładem we wszystkim, ja jeszcze taki nie jestem. Chciałbym być kapitanem. Najpierw jednak muszę się zmienić.

CP: Geri jest liderem na swój sposób. Jest kapitanem bez opaski. Gdy jesteś kapitanem, musisz przemawiać w imieniu innych.

GP: Ideałem byłaby nasza mieszanka, ale to niemożliwe, więc najlepiej mieć nas obu.

***

Nie trzeba było długo czekać, by para stoperów polubiła się: – Więź przyjaźni między nami zawiązała się bardzo szybko. Byliśmy inni, ale doskonale się uzupełnialiśmy – mówił Pique. Młodszy i wyższy uczył radości życia, a niższy i starszy koncentracji na boisku, której partnerowi Shakiry zawsze brakowało. Gdy Barcelona prowadziła 4:0 albo 5:0, dla Pique jasne było, że można się już bawić. Oczywiście Puyol błyskawicznie interweniował, gdy zobaczył, że młodszy kolega odlatuje myślami w stronę klubu albo kasyna.

GP: Żyję teraz zdecydowanie spokojniej (śmiech), bez tego wrzeszczącego gościa. To przyjemność.

CP: Kochałem to. On nie, ale za to miał umiejętności i poprawił się w grze. Ma jeszcze inną zaletę, którą podziwiam. On i Leo to dwaj zawodnicy stworzeni do współzawodnictwa. Zawsze chcą wygrywać i nie ukrywają się na boisku. Wszystko albo nic.

trio

Pique w żartobliwy sposób nazywał swojego partnera sokołem, który zobaczy każde jego rozkojarzenie: – Prowadzimy 5:0 i piłkarz z drużyny przeciwnej leży na boisku i zwija się z bólu. Podbiegłem zobaczyć, co mu jest, a ten jak nie ryknął, że mam wracać do obrony i skupić się na grze (śmiech) – przypomniał Pique… Poza boiskiem było zupełnie inaczej, bo tam stery przejmował młodziak. Przemianę wieloletniego kapitana Barcelony było widać nawet na Twitterze, na którym bardzo często żartował wraz z Pique i Fàbregasem. Tutaj próbka możliwości stoperów:

GP: Puyol jest fałszywym facetem! Zdjęcie na Twitterze, gdy gra na perkusji, to nie on. On grać umie, ale to nie jego ciało!

CP: Wszyscy wiedzą, że ten „fałszywy facet” to ja! Co poradzę, że jesteś słaby i zazdrosny. Oooohhh!!

GP: Jest jeden szczegół, który to potwierdza! Masz tatuaż na lewym nadgarstku od lat i nie jest on przypadkowy dla picu!

CP: Jutro publikujemy obaj półnagie zdjęcia i zobaczymy, czy to prawda? Co o tym myślicie? Co na to powiesz, chłopcze?

GPNie ma żadnych zdjęć! Nie trzeba! Jedyną rzeczą, o której dyskutujemy, jest to, że jesteś fałszywym facetem, który wprowadza wszystkich w błąd!

Rzecz jasna, poza siecią również było wesoło. Na przykład tutaj Puyol i Pique ubierają Fàbregasa w koszulkę Barcelony. Stary kapitan – przed poznaniem byłego zawodnika Manchesteru – w takiej akcji? Zapomnijcie!

Puyol i Pique stworzyli duet stoperów, który spokojnie można nazwać jednym z najlepszych w historii klubu. Obaj twierdzili, że doszli do momentu, w którym nie musieli ze sobą rozmawiać, by porozumieć się na boisku. Wystarczyło spojrzenie, a już dobrze wiedzieli, co mają zrobić. Czy taki poziom zgrania dałoby się osiągnąć bez przyjaźni? Stuprocentowej pewności nie mam, ale coś mi się wydaje, że byłoby to niemożliwe. Oczywiście musiał nadejść czas, gdy ich drogi na boisku się rozeszły. W końcu różni ich prawie 10 lat. Pique bardzo obawiał się tego momentu, bo doskonale wiedział, że wszystko się zmieni. Przez myśl przeszło mu nawet, by zakończyć granie wraz ze  swoim aniołem stróżem. Lepszego zakończenia tej historii niż list pożegnalny Pique nie napiszę.

– Moje pokolenie oraz kolejne nie wiedzą, czym jest „Barça” bez Puyiego w obronie, z opaską kapitańską i z „5” na plecach. Przypuszczam, że już nic nie będzie takie samo… Poznałem Cię prawie sześć lat temu. Ty byłeś kapitanem i symbolem drużyny, a ja młodzianem, który przychodził, by zawojować świat. Od pierwszego dnia nawiązaliśmy świetne relacje – zarówno na boisku, jak i poza nim. Przy Tobie czułem się chroniony, wiedziałem, że jeśli kiedyś popełnię błąd, Ty będziesz w pobliżu, żeby mnie uratować. Jesteś moim aniołem stróżem.

BARTOSZ BURZYŃSKI

cytaty: blaugrana.pl, fcbarca.com

napisane na podstawie książki Grahama Huntera – „Barca, Za kulisami najlepszej drużyny świata”

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
JanuszSracz

Wymiana zdan na Twitterze niezwykle zabawna. Pudzi nie jest prawdziwym facetem a Pikej jest słaby i zazdrosny, haha, śmiejcie się kurwy jebane na koszt śmieszków z Barcelony! Ustalmy jedno, zabawne bylby gdyby GP wyrósł kalafior na końcówce od putowania Madrytu, a CP z CF oferowaliby wkladanie tej koncówki do ryja, celem dezyfekcji.

SympatycznyPiekarzNazorine

Weź sprawdź, bo chyba ci się bezpiecznik w mózgu przepalił

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Zadi

co barca.com 😀 ale FAJNIE SIE CZYTALO

wpDiscuz