post Avatar

Opublikowane 03.01.2018 14:22 przez

Rafal Bienkowski

Jakaż to ironia losu. Przed nim w historii Turnieju Czterech Skoczni było siedmiu zawodników, którzy wygrali pierwsze trzy konkursy, ale w ostatnim nie wytrzymywali presji. Ciśnienie to wytrzymał natomiast człowiek, który już wtedy zaczął sypać się psychicznie. Półmetek tegorocznej edycji, zdominowanej przez Kamila Stocha, to dobra okazja, żeby przypomnieć kulisy słynnego turnieju z sezonu 2001/2002, który był dla Svena Hannawalda momentem największej chwały i zarazem początkiem końca kariery.

– Był taki wychudzony, że tylko szedł na skocznię, skakał i nic poza tym. Nie miał raczej kontaktu z innymi zawodnikami, pamiętam go jako zamkniętego w sobie – wspomina Tomasz Pochwała, który znalazł się w składzie biało-czerwonych na tamten turniej.

***

14 milionów. Tyle osób śledziło w niemieckiej telewizji konkurs w Bischofshofen, kiedy Sven Hannawald jako pierwszy skoczek w historii zapewnił sobie triumf w turnieju wygrywając wszystkie cztery konkursy.

Według niektórych źródeł to więcej, niż przyciągnął tam przed telewizory nawet finał Ligi Mistrzów, w którym Bayern Monachium pokonał Valencię.

***

Niemiecko-austriacki turniej w sezonie 2001/2002 miał tak naprawdę jednego faworyta – Adama Małysza. Polak, zanim przyjechał do Oberstdorfu, wygrał od listopada aż sześć z dziewięciu konkursów indywidualnych. Hannawald był jednym z nielicznych, którzy potrafili wtedy dobrać mu się do skóry. Niemiec, wówczas aktualny mistrz świata w lotach, wygrał z nim w Titisee-Neustadt. Mimo to media nad Renem podczas inauguracji 50. TCS większe szanse dawały Martinowi Schmittowi, który w ostatnich trzech latach wygrywał w Oberstdorfie.

Ulubieniec Niemców kończy jednak ten konkurs dopiero na 19. miejscu. Zadyszkę formy łapie też Małysz, który jest piąty. Hannawald natomiast rezygnuje z udziału w kwalifikacjach, pokonuje w parze Andreasa Widhölzla, dwa razy odpala po 122 m i nie pozostawia rywalom złudzeń. Drugi Martin Höllwarth traci do niego osiem punktów.

To było mimo wszystko spore zaskoczenie, ponieważ przed samym turniejem nie prezentował aż takiego wysokiego poziomu. Ale dla Niemców, tak samo jak i dla Austriaków, cztery skocznie zawsze były najważniejszym turniejem. Zawsze szczególnie się na niego sprężali – wspomina w rozmowie z nami Robert Mateja, który skończył tamtą edycję dopiero w szóstej dziesiątce.

Po latach w rozmowie z oficjalnym serwisem FIS-u przyzna to zresztą sam Hannawald: – Dla mnie Turniej Czterech Skoczni jest ważniejszy niż igrzyska olimpijskie, bo tutaj trzeba udowodnić swoją wartość w czterech konkursach. Jeden dobry dzień nie wystarczy.

Jednak w grudniu 2001 r. na Schattenbergschanze w Oberstdorfie jeszcze nikt nie miał prawa wiedzieć, że jego wygrana była nie tylko efektem bardzo wysokiej formy, ale także regularnych, potajemnych seansów z psychologiem Hansem Eberspacherem. Profesor przed tamtym sezonem zadania miał dwa: pomóc skoczkowi udźwignąć presję i przenieść dobrą dyspozycję z treningów na konkursy, ale przede wszystkim podnieść go po trudnym sezonie 2000/2001, którego nie ukończył. Hannawald był wtedy krańcowo wychudzony, ważył niewiele ponad 60 kilogramów przy 185 cm wzrostu, co było już objawem anoreksji. Miał też pierwsze problemy z motywacją. Trener Niemców Reinhard Hess przy butelce wina powiedział mu, że nie będzie musiał brać udziału w ostatnich konkursach. Dał mu czas, aby zebrał się do kupy przed sezonem olimpijskim. Rozmowy z psychologiem pomogły mu w tym.

Sztab reprezentacji, widząc jaka presja wytworzyła się po wygranej w Oberstdorfie, stara się za wszelką cenę odciąć od tego zgiełku swojego lidera. Kontakty z mediami zostają ograniczone tylko do obowiązkowych kilku minut pod skocznią i konferencji prasowej, rzecznik prasowy dba nawet o to, aby Hannawald nie miał kontaktu z tłumami kibiców proszącymi o pamiątkowe zdjęcia. Chodzi o uniknięcie pytań, „czy wygra”. Ze skoczni od razu zawożony jest do hotelu.

***

W Garmisch-Partenkirchen scenariusz się powtarza. Hannawald po dwóch udanych seriach treningowych odpuszcza kwalifikacje. Razem z kolegami z reprezentacji idzie na kolację sylwestrową, po północy wypija lampkę szampana i kładzie się do łóżka. Niespokojny budzi się około trzeciej. Później każda kolejna noc aż do zakończenia turnieju będzie wyglądać podobnie.

W konkursie noworocznym w obecności ponad trzydziestu tysięcy widzów znów jest pierwszy, tym razem przed Widhölzlem i Małyszem. Chociaż już ze skromnym zapasem, bo mniej niż dwóch punktów. Wygrana wisiała zresztą na włosku, bo po pierwszej serii minimalnie prowadził Austriak, czyli zwycięzca TCS z sezonu 1999/2000. W obu kolejkach, kiedy Hannawald leciał w akompaniamencie przeraźliwego „Hanni! Leeeeć!”, on przez gwizdy nie słyszał pewnie własnych myśli.

Trzy dni później na nowej skoczni Bergisel w Innsbrucku już w pierwszej serii odpala 134,5 m, ustanawiając tym samym rekord skoczni. W serii finałowej na luzie ląduje na 128 m, czym deklasuje drugiego Małysza o 23 „oczka”.

Dla niemieckich mediów był to układ idealny, bo dziennikarze od początku turnieju pompowali atmosferę właśnie na tym pojedynku.

Ich rywalizacja została trochę nakręcona medialnie, bo po sukcesach Schmitta Niemcy mieli trudniejszy czas, a musieli jakoś pobudzić zainteresowanie, zwiększyć oglądalność. Z mojej perspektywy był to jednak czysty sport: kto lepszy, ten wygrywa – mówi w rozmowie z Weszło Tomasz Pochwała, wówczas reprezentacyjny kolega Adama Małysza.

Robert Mateja: – To było trochę podkoloryzowane. Jedyna ostrzejsza sytuacja, którą pamiętam, miała miejsce w Harrachovie, gdzie  Hannawald trochę „poprzepychał” się z kibicami. Wyciąg był tam akurat tak usytuowany, że jechało się nad publicznością i niektórzy rzucali w niego śnieżkami. On z kolei pokazywał w ich kierunku jakieś gesty.

Wygrywając w Innsbrucku Niemiec zostaje jednak ósmym skoczkiem w historii, który wygrał pierwsze trzy konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Przed nim tej sztuki dokonali Olav Bjørnstad, Helmut Recknagel, Max Bolkart, Toralf Engan, Bjoern Wirkola, Yukio Kasaya oraz Kazuyoshi Funaki. Ten ostatni przypadek miał miejsce w sezonie 1997/1998. Można powiedzieć, że „Hanni” już wtedy zaczął pisać swoją historię, bo wtedy to właśnie on wygrał ostatni konkurs w Bischofshofen.

I teraz to on miał znaleźć się w podobnej sytuacji.

***

Noce przed konkursem, który telewizja RTL promuje pod hasłem „Skok dla potomności”, ma fatalne. Prawie nie może spać, przechodzi nerwicę, bezcelowo błąka się po hotelowych korytarzach.

Kiedy pytamy Tomasza Pochwałę, jak zapamiętał Hannawalda, z którym przecież mijał się na skoczni, ten wprost przyznaje – gwiazdor wyglądał jak cień człowieka.

Był taki wychudzony, że tylko szedł na skocznię, skakał i nic poza tym. Nie miał raczej kontaktu z innymi zawodnikami, pamiętam go jako zamkniętego w sobie. Martin Schmitt porozmawiał z każdym, on nie. Może Adam czasami wymienił z nim dwa słowa na skoczni, ale to było wszystko. Na Hannawaldzie ciążyła też jednak ogromna presja, bo było ciśnienie, żeby tym pierwszym, który wygra cztery konkursy, był Niemiec. Był zamknięty w sobie, ale jak pamiętamy, już po udanych skokach pokazywał ogromne emocje. Wydaje mi się, że to wszystko, co się w nim kumulowało, wtedy właśnie puszczało i wybuchało – mówi i dodaje: – Po Innsbrucku wszyscy dyskutowali na skoczni, czy da radę wygrać wszystko, ale tak do końca chyba nikt w to nie wierzył. Bo pamiętajmy, że Turniej Czterech Skoczni to nie tylko konkursy, ale także codzienne uciążliwe przejazdy. Ale dał radę.

W pierwszej serii skacze 139 m, dzięki czemu zwycięstwo ma już na wyciągnięcie ręki.

W przerwie między seriami – czyli dopiero po siedmiu turniejowych skokach – specjalny faks z gratulacjami wysyła mu już kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Hannawald przeczyta go po konkursie, w studio telewizji RTL.

Zanim to się jednak stanie, przed drugim skokiem tradycyjnie maksymalnie ogranicza kontakt z otoczeniem. Nie chce widzieć swojej rodziny, która licznie zgromadziła się pod skocznią, spławia też reportera niemieckiej telewizji, który prosi go o krótki komentarz przed najważniejszym skokiem w życiu. Lider Niemców skupia się tylko na nim i kilkadziesiąt minut później kończy zabawę. W drugiej serii osiąga 131,5 m. Wygrywa przed Mattim Hautamäkim i Martinem Höllwarthem, ale kogo oni wtedy obchodzą? Liczy się tylko on. Pierwszy, który dokonał rzeczy przez pół wieku nieosiągalnej dla nikogo.

Po wszystkim przyzna dziennikarzom, że gdyby turniej potrwał jeszcze dzień dłużej, umarłby, albo stracił wszystkie włosy.

***

Puchar Świata w Willingen, który wypadał kilka dni po turnieju, to było już istne szaleństwo. Tak skoczek wspominał tamte dni w swojej biografii „Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia”:

To, co się działo w nadchodzących dniach, dziennik „Bild” określił ładnie nagłówkiem „Hannimania”. Nasz hotel był oblegany przez fanów, a młode dziewczyny czekały za ogrodzeniem z czerwonymi różami. Tysiące tańczyły w rytm piosenki „Honey, Honey” („Hanni, Hanni”). Na trybunie z miejscami siedzącymi kobiety trzymały plakaty z napisem: „Sven, chcę być twoją teściową”, „Sven, gdzie jest twoje pranie?” lub „Sven, chcę mieć z tobą dziecko”. Pierwsi fani już o trzeciej w nocy wędrowali na skocznię. Żeby nie opuszczać swoich miejsc stojących w pierwszym rzędzie, dziewczyny zaopatrzone były w pieluchy. Ponad setka dodatkowych wykwalifikowanych ochroniarzy miała za zadanie utrzymać tę euforię w ryzach. (…) Szaleństwo w Willingen miało swoją kolejną kulminację – moje zwycięstwo. Miasteczko przeobraziło się w jedną wielką zakrapianą imprezę „Hanni-Boom”. Jak podliczyły gazety, konkurs przyniósł regionowi obroty rzędu dziesięciu milionów marek”.

W 2002 r. zostaje wybrany sportowcem roku w Niemczech, a to, kogo zostawia w pokonanym polu, najlepiej pokazuje skalę popularności skoków w tym kraju. Drugi był Dirk Nowitzki, trzeci Michael Schumacher. Hannawald jest rozchwytywany przez media i reklamodawców, Niemcy widzą w nim „narciarskiego Beckhama”. Chociaż trzeba też przyznać, że jemu rola gwiazdora też przypada do gusty, chętnie dzieli się sobą z opinią publiczną.

Ale już kilka tygodni później okazuje się, że to tylko poza, bo gigantyczna popularność go przerasta. Zaczyna unikać kamer, ludzi, na zgrupowaniach kadry snuje się jak duch, kiedy ma wolne, zamyka się w swoim ciasnym mieszkaniu w Hinterzarten. Każdy uraz, który wymusza przerwę w treningach, jest dla niego ulgą.

Treningi nie sprawiają mu już przyjemności, chociaż na sezon 2002/2003 paliwa jeszcze wystarczy – kończy go w generalce Pucharu Świata na drugim miejscu za Adamem Małyszem. Ale to wtedy też pojawiają się u niego pierwsze, już bardzo poważne stany depresyjne. Jest wypalony, kolejnego sezonu już nie kończy. W kwietniu 2004 r. trafia do prywatnej kliniki w Bad Grönenbach na południu Niemiec.

Słyszy tam diagnozę: – Brzmiała: „ciężki przypadek depresji z syndromem somatycznym, „nietypowa anorexia nervosa”, „wyraźny syndrom wypalenia”. Czy ten smutny opis mojego stanu był rachunkiem, który wystawiło mi moje dotychczasowe życie?

Pogromca mitu Turnieju Czterech Skoczni oficjalnie karierę kończy w 2005 r. Równowagę psychiczną odzyskuje dopiero po pięciu latach.

Jak mówi, dziś już nie budzi się w nocy niespokojny.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Opublikowane 03.01.2018 14:22 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Carlitos
Carlitos

Nienawidziłem chuja.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Zrobił ci coś złego? Pytam zupełnie poważnie, bo ja (z kibicowskiego punktu widzenia) nie lubiłem go, to dość naturalne, ale żeby nienawiść?

Carlitos
Carlitos

Nic mi nie zrobił, oprócz tego, że wygrywał przez chwilę z Adamem. No i to prowokacyjne cieszenie się, to tyle 🙂

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Właśnie tak myślałem… Ta jego spontaniczna, ekspresyjna radość wyjątkowo mnie wkurzała.

Wojciech Leszczu
Wojciech Leszczu

Staszek Anioł
Staszek Anioł

Trudno akurat Kasayę zaliczyć do tych, którzy „w ostatnim konkursie nie wytrzymywali presji”, bo ten został po prostu… wycofany przez sztab japoński po trzech zwycięstwach.

Nedi81
Nedi81

Otóżto! Wrócił do Japoni, miał trenować do olimpiady i zdominować oba konkursy. Udało się tylko w jednym.

Chopin
Chopin

Ciekawostka: Niemcy mają 82 mln ludności, a dla niech 14 mln widzów skoków to absolutny rekord oglądalności.
Polska ma 38 ludności, a olimpijski konkurs w Salt Lake City w 2002 roku oglądało 14,5 mln widzów. Mecze Polaków na Euro 2012 też gromadziły po 14 mln ludzi przed TV.

Wyrzysk
Wyrzysk

Bo tam jest 41 mln ludzi, którzy nie znają niemieckiego i nie oglądają niemieckojęzycznej telewizji.

Joopiter
Joopiter

Nawet nie tyle chodzi o nieznajomość języka, co o brak tożsamości imigrantów z niemieckimi sportowcami (o ile ci nie mają pochodzenia akurat z ich mniejszości).

Król Roastów
Król Roastów

14 mln widzów w samych Niemczech, a gimbaza i tak będzie twierdzić, że ten sport nikogo nie obchodzi.

zielonywojownik
zielonywojownik

Podpadł polskim kibicom ostentacyjnie ciesząc się przed nimi. Po prostu nie dał się lubić. Ani kibicom ani innym zawodnikom. Schmitt zasłużył na szacunek, potrafił się zachować z klasą.

Rudy z UE
Rudy z UE

Nie wiem czy w przypadku gdy „psycha Ci siada” zachowanie z klasą ma coś do rzeczy, po skoku miał jedyny moment wytchnienia, tak to sobie tłumacze, choć nie znając tych faktów odbiór był właśnie taki jak piszesz, choć z drugiej strony najbardziej znienawidzony był chyba tylko w Polsce, bo akurat wygrywał z Adamem i tyle, nic więcej.

wwwww432
wwwww432

Niezły tekst, tylko po co to mieszanie czasów? Utrudnia czytanie.

Spektakularny
Spektakularny

Po latach Polacy przecież pogodzili sie ze Svenem i obok Morgiego to ulubiony zagraniczny skoczek w Polsce

szuwarek
szuwarek

„wspomina w rozmowie z nami Robert Mateja, który skończył tamtą edycję dopiero w szóstej dziesiątce.” – To był dopiero kozak nie tam żaden Małysz czy Stoch!!!

Rogal
Rogal

A ja po 1 konkursie na to liczyłem u stocha u Svena uważam za fenomen skok w zakopanym na odległość 140 metrów biorąc pod uwagę nowe kombinezony i przebudowę skoczni to rekord który się trzymał przez 7 lat to fenomenalny skok

WeszłoTV
11.07.2020

STAN FUTBOLU. Rokuszewski, Białek, Wąsowski, Adamczewski

Zapraszamy na kolejny Stan Futbolu. Tym razem gośćmi Adama Kotleszki będą: Maciej Rokuszewski, Jakub Białek, Maciej Wąsowski i Michał Adamczewski. Pogram możecie śledzić w Weszło TV (poniżej), a także w TVP Sport oraz w Weszło FM. Sporo tematów ekstraklasowych na tapecie, ale i na zagraniczne wątki starczy dziś czasu. 
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

Mistrzostwo Legii to formalność, ale co dalej?

Legia Warszawa na 99,9 procent zostanie mistrzem Polski, mimo że dopadła ją poważna zadyszka. Kto chce wierzyć, że „Wojskowi” są w stanie przegrać wszystkie trzy mecze do końca sezonu, a Lech Poznań lub Piast Gliwice wszystkie wygrać, niech wierzy. My nie wierzymy, to nierealny scenariusz. Rzecz w tym, że to, kto sięgnie po tytuł w […]
11.07.2020
Anglia
11.07.2020

Newcastle United 1995/96, czyli porażka powracająca w koszmarach

10 lutego 1996 roku Newcastle United pokonało na wyjeździe Middlesbrough, umacniając się tym samym na pozycji lidera Premier League. Podopieczni Kevina Keegana wypracowali sobie bezpieczną przewagę nad ścigającym ich Manchesterem United i wciąż niewiele wskazywało na to, by wiosną „Czerwone Diabły” miały strącić „Sroki” z najwyższego stopnia podium. Newcastle grało efektownie, punktowało świetnie. Kadra zespołu […]
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

Ileż można oszukiwać przeznaczenie?

Kapitalny pomysł na thriller „Oszukać przeznaczenie” przyniósł taki sukces sprzedażowy, że nakręcono aż pięć części, a nie wykluczamy, że to jeszcze nie koniec. Polskim odpowiednikiem tego filmu były od lat losy Korony Kielce – klubu skazywanego co kilkanaście miesięcy na murowany spadek do I ligi, a następnie ratującego się, często w cudowny sposób. Dziś już […]
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

„Lechowi jako drużynie brakuje doświadczenia, bo rzadko wygrywa ważne mecze”

Sobotnia prasa to rozmowa z Mariuszem Rumakiem o Lechu Poznań i Jakubie Moderze, sylwetka nowego piłkarza Piasta Gliwice, pogawędka z Markiem Koniarkiem przed GKS Katowice – Widzew Łódź i kilka ciekawych tekstów z lig zagranicznych.  PRZEGLĄD SPORTOWY Pucharowa porażka z Cracovią odebrała Legii Warszawa spokój. Teraz gra idzie nie tylko o przypieczętowanie mistrzostwa. Sobotnia konfrontacja […]
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

Arce i ŁKS-owi został już tylko mecz o honor

Co prawda pandemia sprawiła, że międzynarodowej imprezy w to lato nie zobaczymy, ale spotkanie Arki z ŁKS-em pozwoli nam poczuć się, jak za starych – niekoniecznie dobrych – lat. Wtedy, gdy na mundiale czy Euro jeździliśmy w wiadomym celu. Mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Gdynianie i łodzianie dwa pierwsze mają już za […]
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

Krok nadal niespieszny, ale mistrzostwo coraz bliżej!

Niezależnie od tego, jak zakończy się trwający sezon La Liga – dzisiejszy mecz z Deportivo Alaves będzie jeszcze przywoływany przez ekspertów zajmujących się ligą hiszpańską. Katalończycy będą rozpamiętywać, co by się stało, gdyby Joselu był odrobinę dokładniejszy, gdyby Varane miał odrobinę słabszą koordynację. Kastylia będzie z kolei wskazywać – tutaj Real pokazał, że da się […]
11.07.2020
Weszło
10.07.2020

Pan Piłkarz Igor Angulo załatwił Raków

Czy można czasem było mieć jakieś „ale” do Igora Angulo? Oczywiście. Ale nie można mu odmówić: to w polskich warunkach Pan Piłkarz, który ma rzadką umiejętność: potrafi uprawiać dyscyplinę zwaną piłkę nożną. Hiszpan właśnie zanotował trzeci kolejny sezon ESA, w którym strzelił ponad piętnaście bramek. Dzisiaj miał bezpośredni udział przy CZTERECH golach Górnika Zabrze. MIŁE […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Warta znów z nadziejami na bezpośredni awans. Bohaterem odkurzony Spławski

Piątek na zapleczu Ekstraklasy sprawił, że I liga znów będzie ciekawa. Albo inaczej – będzie jeszcze ciekawsza. Warta wykorzystała porażkę Stali i zbliżyła się do wicelidera na dwa punkty. Z kolei Zagłębie Sosnowiec po raz pierwszy od sierpnia znalazło się w strefie spadkowej. Dziś nieoczywistym bohaterem przełamania warciarzy był napastnik, który w pewnym momencie był […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Panu Sirkowi to już chyba podziękujemy

Pamiętacie, jak Cezary Kulesza nie chciał za wszelką cenę przyznać, że wtopił sporo siana na sprowadzeniu Ognjena Mudrinskiego, więc wymyślił sobie śmiałą teorię, iż w ten sposób wypromował Patryka Klimalę? Prezes Jagiellonii w wywiadzie wił się jak piskorz, w końcu palnął coś bez większego ładu, ale na potrzeby tego tekstu uznajmy może, że coś w […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Sandecja odbija się od dna i… idzie po baraże!

Uwielbiamy w tym sezonie relacje z meczów I ligi. Każda porażka właściwie dowolnej drużyny spoza podium to „niebezpieczne zbliżenie się do strefy spadkowej”, każde zwycięstwo – nawiązanie walki o baraże. Nie inaczej jest w przypadku Sandecji, która po dzisiejszym zwycięstwie Odry Opole nad Wigrami Suwałki znalazła się w czerwonej części tabeli. Sęk w tym, że […]
10.07.2020
Inne sporty
10.07.2020

Powrót Kubicy i podładowany kalendarz F1

Nowe wyścigi w kalendarzu, niepewność co do jutrzejszych kwalifikacji, zaskakujące wyniki treningów, a przede wszystkim widok Roberta Kubicy w bolidzie Alfy Romeo Racing Orlen. Najwięcej emocji dostarczają nam zazwyczaj niedzielne zmagania, ale i dzisiaj w świecie Formuły 1 nudno nie było, a wręcz przeciwnie. Podsumowujemy dla was ostatnie wydarzenia wokół najlepszej serii wyścigowej świata. Już […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Dlaczego teza o tym, że ktoś nie chce awansować do Ekstraklasy, jest bzdurą?

Wśród osób węszących teorie spiskowe często na finiszu sezonu w I lidze pojawia się teza, że „klub X przegrywa, bo nie chce awansować do Ekstraklasy”. Poszukiwacze drugiego dna twierdzą, że danego zespołu nie stać na wejście do polskiej elity, dlatego manewrując wynikami starają się wypisać z walki o awans. Tym razem podobne hasła padają pod […]
10.07.2020
Blogi i felietony
10.07.2020

Lech dostarcza piłkarzy do reprezentacji i trofea innym klubom

Mówi się o Lechu, że jest dostarczycielem piłkarzy do lepszych europejskich lig, bo rzeczywiście sporo zarabia z transferów. Mówi się też, że dostarcza zawodników do reprezentacji Polski, bo rzeczywiście w ostatnich latach sporo wychowanków zadebiutowało w kadrze. Natomiast rzadko się mówi o tym, co najważniejsze. Lech jest też dostarczycielem pucharów dla innych drużyn. Od czasu […]
10.07.2020
Kanał Sportowy
10.07.2020

STANOWISKO #16 – KTO ZNISZCZYŁ KORONĘ KIELCE?

W swoim najnowszym „Stanowisku” Krzysztof Stanowski bierze na tapet działalność Krzysztofa Zająca. Człowieka, który rozmontował Koronę Kielce i – co gorsza – nie ma zamiaru kończyć swojej destrukcyjnej działalności. „Tam nie ma nic. Tam jest gruzowisko, tam jest ściernisko. Żal mi kibiców Korony. Panie Krzysztofie Zającu – jedyne, co pan ma w miarę fajne to […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Ścieżka po Ligę Mistrzów znana. Lewandowski w ćwierćfinale z Barcą lub Napoli

Robert Lewandowski zakończył Bundesligę mistrzostwem, nastrzelał przez cały sezon pół setki bramek, ale czeka go jeszcze granie kluczowe: Liga Mistrzów. Trzeba powiedzieć szczerze: jeśli Bayernowi powiodłoby się w tych rozgrywkach, Lewy byłby faworytem w grze o Złotą Piłkę. Dziś poznaliśmy dalszą ścieżkę Champions League – Lewandowski, po spodziewanym domknięciu dwumeczu z Chelsea, wpadnie na zwycięzcę […]
10.07.2020
Bukmacherka
10.07.2020

Combo Dnia w eWinner – wygrane faworytów w sobotę po kursie 4.75!

Kapitalną, weekendową promocję przygotował nam legalny polski bukmacher eWinner! W ramach jednego zakładu możemy postawić to, co zwykle wpadłoby na „taśmę”. Wygrane faworytów w trzech topowych ligach – angielskiej, hiszpańskiej oraz włoskiej, mogą dać nam solidny zastrzyk gotówki. Dlatego też wybieramy „Combo Dnia” na nasz sobotni typ na czołowego europejskie rozgrywki. Combo Dnia w eWinner […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Górnik Zabrze – pierwszy polski klub, dla którego Grecy są wzmocnieniami

W ostatnich latach nie brakowało greckich zawodników na polskiej ziemi. Kolejne kluby decydowały się na piłkarzy z tego kraju, mimo że ci konsekwentnie się nie sprawdzali, każdy był mniejszym lub większym niewypałem. Mogło się wydawać, że latem tę klątwę zdjęła wreszcie Pogoń Szczecin, bo dobry początek miał Kostas Triantafyllopoulos. Szybko jednak zaczął ujawniać swoje gorsze […]
10.07.2020