Bayern i Borussia żegnają rok bez odpalania fajerwerków
Niemcy

Bayern i Borussia żegnają rok bez odpalania fajerwerków

Tak to jest jak człowiek nastawi się na spektakl. Ostatni taki mecz w 2017 roku, Bayern, Borussia, stawką ćwierćfinał DFB-Pokal. Brzmiało fajnie, dopóki się nie zaczęło. Bo za meczami do jednej bramki nie przepadamy. Fajerwerki i sztucznie ognie zostały w stadionowym magazynku. Szkoda tylko, że kończący zmianę cieć się zapomniał i zabrał ze sobą klucze, przez co pożegnanie roku obyło się bez show.

Piłkarze Borussii wyszli na murawę Alianz Areny jak na święcie głów. Już na początku dali się rzucić na kolana i zamiast próbować się z nich podnieść, wyglądali na proszących Bawarczyków o najniższy wymiar kary. Mistrzowie Niemiec zdominowali BVB jak Jędrula posterunkowego podczas każdej odbywanej między nimi kłótni w „Rodzinie Zastępczej”. Tak jak policjant przechodząc  ulicą wolał nie wychylać się za granicę posiadłości Kossoniów, tak piłkarze Petera Stoegera woleli nie wchodzić z piłką na połowę gospodarzy. Gol Boatenga otwierający wynik spotkania i podwyższenie chwilę przed przerwą pogrążyło przyjezdnych. Robert Lewandowski dostał piłkę od Thomasa Muellera, przechował ją pod podeszwą będąc w polu karnym i kiedy Mueller w nie wbiegł, oddał podającemu co jego. A Niemiec pewnym strzałem pokonał Burkiego.

Gwizdek rozpoczynający drugą połowę ożywił spotkanie. Swoje okazje mieli Jarmolenko i Kagawa, z drugiej strony mało brakowało, a Mueller strzeliłby gola Robertem Lewandowskim. Jednak wbicia piłki do pustej bramki nie było, bo Polak na wślizgu minął się z futbolówką. Choć bez trysków krwi, kilka ciosów padło. Najkonkretniejszy, gdy Kagawa (za) jednym zamachem oszukał i Kimmicha i Martineza, przekładając sobie piłkę na lewą nogę i miękko wrzucając ją na głowę Jarmolenki. Ukrainiec miał trudności z pokonaniem Ulreicha. To było już uderzenie otępiające rywala, ale nadal wygrywał on na punkty i na upadek na deski się nie zanosiło.

Zawsze interesujący nas wątek – Robert Lewandowski. Grał dobrze, przede wszystkim – bardzo drużynowo. To aż dziwiło, bo nasz napastnik walczył przecież o miano najlepszego strzelca w 2017 roku. I to on, spośród piłkarzy, którzy zdobyli w nim 50 lub więcej bramek, miał zawiesić poprzeczkę Ronaldo, Messiemu, Cavaniemu i Kane’owi, a potem spokojnie zerkać na wyniki PSG i Tottenhamu czy oglądać El Clasico. Robert zbierał na sobie uwagę obrońców, przez co niekoniecznie skupiał się na wykańczaniu akcji, a po prostu był jednym z elementów budulcowych sytuacji wykreowanych przez graczy Bayernu. Zaliczył asystę przy golu na Muellera, a sam miał jedną dogodną okazję do trafienia, ale z bliskiej odległości nie dał rady nakierować piłki stopą tak, aby ominęła ciało bramkarza BVB.

Ekipa Juppa Heynckesa dowiozła wynik do końca, chociaż 18-letni Alexander Isac był ciut, ciut od wyrównania. Taki mecz w naszym folderze archiwizującym mecze wrzucamy do spamu. Głównie przez statyczną przez większość spotkania Borussię, która nie oszukała przeznaczenia i zagrała tak słabo, jak wyglądały w jej wykonaniu ostatnie miesiące. Jednak tak podległej monachijczykom BVB jak dziś w pierwszej połowie, to w ostatnich latach nie widzieliśmy. Jak się okazało, fajerwerki to dopiero podczas sylwestra.

Bayern Monachium – Borussia Dortmund 2:1 (2:0)
1:0 Boateng 12’
2:0 Mueller 40’

***

Ucieszył nas widok Bartka Kapustki w wyjściowym składzie na Werder, niestety nie załapał się do niego Rafał Gikiewicz. Były pomocnik Cracovii w grudniu grał, pfu!, raczej przebywał na boisku przez całą minutę, więc pozytywne zaskoczenie, że pojawił się nie tylko w kadrze, a też w „jedenastce” było tym większe. Problem w tym, że Christian Streich po bardzo słabej grze Freiburga zdecydował się na dwie zmiany. I jak się domyślacie – jedną z ofiar tej decyzji był Kapustka. Czy zagrał aż tak źle? Nie. W ogóle nie mamy wrażenie, że był to zły występ, ale z pewnością Bartek nie rozwinął skrzydeł, zresztą jak każdy inny jego kolega.

Był ustawiony na lewej stronie, choć często schodził do środka, za najbardziej wysuniętego Petersena. Naturalnie – próbował cokolwiek zdziałać, ale okazji do błysku nie miał. Nie pomogli inni, ale nie stworzył jej sobie też sam. Trener Streich ciągle ma do niego „ale” w kwestii defensywy i generalnego zaangażowania, nie tylko w grę w obronie. Skoro tak to ma wyglądać, to lepiej nie marnować kolejnej rundy i przenieść się do mniej uznanego klubu, byleby grać i odzyskać wiarę w siebie. Oraz włożyć jej też trochę w głowy kibiców.

Wyniki DFB-Pokal:
Werder Brema – Freiburg 3:2
Borussia Monchengladbach – Bayer Leverkusen 0:1
Heidenheim – Frankfurt 1:2 (po dogrywce)