Szamoobrona
Ile znaczy sukces w juniorach
Weszło Extra

Ile znaczy sukces w juniorach

25 czerwca 2014. Finał pierwszej edycji Centralnej Ligi Juniorów. Drużyna Wisły Kraków po ugraniu skromnego wyniku na własnym boisku (2:1), nie jedzie na rewanż przy Kałuży jak na ścięcie, ale na luz też nie może sobie pozwolić. Ma pełne prawo myśleć o zwycięstwie, ale zakładanie go przed meczem byłoby sporych rozmiarów faux pas.

Na miejscu okazuje się, że Wisła przekonująco wygrywa z Cracovią. Gdybyśmy tak napisali, byłoby to wielkie niedomówienie.

Na miejscu okazuje się, że Wisła wyciera Cracovią podłogę. To wciąż nie jest określenie, które uczciwie oddaje przebieg meczu. 

Na stadionie Cracovii pada wynik 10:0. Słownie – dziesięć do zera. Pojedynek gołej dupy z batem? Bardziej pojedynek gołej dupy z bombą atomową. Tak czy siak żadne słowa nie oddadzą rozmiarów tego POGROMU. Najlepszym wstępem do dalszej historii będzie po prostu rzucenie na niego okiem.

***

Przemysław Lech (kapitan zwycięskiej drużyny): – Po meczu prezes Boniek napisał na Twitterze: dwójka stoperów, dziesiątka i siódemka są gotowi na Ekstraklasę. Ja byłem tą dziesiątką.

Pomyślałem sobie: jest pięknie.

***

DSC_2789 DSC_2624

Dariusz Marzec (trener zwycięskiej drużyny): – To dla mnie niewiarygodne, że Cracovia doszła aż do finału. Miała trenera Pawła Zegarka, który zawsze miał ogromne szczęście. Rok wcześniej potrafiliśmy na końcu walki o mistrza zgubić wszystko w ostatnich kolejkach, z czego skorzystała Cracovia, która nie mając żadnych szans w wyścigu ostatecznie została wicemistrzem. Psim fartem, bo przez cały sezon była gorsza od nas. W sezonie, w którym starliśmy się w finale, Cracovia awansowała do ćwierćfinału znów w ostatnich kolejkach. W półfinale przegrywała już z Pogonią 0:3, lecz wyciągnęła na 3:5, a w rewanżu… sama wygrała 5:3. Cracovia nie doszła do finału umiejętnościami, a determinacją i fartem. Przed finałem obawiałem się zatem tylko jednego: farta.

Przestrzegałem chłopaków, że „Pasy” mają nieprawdopodobne szczęście i musimy być bardzo zdeterminowani. Na naszym stadionie strzeliliśmy tylko dwie bramki, a mogliśmy dużo więcej. Nagle oni oddali strzał i wpadło po rykoszecie na 2:1. Znów dopisało im szczęście – na wyjeździe to nie taki najgorszy wynik. Gdy Czesiek Michniewicz robił analizę meczu, pokazał tylko nasze akcje.

– Czemu pokazywałeś tylko nas? – spytałem go.

– Darek, a kogo miałem pokazywać? Przecież oni nic nie grali.

Cały mecz przeglądał i nic pozytywnego o Cracovii nie znalazł.

Przemysław Lech: – My z kolei trafialiśmy na samych trudnych rywali. Już przy Zagłębiu Lubin z Krzysiem Piątkiem, Jagiełło czy Kubickim wszyscy mówili, że odpadniemy. Potem Lech – i znowu to samo. A my wygraliśmy ze znaczną przewagą.

Kamil Kuczak (strzelec trzech bramek w finale): – Dla wielu z nas finał juniorów starszych był szczególny, bo przecież rok temu zdobyliśmy mistrzostwo Polski juniorów młodszych. I jeszcze Cracovia, derby… Chyba nie mogliśmy lepiej trafić.

Tomasz Zając (strzelec czterech bramek w finale): – Chłopaki wkładali w grę serce i widać było, że są w stanie oddać wiele za Wisłę. Kochaliśmy klub i to było widać.

Dominik Kościelniak (strzelec jednej bramki w finale): – Czuliśmy derbową atmosferę. Od zawsze ścieraliśmy się z Cracovią, znamy tamtych chłopaków, swoje dokładali kibice. Było czuć klimat.

Przemysław Lech: – U nas wygraliśmy 2:1, ale to my schodziliśmy z tego meczu wkurwieni, a oni zadowoleni. Nie wykorzystaliśmy ogromnej liczby sytuacji.

Dariusz Marzec: – 2:1 to dobry wynik, ale przy ich farcie… No nie do końca.

Przemysław Lech: – Gdy jechaliśmy na rewanż przy Kałuży jako urodzony wiślak powiedziałem chłopakom, że czy wygralibyśmy u siebie 6:0 czy 1:0, to niczego nie zmienia. Na Cracovii musimy po prostu wygrać. Ciśnienie było mocne. U nas byli kibice, u nich też.

Kamil Kuczak: – Gdy usłyszeliśmy jedną ze zwrotek hymnu Cracovii i to jak jadą z nami kibice, od razu dało nam to jeszcze większego kopa.

Przemysław Lech: – Co mogę powiedzieć? Maszyna ruszyła. Mieliśmy dzień konia, wszystko nam wychodziło. Normalnie nie wychodziły nam schematy z rożnych – a tu nagle wyszedł i od razu padł z tego pierwszy gol. Worek się rozwiązał.

Kamil Kuczak: – Chyba sami byliśmy zdziwieni, jak łatwo nam to przychodzi.

Tomasz Zając: – Poszliśmy na nich pressingiem jak burza. W pewnym momencie nie wiedzieli, co robić, jak małe dzieci. A przecież było tam kilku ciekawych piłkarzy, nie graliśmy z gapami.

Dominik Kościelniak: – W przerwie kibice Cracovii śpiewali, że „cztery to za mało, by Cracovię zabolało”. No to dobiliśmy do dziesięciu.

Dariusz Marzec: – Pierwszy raz coś takiego miałem, że przy 5:0 wciąż byłem pod napięciem. Cały czas myślałem o tym ich farcie.

Przemysław Lech: – Nigdy nie grałem w meczu, w którym rywal w pewnym momencie tak by odpuścił. Dla nas to była zabawa, a oni nie funkcjonowali. 10:0 w derbach w finale CLJ… Poszło to w świat. Byliśmy mega szczęśliwi.

Dariusz Marzec: – Kibice nie dali wsparcia, sypnęło się parę epitetów z trybun. Ci chłopcy byli załamani. Niepotrzebnie się na nas chcieli rzucić. Myśleli, że nas stłamszą, ale mieliśmy na to za mocny zespół.

Kamil Kuczak: – Nigdy nie zapomnę tego meczu. Do dzisiaj ludzie pytają mnie, jak to było możliwe.

Dominik Kościelniak: – Jak wyglądało świętowanie? Wtedy jeszcze nie mieliśmy osiemnastu, więc polało się piccolo i tyle. Nikt nie szalał.

A mógł.

Miesiące po takim spektakularnym turnieju to oczywiście najlepsze okoliczności do uaktywnienia się w młodych głowach gejzerów sody, ale abstrahując od ekstremalnych przypadków – ci chłopcy mogli zwyczajnie nabrać przekonania, że ich kariery ruszą teraz z kopyta. Byli najlepszym rocznikiem w 2013 roku, wygrywając mistrzostwa Polski juniorów młodszych? Byli. Byli najlepszym rocznikiem w 2014 roku, wygrywając mistrzostwa Polski juniorów starszych? Byli. Każdy z nich miał po 18-19 lat, każdy grał w barwach będącej już w lekkim odwrocie Wisły, każdy miał mniejsze bądź większe epizody z pierwszą drużyną.

Naprawdę można było nabrać przekonania, że świat stoi otworem.

Losy chłopaków jednak nie potoczyły się tak, jak powinny. Po trzech latach od spektakularnego mistrzostwa, spośród piłkarzy pierwszego składu w Wiśle nie został NIKT. Jedyną osobą odgrywającą dziś jakąkolwiek rolę w drużynie „Białej Gwiazdy” jest Jakub Bartosz, wówczas rezerwowy.

Dariusz Marzec: – Niewiele grał w tym sezonie CLJ, lecz wiedzieliśmy o jego potencjale. Powód? Pewnego razu podczas robienia przewrotki połamał się i wypadł na jakiś czas z drużyny. Ta scaliła się już bez niego i gdy wrócił nie można było tej dobrze funkcjonującej maszyny rozpieprzać.

Dobrze funkcjonująca maszyna jednak zaliczyła solidne zwarcie. Każdy z jej trybów ma dziś 21-22 lata, lecz kariera żadnego z nich nie toczy się tak, jak powinna. Oto co robi w życiu pierwsza jedenastka:

Mateusz Zając – bramkarz trzecioligowego JKS Jarosław, definitywnie odszedł z Wisły trzy lata po złotym sezonie. Nigdy nie dostał szansy w Wiśle Kraków.

Bartłomiej Kolanko – piłkarz trzecioligowej Stali Brzeg, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Rozegrał 32 minuty w Wiśle Kraków (jeden mecz).

Piotr Żemło – piłkarz drugoligowej Wisły Puławy, wciąż wypożyczony z Wisły Kraków. Rozegrał 425 minuty w Wiśle Kraków (10 meczów).

Michał Bierzało – piłkarz drugoligowego GKS-u Bełchatów, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Nigdy nie dostał szansy w Wiśle Kraków.

Remigiusz Szywacz – rezerwowy pierwszoligowego GKS-u Tychy, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Nigdy nie dostał szansy w Wiśle Kraków.

Grzegorz Gulczyński – rezerwowy trzecioligowego GKS Przodkowo, definitywnie odszedł z Wisły dwa lata po złotym sezonie. Nigdy nie dostał szansy w Wiśle Kraków.

Przemysław Lech – piłkarz pierwszoligowej Stali Mielec, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Rozegrał 79 minut w Wiśle Kraków (dwa mecze).

Kamil Kuczak – piłkarz trzecioligowego Pelikanu Łowicz, definitywnie odszedł z Wisły trzy lata po złotym sezonie. Rozegrał 127 minut w Wiśle Kraków (pięć meczów).

Dawid Kamiński – piłkarz trzecioligowego Widzewa Łódź, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Rozegrał 75 minut w Wiśle Kraków (cztery mecze).

Dominik Kościelniak – piłkarz drugoligowego MKS Kluczbork, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Nigdy nie dostał szansy w Wiśle Kraków.

Tomasz Zając – piłkarz pierwszoligowego Stomilu Olsztyn, definitywnie odszedł z Wisły rok po złotym sezonie. Rozegrał 150 minut w Wiśle Kraków (12 meczów).

Złoty rocznik, rocznik maskarujący rówieśników, rocznik zapowiadający się na przyszłość Wisły, rozegrał łącznie w jej barwach 888 minut, czyli tyle, ile dostaje w prezencie przeciętny, niczym niezapisujący się w historii Ekstraklasy Słowak czy Chorwat. Obraz i tak jest zaburzony, bo rzadko były to faktyczne szanse, czyli wejścia z ławki mające na celu zbudowanie piłkarza i przygotowanie go do gry w większym wymiarze. Gdy młodzi wiślacy zaczynali mecz w pierwszym składzie to…

a) albo dostawali nagrodę za kilka lat w klubie na odchodne (jak Kamil Kuczak od tymczasowego trenera Kazimierza Kmiecika),

b) albo załapali się na czasy stawiającego na młodzież Probierza (jak Dawid Kamiński, który debiutował w pierwszym składzie w wieku 16 lat)

c) albo zagrali mecz w Pucharze Polski, w którym występował rezerwowy skład (jak Przemysław Lech czy Tomasz Zając).

Prawdziwej szansy nie dostał jednak nikt.

DSC_2843

Piłkarze Cracovii mieli w swoim życiu kilka lepszych dni niż ten

***

Kamil Kuczak: – Robiąc taki wynik myśleliśmy, że teraz nic tylko krok po kroku do góry. Niestety  rzeczywistość trochę nam dała po dupie.

Przemysław Lech: – Wtedy wszyscy myśleliśmy, że jest zajebiście. Że jesteśmy mistrzami świata. Myślisz sobie: jesteś najlepszą drużyną w Polsce w twoim roczniku. Dominujesz w meczach z rówieśnikami, grasz w piłkę. Mówiliśmy sobie: teraz ciężka praca i do przodu. Pierwsze dni żyliśmy tylko tym. Nie mieliśmy w ogóle wakacji, bo dosłownie za kilka dni dołączyliśmy do przygotowań pierwszej drużyny. Sukces nam nie odbił do głów, w pierwszej drużynie szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. To była naprawdę kumata drużyna, a nie zlepek gamoni z sianem w głowie.

Tomasz Zając: – Nie można powiedzieć, by nam poodwalały sodówki.

Przemysław Lech: – Patrzyliśmy na swoich idoli jak Arek Głowacki, Paweł Brożek czy Semir Stilić. Powiem szczerze – na pewno był moment, że nie czuliśmy się gorsi. Wiślacy nam pomagali, uczyli nas.

Kamil Kuczak: – Siedziałem w szatni z tymi, których podziwiałem podając im piłki… Z czasem nawiązywałem z każdym kontakt, po upływie czasu czułem się już jak zawodnik pierwszej drużyny, a nie młody przychodzący co jakiś czas na trening.

Przemysław Lech: – Na mecze jeździłem tylko ja, Piotrek Żemło i Tomek Zając, później też chłopaki z 96. Ja jeździłem całą rundę, ale zagrałem tylko raz. Nawet bym tego nie nazwał występem, wszedłem w 89. minucie. Były momenty, w których mogliśmy dostać szanse, np. gdy można było nas wpuścić przy 3:0, ale siedzieliśmy dalej… Kilku z nas zasługiwało na pokazanie się.

Tomasz Zając: – Czasami na mecz jechało szesnastu zawodników. Były dwa wolne miejsca w kadrze, a jednak zostawaliśmy w domu…

Przemysław Lech: – Dziś patrzę jak chłopaki w takim wieku jak my wtedy grają z powodzeniem. Czy czuję się od nich gorszy? Nie wiem. Na treningach na pewno nie byłem gorszy, ale w meczu nie mam pojęcia, bo nigdy nie dostałem szansy. Ktoś może powiedzieć: co ty wygadujesz, że nie dostałeś szansy, skoro teraz się nie łapiesz nawet w pierwszej lidze? Ale mówię o tym co było. Teraz jestem już innym zawodnikiem. Gdybym dostał szansę, mógłbym szybko pójść w górę.

Tomasz Zając: ­-   Nawet starsi zawodnicy wypowiadali się, że niektórzy zawodnicy są gotowi do gry. Według mnie – i nie tylko według mnie – dawałem dobre zmiany. Gdy Wisła ściągnęła Mariusza Stępińskiego, trener przestał mnie wpuszczać, wolał dać na skrzydło Mariusza, mimo że to nie jest jego naturalna pozycja. Wolał sprawdzonych piłkarzy, Mariusz dużo wcześniej zaczął grać w seniorach.

Przemysław Lech: – Nawet zawodnicy jak Arek Głowacki czy Paweł Brożek dziwili się: czemu ty jeszcze szansy nie dostałeś? Lechu, ty już powinieneś grać. To było miłe i motywowało. Wiedziałem, że prędzej czy później to nadejdzie i wejdę na to boisko.

Kamil Kuczak: – Delikatnie mówiąc, trener Smuda miał specyficzne podejście. Nie wiem czy było tak tylko u nas czy po prostu tak ma. Zawsze powtarzał, żeby szanować co mamy, bo jak nam nie pójdzie to trafimy na jakieś zadupia, gdzie nie ma ciepłej wody. Nie chcę się rozwodzić nad trenerem, bo jakkolwiek spojrzeć to u niego stawiałem pierwsze kroki w drużynie.

Tomasz Zając: – Ufał żelaznej jedenastce, dostawaliśmy znikome szanse na pokazanie się. Nie miał złych wyników, więc nikt nie mógł trenerowi zarzucić, że nie stawia na młodych. Nie mam pojęcia, czemu nie chciał z nas skorzystać, na tamten moment 3-4 chłopaków było gotowych, by powoli wchodzić w ligę.

Dominik Kościelniak: – Każdy wie jaki jest trener Smuda. Ale dobrze go wspominam, dzięki niemu zobaczyłem trochę piłkarskiego nieba. Lubił z nas szydzić, że biegamy jak młodociani oldboje. Po prostu nie było szansy się przebić, raz tylko zostałem zabrany na ławkę.

Przemysław Lech: – Nie mogę powiedzieć, że jestem na trenera zły, bo dużo się od niego nauczyłem. Ale na pewno było widać, że ma większe zaufanie do zawodników doświadczonych. Komuś coś nie wyjdzie – jest różnie odbierane. Powiem tak: zależy komu. Młody nie miał łatwo, ale może to była szkoła przetrwania? Może dzięki temu starał się i zapieprzał? Nie będę narzekał, dostałem debiut i za to jestem trenerowi wdzięczny. Zresztą jako jeden z nielicznych młodych nie miałem u Smudy źle. Oczywiście, zdarzały się czasem docinki czy słowa typu „ty się nie nadajesz”, zdarzyło mi się też słynne podlewanie krzaczków. To był mój pierwszy obóz z drużyną. Pojechaliśmy do Grodziska Wielkopolskiego. Pierwszy raz w superhotelu, zajarany życiem. Wiadomo – na śniadanie ogromny wybór, kilka rodzajów jajecznicy. Nałożyłem sobie tyle, jakbym miał urodziny. Przyszedł poranny trening i nawet się cieszyłem, bo kilku chłopaków pobiegło w krzaki wymiotować i pomyślałem sobie, że dobrze, wytrzymałem. No ale zaraz zrobiłem skłon i szybko do nich dołączyłem.

Kamil Kuczak: – Wygodnie byłoby obwiniać klub, zamiast poszukać problemu u siebie. Dookoła wszyscy mówili, że klub ma taką politykę a nie inną i woli ściągać obcokrajowców zamiast dać szanse młodym. Być może przez tę łatkę czułem się usprawiedliwiony, że nie gram. Nie myślałem o tym, co zmienić u siebie, co poprawić, co jeszcze zrobić…

Tomasz Zając: – Po mistrzostwach chciałem od razu odejść na wypożyczenie by gdzieś grać. Zostałem jednak przetrzymany w klubie, dopiero po pół roku na ławce poszedłem do Chrobrego. Gdy szybko trafisz do 1-2 ligi i grasz pełne mecze, więcej ci to da, niż jakbyś jeździł na Ekstraklasę i czasem wchodził na dziesięć-dwadzieścia minut. Z drugiej strony w Wiśle było wówczas 13-14 zawodników i naprawdę widziałem dla siebie grę.

Dominik Kościelniak: – Po pierwszym pół roku praktycznie tylko ja poszedłem na wypożyczenie. Nie zastanawiałem się, szczególnie że zadzwonił do mnie trener Mamrot i chciał mnie bez testów, bo miał tylko jednego młodzieżowca w kadrze. Wiadomo, jak stawiali na młodych w Wiśle – to też miało znaczenie. W Chrobrym grałem prawie wszystko, lecz Wisła nie odezwała się do mnie ani razu. Dopiero gdy w zimie dołączył do nas Tomek Zając, przyjechał skaut na nasz mecz by go zobaczyć. Śmiałem się, że jakby nie on to nikt nigdy by mnie nie obejrzał.

Kamil Kuczak: – Jeszcze przed mistrzostwami miałem oferty wypożyczenia, ale gdy chciałem jakąś podjąć, Wisła mnie nie puszczała. Uznali, że nie będą mieli z tego pożytku, bo jestem potrzebny w trzecioligowych rezerwach…

Przemysław Lech: – Trenerzy Moskal i Musiał (trener rezerw – red.) mówili mi same dobre rzeczy i powiedzieli, że wystawiają bardzo dobrą opinię do zarządu. Na rozmowach z klubem usłyszałem, że decyzją trenerów nie przedłużymy kontraktu. Trener Moskal mówi, że mnie chce, trener Musiał, że wszystko super, a potem słyszę, że trenerzy mnie nie chcą. No to kto kłamie? Do trenerów mam duże zaufanie, zresztą trener Moskal nawet znalazł mi w pierwszej lidze klub, do którego chciałby mnie wypożyczyć.

– Trenerze, ale mi się kończy kontrakt. Nie wiem, czy będę w klubie.

– Na pewno będziesz, dostałeś świetną opinię od trenerów – odpowiedział.

Z tego, co wiem, zadecydowały sprawy pozasportowe, nic związanego ze mną.

Tomasz Zając: –  Miałem zagwarantowane przedłużenie na trzy lata, ale Wisła zaproponowała mi przedłużenie o rok z mniejszymi pieniędzmi, niż miałem w Chrobrym na wypożyczeniu, gdzie też kokosów nie było, wystarczało tylko na przeżycie. Miałem 19 lat i chciałem dłuższego kontraktu, dlatego zdecydowałem sie na Koronę, która zaproponowała dwuletnią umowę. Poza ostatnim pół roku nie był to stracony czas.

Dominik Kościelniak: – Gdy jako zawodnik Wisły doznałem w Głogowie kontuzji, zadzwoniłem do dyrektora sportowego Wisły z pytaniem czy mogę przyjść na jakieś badania. Powiedziano mi, że nie ma problemu. Przyszedłem więc, lekarz wystawił diagnozę, a potem powiedział, że należy się sto złotych. Nie chodzi o tą stówę, ale o to jak Wisła traktowała piłkarzy. Wiedziałem już po czymś takim, że mogę się pakować.

DSC_1845

***

Dariusz Marzec: – Za cel w pracy trenerskiej stawiałem sobie to, by wychować jak najwięcej piłkarzy na poziomie Ekstraklasy. Kilku gra, ale raczej poza Wisłą. Stolarski – odszedł. Chrapek – odszedł. Były Maki w Wiśle – grają, jeśli są zdrowi. Walczyłem o nich jak lew, bo to filigranowi zawodnicy mający to coś, ale w Wiśle powiedziano, że są zbyt mali i już nie urosną. Z mistrzowskiego składu CLJ na Ekstraklasę potencjał mają na pewno Piotr Żemło, Tomasz Zając i Jakub Bartosz. Przy kilku jeszcze sam zadawałem sobie pytanie i do dziś nie mam odpowiedzi: czy nie poradziliby sobie na tym poziomie. Żemło nie dostał szansy i nie potrafię się z tym pogodzić. Jestem pewny, że gdyby grał przez ostatnie dwa lata w parze z Głowackim, dziś byłby filarem Wisły. Tomek Zając popełnił z kolei błąd, że odszedł z Wisły. W Wiśle chciano z nim podpisać umowę i było bardzo blisko, ale zadziałał menedżer przekonując, że gdzie indziej będzie lepiej. Nawet ostatnio trener Smuda mówił mi, że swoje szanse w Wiśle by dostawał. Młodzi zawodnicy mają duży problem – grzeją się. Zresztą sam taki byłem. Gdy ktoś dał mi rękę, chciałem już grać cały czas. Człowiek nie potrafi pogodzić się z tym, że ktoś jest lepszy.

– Z drugiej strony wyobrażam sobie, co może myśleć taki zawodnik. Wokół wszyscy narzekają, że nie ma szans, człowiek patrzy ile osób się przebiło… To normalne, że szuka czegoś innego.

– Ale Tomek dostawał swoje szanse. To jednak też prawda, że nawet jeśli chłopak dostanie gdzieś większe pieniądze, ale widzi, że polityka klubu polega na promowaniu młodych, nie odejdzie tak łatwo. Znam psychikę Tomka i wiem, że gdyby któryś trener dał mu zaufanie na dłuższy czas, to by odpalił. Natomiast jak mówię – młodzi chcą wszystko na już, a prawda jest taka, że początkowo są po to, by łatać dziury na treningach. Tak jest w każdym klubie, normalna rzecz. Za moich czasów było tak, że brali mnie do pierwszej drużyny wtedy, gdy kogoś brakowało. Potrenowałem dzień, dwa i wracałem. To napędzało mnie i pokazywało, że mogę. Gdy wracałem po kilku dniach do juniorów, musiałem być najlepszy po to, by udowadniać, że moje miejsce jest wyżej. Jako trener spotkałem się z czymś takim, że młodzi piłkarze po tych dwóch dniach wracali załamani.

– Ale ty nie jesteś zawodnikiem pierwszej drużyny. Widziałeś tę szatnię, wiesz jak ona wygląda, wiesz po co pracujesz, gdzie możesz być – tłumaczyłem im.

Powinni być dumni, że w ogóle tam byli. Muszą sobie zdawać sprawę, że jeszcze nie są na tyle mocni, by byliby tam na stałe. A oni czuli, że wracają niżej za karę. Paweł Stolarski np. wprost zapytał, czy będzie grał. Smuda nie mógł mu powiedzieć, że będzie, więc się spakował i odszedł.

– Inna sprawa, że perspektywy na przebicie się w jedynce były naprawdę niewielkie. Chłopaki narzekają, że czasem na mecz jechało 16 piłkarzy, ciężko o większy policzek.

– Czasami lepiej, by na mecz jechało 16 osób, a młodzi zagrali w drużynie rezerw 90 minut. Wiem, jak mówią o Smudzie, że nie stawia na młodzież. Patrząc z boku – faktycznie tak to wygląda. Ale gdyby dany chłopak był bardzo dobry, od razu by grał. Łapiński nie grał w Widzewie u Smudy? Grał. Citko? Grał. Szymkowiak nie grał? Grał. Mam zresztą podobny charakter do Smudy. Pamiętam, gdy piłkarze poszli pierwszy raz do niego na trening.

– I jak panowie? – pytam.

– Trenerze, my już jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

Miałem ciężką rękę, taka prawda. Łatwiej wprowadzać młodzież w zespole typu Jagiellonia, jak robił to Probierz. W Wiśle cały czas mierzono wysoko.

– Z drugiej strony w ostatnich latach ambicje spadły.

– Może po wynikach tego nie było widać, ale prezes Cupiał wciąż był w Wiśle i stwarzał ciśnienie, że liczy się tylko mistrzostwo. Z drugiego brzegu mamy przykład Kapustki. Według moich informacji podobno było tak, że prezes Filipiak wprost sugerował, że on ma grać. Czy inaczej byłby aż tak wypychany? Nie wiem. Prezesa Cupiała natomiast zawsze interesował wynik. Trener ma w takiej sytuacji ciśnienie i nie stawia na młodzież, bo po co ma ryzykować własną głową. Zawodnikowi danie pojedynczej szansy nic nie da. Trzeba postawić na niego raz, drugi, trzeci. Kuba Bartosz dostaje jedną szansę, drugą, a potem wypada. Dlaczego? Skoro zagrał fajnie – niech gra cały czas. Błędem prezesa Cupiała było to, że nie stworzył szkółki na miarę Lecha czy Zagłębia. Bał się, że wychowa piłkarzy, a ci odejdą w wieku 18 lat, bo menedżerowie zakręcą im w głowie.

– To była łatwa czy trudna drużyna do prowadzenia?

– Byłem dla nich trochę ojcem, chłopcy byli ściągnięci z całego kraju. Za moich czasów trenerzy mieli obowiązek raz w tygodniu zjawić się w internacie. Zawsze byłem częściej i nigdy nie wiadomo było, o której godzinie się zjawię. Gdy coś głupiego przychodziło im do głowy – wiedzieli, że mogę wejść w każdej chwili. Przychodziłem czasami o 8 rano, a czasami przed północą. Ci chłopcy potrafili sami się motywować, wiedzieli, czego chcą. To bardzo ważne. Miałem dobre drużyny, ale nie potrafiły tego przełożyć na ogólnopolski sukces. Pamiętam sytuację w przerwie meczu z Lechem Poznań, w którym wygrywaliśmy. Gdy schodziłem do szatni i przez uchylone okno usłyszałem kłótnię dwóch zawodników. Prawie się pobili. Zatrzymałem kierownika i powiedziałem:

– Dajmy im to wyjaśnić.

Kłócili się o to, dlaczego jeden z piłkarzy nie podał, bo byłaby z tego bramka. Chwilę zaczekałem i wszedłem jak jeszcze było głośno. Cisza. Wstali i podali sobie rękę.

– Panowie, i tak ma być. To jest normalne. Wy wiecie, czego chcecie.

Wyszli i zapierdzielali. Ich świadomość była na naprawdę wysokim poziomie. U mnie też nie było przeproś. Kapitan nie kapitan – ktoś słabo grał, to nie miałem oporów, by go ściągnąć w dwudziestej minucie. Zdarzyło się to i w ćwierćfinale i w półfinale. Chłopakom na ławce mówiłem: zobaczcie, co on robi? Ktoś może powiedzieć, że się wyśmiewam, ale dzięki temu oni wiedzieli, dlaczego ktoś opuszcza boisko tak wcześnie. Potem piłkarz się pyta:

– Trenerze, ale dlaczego?

– Zapytaj kolegów.

I tyle wystarczyło, wszyscy się z tym zgadzali. Nie biegałeś, lelum polelum, a wszyscy zapieprzali, no nie da się tak. Ten, który wchodził, gryzł trawę.

– Ciężko było zapanować nad głowami po takim sukcesie?

– Myślę, że nie. Drużyna miała świadomość po co, jak i dlaczego. Ktoś czasami wraca do tego sukcesu a ja mówię: no fajnie, super, ale żyjemy dalej. Co z tego wynikło? Cieszyłem się, że będzie chociaż trzech w pierwszym składzie Wisły, ale nic z tego nie wyszło. Nie można jednak powiedzieć, że wina jest tylko po stronie klubu lub tylko po stronie zawodników.

– Czego im zatem zabrakło?

– Farta.

– Wszystkiego chyba nie sprowadzimy do roli farta.

– Zabrakło klubu, do którego szybko by wyjechali się ograć i od razu by tam zaskoczyli. Teraz nie ma drugiej drużyny i to jest – uważam – katastrofa. Gdzie ci chłopcy mają grać? Moim zdaniem idealnym rozwiązaniem dla Wisły byłby klub partnerski w pierwszej/drugiej lidze. Warto się zastanowić, czy nie zmienić jednej rzeczy w przepisach. Powiedzmy, że Wisła miałaby Puszczę Niepołomice jako klub partnerski. Przez kilka lat na ławce w Krakowie przesiedział Piotrek Żemło, bo Wisła nie chciała go puścić na wypadek, gdyby ktoś z pierwszego zespołu doznał kontuzji. Urazów nie było, więc Piotrek siedział. Nikt go nie oddał, bo mógłby wrócić dopiero w następnym okienku. Ale gdyby była w przepisach taka furtka, że wypożyczając piłkarza do klubu partnerskiego można w każdej chwili ściągnąć go z powrotem? Załóżmy, że wypada dwóch defensorów i wtedy by można byłoby cofnąć wypożyczenie. Młody piłkarz zawsze by grał, nie musiałby tkwić na ławce. Nie wiem czy można coś takiego zrobić, ale dla młodych chłopaków byłoby to najlepsze. A tak Piotrek był w tej Wiśle, minął rok, drugi, trzeci… I szansy jak nie było tak nie ma. Teraz jest trener Ramirez, są Hiszpanie, drużyna wygrywa i jest wszystko bardzo fajnie. Tylko co się stanie, gdy nagle nie będzie Ramireza? Albo gdy coś innego się zmieni? Hiszpanie się zwiną… I kto tu zostanie?

Nie powiem, że to stracone pokolenie, natomiast powinno więcej osiągnąć. U piłkarzy winy jest w każdym razie najmniej.

DSC_2240

***

Jacek Matyja (trener drużyny, która rok przed słynnym 10:0 zdobyła mistrzostwo Polski juniorów młodszych): – Mało szans dostali ci piłkarze. Wynikało to z wielu czynników. Była presja wyniku, presja kibiców… Zabrakło odwagi. Nie było klimatu do tego, by stawiać na młodych. Wydawałoby się, że światek krakowski będzie wywierał presję, by trener dawał szanse. Ale wyszło jak wyszło. Taka specyfika Franza. Z autopsji wiem, że gdy powiedział bramkarzowi, że jest jedynką, to nie było odwołania. Miał swoją kapelę i tyle.

 Ogólnie grupa nie schodziła pomimo pewnego poziomu, można było z nimi zrobić dużo dorosłej piłki. Najlepiej zapowiadał się Kamil Kuczak. Każdy myślał, że podrośnie, bo był niewielki, co go blokowało. Fizycznie odbiegał od seniorów. On dostawał szanse jako pierwszy, ale rozmienił się na drobne. Powtarzałem im: – Nie myślcie sobie, że teraz trzeba oprawiać się w ramki. To jest wasz sukces, cieszycie się, ale na drugi dzień trzeba iść do roboty. Kto pamięta, kto dziś jest mistrzem Europy U-21? Jakie to ma znaczenie? Było, minęło. Dziś ta drużyna ma po 21 lat. Na zachodzie to już ukształtowani zawodnicy, u nas wciąż młodzi, perspektywiczni. Każdy byłby rozgoryczony, gdyby osiągnął sukces na miarę krajową i widział, że mimo to nie dostaje szansy . Niektórzy mieli problem nawet z tym by grać w drugiej drużynie. Z drugiej strony mam wrażenie, że niektórzy myśleli, że im się to należało. Nie byli gotowi mentalnie. Młodzież musi dążyć do tego, by pracować, a oni trochę osiedli na laurach.

***

Losy zwycięskiego składu CLJ to historia, z którą powinien zapoznać się każdy zdolny junior, bo pokazuje ona, jak brutalne są dzieje młodego piłkarza. Czasami możesz zapowiadać się świetnie, a i tak niewiele z tego wyjdzie. Czasami możesz robić wszystko jak należy, a i tak nic z tego nie wynika. Czasami nie musisz pływać w długach hazardu, czasami kontuzje mogą omijać cię szerokim łukiem, czasami możesz trafić do znakomitego klubu na wypożyczenie, a i tak wylądujesz w trzeciej lidze łódzko-mazowieckiej. Stanie się tak, bo nawet nikt nie przyjedzie cię obejrzeć. A gdy wrócisz do klubu – nikt nie potraktuje cię serio.

Po prostu znajdziesz się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie. Czasem nie przebijesz się i nawet nie jesteś w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, co poszło nie tak.

Wisła Kraków nigdy nie patrzyła na klub długofalowo i dziś – po zmianach w strukturze właścicielskiej – sytuacja tylko się pogłębia. Tylko że wtedy ta krótkowzroczność wynikała z przepychu (po co czekać na juniorów, szybciej kupimy sobie gwiazdy), dziś wynika ona z biedy (po co ryzykować z juniorami, skoro szybciej i taniej ściągniemy Hiszpanów z trzeciej ligi). Dla zdolnego juniora obie rzeczywistości oznaczają w zasadzie to samo: ratuj się kto może. Idź drogą Stolarskiego, a nie Żemło.

Dominik Kościelniak: – Nie za dobrze sobie poradziliśmy… Po mistrzostwach każdy nas pompował, że będziemy następcami obecnej Wisły. Zabrakło postawienia na nas i… jesteśmy gdzie jesteśmy. Ale wciąż jesteśmy młodzi i walczymy o to, by zaistnieć.

Przemysław Lech: – Jak na naszą mistrzowską drużynę i tak nie mam najgorzej, więc nie mogę mówić, że jest źle. No ale człowiek myślał, że będzie zdobywał szczyty.

Tomasz Zając: – Chłopaki mają dobre charaktery, walczą. Jeszcze na nic nie jest za późno i czasami jedna dobra runda potrafi wszystko zmienić.

Kamil Kuczak: – Wydawało mi się, że gdy zaliczę kilka spotkań w Ekstraklasie, nie mogę upaść już nisko. No a teraz jestem gdzie jestem…  Życie mi pokazało, że nie można tak do tego podchodzić. Szkoda, że obudziłem się będąc już w trzeciej lidze. Los tak chciał, ale walczę o to by się odbić. Od dna.

Przemysław Lech: – Myślę, że nasza historia to taka przestroga dla młodych. To, że osiągniesz coś za juniora – powiem brzydko – chuja ci daje. Musisz wszystko potwierdzić w seniorskiej piłce.

Przygotował JAKUB BIAŁEK

Fot. Joanna Żmijewska

KOMENTARZE (75)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
maalta

Fajnie byloby dopisac historie chlopakow z Cracovii, czy taki wynik mial przelozenie na przyszlosc ??

jejcop

No fajnie wygrali i to nawet 10:0 . Pytanie teraz takie , czy zasłużyli na szansę? Przecież praktycznie żaden z nich nie gra nigdzie wyżej.

january

Cały artykuł (opisany z strony jednej strony, ciekawsze byłoby dopisanie tekstu o graczach drugiej ekipy również, choćby o Wdowiaku) merytoryczny, dobrze napisany i świetnie się czyta.

Szkoda jednak, iż cieniem na ten bardzo dobry tekst kładzie się ostatni akapit, ten przed końcowymi wypowiedziami piłkarzy – bo ma mało wspólnego z rzeczywistością. Polecam redaktorowi zapoznanie się z wypowiedziami choćby dyrektora sportowego Junco o sytuacji juniorów w Wiśle Kraków. Manuel Junco wyraźnie stwierdza, iż niestety w rocznikach nastąpiła trzyletnia wyrwa (gracze z trzech roczników nie prezentują potencjału) co bardzo boli sztab sportowy. Jednakże od razu zwraca uwagę na świetną pracę Mariusza Jopa z młodszymi rocznikami, gdzie jak mówi widzą talenty, które mają dostawać w przyszłości szanse (ostatnio jakiś bramkarz był a testach w klubie z Premier League) oraz na docelowy plan-marzenie 7:4 (czterech wychowanków w jedenastce, wprowadzanych powoli, 10:1, 9:2… krok po kroku).

Dodatkowo nie wydają się to puste słowa – wielu młodych piłkarzy regularnie trenuje z pierwszym zespołem (mimo zamętu transferowego). Wypatrzono i sprowadzono Kacpra Laskosia oraz Wojciecha Słomkę (na wypożyczeniu już w GKS Katowice). A także wygranie zaciekłej walki o M. Śliwkę z Starachowic – między innymi z Legią Warszawa, gdzie wypowiedzi trenerów z Starachowic wskazują, iż to głównie działalność Junco – nakreślenie wizji rozwoju w Wiśle, zaangażowanie włącznie z odwiedzinami w domu rodziców Śliwki przechyliły szalę na korzyść Krakowian.

Problemy finansowe i zawirowania spowodowały, iż Wisła była w fatalnej sytuacji, obecny sezon zapewne ma być przejściowy. Odchodzi stara gwardia – Brożek Boguski, Głowacki , a kimś trzeba ich zastąpić. Umowy podpisywane z starszymi zawodnikami w strukturze 1+1, z młodszymi 2+2 pokazują rozsądną politykę zespołu. Wprowadzanie młodych piłkarzy będzie zapewne kolejnym aspektem rozwoju klubu pod świetnym dyrektorem sportowym, jednakże trzeba dać czas przebudowie Wisły, która jednocześnie musiała spłacać długi.

Jurkosky

Manuelo to zbyt szczwany Hiszpan by ci walnąc w ryj ze chuj go obchodzą juniorzy, a tak właśnie jest

OstryJakBrzytwa

Właśnie dlatego za jednym z takich juniorów (Maciej Śliwa) jeździł do jego rodziny, by przekonać ich do juniorów Wisły? Był jedynym dyrektorem sportowym klubu ekstraklasy, który to robił.
W skrócie – pierdolisz.

Gudi

To teraz porównaj dwa rodzaje polityki transferowej: Zagłębie Lubin i Wisła Kraków. Zagłębie daje szansę graczom z drużyn juniorskich oraz sprowadza młodych polaków z niższych lig. Wisła sprowadza wagony zagranicznych graczy. Nagle, piszesz, że Wisła prowadzi politykę transferową polegającą na promowaniu własnych juniorów i opieraniu składu na wychowankach. Dziwy panie, dziwy.

pep pep

,,Najlepszą” politykę to ma Legia, która w jednym okienku straciła 5 z 8 najbardziej utalentowanych młodych- Siniora, Walukiewicza, Kulenovicia, Wieteskę i Urbańskiego. Pora za rok sprzedać Szymańskiego za 4 mln euro i Majeckiego za 1 mln i będzie prawie komplet. Już K.Stanowski wypunktował w innym aspekcie wypowiedzi właściciela, które nie dość, że nierealistyczne i nielogiczne, to ponadto stoją w sprzeczności z tym co podałem na wstępie

McHammer

Czekam na artykuł o Legii która wygrywa CLJ, a piłkarze po mistrzostwie od 3 lat, nie wybijają się poza 3 poziom rozgrywkowy w Polsce. Wygrana CLJ nic nie oznacza, to tak samo jak wygrać puchar tymbarku…

Al Bundy

Dodajmy, ze w tym meczu w barwach Cracovii wystąpili tacy piłkarze jak Moskal, Kapera, Król, Dudek czy Surma, czyli uznane nazwiska 😉

DrMabuse
Wisła Kraków

Tomasz Zając „Wg mnie i nie tylko wg mnie dawałem dobre zmiany”. Chętnie poznalbym nazwiska tej reszty opiniodawców.

kamul91
Wisła Kraków

Myślę, że tutaj jednym z głównych problemów jest niski poziom piłki juniorskiej.
Zając gdy dostawał szanse za Franza to po dwudziestu minutach gry oddychał już rękawami, Żemło w jednym meczu u boku Głowackiego był absolutnie katastrofalny i żaden trener nie pozwoliłby sobie na wystawianie takiego gościa w pierwszym składzie.

marcinw13

A jak poziom ma być wysoki w sytuacji gdy:
a) trenerzy juniorów zarabiają żałosne pieniądze
b) profesjonalny skauting w polskiej lidze to fikcja
c) infrastruktura treningowa dla juniorów jest żenująca

Urkides
Legia Warszawa

Mnie zawsze zastanawiało to jak o młodych zawodnikach wchodzących do seniorskiej piłki trenerzy mówią że potrzebują przygotowania fizycznego, zrozumienia taktyki itd.
Przecież ci chłopcy są szykowani na piłkarzy przez wiele lat. To co oni (trenerzy) z nimi robią przez te lata jesli w wieku 19 lat zawodnik nie ma sił biegać i nie rozumie zadań taktycznych na boisku.?

Forbrich-Barber
Amica Wronki

Nasza liga to nie jest dobre miejsce żeby uczyć się grać w piłkę. W ESA potrzebni są zamordyści, którzy będą 90 minut biegać i odnajdować się w chaosie. Techniczni zawodnicy od razu dostają po kościach. Ba, w klubach w których są jeszcze przedstawiciele dawnej starszyzny, to i na treningach potrafią wjechać sankami jakiemuś młodemu jak zaczyna zakładać siatki itp.

Trzeba pamiętać, że młodzież dla starszyzny jest niebezpieczna, bo: są perspektywiczni, tańsi i można jeszcze na nich zarobić – dlatego logicznym jest, że miejsce w składzie, powinien dostać ten młodszy. Takiemu 35 latkowi grającemu w 1 czy 2 lidze nie koniecznie musi się to podobać. Wszakże, premia meczowa piechotą nie chodzi, dlatego nie mam problemu wyobrazić sobie sytuacji w której takiemu chłopakowi specjalnie się podostrza na treningu.

kamul91
Wisła Kraków

Ale z kolei wątły Kapustka na naszą ligę był świetny, ale już wyżej ciężko mu się przebić.
Druga sprawa, że Premier League to był skok na zbyt głęboką wodę.

Forbrich-Barber
Amica Wronki

On był dobry, ale nie świetny. Nie przerastał ligi, a tylko się wyróżniał. Zagrał dwa sezony, ale jak na zawodnika ofensywnego to nie miał wybitnych liczb. A jak się chce coś zdziałać na zachodzie to takie liczby w naszej Eklapie mieć trzeba.

Pomiędzy ESA a BPL są z dwa albo trzy poziomy różnicy. On nie przerastał ligi nawet o jeden.
I ja nie twierdzę, że to jest zły zawodnik. Nie, to jest chłopak z talentem, ale poprowadzony fatalnie i to pewnie odbije się na jego karierze.

serek
Zagłębie Lubin

A jak w Lubinie Grootscholten mówił, że w piłce juniorskiej wyniki nie są najważniejsze to nie rozumieli. U nas od dawna w drużynach juniorskich nie stawia się na wynik na pierwszym miejscu ale zawsze znajdzie się ktoś kto ocenia akademię na podstawie mistrzostw młodzieżowych, a nie liczbą wprowadzonych graczy do piłki seniorskiej

Grimmy

Podobnie jest w Lechu. Nie bez przyczyny na każdym szczeblu juniorskim grają tam najmłodszymi możliwymi rocznikami, którzy muszą rywalizować z chłopcami często i dwa lata starszymi. A każdy wie, jaka może być przepaść miedzy, powiedzmy, 15 latkiem i 17 latkiem.

Urkides
Legia Warszawa

No to ilu macie wprowadzonych zawodników do piłki seniorskiej?

Miszcz Joda

Lech w ostatnich 5-6 sezonach wprowadził bodajże 18 (eklapa/I liga).
Legia 7 czy 8.

Pogromca Mitów
KTS Weszło

No faktycznie Legia 7, czy 8.
W samym tym sezonie – Hołownia, Michalak, Wieteska, Majecki, Makowski, Szymański.
A nie chce mi się sprawdzać sezonów wcześniejszych, ale – Kopczyński, Żyro, Borysiuk, Łukasik, Furman, Jagiełło, Cichocki, Efir, czy Wolski, to sporo te „7 czy 8” przewyższa.

Urkides
Legia Warszawa

Pogromca mitów
No to dodajmy jeszcze – Rybus, Gąsior, Kurowski, Jałocha, Frączak, Szrek, Ryczkowski, Tomasiewicz, Bogusławski. Najemski, Arak
Razem naliczyłem 26 zawodników.
A jeśli zmierzyć poziom sportowy to przewaga robi się jeszcze większa.

Pogromca Mitów
KTS Weszło

Z tymi z poprzednich sezonów pojechałem z pamięci, a też teraz choćby przy Twojej wyliczance Szumski mi przypomniał się, a pewnie jeszcze kilku było.
To nie pierwszy raz kiedy ten miszcz joda „buduje się” zakłamanym komentarzem przeciwko Legii.

Urkides
Legia Warszawa

No i jeszcze Górski z Korony.
Mniejsza z tym. Ilosciowo jest nieźle ale chyba jednak Lech jakościowo jest lepszy. Na razie. W akademii są spore zmiany w szkoleniu i zobaczymy jak to będzie.
Na forach niektórzy się napinają strasznie ale już w klubach rozumieją potrzebę współpracy i kilka akademii zaczęło działać tworząc grupę w której będzie wymiana doświadczeń i wspólne mecze żeby chłopcy mieli okazję grać z przeciwnikami na podobnym poziomie. Na szczęście jest jeszcze trochę rozsądnych ludzi w Polsce.

Pogromca Mitów
KTS Weszło

Obecnie zgadzam się, że Poznań nas wyprzedził, ale my też mieliśmy mały wysyp kilka sezonów temu – Borysiuk, Rybus, Furman, Wolski, czy Łukasik.
To zresztą było do przewidzenia, bo oni mają gotową Akademię we Wronkach, a my na dzień dzisiejszy praktycznie niewiele. Więc i tak nie jest tragicznie.
Zresztą w Legii w ostatnich sezonach liczył się tylko wynik, a z młodymi nie byłoby trofeów i niezłej, jak na nasze podwórko gry w europejskich pucharach.
Raczej pamiętasz, jak Berg młodych próbował w e-klapie i była to straszna porażka.
Też to zauważyłem, że działacze w końcu zaczynają widzieć, że niewielu naszych młodziaków radzi sobie zagranicą, a jak nie będzie tego, to kto wyłoży większe pieniądze za wychowanka. Na krajowym podwórku jest nie lepiej, bo jeśli młodzi nie potrafią wygryźć ze składu obcokrajowców z 3 ligi hiszpańskiej, czy niemieckiej, to wynika z tego jedno – szkolenie młodych leży i kwiczy.
Zobaczymy co będzie, ale nie jestem optymistą, bo jeśli Wisła taborami sprowadza obcokrajowców, a Lech też postawił na zagranicznych piłkarzy, to nic dobrego z tego nie wyniknie.
P.S. Jakiś czas temu Legia dawała ogłoszenie o zatrudnieniu na staż bodajże trenera bramkarzy i jeszcze parę osób do pracy przy rocznikach w Akademii i co mnie zdziwiło – warunki, bo były to groszowe kwoty, gdzieś rzędu tysiąca coś złotych. Kto przyjdzie pracować za takie marne pieniądze, bo darmowe oglądanie meczów Legii, to słaby argument w dzisiejszych czasach.

serek
Zagłębie Lubin

na poziomie Ekstraklasy: Pawłowski, Forenc, Jach, Kubicki, Jagiełło, Łasicki, Piątek, Wożniak, Dąbrowski, Szczepaniak + oczywiście Piotrek Zieliński. W pierwszej lidze: Osyra, Rakowski, Oleksy, Błąd, Siemaszko

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Siemaszko jest wychowankiem Stomilu Olsztyn. Potem trafił do Zagłębia, ale w ekstraklasie zagrał raptem 3 razy (ani razu w podstawowym składzie), więc jego przykładem bym się akurat nie chwalił w kontekście wprowadzania młodych do składu.

serek
Zagłębie Lubin

może i tak, nie sprawdzałem i z głowy pisałem, ale Siemaszko teraz gra w Stomilu i nawet coś strzelił już, także myślę, że to może być piłkarz na 1 ligę

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Z pewnością tak, ale nie pisałem tego złośliwie. Na I ligę wydaje się niezły, tym bardziej, że Stomil to raczej czołówka nie będzie. Póki co wygrał walkę o miejsce w składzie z Pawłem Abbotem, choć to akurat nie wydaje się być szczególną rekomendacją. Zgadza się też, że już „coś strzelił”, choć akurat wczoraj ustrzelił bezpośrednią czerwoną kartkę.

Igor

dobry tekst, pozdro

marcinw13

Nie wiem jak to było konkretnie z tymi piłkarzami, ale przecież to żadna tajemnica, że trenerzy w tej lidze to dno i wodorosty, w znakomitej większości to ludzie bez jakichkolwiek umiejętności, warsztatu i odwagi, to ludzie, którzy odprawili z kwitkiem Roberta Lewandowskiego i wielu, wielu innych, tych, którzy obecnie grają na drugim i trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce. W e-klasie na szkoleniowej karuzeli jadą cały czas te same nazwiska od czasu do czasu „odświeżane” jakimiś Maskaantami (gościa w Wiśle powinni podać do sądu o działanie na szkodę klubu) czy Lettierimi. Dochodzą do tego prezesi-idioci narzucający chorą presję wyniku. I na dokładkę wrzucamy kupę (słowo klucz w e-klasie i nie tylko) gównianych menedżerów wciskających nawet najlepszym klubom gównianych pseudo-piłkarzy zza granicy.
W tej parodii piłki nożnej nie ma miejsca dla utalentowanych juniorów, nie ma chęci żeby ich szkolić, dawać im szanse, wprowadzać do pierwszej drużyny. Teraz ściąga się na już teraz jakichś anonimowych, w najlepszym razie, przeciętniaków z lig jeszcze gorszych niż polska a efekty są takie, że mistrz Polski kompromituje się z zespołami z Kazachstanu czy Mołdawii, że Cracovia dostaje łomot od macedońskich pastuchów.
Czarno widzę przyszłość naszej piłki, również reprezentacyjnej, przy takim kierunku w jakim idą idioci z polskich klubów. Jedyna szansa dla reprezentacji jest taka, że najbardziej utalentowani piłkarze z tego padołu będą jak najszybciej uciekać do poważniejszych lig na zachodzie. Inaczej nawet reprezentacja osiągnie żałosny poziom naszych klubów a jest to całkiem możliwe i rychłe zważywszy na kompromitujący występ naszej młodzieżówki na ostatnim Euro U-21..

Urkides
Legia Warszawa

W części masz rację ale żeby być sprawiedliwym to lepiej obejrzeć mecze naszych reprezentacji juniorskich z innymi zespołami. Czasem wygrywamy ale umiejętnościami indywidualnymi odstajemy prawie zawsze. A bez tych umiejętności piłkarski sufit wisi bardzo nisko. Gdzieś na wysokości I albo II ligi w wiekszości wypadków.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Donald Trump Mexico

To niesamowite, ze chlopaki tak fajnie trafiaja i chca sie podzielic swoja wiedzą. A myślałem, że już prawidziwych ALTRUISTÓW nie ma!

pep pep

Gdy ktoś jest naprawdę dużym talentem to jak ma 19 lub 18 lat to w ogóle nie gra w klubie w juniorach (chyba, że ktoś ma parcie na wynik w finałach jak z wystawianiem kiedyś Szymkowiaka po pełnym sezonie ligowym)

Amber Mozart

„Dariusz Marzec: – Niewiele grał w tym sezonie CLJ, lecz wiedzieliśmy o jego potencjale. Powód? Pewnego razu podczas robienia przewrotki połamał się i wypadł na jakiś czas z drużyny. Ta scaliła się już bez niego i gdy wrócił nie można było tej dobrze funkcjonującej maszyny rozpieprzać.” – znaczy: hamowalismy rozwój zdolnego, przyszłościowego dzieciaka, bo wazniejszydla nas był wynik i nic nie warty puchar dla juniorów. I to najlepsze podsumowanie szkolenia.

pep pep

w punkt- to kompromitujące przyznanie się do gry tylko na wynik

madoo

W ogóle koleś jakiś dziwny. Wspominanie o tym „farcie” Cracovii jest trochę żałosne. Na początku sobie pomyślałem „hehe, pracuje we Wiśle, chce dopiec Cracovii”, ale powtarzanie w kółko tego samego, połączone z personalnymi przytykami do młodych chłopaków, czy kolegi po fachu? Amatorstwem śmierdzi na kilometr.

711dronow

W dodatku jego bar na Bronowicach to brudna speluna, gdzie do drinków leja spleśniały sok…

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Problemów jest kilka. Od dawna narzekamy na szkolenie młodzieży, na brak ujednoliconego systemu (nawet w ramach klubu, a co już mówić o całokształcie młodzieżowej piłki). Trenerzy gówno zarabiają, więc jaka płaca – taka praca. Rzecz kolejna – nastawienie na wynik, a nie na wyszkolenie. Efekt? Medale w juniorach, a potem nikt z drużyny się nie przebija, bo na przykład okazuje się, że umieją biegać i nic więcej.
Manuel Junco ubolewa, że poziom juniorów Wisły słaby? A dlaczego? No właśnie…
A rubryka „przychodzą” wygląda potem tak:
Zé Manuel ,Zoran Arsenic, Julián, Martin Kostal, Vullnet Basha, Carlos López, Fran Vélez,
Jesús Imaz, Denys Balanyuk, Kamil Wojtkowski, Tibor Halilovic, Marko Kolar, Víctor Pérez. plus kilku młodych chłopaków, których już wcześniej wypożyczano i teraz wrócili (chyba tylko na sztukę, bo w ostatnim meczu żaden z nich nie siedział nawet na ławce).

MaLk

Heh, z drugiej strony – na poziomie Ekstraklasy w klubach najwięcej wychowanków (w definicji UEFA) pochodzi właśnie z tej niby fatalnej szkoleniowo Wisły. Jeszcze w ubiegłym sezonie najwięcej minut na boisku spędzili wychowankowie Wisły. W zeszłych latach też wielokrotnie czy to Wisła, czy to Kraków w ogóle (dochodził m.in. Hutnik), były w czubie tego typu statystyk.

Urkides
Legia Warszawa

„Manuel Junco ubolewa, że poziom juniorów Wisły słaby? A dlaczego? No właśnie…
A rubryka „przychodzą” wygląda potem tak:
Zé Manuel ,Zoran Arsenic, Julián, Martin Kostal, Vullnet Basha, Carlos López, Fran Vélez,
Jesús Imaz, Denys Balanyuk, Kamil Wojtkowski, Tibor Halilovic, Marko Kolar, Víctor Pérez. ”
A może związek przyczynowo skutkowy jest odwrotny? Nie dlatego juniorzy sa słabi że przychodzą obcokrajowcy, tylko przychodzą obcokrajowcy bo juniorzy są słabi.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Komentarz mi się zdublował, więc zawczasu edytuję i pozdrawiam forumowiczów. Sorki.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Bardzo niejednoznaczna sprawa, bo oczywiście Twoja teza może być słuszna, ale tak dyskutować można długo. Jeden powie, że juniorzy nie dostają szansy w drużynie bo są obcokrajowcy, drugi, że obcokrajowcy są ściągani, bo juniorzy są słabi i w koło i w koło. Punkt widzenia będzie tu mocno zależał od punktu siedzenia.

Urkides
Legia Warszawa

Są jeszcze dodatkowe sposoby weryfikacji. Np bezpośrednie mecze naszych juniorów z innymi juniorami. Ostatnie ME chyba znowu udowodniły że nie wyglądamy w tych starciach dobrze. Więc może jednak najpierw podnieść poziom juniorów a potem niech wypierają ze składów „szrot”?

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

I ci słabi juniorzy nie mogą znaleźć miejsca w drużynach ekstraklasy. Ok. W tych samych drużynach, które prezentują (jak się słusznie mówi) słaby poziom. Ich weryfikacja z klubami z innych lig też dobrze nie wypadnie, więc nie uważam tego argumentu za słuszny.

Urkides
Legia Warszawa

Nie za bardzo zrozumiałem Twój argument ale jeśli polscy juniorzy nie mają przyjęcia i szybkiego odgrania, jeśli się gubią kiedy muszą rozegrać na 1-2 kontakty, jeśli pod pressingiem nie potrafią utrzymać piłki to do jakiego poziomu pretendują?
Lipski „wielki talent” zamiast GRAĆ piłka to ją turla w stylu pomocnika z lat 70-ych.
Zresztą samokrytycznie stwierdził że dlatego chce odejść zagranicę żeby się nauczyć szybszej gry. Trudno się jej nauczyć grając wolno.
Podobno w polskiej lidze dużo się biega? Pewnie i prawda ale najwięcej się biega do niecelnych podań i potem z powrotem do obrony.
Stwierdzenie że juniorzy powinni się uczyć gry w ekstraklasie jest dosyć głuypie bo do nauki gry w piłkę jest cały okres od dziecka do juniora i wtedy powinni być gotowi.
Chdzą takie słuchy że „nie ma takiej rury której nie można odetkać” ale ja myślę że jak kogos nie odetkali przez kilkanascie lat to potem już można go tylko nakarmić surowym miesem „na dzikość” i nazwac to ambicją.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Chodziło mi tylko to, że gdyby nasi juniorzy walczyli na równi np. z angielskimi, to zapewne aspirowaliby do gry w Premiership, bo wielu angielskich właśnie tam gra.

Urkides
Legia Warszawa

Masz rację ale aspirować to jeszcze nie grac. Bo do tej ligi aspirują Niemcy, Hiszpanie, Belgowie, Francuzi itd a więc jeśli nasi byli by lepsi to znaczy że ci którzy by zostali tez by nie byli źli a nasze kluby zgarniały by taką kasę że o zastępstwo nie było by trudno.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Powinienem był napisać, że aspirują, a niektórzy nawet grają. ale zasadniczo widzę, że się zgadzamy.

Mariusz Szewczyk

Tak patrząc nawet na wybory do kadr wojewódzkich czy młodzieżowych reprezentacji, to wiem dobrze, że nie zawsze trafiają tam najlepsi. Później często jest tak, że ci wszyscy kadrowicze gdzieś przepadają, a wybijają się ci, którzy często żadnej kadry nawet nie powąchali. Druga sprawa, bycie najlepszym w Polsce w jakimś roczniku, nie znaczy, że z automatu zostaje się piłkarzem ekstraklasowym. Fakt, że dziwne, iż nikt nie zaistniał w dorosłej piłce.

Stabwound

Słuszne wnioski. Popatrzmy np. na Jakuba Wrąbla. Jest to bramkarz, który nie zagrał chyba jeszcze ani jednego meczu, który by się skonczył czystym kontem. Skoro broni w młodzieżówce, w Śląsku i bodaj reprezentacji województwa, to logika by podpowiadała, że inni są jeszcze gorsi (w każdym meczu wpuszczają po dwa minimum?).

Mariusz Szewczyk

Z obserwacji wiem, że jak taki trener kadry wojewódzkiej wybierze sobie jakiegoś zawodnika, to ten może grać kiepsko, a i tak dostanie powołanie, inni lepsi, nie są nawet oglądani. Często to wynika z lenistwa, na miejscu przykładowo ma zawodnika, to nie chce mu się jechać w teren żeby obejrzeć lepszych.

Stabwound

Możliwe, że tak, podejrzewam też, że w grze są punkty za pochodzenie, w tym znaczeniu, że do reprezentacji Małopolski mogą trafić jacyś piłkarze z Cracovii, ci z Wisły są pewniakami, ale mocno wątpię, czy chłopaki z Olkusza, Andrychowa czy Brzeska są w ogóle brani pod uwagę. Nie za bardzo mogę sprawdzić, ale obstawiam że jakieś 80% chłopaków grających w reprezentacjach to wychowankowie ekstraklasowych klubów i to wydaje mi się dziwne. W tym sensie, że nawet statystycznie jakieś diamenty powinny się pokazywać w jakichś mniejszych miejscowościach, w sumie to nawet dość przekonujące – mała mieścinka, nie ma za bardzo co robić, jakiś typowy Damian marzy o grze w Koronie czy innej Flocie, więc zasuwa za trzech, żeby zostać zauważonym.

Mariusz Szewczyk

Mazowsze to samo, na łatwiznę, ze znanych klubów. Fakt, że te znane starają się wyłapywać lepszych zawodników, ale ci nie zawsze przechodzą do tych markowych klubów. Często tacy chłopcy wolą zostać w swoich miejscowościach. To tacy nie mają szansy, trener kadry województwa tyłka już nie ruszy.

pep pep

To nie logika, to Józef jeden z najgorszych trenerów bramkarzy w historii, Bardzo możliwe że Wrąbel nie zagra już ani razu w kadrze młodzieżowej, choć nie jest to wykluczone bo jakimś tam nr 5 jest i nadal może zrobić duży postęp choć o to będzie o tyle trudno że inni konkurencji do szerokiego składu są młodsi, a nawet (Grabara, Majecki ) dużo młodsi
A co do tego, że różni najlepsi młodzi wśród rówieśników potem przepadają, to jest nie kwestia dotycząca Polski ale każdego kraju na świecie. Rozwój sportowca to nie matematyka i prawie nigdy nie następuje harmonijnie, a niekiedy wcale go nie ma – bywa że nawet w piłce niektórzy osiągają szczyt formy w wieku np 16 czy 17 lat

Baton

Ja akurat nie widzę problemu w zagadnieniu: „nie dostał szansy”. Dlaczego? Życie pokazało, że to nie są piłkarze na ekstraklapę. Pan kopacz „niie dostał szansy” też w kilkunastu innych klubach ekstraklasy(gdyby widzieli potencjał to za darmo by sobie sprowadzili). Tutaj II, III liga, a w najlepszym przypadku Isza. Sorry, ale żeby coś osiągnąć to trzeba trenować i się doskonalić. Taki Zając gra tak samo, jak grał w juniorach… Problem taki, że jest obecnie w piłce seniorskiej.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

No ok, ale skoro był tak dobry, to czemu okazał się tak zły? Skoro inni byli gorsi (bo z nim przegrali), to czemu potem okazali się lepsi?

Stabwound

To jest takie błędne koło polskiego szkolenia. Chce się wygrywać już juniorami i zdobywać naczynia do gabloty, więc wystawia się z reguły jakichś drewniaków (no offence, Szymon) i drwali, którzy z reguły w mało sportowy sposób masakrują rówieśników. To widać po wynikach – 10:0 w finale wskazuje na to, że poziom nie był nawet zbliżony, a raczej ciężko taką przewagę wywalczyć skillami czysto piłkarskimi. Mało gry w piłkę w grze w piłkę. Kiedy dowcip przestaje działać, różnice fizyczne się zacierają, a piłkarz chciałby już pograć z ramolami, okazuje się, że nie ma na to papierów – jak całe życie przewracał rówieśników, to teraz nagle ma zrobić to samo z Głowackim, czy kimś takim – zero szans. To jest ten moment, kiedy polski komentator lub trener mówi, że zawodnik się jeszcze musi wiele nauczyć – dryblingu, techniki, taktyki, cwaniactwa, ustawiania się, podejmowania decyzji, itd. – czyli w zasadzie wszystkiego. Problem w tym, że macierzysty klub nie jest zainteresowany dokładaniem do interesu i pilnowaniem czy piłkarz równo rośnie, skoro można od razu kupić wagon lepszych piłkarzy ze Skandynawii, Węgier, Litwy, itd. No i później taki piłkarz bez umiejętności piłkarskich szuka sobie zajęcia – optymalne dla takiego poziomu są ligi w okolicy drugiej, pełne właśnie takich wychowanków duzych drużyn, co to się nie przebili do składu, więc mogą stać się cennym nabytkiem dla półamatorskich kapel.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Dokładnie tak samo myślę. Wynik tu i teraz, więc chuj ze szkoleniem, trzeba ich zabiegać i zajebać. Niech się boją, niech ich boli, przestraszą się i nastrzelamy. Zauważyliście, że bardzo często w wywiadach piłkarze wspominają, że mieli kłopoty w wieku juniorskim, bo trener uważał, że są za mali, za słabi… Nie raz się spotykałem z takimi wspominkami.
Klasyczny trening w piłce juniorskiej wygląda, jak wygląda. Wszyscy to wiemy. A jak trener chce dzieci nauczyć, chce szkolić, chce przygotować podstawę, to na stosie chce spalić go Komitet Oszalałych Rodziców, bo przecież „nie po to płacom rzeby mecze przegrywali. Syn jest taki zdolny, przecież to widać.”

Stabwound

To nawet w seniorskiej piłce pokutuje, masz piłkarzy którzy mówią, że u danego trenera nie grali, bo u niego trzeba mieć 1,80m. Albo trener się chwali, że on szkoli obrońców wg zasady: piłka może przejść, piłkarz nigdy. A się później ludzie dziwią, czemu żaden krajowy stoper nie umie piłki wyprowadzić, a 90% skrzydłowych nie umie wrzucić z biegu – bo przez te X lat kariery praktycznie w ogóle tego nie trenowali, proste.

Stabwound

Bo to najprawdopodobniej nie była gra w piłkę, tylko jakieś rugbozapasy. Jak się unormowało, to wzrost, masa, itd. pewnie już nie grały takiej roli.

Olisabebe

Nie wiem na co oni liczyli, skoro mając 18-19 byli w drużynie juniorów. Gdyby któryś z nich był mega talentem, to w wieku 17 lat powinien być przynajmniej na ławce seniorskiego zespołu

KatarzynaMorga

Tyle tekstu o tym, że w klubach odbywa się selekcja? Odpadli w najnormalniejszy sposób w czasie selekcji najlepszych piłkarzy do ekstraklasy i kopią gdzieś po wsiach. Szkoda prądu i internetu na takie artykuły.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

skttr

Swoistym uzupełnieniem tego materiału powinna być refleksja, co daje takie zeycięstwo w CLJ na przykładzie Wisły i Legii. Otóż nie daje nic i o niczym nie świadczy. W finałach CLJ regularnie w fazie finałowej odpada z Legią Lech (zresztą z Wisłą wtedy reż odpadł), grający tam 1-2 lata młodszymi zawodnikami niż reszta. I tylko Lech rok w rok dostarcza sobie sam wyprodukowanych przez siebie młodzików do pierwszej drużyny. Reszta wystawia fizoli, by coś tam ugrać, a jak później przychodzi grać w piłkę seniorską, to te drewna jak ww. Żemły itd nie istnieją.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wyniki przyjdą wkrótce!

Trener wystawia w składzie 11 ponurych żniwiarzy, bo się boi, że wyleci za brak wyników.

Nenad Bjelica Zawsze Dziewica
Poznań miasto doznań

Kto grał w piłkę juniorską doskonale wie że z danego rocznika jak jeden piłkarz wyląduje w ekstraklasie to jest dobrze. Jak trafi się lepszy rocznik raz na pięć lat do do ekstraklasy trafi 2, 3 zawodników. Nasza młodzież przegrywa głównie przez braki techniczne. Jak się jeździło za juniora mając 12 lat na turnieje zagraniczne to się masakrowało przeciwników wybieganiem, jak się spotkało z tymi zagranicznymi drużynami po 3, 4 latach to wybieganie nic nie dawało bo oni sobie spokojnie klepali robiąc przewagę. System szkolenia u nas niestety leży, gdy w latach 90 trenowało się zawodników formacjami u nas wszyscy kopali się razem. Dzisiaj gdy u nas zaczyna się trenować formacjami dla lepszego zrozumienia, na zachodzie kładzie się duży nacisk na treningi indywidualne, ale do tego potrzebne jest zaplecze i kadra, którą w Polsce ma tylko Lech i Zagłębie, może niedługo dołączy Legia. Jesteśmy cały czas do tyłu i to mocno. Szkółka Barcelony w Warszawie ma już pięć lat, niedługo będziemy mogli ocenić ilu chłopaków z tamtąd zacznie grać na wysokim poziomie i czy podejście zachodnie rzeczywiście zrobi różnicę. Gorzej będzie jak się okaże że tam też lipa i mamy poprostu za słaby potencjał ludzki.

pep pep

Tu doświadczenia z piłką juniorska nie maja nic do rzeczy. Wiadomo że ligowcy to piłkarze powiedzmy z 20 roczników na raz. Jak topowy klub wychowa lub pozyska 15 z 40 najlepszych w kraju w danym roczniku np 15-latków, to zapewne w ekstraklasie lub na najwyższym poziomie w innej lidze) zagra potem więcej niż jeden. Może nawet 10 , ale w różnych klubach oczywiście

OstryJakBrzytwa

„Wisła Kraków nigdy nie patrzyła na klub długofalowo i dziś – po zmianach w strukturze właścicielskiej – sytuacja tylko się pogłębia.”

I właśnie dlatego, ten zły TS gdy tylko przejął spółkę akcyjną:

1. Przeniósł drużyny młodzieżowe (U-17, U-16, U-15, U-14, U-13 i U-12) z Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków do Wisła Kraków SA. Co pozwoli na swobodne przenoszenie zawodników z jednego rocznika do drugiego.

http://www.wislaportal.pl/33114,Wszystkie_druzyny_mlodziezowe_pod_skrzydlami_Wisly_Krakow_SA.html

2. Tylko w tym okienku sprowadził 19 najzdolniejszych chłopaków z roczników 2001 – 2004

https://www.facebook.com/pg/akademiawisly/photos/?tab=album&album_id=1568657046528884

3. O niektórych zdolniejszych walczył sam dyrektor sportowy Wisły Manuel Junco.

Starachowicki Reus zagra dla Białej Gwiazdy

4. Zatrudnił Macieja Musiała w roli dyrektora sportowego Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków.
http://akademiawisly.pl/powrot-do-wisly-czyli-nowy-dyrektor/

5. Dyrektor sportowy Wisły SA mówi głośno, że docelowo w Wiślę ma grać minimum 4 wychowanków.

WIELKIE DRUŻYNY ŻYJĄ CYKLAMI. WISŁA TEŻ WRÓCI DO GÓRY

Prawda jest taka, że jeszcze nigdy tak dobrze nie działo się w piłce młodzieżowej Wisły Kraków.
No ale skąd może o tym wiedzieć o tym „dziennikarz” Weszło?

OstryJakBrzytwa

„Wisła Kraków nigdy nie patrzyła na klub długofalowo i dziś – po zmianach w strukturze właścicielskiej – sytuacja tylko się pogłębia.”

I właśnie dlatego, ten zły TS gdy tylko przejął spółkę akcyjną:

1. Przeniósł drużyny młodzieżowe (U-17, U-16, U-15, U-14, U-13 i U-12) z Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków do Wisła Kraków SA. Co pozwoli na swobodne przenoszenie zawodników z jednego rocznika do drugiego.

2. Tylko w tym okienku sprowadził 19 najzdolniejszych chłopaków z roczników 2001 – 2004

3. O niektórych zdolniejszych walczył sam dyrektor sportowy Wisły Manuel Junco.

4. Zatrudnił Macieja Musiała w roli dyrektora sportowego Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków.

5. Dyrektor sportowy Wisły SA mówi głośno, że docelowo w Wiślę ma grać minimum 4 wychowanków.

Prawda jest taka, że jeszcze nigdy tak dobrze nie działo się w piłce młodzieżowej Wisły Kraków.
No ale skąd może o tym wiedzieć „dziennikarz” Weszło?

Stabwound

Weszło nie ma już wtyków w Wiśle. Ostatni exclusive news jaki pochodził z tej stajni to wrzutka Iwana o tym, że ktoś kupił Lechię Gdańsk. No ale w górę serca, niedługo Olkiewicz nam napisze, co ciekawego w ŁKSie.

Miszcz Joda

Problem jest prosty.
Chujowy system szkolenia.
Co z tego, że grają goście u18 jak są to zawodnicy głębokich rezerw a w Reprze potrafią grać 2go ligowcy (bo akurat grają w przeciwieństwie do rówieśników eklapowych).
W Germanii zawodnicy z kadr u18, u19 czy u21 faktycznie dochodzą przynajmniej do 2.Bundesligii. Wielu robi karierę wyżej.
Natomiast w klubach to już różnie to bywa. Taki Bayern od wyciągnięcia Mullera i Badstubera z rezerw przez Juppa nikogo wychować dla siebie nie może szkoląc głównie dla konkurencji.

Janusz Kibol

I tak to jest z tą młodzieżą. Wychowujesz, szkolisz, wydajesz kasę na setki zawodników. Z tego masz ze 3 diamenty, które po oszlifowaniu mogą stanowić o sile pierwszej drużyny. Ale, no właśnie… zaraz menedżerowie zaczynają mącić w głowach chłopakom, pojawiają się oferty z bogatszych klubów itd. Wisła chce zatrzymać Zająca, Stolarskiego, a oni wybierają inne opcje. Ktoś powie, że za mało klub się starał. Z całym szacunkiem. to co mieli robić? Dawać łebkom wysokie kontrakty, jak oni nic jeszcze nie pokazali w seniorach? I to w sytuacji, kiedy były problemy finansowe? Żeby nie było, nie mam pretensji do młodych. Wybrali to co uznali za słuszne i tyle. Chcę tylko powiedzieć, że łatwo się gada o tym szkoleniu młodzieży, jednak w praktyce ciężko z tego wyciągnąć wymierne profity. Oczywiście, taki Lech to jest inna skala. Dawno temu postawili na szkolenie. Władowali i ładują w to kupę kasy i jakieś efekty widać. Bielik i Bereszyński dadzą nogę, ale zaraz pojawiają się inni, których można opędzlować za miliony. Tylko na początku trzeba włożyć dobry szmalec, żeby później wyjąć.

tomtom16

Autor nie wspomniał że praktycznie cały ten mistrzowski skład przez bodajże cały sezon lub nawet dwa grał w III-ligowych rezerwach z seniorami z którymi piłkarsko sobie radzili z palcem w nosie, więc te rozgrywki finałowe CLJ z rówieśnikami były jak zejście dwa poziomy niżej. Tym bardziej boli że nikt z tego składu nie został stopniowo wprowadzany do pierwszego zespołu, bo myślę że 3-4 mogło zostać do dziś, choćby Żemło i Zając. I tych chłopaków prowadził w rezerwach trener Musiał który dziś jest dyrektorem sportowym Akademii, Marzec ich tylko ‚dostawał’ do CLJ. Myślę, że jeszcze maksymalnie 2 sezony Wisła nikogo nie wprowadzi, później już będzie lepiej, bo jak już kilka osób wspomniało roczniki 2001-2004 ponoć dobrze rokują.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

2017.08.13 KRAKOW
SIATKOWKA XV MEMORIAL HUBERTA JERZEGO WAGNERA 
POLSKA - ROSJA 
NZ FERDINANDO DE GIORGI TRENER POLSKA 
FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl
20 września, 19:49
Szamoobrona