post Avatar

Opublikowane 23.05.2017 19:56 przez

redakcja

Nie lubi sportów drużynowych i nie jest fanem przygotowywania się pod konkretnych rywali. Walka nie robi na nim wrażenia, bo bije się od zawsze, nawet w snach. Jego ulubiona liczba to 65 tysięcy. Dokładnie tyle par oczu śledzić będzie w sobotę z wysokości trybun Stadionu Narodowego każdy ruch Marcina Wrzoska. Historia „Polskiego Zombie” to klasyczne from zero to hero. W Anglii na takich jak 29-letni wojownik mówi się people champ. Od pracy na wózku widłowym na Wyspach po walkę roku i mistrzowski pas KSW. Na KSW 39 będzie go bronił. On – zwykły chłopak z blokowiska, który nie przestraszył się ryzyka.   

„Zobaczę tylko, czy to nie jakiś gejowski portal” – rzuciłeś, gdy umawialiśmy się na wywiad.

Bo wiesz, Weszło to może się różnie kojarzyć. (śmiech)

Obejrzałeś nasze logo?

Para uprawiająca seks?

Tak, facet żłopie w trakcie piwo. Co myślisz?

Że jesteście normalni. (śmiech)

Jesteś homofobem?

Absolutnie nie.

Gejem pewnie też nie, widziałem twoją narzeczoną. Anita jest wicemistrzynią Europy i dwukrotną mistrzynią Wielkiej Brytanii w bikini fitness. Co powiesz tym, którzy twierdzą, że kaloryfer na brzuchu kobiety nie jest sexy?

Że mnie się podoba, a o gustach się nie dyskutuje. Większość ludzi, którzy tak gadają, nie miałoby jakichkolwiek szans u takiej dziewczyny. Nie dziwne, że nie lubią kaloryfera. Ja doceniam ciężką pracę, chociaż nie jestem fanem przesadnej muskulatury u kobiet. Moja dziewczyna ma fajne, wysportowane ciało. Jej przygotowania, zwłaszcza proces zrzucania wagi, przypomina to, co przeżywają zawodnicy MMA. Wie z czym je się profesjonalny sport.

Słyszałem, że też chce startować w MMA.

Tak, trenuje od ponad roku. Na razie boks, kickboxing, trochę zapasów, w wolnym czasie jiu jitsu. Robi to nawet podczas przygotowań do zawodów. Wtedy bardziej w formie cardio.

Pozwolisz jej wejść do klatki?

Pod warunkiem, że pojawię się w jej narożniku i w razie czego będę mógł ją uratować. (śmiech) Pewnie tak bym wolał, ale to jej wybór. Wiem, że jest na tyle ambitnym sportowcem, że skoro coś zaczyna, to nie po to, żeby to po prostu robić. Na pewno będzie chciała kiedyś się spróbować. Nie będę jej powstrzymywał, jest dorosła.

Gdzie się poznaliście?

W Bydgoszczy, stamtąd pochodzimy. Pięć lat mieszkaliśmy razem w Wielkiej Brytanii, wyjechaliśmy tam za chlebem. Teraz od półtora roku jesteśmy w Łodzi.

W mieście, gdzie popełnianych jest najwięcej samobójstw.

Serio? Stawiałbym bardziej, nie wiem, może na Katowice. No cóż, Łódź jest dość ponurym miastem, ale ma swój urok. Co mi się w niej podoba? Mój klub, Piotrkowska. Tak, jest  urodziwym miejscem. No i w Łodzi żyją bardzo interesujący ludzie.

Np. świadek koronny „Masa”.

Między innymi.

Słyszałem, że nawet jak biega na bieżni, to w kominiarce. Chodzi tak do Jatomi Fitness. (śmiech) Co jest raczej głupie, bo przecież więcej osób przyciągnie widok gościa w kominiarce niż zwykłego karka, których na siłowni jest pełno.

Wspomniałeś, że wyjechałeś na Wyspy za chlebem.

Miałem drobne problemy finansowe. Nie pochodzę z bananowej rodziny. Moja dziewczyna nie miała jeszcze skończonych osiemnastu lat, kiedy wyprowadziliśmy się na swoje. A wiadomo, jak to jest w Polsce – ciężko jest związać koniec z końcem. Tak było też w naszym przypadku.

Pracowałeś przy obsłudze wózka widłowego.

Generalnie nie mogłem narzekać na tamtą pracę, wynagrodzenie. Tyle że ciężko było połączyć z nią treningi. Zacząłem startować w MMA amatorsko przed wyjazdem. Stało się to moją pasją i nie widziałem innego rozwiązania niż kontynuowanie tej przygody. Czułem, że to po prostu jest coś, co kocham robić.

Po wywalczeniu mistrzowskiego pasa, ubrałeś w niego narzeczoną. Wcześniej wykrzyczałeś, że gdyby nie ona, dawno skończyłbyś karierę. 

Chciałem. Szczerze mówiąc, było parę takich momentów. Powtarzałem, że do niczego nie dojdę, „jeżeli ta walka nie pójdzie dobrze, to chyba z tym skończę”. Ona zawsze mówiła, że będę mistrzem.

Skąd brał się u ciebie ten brak wiary?

Nie widziałem sensu robienia tego na pół gwizdka. Przygotowywałem się do walk jak amator, a walczyłem z profesjonalistami. Oni trenowali dwa razy dziennie, ja raz. Pracowałem w końcu w pełnym wymiarze godzin.

„Czułem się jak Syzyf, który wtacza na górę swój głaz”.

Lepiej bym tego nie ujął. MMA to sport na tyle wymagający, na tyle wyniszczający, że regeneracja jest tu jednym z najważniejszych elementów. A ja wracałem do domu o 23, kładłem się koło 1, a o 5 musiałem wstawać. Do pracy dojeżdżałem rowerem. Budzisz się i pierwsze co robisz – pedałujesz.

Z roweru przesiadałeś się na wózek widłowy.

To nie było tylko stricte jeżdżenie na wózku. Tam wszystko trzeba było robić. Coś przenieść, poprzestawiać.

Po pracy godzina drzemki i na trening. I tak w kółko, codziennie. Rozpadałem się, po prostu. No ale musiałem zarobić na rachunki. Wiadomo, że na tym najniższym poziomie zawodnicy dostają za walki psie pieniądze.

Często mniej niż wydali na przygotowania.

Dużo mniej, nie idzie się utrzymać. Pierwszy pojedynek stoczyłem akurat w Polsce, dostałem 4 tys. W Anglii? 300 funtów.

Doszedłem do takiego momentu w mojej karierze, że musiałem podjąć decyzję. Albo rzucam sport i zostaję szarym szeregowym, albo rzucam życie normalnego człowieka i zostaję profesjonalnym sportowcem.

Zostawiłeś robotę.

I nie żałuję, od tego czasu jestem zupełnie innym zawodnikiem. Nie ma sensu oglądać moich starych pojedynków.

Uważasz, że urodziłeś się po to, żeby się bić.

Od zawsze to lubiłem, już nawet jako dziecko nie unikałem konfrontacji. Brat był taki sam. Rodzice chcieli nas utemperować i w ten sposób mając 10 lat trafiłem na judo. Pochodziłem z rok. Pod koniec gimnazjum sport do mnie wrócił. Związana z tym była dość ciekawa historia.

Opowiedz.

Jak to nastolatkowie, przesiadywaliśmy na klatkach i rozrabialiśmy. Stoi dziesięciu gówniarzy z bloku i nagle schodzi taki wielki dryblas, jak się potem okazało – mój sąsiad. Nagle wyciąga z torby jakąś kartkę, daje nam. To było ogłoszenie o zajęciach K1 i muay thai. Oglądamy, a sąsiad mówi: „zamiast tutaj stać i jarać to gówno, przyjdźcie na trening”. Wtedy film „Kickbokser” był wciąż bardzo modny, stawiliśmy się wszyscy. Po miesiącu zostałem tylko ja.

Twoje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to właśnie bójka?

Nie pamiętam. Nie mam za wiele tych wczesnych wspomnień, może to od uderzania w głowę? (śmiech) Ale pamiętam, że rodzice wiele razy musieli przychodzić do szkoły się tłumaczyć. W szóstej klasie podstawówki skierowali mnie na badania psychiatryczne. Podejrzewali, że mam ADHD.

Nie ma się czego wstydzić. Michael Phelps miał stwierdzone.

U mnie okazało się, że jestem całkowicie zdrowy, choć lekko nadpobudliwy.

Również szukający szczęścia w Anglii Tymoteusz Świątek po porażce z Victorem Marinho powiedział: „Jestem facetem i potrzebuję od czasu do czasu przyjebać komuś w łeb”.

To raczej nie jest osoba, do której chciałbym się w jakikolwiek sposób porównywać. Ale to prawda, u mężczyzn taka potrzeba występuje dość często.

Świątka nazywano „Nieśmiertelnym”. Twój pseudonim „Polski Zombie” też nie wziął się znikąd.

Wymyślił go mój dawny menadżer, po walce w Szkocji. Została okrzyknięta tam walką roku, była dość dramatyczna. Zakończyłem karierę chłopaka, właściwie faceta – był ode mnie starszy. Nigdy więcej już nie zawalczył.

Adam Stevenson.

Wszystko zakończyło się decyzją, ale pojedynek powinien być przerwany w pierwszej rundzie. W pewnym momencie zadałem mu kopnięcie z pleców, tzw. upkicka. Przeciąłem mu stopą górną wargę. Rozdzieliła się na pół, była zupełnie luźna. Zaczął sikać krwią, byliśmy nią cali umazani. Ktoś walnął nam zdjęcie i napisał, że wyglądamy jak zombie.

zombiee4

Przebyłeś odwrotną drogę niż twoja klubowa koleżanka Karolina Kowalkiewicz, do największej polskiej organizacji trafiłeś prosto z UFC. Zadebiutowałeś u Dany White’a po serii świetnych występów w reality show „The Ultimate Fighter”, gdzie dotarłeś do półfinału.

Kiedy dowiedziałem się o castingu do TUF, miałem ofertę walki na FEN-ie. Zastanawiałem się długo, co wybrać, aż w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że opłaci się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. „Jeżeli uda mi się wygrać w Polsce, polecę do Stanów podbudowany zwycięstwem z mocnym, niebezpiecznym przeciwnikiem”.

Walczyłeś z Robertem Rajewskim Jr., członkiem polskiego odpowiednika rodziny Gracie.

Walka się odbyła, udało się wygrać. Poszliśmy na after party i wprost z niego ruszyłem na lotnisko. Można powiedzieć, że jeszcze lekko zawiany. (śmiech)

A na miejscu nielimitowany alkohol…

Przede wszystkim 400 osób, z których każdy chciał się dostać do programu. Z tego grona wyłoniono dwudziestu zawodników z Ameryki i dwudziestu z Europy. Każdy stoczył walkę eliminacyjną, których zwycięzcy wchodzili do domu.

Walczyłeś z ludźmi z wyższej kategorii.

Biłem się wcześniej i w 70 kilo. Moje pierwsze dwie zawodowe walki to była kategoria lekka. Zauważyłem jednak, że jestem o wiele za małym zawodnikiem, jak na tę wagę. Niemniej akurat w „The Ultimate Fighter” wyższy limit był mi na rękę, nie musiałem za dużo zrzucać.

Widziałem, jak niektórzy się katowali. Był taki gość z Hiszpanii. Chłopak ważył na co dzień ponad 80 kg. Jak on się męczył, katował, żeby zbić tę wagę. Nigdy wcześniej nie widziałem takich scen…

Na przykład?

Odwadniał się, mdlał. Przez cały pobyt pił wodę destylowaną. To bardzo niezdrowe, wypłukujesz wszystkie minerały. Łazienka, w której robił wagę wyglądała jak miejsce zbrodni. Wszystkie odpływy, okna były obklejone taśmą. Żeby nie dochodziło żadne powietrze, żeby było jak najgoręcej. On tam siedział z zatyczkami do uszu. Miał powyginane kończyny, skurcze.

Wygrał?

Przegrał. Dziękował za to Bogu. Powiedział, że więcej by czegoś takiego nie przeszedł.

Amerykanie w programie postawili na wyczerpujące przygotowania, ciągle chodzili na odnowę. Wy skupiliście na utrzymaniu świeżości, nie zajeżdżaliście się, co przyniosło zresztą efekt. Sportowo lepsza była Europa, a kto wygrał alkoholowe starcie?

Można powiedzieć, że prym wiodłem tam ja i Artem Lobov. (śmiech)

Lobov pochodzi z Rosji.

Dokładnie.

Oczywiście najbardziej dawały w palnik osoby, które odpadły z rywalizacji. Ja nie miałem okazji zabalować tak jak oni, bo cały czas pilnowałem wagi. Przegrałem dopiero ostatniego dnia programu, wtedy odbył się półfinał. Nie do końca skorzystałem więc z uroków, jakie oferował TUF. Tam nie tylko alkohol był nielimitowany.

Marihuana, kokaina?

Niestety, aż tak grubo to nie. Chociaż marihuanę palili kamerzyści. Śmierdziało na kilometr, ale nie chcieli się podzielić. (śmiech)

Chodziło mi o jedzenie. Przywozili ci wszystko, co sobie zamówiłeś.

Generalnie na co dzień strasznie mi się tam nudziło. Nie było internetu, muzyki, ani telewizji. Jedynym, co mogliśmy zobaczyć w tracie trwania programu były gale UFC. Jak odbywała się gala, to wystawiali nam telewizor na środek i puszczali. Takie małe święto.

Artur Szpilka przed walką z Bryantem Jenningsem nie mógł korzystać z fanpage’a. Po kontrowersyjnej wypowiedzi na temat LGBT zablokował mu go Facebook. „Szpila” nie mógł skupić się na pojedynku. Miał powiedzieć, że jeżeli ktoś mu tego nie załatwi, to on nie wyjdzie do walki.

Mi też ostatnio zablokowali. Robiliśmy z trenerem audycję „The Champ and The Coach” i, można powiedzieć, że okradliśmy UFC. Analizując walkę Marcina Helda z Diego Sanchezem skorzystaliśmy z materiałów amerykańskiej organizacji. Straciłem konto na kilka dni i też było mi dziwnie. Chyba jestem uzależniony od social mediów. Jak mi jednak mówią, że nie mogę żyć bez telefonu, odpowiadam: „A ile wy wytrzymaliście najdłużej bez? Bo ja 8 tygodni”. Kiedy włączyłem komórkę po TUF-ie, to mimo 100% baterii, od razu się rozładowała. Tyle było wiadomości i powiadomień.

To co ty robiłeś tam w wolnym czasie?

A co mogłem robić? Był tam jedynie boisko, stół bilardowy, rzutki, basen i drink bar. Wieczorami parę kolejek zawsze walnęliśmy. (śmiech)

Trener reprezentacji Europy nie odstawał od Wrzoska i Lobova? Prowadził was sam Conor McGregor.

Spoko gość, bardzo w porządku. Mieliśmy okazję po programie pójść razem na imprezkę. Kulisów nie zdradzę, powiem tylko, że było ciekawie. (śmiech)

Prezencja McGregora nie jest udawana, on taki jest. Artem zna go dość długo (Lobov reprezentuje Irlandię). Opowiadał mi, że jak Conor walczył jeszcze w Cage Warriors, to potrafił wziąć 200-300 funtów zasiłku, pójść do sklepu, kupić t-shirt Versace’go i do końca miesiąca spać i żywić się u znajomych. Biedować tylko po to, by mieć gadżet, z którym może się wozić. To cała jego mentalność.

Było widać w programie, że McGregor i Lobov to kumple?

Mało powiedziane, McGregor był tam tylko dla swojego ziomka. Podejrzewaliśmy, że po tym, jak Lobov przegrał walkę eliminacyjną, „The Notorious” poszedł interweniować u góry. Akurat mieliśmy trening, gdy odwiedził nas Dana White i zapowiedział: „panowie, to wyjątkowy format,  postanowiliśmy przywrócić do programu dwóch przegranych, walczyli świetnie”. Z Lobovem wrócił jeden z Amerykanów. Tak dla równowagi.

Ale przecież to oznaczało, że w kolejnej fazie musiał odpaść jeden ze zwycięzców.

O tym też poinformował nas White. Wyeliminowany miał zostać ten, który stoczy najnudniejszą walkę.

Lobov dotarł do finału całej zabawy.

Program był pod niego. McGregor ma bardzo duże wpływy w UFC – ta sytuacja jasno to pokazała. W decydującej walce jego ziomek miał zmierzyć się z Saulem Rogersem – Anglikiem, który poddał mnie w półfinale. Rogers miał jednak problem z powrotem do Stanów. Okazało się, że zataił wyrok i w jego miejsce wskoczył Ryan Hall.

Którego Rogers ograł w ćwierćfinale. Dlaczego nie ty?

No widzisz. Ja w 1/4 pokonałem Davida Teymurę. Szweda, który po trzech zwycięstwach w UFC jest uważany za prospekta kategorii lekkiej.

Wasze walki nie były transmitowane na żywo. Ciężko było ci zachować tajemnicę, co do wyników?

Nie, bo za ich ujawnienie było około 500 tys. dolarów kary. Trzymanie języka za zębami przyszło mi więc dość łatwo. (śmiech)

W Stanach jadłeś śniadania z ludźmi, z którymi popołudniu musiałeś wymieniać ciosy. Główna trenerka XXIII sezonu TUF Joanna Jędrzejczyk zazdrości facetom, że po ostrych słowach na konferencji i brutalnej wojnie w klatce potrafią chodzić razem na piwo. Ty z „Kornikiem” nie poszedłeś.

Chciałem go wyciągnąć, ale zaraz po walce pojechał do szpitala i później już go nie spotkałem. Imprezowałem dość długo, z dwa dni uciekły mi z życiorysu. (śmiech)

Spałeś z pasem?

Nie pamiętam, ale na pewno przez parę najbliższych dni po wygranej wszędzie z nim chodziłem.

Podobno wizualizowałeś sobie przed pojedynkiem, jak zakładają ci go na biodra.

Wizualizuję sobie różne rzeczy, różne fragmenty walki. Nie tylko, że wszystko idzie po mojej myśli. Szczerze mówiąc, fizyczność w sportach walki to tylko mały ułamek. Dla mnie wizualizacja to forma treningu.

Naprawdę przed sobotnim pojedynkiem z Koike Erbstem poszedłeś do wróżki?

Nie, to był żart. Nie wierzę w takie rzeczy. Widziałem filmik, gdzie dwóch gości biło się ze sobą na klęczkach. Chyba Rosja. Jeden próbował wykończyć drugiego siłą woli.

I co?

No i niewiele mu to pomogło, w kilka sekund został zbombardowany. Ogólnie to jestem ateistą.

Który nie wierzy w pojęcie przetrenowania?

Mówiąc, że przetrenowania to wymówka ludzi słabych, przesadziłem. Oczywiście, że istnieje coś takiego, zdarza się wielokrotnie. Również mnie. Wtedy nie masz chęci na nic. Dawniej nie miałem możliwości monitorowania mojego organizmu. Nie robiłem badania krwi, by wiedzieć, jak reaguje na pewne rzeczy. Teraz jestem trochę bardziej świadomy.

Czytałem, że katujesz się kilkoma treningami dziennie nawet w ostatnim tygodniu przed pojedynkiem. Niejednokrotnie ukrywałeś to przed trenerami.

Muszą mnie stopować, jestem głodny wiedzy. Sztuki walki to taka dziedzina, że nie da się wszystkiego nauczyć. Mógłbym trenować 100 lat, a i tak dojdą nowe rzeczy. Cały czas się rozwijam, głód wzrasta.

Na salę przychodziłeś także ze złamaną ręką.

To nie było mądre. Mikrowstrząsy powodowały, że dłużej się zrastało. W ogóle to mam pecha z tymi rękami. Pięć razy łamałem śródręcze.

Wciąż ten sam powód?

Tak, uderzenia. Cztery razy prawa, z niej mocniej biję. Ostatnio podczas walki z Filipem Wolańskim. Widać, że jest dość nieforemna.

Raz unieruchomili mi dwa palce. Pierwszy dzień w gipsie, coś mi się śniło i przypierdoliłem ręką w ścianę.

Co ci się śniło? Jakiś koszmar?

Że z kimś się bije. Jak uderzyłem, poczułem, że poprzestawiały mi się wszystkie kości.

Teraz bijesz się z Koike Erbstem. Ty nigdy nie przegrałeś zawodowo przez poddanie, on przez nokaut. W Japończyku pochodzenia brazylijskiego widzisz ośmiornicę. Ty jesteś rekinem z Shark Łódź.

Dopiero jak wyszedłem ze studia, zdałem sobie sprawę, że strzeliłem gafę. Nagrywaliśmy setki i gadaliśmy głupoty. Mój drugi klub nazywa się Octopus, wyszło dość niefortunne porównanie. Jeżeli to pojawi się w wywiadzie, chciałbym przeprosić.

Gafę strzeliłeś również, mówiąc, że królem dżungli nie jest słoń, tylko lew. To było przed „Kornikiem”. Sowiński nabrał w ostatnim czasie sporo masy mięśniowej.  

Dostałem po tym tekście z dziesięć wiadomości. Miałem też trochę komentarzy, że Wrzosek jest nieukiem, nie skończył podstawówki, bo nie wie, że lew żyje na sawannie.   

A co skończyłeś?

Technikum ekonomiczne.

Nie wiem, czy w którejkolwiek ze swoich walk byłeś faworytem. Z Erbstem też nie jesteś.

Tak, znowu jestem underdogiem. I powiem ci, że dobrze czuję się w tej roli.

2016.12.02 KRAKOW WAZENIE MMA KSW 37 NZ MARCIN WRZOSEK ARTUR SOWINSKI FOT LUKASZ KRAJEWSKI / 400mm.pl

ROZMAWIAŁ HUBERT KĘSKA

Fot. On Top Promotions, 400mm.pl

Opublikowane 23.05.2017 19:56 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
najlepszygracz
najlepszygracz

A fuj. Tak się dać pociąć za kilka dukatów. To nie dla mnie.

Urban
Urban

Jakim qrwa underdogiem? Może warto sprawdzić kursy najpierw?

MBroodno
MBroodno

Ten portal skręca w złą stronę. Nie zajmujcie się rynsztokiem…

Pozniej wymysle nick
Pozniej wymysle nick

Dokladnie, zostawicie rynsztokowych przyglupow Faktowi czy innemu Superakowi. Zdaje sobie sprawe, ze Weszlo ma poszerzac grono czytelnikow, no ale czy o 7 sort Polakow Wam chodzi?

Niemcy
06.07.2020

Walczysz cały sezon, a w kluczowym momencie obrońca wykonuje samobójczy strzał życia

Heidenheim to klub bez większych tradycji czy aspiracji. Ot, gra sobie w tej 2. Bundeslidze, pewnego poziomu raczej nie przeskakuje, ma stałą grupę lokalnych fanów, nie pcha się na afisz. Dlatego też ich awans byłby taką wielką historią, zwłaszcza, że odbyłby się kosztem HSV. Pierwsza część tej historii była kapitalna – wyprzedzenie na ostatniej prostej […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła Płock pieczętuje spadek Arki, Górnik zbytnio nie protestował

W ciągu jednej doby dobitnie przekonaliśmy się, że mecze zakończone wynikiem 1:0 można odbierać w skrajnie różny sposób. W niedzielę Piast stworzył świetne widowisko ze Śląskiem i choć padła tylko jedna bramka, ani przez moment nie mogliśmy narzekać na poziom i emocje. Niestety dzień później w Płocku mogliśmy już narzekać na wszystko. Nagrodą za te […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

A dlaczego nie na podium Złotej Piłki?

Choć wiele lig jeszcze gra, choć nie znamy jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć choćby w Hiszpanii czy we Włoszech, trzeba pamiętać – weszliśmy tydzień temu w drugie półrocze, a więc za nami półmetek rywalizacji w wyścigu po Złotą Piłkę. Tak, przez dwa miesiące cały światowy futbol stanął w miejscu. Tak, powrót do występów reprezentacyjnych to na razie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Od obsikania radiowozu do 648 meczów w Serie A. Buffon bije kolejny rekord

– 648 to nie tylko numer. To całe życie – napisał Gianluigi Buffon po meczu z Torino. Meczu wyjątkowym, bo golkiper Juventusu został dzięki niemu zawodnikiem z największą liczbą występów w Serie A. Paolo Maldiniego wyprzedził o „oczko”. Jedni powiedzą, że na siłę, bo przecież Gigi miał już w Juventusie nie zagrać, jednak wrócił właśnie po to, […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wachowski: Arka i Korona? W PZPN-ie nie przekręcaliśmy polskiej piłki i nie przekręcimy

Gościem w dzisiejszym poranku Weszło FM był Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu rozgrywek w PZPN. Co będzie ze spadkowiczami, Arką Gdynia i Koroną? Kiedy ruszy nowy sezon Ekstraklasy, a kiedy pierwszej ligi? Czy jest szansa na VAR na zapleczu Ekstraklasy i jeśli tak, to od kiedy? Kto będzie sędziował mecze barażowe w 1. lidze? O tych […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Sequel lepszy od „jedynki”. Milewski i Tuszyński ZNÓW to zrobili

Świat filmu od lat staje przed dylematem – kręcić sequel hitowej historii, a może odpuścić sobie i spocząć na laurach wspaniałej „jedynki”? Druga część „Nagiego instynktu” to komplety szajs, przy „Batman i Robin” można wydłubać sobie oczy, sequel „Głupiego i głupszego” wywołuje fizyczny ból. Nakręcenie „dwójki” to wyzwanie, wszak twórca musi unieść ciężar oczekiwań po […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Derby Łodzi się oddalają? Widzew znów przegrywa w II lidze…

To jest nie do wiary. Już w ubiegłym sezonie wydawało się, że Widzewowi awansu do I ligi nie jest w stanie odebrać nic, żaden kataklizm ani katastrofa. Później zaś zawodnicy z al. Piłsudskiego zremisowali 10 meczów z rzędu, na finiszu przegrali jeszcze z GKS-em Bełchatów i ostatecznie pozostali na trzecim szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Zagłębie w tym sezonie zawiodło, ale Bohar gra życiówkę

Zagłębie Lubin to bez wątpienia jedna z najbardziej rozczarowujących ekip w tym sezonie Ekstraklasy. W jej składzie sporo jest bowiem naprawdę jakościowych zawodników, którzy skleceni w spójną całość powinni bić się o ligowe podium, a nie kotłować w dolnej połówce tabeli. No ale wyszło jak wyszło. „Miedziowi” na własne życzenie nie załapali się do grupy […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Wisła się utrzyma, ale pytanie: co dalej?

Bardzo prawdopodobne, że dzisiaj kibiców Arki czeka smutny dzień. Tylko punktu zdobytego przez Wisłę Płock w starciu Górnika Zabrze potrzeba, by Nafciarze utrzymali się w Ekstraklasie. Mieliby 43 oczka, dziewięć zapasu nad Arką, a że po rundzie zasadniczej Wisła miała więcej łupów, to matematyka byłaby na trzy kolejki przed końcem prosta. Ale chyba nie tylko […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

Powrót Grosika, show Linettego, 10 goli Polaków. Świetny tydzień stranierich!

Polscy piłkarze w minionym tygodniu gościli na okładkach gazet w całej Europie. Nie ma w tym cienia przesady, bo nasi stranieri dawali kapitalne popisy. Tu dublecik, tam dublecik, tu gol i asysta, tam wyciągnięty rzut karny… Ciężko było znaleźć zakątek świata, w którym nasi nie daliby popisu. Aż przyjemnie zasiąść po takim tygodniu do zestawienia […]
06.07.2020
Weszło
06.07.2020

PRASA. Sikorski: Kołakowski obiecywał mi transfer do Legii Warszawa

– W ogóle obcokrajowcom trudno trafić do Hiszpanii w niższych ligach, mają tam mnóstwo swoich zawodników. Jako polskiemu Austriakowi lub austriackiemu Polakowi udało mi się tam wcisnąć i zobaczyć to z bliska. Przeanalizowałem, że w polskiej ekstraklasie jest coraz więcej Hiszpanów. Carlitos, Dani Ramirez czy Jesus Imaz grali w niższych ligach, przenieśli się do Polski […]
06.07.2020
Włochy
05.07.2020

Roma zapomniała, że nie tylko bramkarz musi być kozakiem, ale Lopez napsuł krwi Polakom

Derby słońca, tak mówi się o starciach Napoli z Romą. Dziś to słońce zaszło nad Rzymem i nie był to zachód piękny. Porażka Giallorossich może pogrążyć drużynę Paulo Fonseki w walce o europejskie puchary. Nie pomógł nawet Pau Lopez, który dwoił się i troił między słupkami, żeby uratować tyłki kolegów z zespołu. Ale jeśli mamy wskazać […]
05.07.2020
Hiszpania
05.07.2020

Villarreal rozbity. Tak grającą Barcę aż chce się oglądać

Jeżeli wziąć pod uwagę wyłącznie mecze wyjazdowe, Barcelona do dzisiejszego meczu z Villarrealem przystępowała zaledwie jako piąta siła hiszpańskiej ekstraklasy. Katalończycy przegrali już w lidze pięć meczów na wyjeździe, kolejnych pięć zremisowali. Dlatego wiele wskazywało na to, że i dzisiaj podopieczni Quique Setiena mogą zanotować jakąś wpadkę. Tym bardziej że marnie im się w ostatnim […]
05.07.2020
Anglia
05.07.2020

Bednarek jak skała. Southampton poskromił Manchester City

Organizacja gry, znakomita defensywa, mnóstwo heroicznych interwencji. Southampton w naprawdę wielkim stylu zwycięża dzisiaj z Manchesterem City. „Wielkim” nie w sensie dominacji na boisku, bo „Obywatele” w drugiej połowie wręcz miażdżyli rywali posiadaniem piłki i liczbą strzałów posłanych w kierunku bramki. Ale znakomitą obronę też trzeba doceniać i nie należy szczędzić dla niej komplementów, a […]
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Ekstraklasa w najprzyjemniejszym wydaniu, ale tylko Piast ma punkty

Gdyby wszystkie mecze Ekstraklasy wyglądały jak ten Piasta Gliwice ze Śląskiem Wrocław, nie moglibyśmy od niej oderwać oczu. Przy Okrzei dostaliśmy niesamowicie przyjemne dla postronnego obserwatora widowisko, w którym nie było żadnego dłuższego przestoju odnośnie braku emocji. Serio, ciągle się coś działo. Strach było nawet iść po lód do herbaty, bo istniało ryzyko, że przegapi […]
05.07.2020
Inne sporty
05.07.2020

Dobrze, że jesteś! Emocjonujący początek sezonu Formuły 1

Najlepsza seria wyścigowa świata wróciła w piorunującym stylu. Nie brakowało kolizji, awarii, czy nawet kar skutkujących…. wypadnięciem z podium. Taki los spotkał Lewisa Hamiltona, który widocznie bardzo nie lubi się z torem w Austrii. Na domiar złego problemy z bolidem wyeliminowały innego faworyta, Maxa Verstappena. Wygrał, a może po prostu przetrwał tę zawieruchę (czego nie […]
05.07.2020
WeszłoTV
05.07.2020

LIGA MINUS. Milewski, Białek, Kowalczyk, Paczul

Nadszedł niedzielny wieczór, a więc czas na kolejny odcinek popularnego programu publicystyczno-rozrywkowego: Liga Minus. Dzisiaj Paweł Paczul poprowadzi gorącą dyskusję o ekstraklasowej piłeczce z następującym gronem wybitnych ekspertów: Wojciechem Kowalczykiem, Leszkiem Milewskim i Jakubem Białkiem. Zapraszamy! 
05.07.2020
Weszło
05.07.2020

Lechia Gdańsk przecieka w tyłach. Gdzie leży problem?

46 straconych goli w 34 meczach, bilans bramkowy -2. Kiepska jest to statystyka Lechii Gdańsk, drużyna jakby oduczyła się bronić, bo nikt w grupie mistrzowskiej nie dostał tyle ciosów, a przecież sezon temu chwaliliśmy gdańszczan właśnie za grę w tyłach. Gdzie leży problem? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że zmieniła się podstawowa para stoperów. W zeszłym […]
05.07.2020