Transfer skrojony na miarę. Teodorczyk rusza na podbój Belgii
Weszło

Transfer skrojony na miarę. Teodorczyk rusza na podbój Belgii

Menedżer-programista. Ktoś taki, kto wymyśli zawodnikowi optymalną dla jego umiejętności ścieżkę. Tak jawi nam się w tym momencie Marcin Kubacki reprezentujący między innymi Łukasza Teodorczyka. Nie tylko zadbał o to, by jego podopieczny opuścił Ukrainę, której miał już po dziurki w nosie, ale i trafił tam, gdzie ma duże szanse na naprawdę spory krok naprzód. Bo Anderlecht, gdzie Teodorczyk na dniach ma podpisać roczne wypożyczenie, wydaje się w tym momencie być idealnym miejscem dla napastnika. Łukasz właśnie wylądował na lotnisku w Brukseli.

– Teo ma już powoli dość Ukrainy. Wiadomo, jak tam wygląda sytuacja. Rozmawiałem z władzami klubu o jego odejściu – stwierdził niedawno na łamach „Przeglądu Sportowego” Kubacki. Od słów do czynów przeszedł błyskawicznie, bo w ciągu kilku dni od tamtej wypowiedzi, Teodorczyk z trybun obejrzy swoich nowych kolegów w walce o Champions League, by kilkanaście godzin później przejść testy medyczne w ośrodku Anderlechtu.

Kubacki zresztą miał dla Anderlechtu dwie opcje, bo belgijski „Derniere Heure” informował dwa dni temu, że Belgowie mogą wyłożyć półtora miliona euro za Mariusza Stępińskiego, innego klienta wspomnianego agenta. Prawdopodobnie jednak wraz z dopięciem umowy Teo, sprawa z napastnikiem Ruchu w Belgii się zdezaktualizuje. – To zapewne koniec wzmocnień w ataku. Dyrektor sportowy Herman Van Holsbeeck powiedział niedawno, że jego celem jest sprzedaż Okaki i ściągnięcie jednego napastnika, więc nie tylko ściągnięcie Stępińskiego, ale jakiegokolwiek innego snajpera jest mało prawdopodobne – mówi nam będący blisko klubu Philippe Vinck, prowadzący na Twitterze konto Sporting Anderlecht.

To z jednej strony szkoda dla Stępińskiego, bo Belgia jest doskonałym oknem wystawowym, ale z drugiej – znakomicie dla Teodorczyka. Najbardziej realny scenariusz jest bowiem taki, że w kwestii snajperów Anderlecht powiedział już w tym okienku ostatnie słowo. Czyli w kadrze na ten moment pozostają:

Stefano Okaka, którego dni w klubie wydają się być policzone (– Okaka musi mocno popracować nad sobą, bo w tej chwili ma nadwagę. Jeśli pojawi się dobra oferta, będziemy chętni go sprzedać – Van Holsbeeck);

Idrissa Sylla, który pod względem spędzonych na boisku minut był w poprzednim sezonie czwartym wyborem Besnika Hasiego – po Okace, Matiasie Suarezie i Imohu Ezekielu;

– wracający z wypożyczenia z De Graafschap Nathan Kabasele, który – delikatnie mówiąc – z 3 bramkami w 24 meczach Eredivisie nikogo na kolana nie rzucił;

– 17-letni Jorn Vancamp wyjęty z akademii Neerpede, najlepszy strzelec Anderlechtu w UEFA Youth League (6 bramek w 7 meczach).

W efekcie w pierwszym meczu z Rostowem w eliminacjach Ligi Mistrzów trener Rene Weiler na szpicy wystawił zmorę Rafała Wolskiego. Ofensywnego pomocnika Sofiane’a Hanniego, który w poprzednim sezonie nie dał zawodnikowi Lechii wejść na „dziesiątkę”, rozgrywając dla Mechelen sezon życia (17 goli i 8 asyst w 35 meczach ligowych), ale też który w całej swojej karierze w Belgii nie rozegrał na szpicy choćby jednego spotkania – aż do zeszłego tygodnia.

Nie wydaje nam się więc, by Teodorczyk, znany zresztą ze swojej pewności siebie, miał robić w gacie na myśl o rywalizacji z powyższą czwórką, a nawet piątką, gdyby takie plany wobec Hanniego miał trener Weiler. Powody do zmartwień byłyby dopiero, gdyby przegrał tę rywalizację, ale na to się raczej – przynajmniej na początku – nie zanosi.

– To dokładnie taki napastnik, jakiego nam potrzeba – stwierdził Vinck, gdy scharakteryzowaliśmy mu Polaka jako zawodnika, który ma taką samą łatwość w dochodzeniu do sytuacji, ale i w marnowaniu sporej ich części. – W Anderlechcie będzie mieć sporo okazji, więc jeżeli potrafi się w nich odnaleźć, a przestrzelenie w jednej czy drugiej nie wpływa na jego pewność siebie, to powinno być ok.

Regularna gra w topowym zespole belgijskiej Jupiler League, występy w europejskich pucharach, pokazanie się w jednym z najlepszych okien wystawowych spośród lig na Starym Kontynencie nie należących do ścisłego topu. Tak to wygląda na ten moment. Oczywiście Teo będzie musiał mocno popracować nad swoimi liczbami, bo Okaka wcale nie zawiesił w poprzednim sezonie poprzeczki na poziomie gleby (17 bramek w 49 meczach). Ale o ile Polak w Dynamie nie był jakimś wyjątkowym bombardierem, o tyle jego sytuacja w Brukseli ma być o tyle odmienna, że w Belgii ma być pierwszym wyborem, podczas gdy w Kijowie dużo większym uznaniem cieszył się Junior Moraes (Brazylijczyk rozegrał w minionym sezonie 5 043 minuty we wszystkich rozgrywkach, Polak – prawie pięć razy mniej).

Wydaje się więc, że mamy tutaj sytuację win-win-win. Teodorczyk wygrywa, bo opuszcza Ukrainę, o której otwarcie mówił, że ma już jej dość, lądując jednocześnie w klubie, gdzie wielkiej konkurencji mieć nie będzie i gdzie powinien dostać spory kredyt zaufania. Anderlecht zgarnia napastnika, którego – jeśli się sprawdzi – wykupi sobie za rok nie ryzykując już nic, a który – jeśli nie odpali – za rok wróci skąd przyszedł. A reprezentacja? Cóż, zawsze dobrze mieć w zanadrzu napastnika, który regularnie gra w czołowym zespole ligi belgijskiej, prawda?

fot. FotoPyK