Michał Kucharczyk. Niby charakterny piłkarz. Niby. No bo jednak tak naprawdę – nurek. Inaczej mówiąc: symulant. Albo jeszcze inaczej: żenujący, mierny aktorzyna.
W ciągu tygodnia rozegrał dwa mecze z Lechem Poznań. W każdym z nich miał okazje bramkowe, lecz żadnej bramki nie strzelił. Za to udało mu się co innego: w każdym z tych dwóch spotkań dostał żółtą kartkę za udawanie. Aktorskiego hat-tricka na szczęście nie będzie, ponieważ w następnym meczu wykartkowany Kucharczyk już nie zagra.
Dla sędziów mamy taki pomysł… No, powiecie, że w pewnym sensie nielegalny i my się oczywiście z wami zgodzimy, ale sugerujemy, by Kucharczykowi dawać już na początku meczu żółtą kartkę. Za cokolwiek. Za byle faul. Później albo skupi się na grze, a nie naciąganiu sędziów na karne, albo też za tę swoją błazenadę wyleci z boiska. Bo nie chcielibyśmy, by tabela ligowa pewnego dnia została wypaczona przez teatrzyk.
Chcesz, drogi Michale, wygrywać po oszukanych „jedenastkach”? Chyba urodziłeś się za późno. Z tą mentalnością idealnie wpisałbyś się w dawny klimat, gdy po prostu dawało się sędziom łapówki.