Plaku vs. Śląsk. Kolejny akt żenującego teatrzyku
Weszło

Plaku vs. Śląsk. Kolejny akt żenującego teatrzyku

Słaby albański piłkarz Sebino Plaku nie zostanie gwiazdą Śląska. Oczywiście to żadna nowość – my wiedzieliśmy o tym po obejrzeniu kilku spotkań w jego wykonaniu, działacze Śląska potrzebowali trochę więcej czasu, by zorientować się, że obiecali facetowi płacić za duże pieniądze w stosunku do tego, co potrafi. Błąd? Niekompetencja? Niegospodarność? Na wszystkie te pytania uzyskujemy odpowiedź twierdzącą, idziemy więc dalej – kto powinien ponieść tego konsekwencje?

Odpowiedź jest oczywista, niestety tylko dla tych, którzy na sprawę patrzą z boku, a nie dla włodarzy Śląska. Oni udają, że nic się nie stało. Myśleli, że sprawę uda się szybko zamieść pod dywan – tak jak stało się to w przypadku bramkarza Krzysztofa Żukowskiego – i będzie można poklepać się przyjaźnie po pleckach. Że wystarczy kilka cięższych treningów indywidualnych, kilka wycieczek na mecz rezerw i treningi z juniorami, a pacjent zmięknie i sam poprosi o rozmowę.

Tymczasem – jak donosi Przegląd Sportowy – świadomy swoich praw piłkarz poskarżył się na pracodawcę do Komisji Ligi, twierdząc, że jest szykanowany w celu obniżenia zarobków. Oczywiście wszyscy doskonale wiedzą, że ma rację. Inną kwestią jest to, czy jego kontrakt skonstruowany jest w taki sposób, że będzie potrafił to udowodnić.

Bardziej ciekawi nas jednak inna sprawa. To, że każdy człowiek Śląska przy „aferze Plaku” – bez głębszej refleksji – tak ochoczo się ośmiesza, próbując zrobić debili ze wszystkich wokół. Łańcuszek zaczął prezes Paweł Żelem, który przekonywał, że w przypadku albańskiego pomocnika mamy do czynienia z akcją marketingową, a potem już poszło. Wtórował mu rzecznik prasowy Michał Mazur. Teraz do zabawy włączył się trener Tadeusz Pawłowski. Na łamach Przeglądu przeczytaliśmy:

– Jako szef sztabu szkoleniowego mogę powiedzieć, że robimy wszystko, żeby doprowadzić zawodnika do jak najlepszej formy.

Serio? No po kim, jak po kim, ale po trenerze, który wygląda na rozsądnego człowieka, nie spodziewaliśmy się takiej niedorzeczności. Przecież to nie jest pierwszy piłkarz Śląska, który za jego kadencji  wraca po kontuzji. Łatwo sprawdzić, w jaki sposób doprowadzani byli „do jak najlepszej formy” pozostali. Oględnie mówiąc, nieco innymi metodami. Czy teraz Marco Paixao będzie musiał przejść podobną drogę co Plaku? Zapomnijcie. A może padnie bajeczka o indywidualnej ścieżce, innej dla każdego organizmu?

Trener idzie dalej: – Nie podoba mi się sposób, w jaki Sebino załatwia swoje sprawy, czyli sądząc się przed piłkarskimi organami dyscyplinarnymi z własnym klubem. Mam prawo do oceny jego postępowania, bo klub to także ja.

Oczywiście, że trener ma prawo do oceny, ale nie zaszkodziłoby, gdyby była to ocena bardziej roztropna. Na przykład taka, która uwzględniałaby postępowanie każdej ze stron. Generalnie jest tak, że gdy pracownik czuje się oszukiwany, a pracodawca pozostaje głuchy na jego roszczenia, to niezbędny jest organ, który rozsądzi spór. W tym przypadku jest to Komisja Ligi, Plaku zapukał do właściwych drzwi. Innej drogi nie ma. No chyba, że zna ją sam trener Pawłowski, tylko dziwnym trafem nie podzielił się tym z zawodnikiem i z nami wszystkimi.

Nawet potrafimy zrozumieć chęć bycia lojalnym wobec pracodawcy. Jednak w tym wypadku należało chyba zachować milczenie.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)