Idzie nowe w KWR, ale ciągle nie trzyma się kupy
Weszło

Idzie nowe w KWR, ale ciągle nie trzyma się kupy

Dariusz Dziekanowski, odpowiadający aktualnie za Klub Wybitnego Reprezentanta, ogłosił zmianę zasad „naboru” do elitarnego grona. Teraz już nie będzie wystarczyło rozegranie 60 meczów w barwach narodowych – trzeba będzie rozegrać ich 80. Fajna zmiana, ale niestety… to tylko półśrodek. Nie uciekniemy bowiem od najważniejszego: nadal do grona wybitnych trafiać będą zawodnicy, którzy wsławili się jedynie ograniem San Marino i w porywach Mołdawii, natomiast nie będzie w nim medalistów mistrzostw świata, takich jak np. Józef Młynarczyk (42 mecze), Lesław Ćmikiewicz (57), Jerzy Gorgoń (55) czy Waldemar Matysik (55). Absurd? Absurd.
Nie można zostać wybitnym poprzez regularne kompromitowanie się. Niestety, aktualnie do tego się ta „wybitność” sprowadza. Wybitnym zostaje ten piłkarz, który skompromitował się określoną liczbę razy. Jak ktoś się skompromitował w 80 meczach – jest wybitny. Jak ktoś tylko w 15 – nie jest wybitny. Ten idiotyczny regulamin – nawet przy wyśrubowaniu liczby wymaganych spotkań – będzie produkował wybitnych-niewybitnych. Lada moment wybitnym reprezentantem będzie Robert Lewandowski i to nieważne, czy wystarczy mu do tego 60 meczów (jeśli zagra w najbliższych dwóch spotkaniach kadry, „Lewy” z 60 meczami wkroczy do Klubu Wybitnego Reprezentanta, bo zmiana regulaminu nastąpi po tym dwumeczu), czy 80, bo i ten pułap przy braku konkurencji z łatwością osiągnie. Sęk w tym, że w meczach o stawkę „Lewy” strzelił gole tylko trzem drużynom – San Marino, Grecji i Czarnogórze i niczego z kadrą nie osiągnął. Jak go zestawić z Józefem Młynarczykiem? Jak zestawić z Ćmikiewiczem, który ma medal mistrzostw świata i medal olimpijski?

Nie da się. On wybitny będzie, tamci nie.

Z jednej strony mamy nadzieję, że ta korekta ogłoszona przez Dziekanowskiego to tylko wstęp do większej rewolucji w tym KWR. Z drugiej – chyba na nadziei się skończy, bo przecież sam Dariusz Dziekanowski jako reprezentant kraju medalu nie zdobył, więc zapewne pójście w proponowanym przez nas kierunku nie za bardzo go interesuje (musiałby w sumie zakwestionować własne członkostwo). Z drugiej: niech ktoś wreszcie zrozumie, że liczba meczów W Ł»ADEN sposób nie przesądza kwestii wybitności i coraz częściej sprowadza się do liczby meczów, po których kibice łapali się za głowy i wychodzi ze stadionów zdruzgotani.

Podniesienie poprzeczki – z 60 na 80 meczów – sprawi, że na moment odsunięte zostanie widmo takiego koszmaru jak np. Jakub Wawrzyniak wśród wybitnych, wydaje się też, że ta zmiana mocno skomplikowała sytuację Arturowi Borucowi (aktualnie 55 spotkań, o kolejne 25 może być trudno). Docelowo jednak trzeba raz na zawsze zrobić porządek, bo to nie był Klub Wesołego Szampana, tylko faktycznie galeria chwały polskiego futbolu. Zmiana regulaminu z głupiego na głupi problemu nie rozwiąże.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (0)