Nietypowy problem Kameruńczyka z Pogoni? Trochę popytaliśmy…
Weszło

Nietypowy problem Kameruńczyka z Pogoni? Trochę popytaliśmy…

Nieoficjalny serwis internetowy piszący o Pogoni Szczecin, pogon.v.pl, podał wczoraj informację, że napastnik z Kamerunu, Donald Djousse nie zagra do końca roku. Co więcej, ma fatalne wyniki badań, z których wynika że jest wręcz… niedożywiony. Wiedzieliśmy wprawdzie, że w takich klubach jak ŁKS czy Polonia Bytom zdarza się, że nie ma czego do garnka włożyć, ale doniesienia znad morza lekko nas zaszokowały. Uznaliśmy, że trzeba sprawdzić, jak to jest z tym Djousse. Podążyliśmy za tropem.
Pytamy redaktora naczelnego strony, która podała informację. – Mamy bardzo dobre źródło zbliżone do klubu, które dotąd się nie myliło. Twierdzi, że Donalda ciągle boli brzuch. Nie może się rehabilitować. Ma anemię, a problem polega na tym, że nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Dziwna sprawa. Znam Djousse. Miałem z nim kontakt wielokrotnie. Wcześniej wszystko było w porządku.

Inny nasz rozmówca, dobrze zorientowany w temacie Pogoni, twierdzi, że Djousse ma dość… specyficzne podejście do zdrowia. – Kiedyś, jeszcze w I lidze, twierdził, że jest kontuzjowany i nie może jechać na mecz wyjazdowy. Trener nie wziął go do kadry, ale Djousse dostał ostrzeżenie, że klub wyciągnie konsekwencje. Najwidoczniej uznał, że mu się to nie opłaca, bo kiedy drużyna była już na miejscu i wysiadała z autokaru, nagle podjechała taksówka… z Donaldem w środku. Facet przejechał nią kilkaset kilometrów, za grubą kasę.

Wiceprezes Pogoni twierdzi, że rzekome niedożywienie Kameruńczyka to gigantyczna bzdura, a powodem dłuższej absencji jest po prostu uraz mięśnia. Wyjaśnienie pozwoliliśmy sobie opublikować w wersji audio.

Po kilku próbach i interwencji u rzecznika dodzwoniliśmy się też do piłkarza.

Donald, mówią, że jesteś niedożywiony…
– Ha, ha. Nie, nie. To nie prawda.

Ł»e masz anemię, ciągle boi cię brzuch. Jesz tam coś w ogóle?
– Nie, nie. To nie prawda. Mam problem z mięśniem w nodze.

Na pewno to jedyny problem?
– Tak, jedyny. Nie wiem, dlaczego ci ludzie piszą takie rzeczy.

Dalej cytować nie ma sensu. Cała rozmowa sprowadzała się do „no, no, everything ok”. Jako że z natury nie ufamy oficjalnym komunikatom klubu, na wszelki wypadek napiszemy jednak: – Panowie, miejsce chłopaka na oku. Wielkim piłkarzem nie będzie. Ale może zabierzcie go na jakiś zdrowy obiad. Albo chociaż do lekarza.

KOMENTARZE (0)