Wspaniały Gonzalo Garcia. Real raczej nie odczuł braku Mbappe

Antoni Figlewicz

04 stycznia 2026, 18:16 • 4 min czytania 1

Kontuzjowany Mbappe, rywale całkiem groźni, ciągła presja narzucana przez uciekającą w lidze Barcelonę. Komfortowej sytuacji to Real przed tym meczem nie miał. Kiedy już jednak Królewscy wyszli na boisko, to wszystko stało się o wiele prostsze. Obowiązki francuskiego napastnika przejął w wielkim stylu Gonzalo Garcia, Betis nie zdołał ostatecznie napytać gospodarzom biedy, a na wczorajszą wygraną lidera udało się odpowiedzieć bardzo efektownym triumfem.

Wspaniały Gonzalo Garcia. Real raczej nie odczuł braku Mbappe
Reklama

Trochę głupio byłoby zakładać, że goście przyjechali sobie do Madrytu tylko po to, żeby dostać lanie, ale na początku tak właśnie ten mecz wyglądał. Nie mówimy o Realu Oviedo czy innym Levante – nie, Betis to drużyna z czołówki, mogąca powalczyć z najlepszymi bez wstydu. A tu trochę było tak, jakby się właśnie wstydzili. Od pierwszych minut Real usiadł na nich i kolejnymi groźnymi atakami Viniciusa czy Bellinghama nieuchronnie zbliżał się do gola.

Ostatecznie uzbierał ich zresztą aż pięć.

Reklama

Real Madryt – Real Betis. Królewscy utrzymują dystans do Barcelony

Najpierw była kontrowersja – w polu karnym padał Vinicius, z którym problemy miał Ortiz. Sędziowie uznali, że wszystko odbyło się zgodnie z zasadami, ale decyzja w drugą stronę też by się bez problemu obroniła. Brazylijczyk zakleszczył się w nogach rywala, lecz to przecież nie jego wina, że pilnujący go obrońca nie umiał się w tej akcji odnaleźć. Ale już no, nie kwestionujemy decyzji sędziów. Hernandez Hernandez zobaczył z boiska to, co zobaczył, koledzy nie skorygowali jego decyzji, może mieli wątpliwości. Niech będzie.

Tym bardziej, że na sposób rozdzielenia punktów po tym meczu wspomniana sytuacja nie wpłynęła. Real nie miał zamiaru się zatrzymywać, w kolejnej groźnej akcji Gonzalo Garcia dobrze odgrywał w kierunku Bellinghama – Anglik do piłki nie dopadł, ale wszystko zamknął jeszcze Carreras, dowodząc tylko, że zagrożeniem dla Betisu może być dziś każdy.

Choćby dogrywający z rzutu wolnego Rodrygo, który przy trafieniu wspomnianego już Garcii zaliczył asystę. Dobra to była wrzutka, ale wykończenie z ostrego kąta też zrobiło robotę. Real w pierwszej połowie udokumentował swoją przewagę jednym, jedynym celnym strzałem. Właśnie tym poniżej.

Po pół godzinie gry Betis jakby powoli zaczął się budzić, ale to raczej Real odpuścił trochę gościom z Sewilli i poczekał, aż odrobinę się wyszaleją. Niezmiennie – wszystko zdawało się być pod kontrolą Królewskich, oni rozdawali karty i nie pozwalali podopiecznym Manuela Pellegriniego na rozwinięcie skrzydeł.

Po co komu Mbappe, skoro mamy Garcię?

Dziś zresztą latał nad Santiago Bernabeu tylko jeden zawodnik. Kontuzja Kyliana Mbappe mogła nieco martwić i Xabiego Alonso, i kibiców Realu. Najlepszy na ten moment strzelec La Liga ma problemy z kolanem, przez co mógł dziś tylko usiąść i podziwiać, w jak wspaniałym stylu zastępuje go Gonzalo Garcia.

Hiszpan był wyśmienity, nie ma w takim określeniu cienia przesady. Zrobił wszystko, czego można wymagać od napastnika – nie był ciągle pod prądem, ale pojawiał się w najważniejszych momentach. A jego drugie trafienie to prawdziwa ozdoba meczu i, można powiedzieć, klasyka gatunku. Przyjął, strzelił i wystarczyło. Piękny, piękny gol.

I nie ostatni dla tego fenomenalnego dziś 21-latka. Patrzysz na niego w takiej dyspozycji i nie wierzysz, że do dziś gość nie miał na swoim koncie nawet jednego trafienia w La Liga. Nic, null. A dziś wchodzi, wszyscy wzrok kierują na niego i oglądają występ kompletny. Trzy gole, bardzo blisko asysty, niesamowita skuteczność i właściwie żal tu coś więcej dodawać, bo dla takich popisów przychodzi się na stadiony i siada się przed telewizorami.

Gonzalo Garcia pokazał się dziś jako napastnik doskonały. I głowę dołoży, i zalutuje z dystansu, i piętką strzeli. Co chcesz, to załatwi.

Dzięki niemu można było nawet zapomnieć, że po godzinie gry – przy stanie 3:0 – Real trochę za bardzo się rozluźnił, odpuścił, mógł nawet zostać pokarany nie jednym, a dwoma golami rywali. Wówczas byłoby nerwowo, zupełnie niepotrzebnie. Kusili Królewscy trochę los, ale jako się rzekło, Betis nie miał na Bernabeu swojego dnia. Dostał ostatecznie pięć goli, wyjeżdża z Madrytu pognębiony, rozbity, smutny.

Dziś oglądaliśmy ten mecz właściwie tylko dla Realu. I genialnego Gonzalo Garcii.

Real Madryt – Real Betis 5:1 (1:0)

  • 1:0 – Gonzalo Garcia 20′
  • 2:0 – Gonzalo Garcia 50′
  • 3:0 – Raul Asencio 56′
  • 3:1 – Cucho Hernandez 66′
  • 4:1 – Gonzalo Garcia 82′
  • 5:1 – Fran Garcia 90’+3

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Jak można było uznać gola Wirtza dla Liverpoolu ze spalonego?

AbsurDB
0
Jak można było uznać gola Wirtza dla Liverpoolu ze spalonego?
Reklama

Hiszpania

Hiszpania

Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar

Braian Wilma
1
Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar
Hiszpania

Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar

Braian Wilma
0
Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar
Reklama
Reklama