Jacek Magiera… Przyznam, że nic z tego nie rozumiem. Facet w sile wieku, wysportowany, stroniący od używek, wydawałoby się, że kto, jak nie on, ma nas wszystkich przeżyć. A dziś przyszła tak wstrząsająca informacja. Nie rozumiem. Nie zrozumiem.
Jacka poznałem w Legii, gdy wróciłem do niej w sezonie 00/01. Drużyna miała wtedy taki zwyczaj na obozie, że po treningach oglądała skoki Adama Małysza. Zauważyłem wtedy, że Jacek regularnie coś notuje i zastanawiałem się – co? Liczy Małyszowi, ile skoczył, porównuje z odległościami rywali? Ale nie, on miał dwa notesy. W jednym wypisywał sobie wszystko, co cenne z treningów, co – jak uznawał – może mu się przydać w przyszłości. Jacek już wtedy wiedział, że będzie trenerem, więc tymi notatkami po prostu inwestował w siebie.
A drugi notes miał na cytaty z Franza Smudy. Śmieszne, głupsze, mądrzejsze, ciekawe. Potem nam to czytał i niejednokrotnie mieliśmy ubaw, no bo sami wiecie, że Franz i jego przemyślenia mogły zapełnić najbardziej pokaźny zeszyt.
Od prawie dwóch lat nie ma z nami Franza. Od dzisiaj nie ma Jacka.
To, co sobie wtedy Jacek założył, zrealizował. Został trenerem. Moim zdaniem był bardzo dobrym szkoleniowcem, ostatnim, który prowadził polski zespół w Lidze Mistrzów, mistrzem kraju z Legią. Pamiętam mu też jak uratował Śląsk Wrocław przed spadkiem, a potem do końca bił się o tytuł, mimo że skład na to nie wskazywał. A on potrafił dotrzeć do grubszego Exposito, do Nahuela, którzy właśnie pod jego wodzą grali jak z nut. Ten drugi niedawno do Ekstraklasy wrócił, kompletnie nie przypomina tamtego zawodnika, ale zostawmy to.
Uważam też, że gdyby Jacek trafiał w swojej karierze na poważniejszych ludzi – myślę tu o prezesach i właścicielach – to sukcesów na swoim koncie miałby jeszcze więcej. Choćby z Legii nie powinien zwalniany, trzeba było mu dać pracować, dziś ten klub mógłby być w innym miejscu.
Ale wyniki to jedno, a drugie – Jackowi o coś chodziło. Nie był gościem, który tę pracę traktował czysto zarobkowo. On ją kochał i on wierzył w swoich piłkarzy. Choć może trzeba napisać inaczej: on w nich wierzył tak po ludzku, nie tylko po piłkarsku. Wręczał książki, pokazywał filmy, starał się zainspirować, dziś Michał Kopczyński mówił, jak Jacek zachęcał zawodników do poznawania historii. Nie klubu. Historii Polski, świata.
Są trenerzy, którzy chcą tylko wyników. Okej – ich święte prawo. Z tego są rozliczani. Natomiast Jacek był wyjątkowy, bo miał i wyniki, i to „coś jeszcze”. Spojrzenie ponad tymi wszystkimi przyziemnymi sprawami jak trzy punkty, jeden, czy zero.
Spoczywaj w pokoju, Jacek. Ale dlaczego muszę to pisać tak wcześnie? Nie rozumiem.
Nie zrozumiem.
WOJCIECH KOWALCZYK
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Vuković żegna Magierę. „Najlepszy możliwy człowiek”
- Cezary Kulesza: Jacek Magiera był bardzo dobrym człowiekiem
- Tragiczna informacja. Zmarł Jacek Magiera
- „Żegnaj, przyjacielu”. Polska piłka w żałobie po śmierci Magiery
Fot. Newspix