Wilfredo Leon w sobotę wieczorem zajął trzecie miejsce w plebiscycie na Sportowca Roku, a dziś udowodnił, dlaczego takie lokaty mu się należą. W 298 dni wywalczył cztery trofea z Bogdanką LUK Lublin. Dziś zdobył to ostatnie – Puchar Polski, pierwszy w historii klubu. Jego zespół męczył się w półfinale, ale w finale nie dał żadnych szans Asseco Resovii Rzeszów. To nie był piękny turniej finałowy w Krakowie: mógł się w nim tak naprawdę podobać tylko jeden z 11 rozegranych setów, do tego atmosfera na trybunach z kilku powodów była gorsza niż w poprzednich edycjach. Wpływ na wyniki miało też przemęczenie, choć akurat drużyna z Lublina potrafiła błyszczeć mimo ciągłego grania.
Bogdanka jeszcze w czwartek o 20.30 rozgrywała spotkanie Ligi Mistrzów na wyjeździe z belgijskim Knack Roeselare (wygrała 3:2). Mogła grać wcześniej, np. we wtorek, ale klub nie dogadał się wystarczająco wcześnie w tym temacie z europejską federacją. Do hotelu wrócili przed pierwszą w nocy. W piątek wszyscy wstali tuż po 4.00, o 5.30 już wyjeżdżali. Ledwo zdążyli na lotnisko. Po przylocie prosto do hotelu Ibis w Krakowie. Tego samego dnia ostatni trening na Tauron Arenie. W sobotę już półfinał Pucharu Polski na tym obiekcie, z Indykpolem AZS-em Olsztyn. Co prawda zespół z Lublina wygrał po tie-breaku, ale jego gra mocno falowała. To nie było piękne spotkanie, wyjątkiem był tylko efektowny z obu stron czwarty set.
W podobnej sytuacji, poniekąd gorszej, był PGE Projekt Warszawa. W środę mieli mecz Champions League we francuskim Montpellier. Przez problemy z lotami podróżowali z przygodami: część zespołu musiała nawet dojechać na miejsce pociągiem. To nie mogło nie zostawić śladu. Zespół Tommiego Tiilikainena niespodziewanie przegrał 2:3 i na dodatek przyjechał do Krakowa nieco przemęczony. Piątkowe zajęcia wyglądały tak sobie. Można było usłyszeć, że dyspozycja Projektu jest pewną niewiadomą, choć z drugiej strony w drużynie była spora chęć udowodnienia czegoś po porażce we Francji. Półfinał przeciwko Resovii był klasycznym meczem, w którym niby nie brakuje ci do rywala dużo, jesteś blisko, ale obiektywny kibic i tak wie, kto najpewniej będzie górą w każdym z setów. I była górą Resovia, również dlatego, że Projekt w swoim stylu na boisku bardzo dużo improwizował i chwilami po prostu z tym przesadzał.
Nikola Grbić stawia na Kewina Sasaka kosztem Karola Butryna. Widzieliśmy, dlaczego
Finał przeciwko Resovii dużo lepiej zaczęła Bogdanka, która świetnie serwowała, a jej liderzy byli bardziej skuteczni w ataku. Po dwóch setach zespół z Lublina miał więcej asów (6:2) i bloków (8:5). Wydawało się, że obejrzymy wyrównane spotkanie, ale Resovia w pierwszych dwóch partiach nie istniała. Jej atakujący, Karol Butryn, który dobrze wypadł w półfinale, dziś w drugim secie został zdjęty i trudno się dziwić. Z ośmiu ataków skończył… jeden, do tego trzy razy posłał piłkę w aut i tyle samo razy został zablokowany. Efektywność ataku? Wynosiła u niego minus 63 procent, rzadka wartość w meczach na najwyższym poziomie. Ten mecz może stanowić kolejny argument, pokazujący, dlaczego obecny w Krakowie trener kadry Nikola Grbić stawia na ataku na Kewina Sasaka (Bogdanka), a nie na Butryna. To właśnie Sasak został wybrany (słusznie) MPV całego turnieju finałowego w Krakowie.
Lublin bawi się znakomicie w Krakowie🥳🥳🥳@LukLublin pic.twitter.com/xVMUdxVbuM
— Polsat Sport (@polsatsport) January 11, 2026
W trzecim secie to zespół z Rzeszowa prowadził 12:9, ale Bogdanka doprowadziła do remisu, po najlepszej akcji meczu. Później to zawodnicy Stephane’a Antigi byli bardziej skuteczni, rzeszowianie popełniali proste błędy, m.in. w przyjęciu, i mecz skończył się w trzech setach.
W połowie pierwszej partii spiker, Marek Magiera, przypomniał, że lider Bogdanki, Wilfredo Leon, zajął w sobotę wieczorem trzecie miejsce w plebiscycie na Sportowca Roku. Na hali owacja. Finał był popisem zespołu z Lublina, a Leon grał dziś pierwsze skrzypce. Zagrał cztery asy serwisowe (przy tylko dwóch błędach w zagrywce, bardzo mało jak na niego), skończył dziewięć z 18 ataków, ale potrafił też np. dobrze bronić. Dla Wilfredo to czwarte trofeum wywalczone z zespołem z Lublina: był Puchar Challenge, mistrzostwo kraju, Superpuchar Polski, a teraz krajowy puchar. I pomyśleć, że kiedy trafiał do Bogdanki, sporo osób nie było przekonanych, czy to wszystko wypali.
𝐏𝐔𝐂𝐇𝐀𝐑 𝐏𝐎𝐋𝐒𝐊𝐈 DLA @LukLublin 🏆🥳 pic.twitter.com/xtJgwWQZBC
— Polsat Sport (@polsatsport) January 11, 2026
Rozgrywający Bogdanki: „Jeżeli można coś wziąć, trzeba to robić od razu”
Mecz o trofeum był szczególny dla Massimo Bottiego. Włoch w ubiegłym sezonie doprowadził do wielkich wyników Bogdankę, ale już w listopadzie 2024 roku zdecydował się przenieść do Rzeszowa. W piątek tłumaczył nam, że poczuł, że w Lublinie niewiele więcej może już zrobić, a Resovia, która w ostatnich sezonach głównie zawodziła, była sporym wyzwaniem. W Krakowie udało mu się awansować do wielkiego finału, ale w nim jego zawodnicy nie mieli szans.
– Nocka z czwartku na piątek była nieprzespana. Regeneracja nie stała na najwyższym poziomie. W półfinale mimo trudności pokazaliśmy charakter. Mamy zespół, który nigdy nie pęka. Nawet gdy nam nie idzie, potrafimy wyciągać mecze. Wygrywamy kolejne spotkania, mimo że nie zawsze gramy świetnie. W finale mieliśmy spotkanie pod pełną kontrolą. Zagraliśmy świetnie w każdym elemencie. Nie chcieliśmy doprowadzić do tego, co wydarzyło się w lidze, kiedy też prowadziliśmy 2:0, wysoko wygraliśmy obie partie, ale później Resovia odmieniła losy meczu. Dzisiaj było inaczej – cieszył się po meczu rozgrywający Bogdanki, Marcin Komenda.
A po chwili dodał: – Przed finałem śmialiśmy się z Mateuszem Malinowskim, że jeżeli wygramy puchar, będziemy mieli w Polsce zdobyte już wszystko. Tak się stało, ale spokojnie: my dalej jesteśmy głodni. Jeżeli można coś wziąć, trzeba to wziąć od razu, bo później może nie być już drugiej szansy. To maksyma, którą się kierujemy.
Trochę pustych miejsc i taki sobie doping. Z czego to wynikało?
W tegorocznym turnieju finałowym zabrakło największych siatkarskich potęg ostatnich lat, które teraz nie mają już równie mocnych składów: ZAKS-y i Jastrzębskiego Węgla. Nie było też Aluronu CMC Warty Zawiercie, który został pokonany u siebie w ćwierćfinale przez Resovię. To przełożyło się na atmosferę i frekwencję na trybunach. W sobotę Tauron Arena trochę świeciła pustkami, na finale też było nieco wolnych miejsc. Doping? Każdy z zespołów wspierały kluby kibica, ludzie ubrani w barwy, ale nie były to duże grupki. Oczywiście na to wszystko ma też wpływ nakładanie się imprezy na Puchar Świata w skokach w Zakopanem, czyli ostatni występ Kamila Stocha na polskiej ziemi, ale wiadomo – Tauron Arena jest obleganą halą i nie jest łatwo o znalezienie, zwłaszcza w późniejszym etapie, odpowiedniego terminu.
Resovia czekała na Puchar Polski od 1987 roku. I jeszcze poczeka. A triumf Bogdanki to pierwsze zwycięstwo zespołu z tego miasta w historii rozgrywek.
Bogdanka LUK Lublin – Asseco Resovia Rzeszów 3:0 (25:15, 25:20, 25:20)
JAKUB RADOMSKI
WIĘCEJ O SIATKÓWCE NA WESZŁO:
- Jurij Gladyr: Wychodzę na mecz, by zmielić rywala w pył [WYWIAD]
- Kuriozalny mecz. Mieli w kadrze siedmiu siatkarzy
- Wielki transfer! Tomasz Fornal wkrótce w polskim klubie