Surowa kara dla Viniciusa! El Clasico bez Brazylijczyka

Jan Broda

Autor:Jan Broda

14 października 2026, 21:45 • 2 min czytania 2

Reklama
Surowa kara dla Viniciusa! El Clasico bez Brazylijczyka

Na Bernabeu już od początku sezonu rwą sobie, hehe, włosy z głosy na widok wątpliwej jakości wyczynów Viniciusa na boisku. Na pocieszenie, Brazylijczyk będzie miał teraz dużo czasu na szlifowanie formy. Komisja Dyscyplinarna wlepiła mu karę czterech meczów zawieszenia w LaLiga, co oznacza, że opuści m.in. El Clasico.

Reklama

Vinicius nie uniknął konsekwencji skandalicznego zachowania w meczu z Villarreal (1:0). Przypomnijmy, skrzydłowy Real Madryt pociągnął za włosy Nathana Salibę. Początkowo sędzia nie dostrzegł jego przewinienia i puścił akcję, po której Brazylijczyk zdobył nawet gola, jednak po interwencji VAR arbiter cofnął trafienie i wyrzucił go z boiska z czerwoną kartką.

Vinicius się doigrał. LaLiga surowo ukarała Brazylijczyka!

Już wtedy można było się spodziewać, że na jednym meczu zawieszenia się nie obędzie. Zwłaszcza, że Pan Isidro Diaz de Mera w protokole meczowym wnioskował o aż cztery spotkania banicji – dwa za ciągnięcie rywala za włosy i kolejne dwa za niesportowe zachowanie oraz kwestionowanie decyzji sędziego. Teraz Komisja Dyscyplinarna LaLiga przychyliła się do jego stanowiska.

Reklama

W sumie więc Vinicius opuści mecze z Sevillą (18.10), Barceloną (25.10), Racingiem Santander (1.11) i Valencią (7.11). To oznacza, że Brazylijczyk powróci na boisko w lidze dopiero pod koniec listopada na spotkanie z Celtą Vigo po przerwie na reprezentację. W międzyczasie Jose Mourinho będzie mógł z niego skorzystać w Lidze Mistrzów przeciwko RB Lipsk i AEK-owi Ateny.

Niemniej jednak, biorąc pod uwagę dotychczasową dyspozycję (a raczej jej brak) Viniciusa, bynajmniej nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby Portugalczyk wykorzystał okres jego przymusowej przerwy na szlifowanie formy. W tym sezonie 26-latek zdobył jak dotąd tylko jednego gola, dorzucił do tego trzy asysty i… to wszystko. Bilans jak na piłkarza aspirującego do Złotej Piłki, delikatnie mówiąc, przeciętny.

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Trener Bayeru chwali Lecha. Nie potrafi jednak wymienić nazwisk piłkarzy

Kacper Korpak
2
Trener Bayeru chwali Lecha. Nie potrafi jednak wymienić nazwisk piłkarzy

La Liga

Reklama
La Liga

Dzień Dziecka kibiców Romy. O takiej nocy śnili siedem chudych lat

Marcin Długosz
0
Dzień Dziecka kibiców Romy. O takiej nocy śnili siedem chudych lat
La Liga

Niejednemu kibicowi Wisły Huesca się w oku zakręci. Rude wraca do trenowania

Maciej Piętak
4
Niejednemu kibicowi Wisły Huesca się w oku zakręci. Rude wraca do trenowania