Vini tańczył z rywalami. Real Madryt z pewnym zwycięstwem

Sebastian Warzecha

14 lutego 2026, 23:21 • 5 min czytania 9

Vini tańczył z rywalami. Real Madryt z pewnym zwycięstwem

Real Madryt wyszedł dziś na mecz z Realem Sociedad bez Kyliana Mbappe. Jeśli ktoś z fanów Królewskich obawiał się jednak o formę strzelecką swojego zespołu, to już pierwsza połowa pokazała mu, że nie miał powodu. Los Blancos już do przerwy prowadzili bowiem 3:1, a ostatecznie dołożyli jeszcze czwartą bramkę. Mogli zresztą nawet więcej. Dzisiejszy mecz był bowiem ich prawdziwym popisem. 

Reklama

Real Madryt lepszy od Realu Sociedad. Popis Viniciusa

Goście walczyli… przez pół godziny

Kylian Mbappe zdobył w tym sezonie ligowym 23 gole. Real Madryt strzelił ich łącznie 49. Łatwo policzyć, że za niemal połowień trafień Królewskich odpowiada sam Francuz. Dziś jednak Kylian był tylko na ławce, o którym media ostatnio donosiły, że nadal ma problemy z lewym kolanem. Dziś więc w ofensywie Królewskich na mecz wyszli Vinicius Junior i Gonzalo Garcia, którzy – jak pokazało już boisko – dobrze współpracowali i nieźle się na boisku uzupełniali.

Reklama

Ale szalał zwłaszcza ten pierwszy.

Choć strzelanie w tym meczu zaczęło się bez udziału Viniego. Piłkę na prawej stronie boiska otrzymał Trent Alexander-Arnold, który ostatnio zaczął wracać do składu Realu. I w dzisiejszym meczu pokazywał, czemu wielu ekspertów twierdziło, że może to być najcenniejszy transfer Królewskich. Tym bowiem niesamowicie brakuje kreatywnych zawodników w środku pola. Mają wielu walczaków, gości gotowych biegać nawet 120 minut, ale za kreację często odpowiadać nie ma komu – innymi słowy dziura po Tonim Kroosie i Luce Modriciu nie została załatana.

Ale Trent może to po części zrobić. Dziś pokazywał to wielokrotnie, ale przy pierwszym golu – szczególnie. To on dograł z prawej strony idealną piłkę w pole karne. Lekko stopą trącił ją wychodzący tam Gonzalo i tyle wystarczyło, by wturlała się przy słupku bramki strzeżonej przez Alexa Remiro.

Real otworzył więc strzelanie… ale nie podwyższył prowadzenia. I wydawało się, że to może się na nich zemścić. Bo jedno dobre podanie z głębi pola wystarczyło, by złamać linię defensywną Królewskich. Dean Huijsen próbował ją odbudować, sfaulował jednak rywala. Czyli karny, którego pewnie na bramkę zamienił Mikel Oyarzabal.

Było 1:1. I wtedy Vinicius zaczął robić swoje.

Vini tańczył z rywalami

Bramka na 2:1 padła z karnego. Ale była wynikiem świetnego dryblingu Viniciusa w bocznej strefie pola karnego. Brazylijczyk nabrał przeciwnika, przez którego został w efekcie – zresztą ze dwa, jeśli nie trzy razy – kopnięty. I choć piłkarze z Kraju Basków próbowali udowodnić sędziemu, że nic nie było, no to było – wyraźnie. Pozostało jedynie ustalić, kto karnego wykona, bo normalnie robi to Kylian Mbappe. W tym przypadku do piłki podszedł jednak sam poszkodowany.

I wiecie co? Fanom Realu mogły zadrżeć ręce czy nogi.

Bo kto jak kto, ale Vini najlepszym wykonawcą jedenastek nie jest. Tym razem jednak zrobił nabieg na dwa tempa, poczekał na ruch bramkarza i zmylił go. Królewscy prowadzili 2:1 i była to zasługa Brazylijczyka. Od tego momentu ten zresztą był genialny. Co i rusz szalał na lewej stronie, wkręcając w ziemię kolejnych piłkarzy Sociedad. Mógł, może nawet powinien znaleźć się kolejny raz w protokole. Ale jakoś się nie udawało, piłka do bramki nie wpadała.

Wpadło za to Fede Valverde, który dostał podanie od Alvaro Carrerasa (a wcześniej świetnie napędził akcję Eduardo Camavinga) na skraju pola karnego, a miejsca miał tyle, że mogł ją sobie przyjąć, poprawić i uderzyć. Uderzyć, dodajmy, idealnie, tu Remiro był akurat bez żadnych szans.

Real ukąsił ponownie. I do przerwy prowadził 3:1… a powinien wyżej. Bo świetnej piłki od Valverde nie wykorzystał bohater pierwszej bramkowej akcji – Gonzalo Garcia. Hiszpan mógł właściwie zamknąć mecz, ale tego nie zrobił.

Co się jednak odwlecze, to nie uciecze – po przerwie piłkarze obu ekip wyszli na boisko, Vinicius znów się napędził i… raz jeszcze został sfaulowany, a wcześniej w „erotyczny” wręcz sposób zabawił się z rywalem. Nie dziwimy się zresztą, że skończyło się to wślizgiem w nogi Brazylijczyka, bo trudno taki drybling puścić płazem.

A tak całkiem serio: Vini był dziś i nakręcony, i przebojowy, i skuteczny.

Bo znów to on podszedł do karnego. I znów pewnie go wykorzystał. Tak dobrze, że na ławce aż uśmiechnął się Kylian Mbappe.

A fani Realu mogli sobie powiedzieć, że w końcu Vini prowokuje ich nie do gwizdów, a braw. I że jeśli będzie tak grać, to zasługuje na nowy, wyższy kontrakt.

Do końca? Sparing

W meczu było jeszcze sporo sytuacji. Więcej mieli gospodarze, kilka goście. Vini wpakował nawet piłkę do siatki po raz trzeci – w samej końcówce po dośrodkowaniu Ardy Gulera z wolnego – ale akcję jednak minimalnie spalił i trzeba było bramkę odwołać. Poza tym jednak oglądaliśmy festiwal nieskuteczności. Drugiego gola – a może i hat-tricka – powinien mieć Gonzalo. Vini też mógł coś dołożyć, wspomniany Guler również miał okazję. Szansę dostał i Brahim po wejściu na boisko, a Fede próbował wykładać piłkę kolegom na pustą bramkę i jego podanie w ostatniej chwili przecięto.

Z drugiej strony ze dwa razy zainterweniować musiał Courtois, do tego zdarzyły się piłkarzom gości spore pudła. Ale wydaje się, że Królewscy – nawet jeśli nieco rozluźnili się w tyłach – kontrolowali ten mecz. I gdyby stracili drugą bramkę, to spokojnie wróciliby do swojej gry. Ogółem od czwartej bramki wyglądało to trochę jak sparing, ot, na przetestowanie schematów gry i niektórych zawodników.

Real więc wygrał i znów nałożył presję na Barcelonę, bo na ten moment jest liderem La Ligi. Zostanie nim co najmniej do poniedziałku – wtedy bowiem gra Barcelona i może ten stan rzeczy zmienić. Ale ważniejsze jest może nawet to, że wygrał pewnie z nakręconą ekipą (piłkarze z San Sebastian mieli na koncie 11 meczów bez porażki z rzędu) i to bez Kyliana Mbappe, Jude’a Bellinghama czy Raula Asencio, który w ostatnim czasie był opoką obrony.

Do tego wiele dali od siebie czy to Trent, czy Gonzalo Garcia, czy odbudowujący się ostatnio znakomicie Eduardo Camavinga, któremu w końcu dopisuje zdrowie.

Innymi słowy: dla kibiców Realu Madryt to udany wieczór.

Real Madryt – Real Sociedad 4:1 (3:1)

  • 1:0 – Gonzalo Garcia – 5′
  • 1:1 – Mikel Oyarzabal – 21′ (rzut karny)
  • 2:1 – Vinicius Junior – 25′ (rzut karny)
  • 3:1 – Fede Valverde – 31′
  • 4:1 – Vinicius Junior – 48′ (rzut karny)

Fot. Newspix

Czytaj więcej na Weszło:

9 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona najadła się wstydu w Madrycie. I prosiła o dokładkę

Antoni Figlewicz
84
Barcelona najadła się wstydu w Madrycie. I prosiła o dokładkę
Reklama
Reklama