Treningi o 7 rano. Czy Sandecja łamie reguły tworząc Klub Kokosa?

Antoni Figlewicz

26 stycznia 2026, 18:12 • 7 min czytania 11

Treningi o 7 rano. Czy Sandecja łamie reguły tworząc Klub Kokosa?

Klub Kokosa to dobrze znana w polskiej piłce instytucja. Jest z nią jednak pewien problem – to nie tak, że klub może na zasadzie swojego widzimisię zsyłać do niego piłkarzy całkowicie na własnych zasadach. Zawodników przed niesprawiedliwym traktowaniem chronią przepisy PZPN, a bliższe spojrzenie na sytuację panującą w Sandecji pozwala domniemywać, że w Nowym Sączu mogą nieco nadużywać swojej władzy nad pracownikami – piłkarzami z nadal ważnymi kontraktami. Czy faktycznie to robią?

Reklama

Rafał Wolsztyński i Michał Rutkowski trenują na ten moment we dwóch i ich praca polega głównie na… bieganiu wokół boiska, co zresztą podkreślił niedawno w rozmowie z PDK Live inny piłkarz, Karol Dybowski. – Z tego co ja słyszałem, to trenerzy grają w papier, kamień, nożyce i kto przegra, ten musi trenować ich o godzinie siódmej rano… To oczywiście mój żart, ale to też trudna sytuacja dla sztabu, kiedy masz w kadrze takich piłkarzy. Wiadomo – nie jest to nic przyjemnego. Ale to też jasny sygnał dla tych zawodników, że trzeba się będzie stąd zawijać.

Oczywiście, dla Wolsztyńskiego i Rutkowskiego nie ma w Nowym Sączu przyszłości, od tego punktu już nie ma odwrotu. Choć mówimy tu o piłkarzach jeszcze nie tak dawno naprawdę ważnych dla zespołu. Jeden to król strzelców ubiegłego sezonu III ligi. Drugiemu leci już w Sandecji trzeci rok, w tamtym sezonie grał dla niej sporo, nawet jako kapitan drużyny. Przyszłości nie było również dla zaliczającego z Polską ledwie krótką przygodę Vojtecha Kubisty, który dogadał się z włodarzami, odszedł z klubu i na treningi z dwoma kolegami nie musi się już stawiać. Jemu udało się wyrwać z nieprzyjemnego impasu.

Reklama

Przejdźmy jednak do rzeczy, która najbardziej przykuwa uwagę – o siódmej rano? Naprawdę? Jest to trochę nieludzkie, sami pewnie przyznacie, skoro cała reszta drużyny ma zajęcia o typowej porze. Ale zsyłka do Klubu Kokosa i bez takich udziwnień zawsze była i będzie kontrowersyjna, szczególnie jeśli jest podyktowana chęcią wypchnięcia kogoś z zespołu, a nie szeroko pojętymi kwestiami dyscyplinarnymi.

Sandecja nie chce tych piłkarzy. „Ktoś ten kontrakt podpisał”

Jak udało nam się ustalić, tak właśnie jest w tym wypadku. Sandecja nie chce wspomnianych zawodników, wystawiła ich na „listę transferową”, a umowy obowiązują (w przypadku Kubisty – już oczywiście nie). Od jakiegoś czasu panowie nie trenują więc z resztą zespołu. – Ktoś ten kontrakt podpisał, ktoś powiedział takiemu Rafałowi Wolsztyńskiemu, że będą na niego liczyć przez 2,5 roku. Kwestia tego, kto i jak do tych zapisów podchodzi. Ale po to to jest, żeby kontrakt gwarantował zawodnikowi i klubowi określone prawa – zauważa Dybowski w rozmowie z PDK Live. To niby oczywistość, ale nieraz już widywaliśmy przypadki, w których któraś ze stron robi wiele, by umowę rozwiązać.

A to klub naciska na piłkarza, chcąc się go zwyczajnie pozbyć.

A to piłkarz wymusza transfer, bo dostał wielką szansę i nie chce już wypełniać obowiązującego kontraktu.

Tutaj pokrzywdzonymi są zawodnicy, bo to oni ostatecznie znaleźli się w nieciekawym położeniu. Przyszłość maluje się dla nich w niezbyt kolorowych barwach, także dlatego, że muszą się wręcz na siłę rozglądać za nową pracą. Albo wysiedzieć jeszcze kolejne miesiące w Klubie Kokosa, bez większych szans na grę i wielkich nadziei na jakąkolwiek odmianę. Przy okazji po prostu tracąc na wartości dla potencjalnych nowych pracodawców. Trudna sytuacja, którą można rozwiązać na dwa sposoby. Polubownie albo na noże.

Michał Rutkowski

Kiedy klub łamie zasady? Sprawdzamy!

Sami zawodnicy podkreślają, że do czasu rozwiązania całej sprawy woleliby jej publicznie nie komentować. Po większą dawkę wiedzy zapędziłem się więc na stronę Polskiego Związku Piłkarzy, który ma dla zawodników takie małe vademecum postępowania w podobnych przypadkach. I wiecie co? Wychodzi na to, że Sandecja nie ma samych mocnych kart. Już tłumaczę, podeprę się cytatem.

– Jednym z podstawowych obowiązków klubu piłkarskiego – określonym w art. 7 ust. 4 lit. c Uchwały VI/90 Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej z 16 czerwca 2023 r. – Minimalne wymagania dla standardowych kontraktów zawodników w sektorze zawodowej piłki nożnej – jest zapewnienie piłkarzowi warunków do podnoszenia kwalifikacji sportowych poprzez uczestnictwo w treningach zespołowych.

I dalej jeszcze tak: – Odmienny sposób podnoszenia kwalifikacji sportowych zawodnika może być podyktowany wyłącznie uzasadnionymi obiektywnymi przyczynami sportowymi. Jednocześnie, zgodnie z art. 15 ust. 2 lit. e przywołanej wyżej Uchwały VI/90 odsunięcie od zajęć w pierwszym zespole lub przesunięcie zawodnika do zespołu rezerw na okres do 3 miesięcy zostało wskazane jako jedna z sankcji o charakterze dyscyplinarnym.

Czyli wszystko może się rozbić o to, czy panowie faktycznie odstają pod względem sportowym na tyle, by wykluczać ich z treningów, a w ostateczności zasadność takiej oceny może rozstrzygać Piłkarski Sąd Polubowny Polskiego Związku Piłki Nożnej. Sprawdzam – w tym sezonie w rundzie jesiennej Kubista zagrał dwa mecze, Rutkowski wystąpił w trzech spotkaniach, Wolsztyński, cholera jasna, w siedemnastu. Czyli panowie generalnie nie są jakimiś absolutnymi grochami, jak nie grali to czasem gościli też na ławce rezerwowych, a ostatni z wymienionych nie wyszedł na boisko tylko przy okazji starcia z Rekordem Bielsko-Biała.

Podsumuję to tak – co najmniej w jednym przypadku w ogóle nie dostrzegam tu „uzasadnionych obiektywnych przyczyn sportowych”. Jeśli jednak takie są, to w Piłkarskim Sądzie Polubownym trzeba by się było nieźle napocić, by je wykazać. I to już jest jeden dosyć poważny problem.

Rafał Wolsztyński

Polubownie czy wręcz przeciwnie? Wyjście dla obu stron

Na miejscu Sandecji chyba nie pchałbym się w taki układ głębiej, szczególnie mając świadomość tego, jak trudno będzie stanowisko klubu obronić. Pewnie, określenie „obiektywne” jest tu dosyć niewdzięczną bazą do ustalania granic, lecz wygląda na to, że te naprawdę są w Nowym Sączu lekko nadwyrężone. A to mimo wszystko trochę niebezpieczne z perspektywy klubowej kasy.

W sytuacji, w której klub nie byłby w stanie wykazać w postępowaniu sądowym uzasadnionych obiektywnych przesłanek do przesunięcia zawodnika do zespołu rezerw czy też objęcia go indywidualnym cyklem treningowym, Piłkarski Sąd Polubowny będzie uprawniony do rozwiązania kontraktu piłkarskiego z winy klubu oraz do zasądzenia na rzecz zawodnika odszkodowania w wysokości wynagrodzenia należnego mu za okres, na który zawarto kontrakt o profesjonalne uprawianie piłki nożnej – czytam na stronie PZP.

Wydaje mi się, że polubowne rozwiązanie, czyli spotkanie się gdzieś pośrodku oczekiwań obu stron sporu, nie będzie tu rozwiązaniem najgłupszym. Szczególnie, że zawodnicy z nowosądeckiego Klubu Kokosa stawiają się na treningach, nawet jeśli te odbywają się we wczesnych godzinach porannych – z ich strony trudno dostrzec wyraźne uchybienia. A ze strony klubu? Cóż, sama podstawa odsunięcia zawodników od zajęć z resztą zespołu może być podawana w wątpliwość. Przy okazji godziny niektórych treningów nie pomagają w wykazaniu, że na piłkarzach nikt niczego nie wymusza.

***

Ci zawodnicy faktycznie mieli zajęcia indywidualne o 7 rano? – pytam rzecznika prasowego Sandecji, Sebastiana Stanka.

– Zgadza się, Rafał Wolsztyński i Michał Rutkowski trenowali indywidualnie w godzinach porannych, co było związane też z dostępnością boiska. Zdarzyło się to jednak tylko kilka razy, a obecnie obaj zawodnicy mają zajęcia w godzinach południowych. Dobór wczesnej pory ich treningu wynikał również z tego, że do zajęć musi być oddelegowany członek sztabu, który musi też brać udział w zajęciach całej drużyny. A ta trenuje teraz dwa razy dziennie. Był taki czas, że trudno było wszystko pogodzić, głównie ze względu na intensywne opady śniegu, ale to już za nami.

Jakie jest uzasadnienie delegowania ich do pracy w takim trybie?

– Po prostu – zawodnicy zostali wystawieni na listę transferową, mogą sobie szukać klubu. To wynika oczywiście z ustaleń, także pewnie z wizji budowania zespołu i jego gry. Zostali oddelegowani do treningów indywidualnych również dlatego, że zgłosili w ostatnim czasie urazy. Wcześniej w sumie pięciu zawodników było wystawionych na listę, część znalazła sobie kluby.

Trwają więc negocjacje z tymi piłkarzami?

– Zawodnicy otrzymali propozycje polubownego rozwiązania kontraktu i prowadzone są w tych sprawach rozmowy.

***

Cóż, lepiej dla wszystkich, żeby to się po prostu skończyło. Ale mimo wszystko nie na warunkach, które podyktuje strona ewidentnie dążąca do rozwiązania umowy, czyli klub. Istnieją rozwiązania pośrednie, kompromis, warto by go było osiągnąć. Zresztą podkreślał to też Dybowski – skoro podpisałeś kontrakt na określony czas, to miej świadomość konsekwencji. Chciałeś mieć na przykład Wolsztyńskiego do czerwca 2027 roku, to nie dziw się, że on nie chce nagle zostać na lodzie w styczniu 2026 roku. To naprawdę nie jest skomplikowane, choć w piłce urasta czasem do rangi fizyki kwantowej.

Masz jakąś umowę, to licz się z tym, że będziesz musiał przestrzegać jej zapisów. Bez względu na to, czy jesteś klubem, czy piłkarzem. Bo wszystko inne podchodzi pod kategorię „wolna amerykanka”.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Cyrk wokół powołań na Igrzyska. PKOl zmienił decyzję PZN

Jakub Białek
5
Cyrk wokół powołań na Igrzyska. PKOl zmienił decyzję PZN
Reklama

Niższe ligi

Niższe ligi

Były piłkarz Ekstraklasy trafił do III ligi. Grał w Wiśle Kraków i Pogoni

Maciej Piętak
3
Były piłkarz Ekstraklasy trafił do III ligi. Grał w Wiśle Kraków i Pogoni
Reklama
Reklama