Tragiczna historia 23-latka. Musiał zakończyć karierę

Mikołaj Duda

02 kwietnia 2026, 19:06 • 4 min czytania 3

Reklama
Tragiczna historia 23-latka. Musiał zakończyć karierę

Gdy jako 18-latek trafiał do Stali Rzeszów widziano w nim spory potencjał. Początkowo musiał przystosować się do nowych realiów, ale już w kolejnym sezonie był podstawowym zawodnikiem swojego zespołu na zapleczu Ekstraklasy.  Niestety, bardzo udane rozgrywki zakończyła mu kontuzja. Ta spowodowała całą lawinę, przez którą zawodnik był zmuszony zakończyć przygodę z profesjonalnym futbolem.

Przed kilkoma tygodniami pojawiła się informacja, że zaledwie 23-letni Franciszek Polowiec zdecydował się na zakończenie swojej kariery. Wszystko to przez problemy zdrowotne, które wyjątkowo mocno go pokiereszowały i wpłynęły także na jego bardzo złe samopoczucie psychiczne. Teraz zawodnik, który swego czasu był uważany za naprawdę spory talent będzie realizował się w sztabie szkoleniowym trzecioligowej Pogoni-Sokół Lubaczów.

Reklama

23-latek podzielił się swoją historią. „Powiedzieli mi, że nie mam zdrowia do profesjonalnej piłki”

W sezonie 2022/23 zaledwie 19-letni Polowiec wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie pierwszoligowej Stali Rzeszów prowadzonej przez Daniela Myśliwca, mimo że jego konkurentem do gry na prawej obronie był doskonale znany Dominik Marczuk. Gdy wszystko się świetnie dla niego układało, to na sześć kolejek przed końcem rozgrywek doznał poważnej kontuzji. Po zaledwie kilkunastu minutach derbów Rzeszowa z Resovią musiał opuścić plac gry. Okazało się, że zerwał więzadła w kolanie.

– Zostało mi to w pamięci. Czułem ciepło i trzask. Charakterystyczne objawy dla zerwania więzadła. Później rezonans i diagnoza. Początkowo łudziłem się, że będzie inaczej, ale prawda okazała się brutalna. Miałem poczucie, że coś mi ucieka. Nie bałem się operacji, a tak długiej rozłąki z piłką. To przestroga dla innych. Emocje są normalne, ale nie można sugerować się czasem powrotu. Jeden lekarz powie sześć miesięcy, drugi dwanaście, ale najważniejsze, aby wybrać najdokładniejszą opcje leczenia. W innym wypadku można zrobić sobie ogromną krzywdę – wspomina po czasie Polowiec w rozmowie z TVP Sport.

Po kilku miesiącach wrócił do gry, a konkretnie wystąpił w sparingu z Motorem Lublin. Wtedy znów wydarzyło się to samo – po raz drugi zerwał więzadło w kolanie.

W Stali Rzeszów powiedzieli mi, że nie mam zdrowia do zawodowej piłki. To był już pierwszy sygnał, by zrezygnować. Nie posłuchałem. Niestety, ale po czasie wiem, że mieli rację. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że skończę grać w piłkę i nie umiałem odpuścić. Tłumaczyłem sobie, że drugie zerwanie wynikało z pierwszego, a nie z tego co mi sugerowano, czyli genetycznej tendencji do tego typu urazów – dodaje piłkarz.

Reklama

Na boisko wrócił już na niższych szczeblach rozgrywkowych. Najpierw w barwach Wisły Puławy, a ostatnio Pogoni-Sokół Lubaczów. To właśnie w tym drugim klubie po raz trzeci zerwał więzadła, co było przyczyną jego decyzji o zakończeniu kariery i dołączenia do sztabu szkoleniowego trzecioligowca. Jak teraz przyznaje wszystkie zawirowania kosztowały go sporo negatywnych emocji. Mimo wielu wiadomości ze wsparciem i zachęcaniem go, by walczył o powrót do gry, był zdecydowany na podjęcie takiej decyzji.

Trudne doświadczenia psychiczne 23-latka. „Gdy zostawałem sam, od razu płakałem”

Franciszek Polowiec w rozmowie z TVP Sport poruszył też istotną kwestię stanu psychicznego, który w jego przypadku mocno ucierpiał przez problemy z więzadłem. Teraz poczuł ulgę i wręcz ekscytację, że będzie mógł zająć się czymś nowym.

Jestem jeszcze na świeżo, więc trudno mi na ten moment powiedzieć. Na pewno oprócz smutku czuję też ulgę, bo bałem się o kolano. Żyłem w strachu i paranoi, że mogę doznać kolejnego urazu. Teraz, gdy to się stało, mogę odpuścić. Czuję też podekscytowanie, że mogę sprawdzić się w czymś innym.

Strach przed kolejnym, ewentualnym urazem towarzyszył mi niemal cały czas. Miałem w sobie niepokój gdy wychodziłem na boisko po nieidealnie przespanej nocy, lub gdy nie zrobiłem idealnego treningu siłowego w tygodniu, dlatego trudno jest tak funkcjonować.

Reklama

Wrócił też do pierwszego zerwania, które było dla niego szczególnie bolesne.

Przy pierwszej rehabilitacji potrafiłem włączyć sobie swój mecz i wspominać z bólem serca. Był duży smutek. Miałem moment, że musiałem skorzystać z pomocy psychologa. Wpadłem w duży dołek.

Jak dodaje najgorzej czuł się po drugim zerwaniu więzadła. Dopiero później pomogło mu skupienie się na nieustannej pracy, by znów wrócić do zdrowia. Dużym wsparciem w najtrudniejszych chwilach była dla niego rodzina oraz bliscy.

Rodzina. Szczególnie dziękuję mojej dziewczynie Kindze, bo była ze mną przez cały ten czas. Najtrudniejszy moment był przez pierwsze dwa tygodnie po drugim zerwaniu więzadła. Gdy zostawałem sam w domu, od razu płakałem. Nie miałem na nic chęci. Zawsze w tych momentach dzwonił do mnie tata. Miał dobre wyczucie. Do dziś nie wiem, jak on to robił.

Reklama

Franciszek Polowiec na koniec przyznał, że uczy się nowej pracy, taktyki czy sposobu na odpowiednie przygotowywanie zawodników pod względem motorycznym. Dodał, że wciąż nie wie, czy do normalnego funkcjonowania nie będzie konieczne poddanie się kolejnej operacji.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix
3 komentarze
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Niższe ligi