Konia z rzędem temu, kto przewidywał taki scenariusz. Mateusz Żukowski kandydatem do korony króla strzelców 2. Bundesligi? Brzmi to jak żart, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze w Ekstraklasie 24-latek kojarzył się przede wszystkim z partoleniem doskonałych sytuacji strzeleckich, a nie z zamienianiem ich na bramki. Ale w bieżącym sezonie Żukowski objawił światu zupełnie nowe oblicze. W Magdeburgu występuje jako wysunięty napastnik i odgrywa kluczową rolę dla swojego zespołu w walce o utrzymanie na zapleczu niemieckiej ekstraklasy.
Pierwsza zagraniczna przygoda Żukowskiego. Czyli – wielka klapa
Mateusz Żukowski – wychowanek Pogoni Lębork i Lechii Gdańsk – pierwszą zagraniczną przygodę zaliczył w 2022 roku, kiedy to przeniósł się z ekipy Biało-Zielonych do Glasgow Rangers za około 600 tysięcy euro. Szkockich boisk jednak – najdelikatniej rzecz ujmując – nie podbił. Dość powiedzieć, że zaliczył tylko jeden występ w pierwszej drużynie Rangersów i to nawet nie w lidze, tylko przeciwko ogórkom w Pucharze Szkocji. Wystąpił wówczas na prawej obronie.
Poza tym epizodzikiem, rzadko zdarzało mu się nawet siadać na ławce rezerwowych. A trzeba pamiętać, że runda wiosenna sezonu 2021/22 była dla Rangersów nadzwyczaj wymagająca. Drużyna rywalizowała o mistrzostwo kraju z Celtikiem (ostatecznie poległa w tym wyścigu), a także dotarła do finału Ligi Europy (porażka), finału Pucharu Szkocji (zwycięstwo) i półfinału Pucharu Ligi. Niestety, zanim Polak zdążył w ogóle zaistnieć w zespole i pomóc mu w tym napiętym okresie, nabawił się kontuzji. Później nie pomagał też fakt, że trafił mu się bardzo poważny konkurent do gry w osobie Jamesa Taverniera. Lidera, kapitana, wielkiej gwiazdy. Jeśli chodzi o obsadę prawego skrzydła, trener Giovanni van Bronckhorst również miał wtedy do dyspozycji paru niezłych zawodników.
W takim towarzystwie niełatwo było się przebić.
Nic dziwnego zatem, że szkockie media nie rozpaczały nad odejściem Żukowskiego – Manager postanowił przesunąć do pierwszej drużyny młodego Adama Devine’a. To on będzie opcją rezerwową dla Jamesa Taverniera w sezonie 2022/23 – informował Saikat Mandal z „Ibrox News”. Jordan Campbell z „The Athletic” pisał natomiast: – Żukowski spadł w klubowej hierarchii za 19-letniego Devine’a, który prawdopodobnie otrzyma wkrótce propozycję nowego kontraktu.
30 sierpnia 2022 roku Żukowski trafił na wypożyczenie do Lecha Poznań. Kolejorz ściągnął go wtedy – co tu kryć – trochę jako zapchajdziurę.

Żukowskim interesowała się Legia. Trafił jednak do Gdańska
Choć jeszcze w Lechii Gdańsk piłkarz zdradzał przecież całkiem niezły potencjał, zwłaszcza motoryczny i siłowy. Wyjazd do Glasgow nie wziął się z przypadku.
O jego piłkarskich początkach opowiadał nam trener Andrzej Małecki. – Powiem szczerze, piłka nożna uratowała jego rodzinie życie. W ich domu nie było najciekawiej. Sytuacja była taka, że rodzice często się kłócili, ojciec był agresywny, a Mateusz był tego świadkiem. To wszystko pozostaje w psychice dziecka. Mówię o tym, bo Mateusz się z tym nie kryje. Jeśli na boisku spotykał się z agresją ze strony przeciwnika, od razu chciał się zrewanżować.
– Mateusz jako dziecko może nie był zbyt wysoki, ale był bardzo silny fizycznie. Od razu było widać, że ma dobre uderzenie z prostego podbicia, nie miał słabszej nogi, a także był bardzo waleczny na boisku. Był nieustępliwy i twardy na murawie, natomiast poza nim nie było z nim kłopotów. Od początku grał na obronie, ale to nie przeszkadzało mu w zostaniu… królem strzelców ligi. Większość bramek zdobywał po stałych fragmentach gry, dobrze grał głową. Pamiętam, że w Lęborku zorganizowano kiedyś Dzień Dziecka dla najmłodszych. Zawodnicy Pogoni brali udział w festynie dla dzieci, bodajże zorganizowano konkurs rzutów karnych, który wygrał. Piłkarze z pierwszego zespołu byli zaskoczeni, że młody chłopak ma tak mocne uderzenie.
Wyróżniającym się juniorem z Lęborka zainteresowały się największe polskie kluby. Nie tylko z północnej części kraju.
– Na nasze spotkania przyjeżdżali różni skauci – wspominał Małecki. – Mateusz pojechał na testy do Legii Warszawa, wypadł bardzo pozytywnie, tylko że legioniści ściągali wówczas zawodników z całej Polski. Wiedziałem, że jego mamy nie stać na to, żeby utrzymywać go w stolicy. Wziąłem go na rozmowę i powiedział mi, że w sumie było fajnie, ale nie czuł się najlepiej, bo nikogo nie znał. W Legii chcieli, żeby w lipcu zjawił się na pierwszym treningu, natomiast klub nie zadbał o kwestie pozasportowe, a Lechia cały czas dawała sygnały, że go chce. Osobiście zawiozłem go na testy do Gdańska. Klub był na tak, on sam też czuł się lepiej, bo znał niektórych chłopaków i przede wszystkim – z Lęborka do Gdańska jest zdecydowanie bliżej, niż do Warszawy. Od razu ustaliliśmy z Lechią, że jeżeli mama Mateusza ma płacić za jego pobyt w Gdańsku, to ją po prostu na to nie stać, więc to klub musi wziąć na siebie cały ciężar utrzymania zawodnika.
Tym sposobem Żukowski wylądował w Lechii, dla której rozegrał w sumie 50 meczów.
O swoich niełatwych doświadczeniach piłkarz opowiedział na antenie Radia Gdańsk. – Zawsze mówiłem sobie, że chcę pomóc rodzinie i dzięki piłce stanąć na nogi, żeby było nam lepiej w życiu. Dlatego daję z siebie zawsze sto procent i myślę tylko o piłce, bo wiem, ile mi dała. Cieszę się z tego, że gram i mogę pomagać rodzinie.

Najlepsze liczby w karierze i… spadek z ligi
Jeśli chodzi o pobyt Żukowskiego w Lechu, właściwie nie ma o czym rozmawiać i czego wspominać.
Uzbierał w poznańskim zespole zaledwie trzy występy w Ekstraklasie – w sumie spędził na boisku… 70 minut. Dużo więcej grał w drugoligowych rezerwach, no ale na tym etapie kariery nie chciał przecież zjeżdżać do tak niskiej klasy rozgrywkowej. Dlatego latem 2023 roku związał się dwuletnią umową ze Śląskiem Wrocław, wtedy jeszcze rzecz jasna występującym w elicie. Dołożył nawet cegiełkę do wicemistrzostwa Polski w sezonie 2023/24, choć naprawdę niewielką. Rozegrał wówczas 27 meczów ligowych, sporo, ale tylko w pierwszej fazie rozgrywek był graczem podstawowej jedenastki. Zdobył jednego gola, nie zaliczył żadnej asysty. Jacek Magiera na ogół wystawiał go na prawym, rzadziej na lewym skrzydle. Dał mu spokój z grą w defensywie, z którą zawodnik ewidentnie sobie nie radził.
Wiosną ówczesny trener wrocławskiego zespołu strącił na chwilę Żukowskiego do rezerw.
Mogło się wtedy wydawać, że to już naprawdę ostatnie podrygi tego piłkarza w klubie z Ekstraklasy. Ale nic bardziej mylnego, ponieważ Śląsk postanowił zaoferować Żukowskiemu nową umowę. – Mateusz Żukowski pokazuje, że trzeba czasami na niego czekać. Niektórzy z zawodników potrzebują więcej czasu, żeby odpalić. Celowo go odstawiłem na trzy mecze Ekstraklasy, aby w rezerwach nabrał pewności siebie – wyjaśniał później Magiera.
Dziwny był to manewr, ale w sumie – jako-tako zadziałał. Ostatecznie Żukowski – dotychczas kojarzony przede wszystkim z idiotycznym wybrykiem jego dziewczyny podczas jakiegoś streama (próba zjedzenia kamienia z czajnika) – w sezonie 2024/25 zanotował po raz pierwszy w karierze w miarę poważne liczby: dwa gole i pięć asyst w Ekstraklasie. Wiadomo, dalej bez szału, staniki nie fruwają, ale też bez dramatu. Tym bardziej że kolejni trenerzy Śląska rzucali w tej kampanii Żukowskiego po najrozmaitszych pozycjach. A to bok obrony, a to wahadło, a to skrzydło, prawe, lewe, a to fałszywy napastnik. No i w grze całej drużyny zgadzało się wtedy niewiele.
Wiosną 2025 roku wrocławianie pożegnali się bowiem z najwyższą klasą rozgrywkową.
Krótko po degradacji Śląska media łączyły Żukowskiego z transferem do Rakowa Częstochowa. Skończyło się jednak na pogłoskach (co nie dziwi). Mateusz zagrał nawet w pierwszym meczu wrocławian na zapleczu Ekstraklasy. Doznał w nim poważnej kontuzji śródstopia, przeszedł operację i… zmienił barwy klubowe.

Wrócił do zdrowia i odpalił. Żukowski szaleje w 2. Bundeslidze
Rzadka to sytuacja, by kontuzja piłkarza – i to wcale nie taka drobna – nie wykoleiła transferu. Ale działacze FC Magdeburg byli zdeterminowani i zdecydowani, że chcą mieć w tym sezonie Mateusza Żukowskiego w swoich szeregach. – Jesteśmy w kontakcie z Mateuszem od jakiegoś czasu. Z powodu kontuzji i złamania kości śródstopia musimy poczekać na jego powrót do zdrowia. Na razie będzie kontynuował rehabilitację, będzie musiał pauzować jeszcze przez jakiś czas. To dla nas zobowiązanie na przyszłość – komentował Otmar Schork, dyrektor sportowy Magdeburga. Natomiast sam Żukowski wyraził po transferze urzędową ekscytację. – Nie mogę się doczekać, żeby założyć koszulkę FCM. Klub ma wyjątkową historię i reprezentuje styl gry, który bardzo mi odpowiada.
Chociaż… z tym stylem gry to akurat trafił.
Niemniej, Polak musiał z przerażeniem obserwować, co wyprawiają jego nowi koledzy z zespołu, podczas gdy on mozolnie wracał do zdrowia i optymalnej formy. Przed startem rozgrywek w Magdeburgu doszło do zmiany na ławce trenerskiej – po przeszło czterech latach stanowisko opuścił Christian Titz, który chwycił za ster w Hannoverze. Natomiast do klubu z Avnet Arena trafił Markus Fiedler, wcześniej kojarzony głównie z prowadzenia drużyn młodzieżowych. Jego kadencja okazała się wręcz malowniczą katastrofą – drużyna pod jego wodzą rozegrała dziewięć meczów, wygrała zaledwie dwa (w tym jeden w Pucharze Niemiec). W pozostałych oberwała po głowie. Choć, co ciekawe, czarę goryczy przelał dopiero mecz towarzyski. 9 października Magdeburg dostał 0:6 w dziąsło w sparingu z Eintrachtem Brunszwik, no i szefostwo klubu upewniło się, że z tej mąki chleba nie będzie. Fiedler z hukiem wyleciał ze stołka, Żukowski nawet u niego nie zadebiutował.
Może to i lepiej? Zwłaszcza że Petrik Sander – szkoleniowiec, który zastąpił Fiedlera (tak doświadczony, że pracował jeszcze z Witoldem Wawrzyczkiem, Patrykiem Rachwałem, Radosławem Kałużnym czy Tomaszem Bandrowskim w Energie Cottbus) – całkiem sprawnie uwinął się z wyciąganiem drużyny z dołka. Czy raczej należałoby napisać: uwinęli się, ponieważ Sander nie działa w pojedynkę. Stworzył na Avnet Arena duet trenerski z młodszym o trzydzieści lat Pascalem Iboldem. Wcześniej panowie współpracowali zresztą w drugim zespole Magdeburga. – Doskonale się uzupełniają jako duet trenerski – przekonuje „Kicker”.
I rzeczywiście, ekipa FCM już po miesiącu ich pracy zaczęła regularnie punktować w 2. Bundeslidze, a korzystne rezultaty zbiegły się w czasie z powrotem Żukowskiego do zdrowia. Wprawdzie debiut Polaka w Magdeburgu (22 listopada) zakończył się porażką 1:2 z Fortuną Dusseldorf, ale później było lepiej.
O wiele lepiej.
- 29.11.2015 – Magdeburg pokonał 3:0 Norymbergę. Żukowski swój drugi występ w 2. Bundeslidze uświetnił dubletem
- 7.12.2025 – Magdeburg wygrał z Herthą 2:0. 70 minut Żukowskiego
- 13.12.2025 – Magdeburg zremisował 3:3 z Holstein Kiel. Żukowski z golem i asystą
- 20.12.2025 – FCM znowu wygrywa, tym razem z Kaiserslautern (3:2). Żukowski dokłada następną bramkę
- 16.01.2026 – triumf nad wspomnianym już Eintrachtem Brunszwik (3:0). Żukowski trafia do siatki
- 24.01.2026 – koniec passy zwycięstw (1:2 z Dynamem Drezno). Jednak Polak znowu strzela
- 30.01.2026 – druga porażka z rzędu (1:2 z Hannoverem). 90 minut Żukowskiego, bez gola
- 06.02.2026 – powrót na zwycięską ścieżkę (5:4 z Greuther Furth). Żukowski kompletuje hat-tricka w 18 minut
No doskonale się to ułożyło dla wychowanka Pogoni Lębork. Dorobek dziewięciu goli w dziewięciu ligowych występach mówi w zasadzie sam za siebie.
𝐇𝐀𝐓-𝐓𝐑𝐈𝐂𝐊! ⚽⚽⚽
Co za forma strzelecka 🇵🇱 Mateusza Żukowskiego, wow! 💥🎯 Kolejne trafienia Polaka w 2. Bundeslidze i to aż trzy do przerwy w meczu z Greuther Fürth! 🤯 #BundesTAK 🇩🇪 pic.twitter.com/zyut9HBqaV
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) February 6, 2026
Żukowski napastnikiem. Wreszcie uwolni pełnię potencjału?
Ktoś może jednak zapytać: o co tu właściwie chodzi? Dlaczego skrzydłowy/wahadłowy, który przez całe lata praktycznie nie notował liczb w klasyfikacji kanadyjskiej, nagle stał się goleadorem na zapleczu niemieckiej ekstraklasy? Cóż, odpowiedź jest prosta: Żukowski w Magdeburgu nie hasa już w bocznych sektorach boiska. Gra jako wysunięty napastnik w systemie 4-3-3 (ewentualnie 3-4-3). I nie, nie mówimy tu o żadnej fałszywej dziewiątce, tylko o klasycznym, centralnie ustawionym snajperze.
24-latek po murawie porusza się w takich sektorach:

Oczywiście ponadprzeciętna dynamika dalej się Polakowi przydaje. Żukowski często dochodzi do sytuacji po wyjściach na wolne pole, do podań posłanych za plecy obrońców. Albo po szybkich dośrodkowaniach, na które może nabiec na pełnej prędkości. Sprawia w ten sposób mnóstwo problemów obrońcom w 2. Bundeslidze. – Mateusz ma dla nas nadzwyczajne znaczenie, bo wnosi do naszej gry dynamikę i rozmach, jakiego nam brakowało – mówi trener Sander, cytowany przez „BILD”. Doświadczony szkoleniowiec porównał też Polaka do swojego podopiecznego sprzed lat – Sergiu Radu.
Natomiast sam Żukowski zapewnia, że powalczy o przekroczenie bariery 20 ligowych trafień.
– Chciałbym tego, jestem głodny goli. Ale najważniejsze jest to, że drużyna wygrywa – powiedział 24-latek.
W przestrzeni publicznej pojawiają się nawet głosy, by sprawdzić Żukowskiego w reprezentacji Polski. Na to wydaje się jednak zdecydowanie za wcześnie – były zawodnik Śląska Wrocław występuje w zespole walczącym o utrzymanie w 2. Bundeslidze, to jest jednak naprawdę niski pułap. Wystarczy spojrzeć na Dawida Kownackiego, który w niemieckiej ekstraklasie nie zaistniał, choć na jej zapleczu bywał nazywany gwiazdą.
Ale i tak warto obserwować rozwój Żukowskiego, bo na nadmiar bramkostrzelnych piłkarzy zdecydowanie w Polsce nie narzekamy. No a Mateusz po prostu jest na fali wznoszącej, chyba po raz pierwszy w seniorskiej karierze. I oby utrzymał się na nie jak najdłużej.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Oficjalnie: Legia ma nowego napastnika!
- Liverpool przybliżył się do Ligi Mistrzów! Koniec serii Sunderlandu
- Lazio w półfinale, Sarri uśmiechnięty, a Bologna nie obroni trofeum
- Damian Rasak wrócił do Polski. Wypożyczenie do końca roku
fot. NewsPix.pl