Piłkarze Leeds i Manchesteru City nieco zaniżyli średnią goli na mecz w tej kolejce Premier League. Przed starciem na Elland Road w bieżącej serii gier angielskiej ekstraklasy padało średnio pięć bramek w jednym spotkaniu. O tak wysoki wynik zadbali głównie na Turf Moor i Anfield. Na obu tych stadionach padło po siedem goli, a mogło jeszcze więcej.
Liverpool lubi ładować West Hamowi
Czwarty raz pod wodzą Arne Slota Liverpool skończył mecz Premier League z pięcioma golami na koncie. Poprzednia taka sytuacja miała miejsce w kwietniu 2025 roku. Co ciekawe, tyle bramek w lidze za kadencji Holendra The Reds zapakowali tylko Tottenhamowi oraz West Hamowi. W poprzednim sezonie łoili Tottenham 6:3 i 5:1, a w międzyczasie West Ham dostał u siebie z nimi 0:5. Również teraz West Ham przyjął od Liverpoolu piątkę, ale już na Anfield, no i zdołał się mistrzom Anglii odgryzać. W czerwonej części Merseyside padł wynik 5:2.
Tym razem Liverpool strzela nieco szybciej! 😎
Hugo Ekitike daje prowadzenie „The Reds” 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH pic.twitter.com/jv6tA1Vn5y
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 28, 2026
Na przerwę Młoty schodziły z wynikiem 0:3, ale tuż po przerwie kontakt nawiązał najskuteczniejszy Czech w historii Premier League – Tomas Soucek. Cody Gakpo sprowadził jednak na ziemię tych, co wierzyli w cud, choć ledwie pięć minut później West Ham znów przegrywał „tylko” dwiema bramkami. Minęło raptem siedem minut, a Axel Disasi wysłał swoim kolegom sygnał, że nie ma co się napinać. Wpakował bowiem piłkę do własnej siatki. Wypożyczony z Chelsea Belg nie był zresztą jedynym w tym meczu stoperem, który wpisał się na listę strzelców.
Choć akurat Virgil van Dijk znalazł się w protokole po prawidłowej stronie. W 24. minucie zdobył bramkę po wrzutce z rzutu rożnego. Był to jego 28. gol w Premier League. Wśród stoperów tylko John Terry zdobył więcej bramek w tych rozgrywkach, a spośród defensorów zaledwie trzech graczy. Rzuty rożne były zresztą największą bronią Liverpoolu w pierwszej połowie. Po nich strzelił wszystkie gole przed przerwą. W historii Premier League tylko Manchesterowi United blisko 10 lat temu udało się w pierwszej połowie strzelić trzy gole po rzutach rożnych.
3 – Liverpool are the second team in Premier League history to score three goals from corners in the first half of a match, after Man Utd against Leicester in September 2016. FC. pic.twitter.com/m0M5FZ19ko
— OptaJoe (@OptaJoe) February 28, 2026
Burnley jak Colin Farrell
Całej treści tego mema przytaczać nie będziemy, ale na pewno kojarzycie kadr z Colinem Farrellem z serialu „Detektyw” okraszony podpisem „No tak…”. Dokładnie tak mogli poczuć się piłkarze i kibice Burnley w meczu z Brentfordem. Już po 34 minutach zmierzający z powrotem do Championship beniaminek przegrywał 0:3, więc zanosiło się na miazgę. Ale tuż przed finiszem pierwszej połowy rywali samobójem do tlenu podłączył Michael Kayode, a ledwie kwadrans po przerwie było 3:3. W 78. minucie Turf Moor odleciało, ale radość szybko została stłumiona.
Okazało się, że Jaiden Anthony, od którego dogrania wziął się gol na 4:3, znajdował się na minimalnym spalonym. Bramkę zabrano Zianowi Flemmingowi, tak jak jego zmiennikowi, Ashley’owi Barnesowi. Tym razem VAR dopatrzył się zagrania ręką przez 36-latka przed oddaniem strzału. Anulowany gol Barnesa nie było już jednak na wagę trzech punktów, a jednego. W doliczonym czasie Brentford trafił bowiem na 4:3. Wygrana mogłaby dać jeszcze Burnley nadzieję, ale chyba można zacząć gasić światło. W tej chwili do bezpiecznej strefy traci osiem punktów.
FLEMMING! 🔥
Z 0:3 na 3:3, niesamowity powrót Burnley! ⚽⚽⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH pic.twitter.com/hftjLhXgeP
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 28, 2026
Trzy punkty City bez Haalanda
Mecze Liverpoolu i Burnley odbywały się o tej samej porze, a równolegle graliśmy jeszcze na St. James’ Park. W północnej Anglii również na emocje nie narzekano, gdyż Newcastle dwukrotnie wyrównało, ale Everton po kolejno 90 i 70 sekundach wracał na prowadzenie. Nad rzeką Tyne prawie dotrzymali tempa, bowiem padło pięć goli. O tym spotkaniu więcej pisaliśmy w kontekście niecodziennej sytuacji z udziałem Jacoba Ramsey’a. Pomocnik Newcastle wybiegł na drugą połowę, ale jeszcze przed jej rozpoczęciem zszedł. Powodem było złe samopoczucie.
Niecodzienne sceny w Anglii. Wyszedł na 2. połowę, ale w niej nie zagrał
Sobotę, którą zaczął remis Bournemouth z Sunderlandem 1:1, zamykało starcie Leeds z Manchesterem City. Do miasta, w którym się urodził, niespodziewanie nie przyjechał Erling Haaland. Tuż przed meczem Pep Guardiola powiedział, że Norweg dwa dni wcześniej doznał kontuzji pod koniec trudnego treningu. Uraz nie był poważny, ale lider strzelców Premier League nie dał rady zagrać na Elland Road. Powinien jednak wrócić na ligowe spotkanie z Nottingham, które City rozegra u siebie już 4 marca. Przeciwko Leeds na szpicy Haalanda zastąpił Omar Marmoush.
Przed meczem na Elland Road w tej kolejce padały przynajmniej dwa gole w meczu, a średnia wynosiła 4,6 bramki na mecz. Zawodnicy Leeds oraz Manchesteru City średnią tą zaniżyli, bo piłka ledwie raz wpadła do siatki. Wpakował ją Antoine Semenyo. Odkąd Ghańczyk 17 stycznia pierwszy raz zagrał w lidze dla City, tylko Cole Palmer i Joao Pedro z Chelsea zaliczyli więcej bezpośrednich udziałów przy golach w Premier League. Obaj zanotowali ich po sześć, Semenyo zaś pięć. Na terenie beniaminka strzelił czwartego gola w Premier League dla The Citizens.
Nie ma Haalanda, nie ma problemu! 🔥
Antoine Semenyo daje prowadzenie Manchesterowi City 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH pic.twitter.com/45Y51eqvhc
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 28, 2026
CZYTAJ WIĘCEJ O ZAGRANICZNEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Sprawili niespodziankę. Już nie będą najgorsi w historii
- Bayern już wita się z gąską. Der Klassiker dla Bawarczyków
- Słynny Argentyńczyk poprowadzi klub La Liga. Powalczy o utrzymanie
fot. Newspix