Legia Warszawa od lat znajduje się na równi pochyłej. Na mistrzostwo Polski czeka od 2021 roku i zamiast odjeżdżać rywalom na krajowym podwórku, to krajowe podwórko odjeżdża jej coraz bardziej. W tym sezonie Wojskowi bronią się przed spadkiem i nadal są w strefie spadkowej. Krzysztof Stanowski z przymrużeniem oka przedstawił swój pogląd na ten temat.
Kliknij tutaj i załóż konto z kodem promocyjnym WESZLOCPLUS, zweryfikuj konto, wpłać 40 zł i otrzymasz kod na 3 miesiące darmowe C+ z Ligą Mistrzów! 
W Q&A zamieszczonym na Kanale Zero Stanowski przedstawił zaskakującą historię sprzed paru lat. Jest ona związana z Dominikiem Ebebenge, który pracował przy Łazienkowskiej w latach 2008-2016.
Krzysztof Stanowski: Dominik Ebebenge rzucił klątwę na Dariusza Mioduskiego
– Chyba zacznę wierzyć w klątwy. Afrykańskie klątwy. Mój serdeczny kolega Dominik Ebebenge ma wiele wspólnego z Demokratyczną Republiką Kongo. Ta historia jest do znalezienia na YouTube. Kiedyś polecieliśmy do Kinszasy, do której Dominik lata regularnie. Opowiadał mi, jak pewnego razu rzucił klątwę. Bardzo długo wstydził mi się przyznać, że tę klątwę rzucił, bo uważał, że się nie powinno i można komuś życie spaprać. Trochę wierzy, a nawet nie trochę, w te klimaty – zaczął opowieść Stanowski.
– Siedzieliśmy przy winku i w końcu się wygadał. Tłumaczył, że najpierw ci wszyscy szamani musieli go wypytać i zbadać, czy ta druga osoba na pewno zasługuje na klątwę. Przeszedł ten „egzamin”. Szamani uznali, że tej osobie klątwa się należy i można ją rzucić. Chciałem w końcu wiedzieć, o kogo chodzi. I Dominik mówi: „Rzuciłem klątwę na Dariusza Mioduskiego, że będzie wiecznym frajerem” – śmieje się szef Kanału Zero.
I puentuje: – No przecież w tym zawiera się wszystko, co dzieje się w Legii Warszawa. Od tamtej pory wszystko idzie w dół. Jak w tym memie – dopóki Dominik nie odwoła swoich słów, to wiadomo co. Nie wiem, czy skończy się to spadkiem do I ligi. Może nie aż tak, ale ewidentnie od tamtej pory Dariusz Mioduski jest frajerem. Współczuję mu tym bardziej, że z tego, co opowiadali mi inni, wynika, że sam Mioduski chodził do wróżki. Czyli on ten świat – nie chcę powiedzieć „urojony” – traktuje bardzo serio, szanuje, akceptuje, podziwia, boi się go, odczuwa trwogę. Może więc to wszystko wydarzyło się w Kinszasie i przyszłość Legii została napisania w Afryce gdzieś przy ognisku.
Z klątwą czy bez Legia musi szukać zwycięstwa, na które w Ekstraklasie czeka już od dwunastu spotkań. Najbliższa szansa w sobotę – u siebie z Wisłą Płock.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Żewłakow mówi, na co zimą poszły pieniądze. „Chora na brak wygrywania”
- Kuriozalne wideo. Legia przegrywa nawet jak nie ma meczu
- Niepokonany Brosz. Górnik nie ma sposobu na byłego trenera
Fot. Newspix