Słoweński Piszczek i fan Ronaldo. To nowa gwiazda Rakowa?

Mikołaj Duda

17 stycznia 2026, 18:57 • 14 min czytania 7

Słoweński Piszczek i fan Ronaldo. To nowa gwiazda Rakowa?

Przeszedł drogę Łukasza Piszczka, mieszkał w jednym pokoju z gwiazdą Manchesteru United, stał się hitem w internecie przez filmik z cieszynką po zdobytej bramce. 21-letni Mitja Ilenić strzela, dogrywa, asystuje i udziela wywiadów. To pierwszy transfer Rakowa Częstochowa w erze Łukasza Tomczyka.

Reklama

Sprowadzenie Mitji Ilenicia ma na celu zwiększenie rywalizacji na prawym wahadle Rakowa. Franowi Tudorowi – często przestawianemu do linii obrony – przyda się godny konkurent. Za Słoweńcem przemawia niemal wszystko, by mógł rzucić rękawice znacznie bardziej doświadczonemu Chorwatowi.

Reklama

Pierwszy transfer Rakowa Łukasza Tomczyka. Kim jest Mitja Ilenić?

Transfer Mitji Ilenicia to symbol zmiany, jaka w ostatnim czasie dokonała się w Rakowie. Słoweniec to zawodnik, do którego z pewnością sporo zastrzeżeń miałby Marek Papszun, co nie znaczy, że mówimy o chybionym ruchu wicemistrza Polski. Kompletnie nie. Przy pracującym w innym stylu od swojego poprzednika Łukaszu Tomczyku, Ilenić ma wiele, by stać się jednym z liderów swojego zespołu.

– Mitja jest utalentowanym piłkarzem, ale lepiej sprawdza się w ataku niż w defensywie. Jego podejmowanie decyzji z piłką w tercji obronnej znacząco różniło się od tego w tercji ofensywnej. Gdy ruszał na bramkę, był szybki i zdecydowany. Natomiast przy próbach utrzymania się przy piłce i budowania akcji od tyłu miał problemy z wyborem właściwych rozwiązań. Najczęściej było to widoczne przy wrzutach z autu — często zbyt długo zwlekał z wprowadzeniem piłki do gry, co prowadziło do strat – mówi dla Weszło Michael Anderer z BlueCityRadio, czyli podcastu o o New York City FC, gdzie przez ostatnie lata występował nowy piłkarz Rakowa.

To wyjaśnia, dlaczego ciężko sobie wyobrazić Ilenicia w taktyce Marka Papszuna. Nowy trener Legii wymaga od wszystkich swoich zawodników wręcz tytanicznej pracy w defensywie, a szczególnie gdy mowa tu o wahadłowym. Jak potwierdzają nam niezależni od siebie słoweńscy rozmówcy, z tym 21-latek ma problem. Jest on nastawiony skrajnie ofensywnie, potrafi uderzyć z dystansu, świetnie dośrodkować. Łukasz Tomczyk z takim zawodnikiem może grać odważnie, tworzyć przewagę w ataku, jednak jednocześnie musi pamiętać o zapewnieniu Słoweńcowi wsparcia od kolegów w działaniach defensywnych.

Nie rzucamy słów na wiatr, w taki sposób 17-letni Ilenić strzelał w ligowym meczu z Olimpiją Lublana:

Tutaj z kolei wideo już z czasów gry w MLS. Taką asystę z własnej połowy zaliczył Słoweniec:

To mamy jeszcze jeden przykład – klasyczne dośrodkowanie z bocznego sektora boiska:

Spotkaliśmy się z opinią, że Ilenić w obronie ma problemy z agresywnym doskokiem. To prawda, jednak nie bierze się to z braku należytego zaangażowania czy chęci do pracy, tylko z braków, które Słoweniec cały czas stara się niwelować.

– Lubię żarty i wierzę, że to pomaga drużynie. Tak jest poza boiskiem, a na boisku od razu walka – tam nie ma litości i myślę, że nikt nie lubi grać przeciwko mnie – mówił o sobie Słoweniec.

– Jest bardzo spokojnym zawodnikiem i niewiele rzeczy potrafi wyprowadzić go z równowagi. Kibice bardzo go lubili, a dziennikarze cenili rozmowy z nim, ponieważ nie bał się odpowiadać na pytania — niezależnie od tego, czy zespół wygrał, czy przegrał – wspomina Ilenicia Michael Anderer.

Rzeczywiście, 21-latek doświadczenie w udzielaniu wywiadów ma większe niż niejeden zdecydowanie bardziej doświadczony zawodnik. W słoweńskich mediach można znaleźć pełno rozmów z najnowszych nabytkiem Rakowa.

– Taki już jestem, a do tego bardzo lubię dużo mówić. Czerpię przyjemność z udzielania wywiadów – tłumaczył Mitja Ilenić.

Słoweński Łukasz Piszczek. Jak Mitja Ilenić stał się prawym obrońcą?

Mitja Ilenić, jako uzdolniony 14-latek opuścił rodzinne strony i przeniósł się do NK Domžale. Trafiał tam jednak jako napastnik – a miał od kogo się uczyć, bo przez pewien czas dzielił pokój z obecnym piłkarzem Manchesteru United, Benjaminem Sesko – ale niedługo później przeszedł drogę, która w Polsce jest doskonale znana.

Niczym Łukasz Piszczek, zaczynał jako napastnik, dostał szansę na prawej obronie i tam już został.

Tak Ilenić po czasie wspominał okoliczności zmiany jego roli na boisku: – Kiedy byliśmy na turnieju na Słowacji, zostaliśmy bez bocznego obrońcy. W hotelu trener zapytał mnie przed meczem, czy mógłbym zająć to miejsce. Powiedziałem, że mogę, byle grać. Graliśmy przeciwko jakimś Polakom, zagrałem bardzo dobrze i zostałem na tej pozycji, która teraz bardzo mi odpowiada. Potem moja kariera ruszyła w górę. Dziś prawy obrońca musi dużo uczestniczyć także w akcjach ofensywnych, co mi pasuje. Byłem napastnikiem, więc naturalnie ciągnie mnie do przodu. W ofensywie nie mam problemów, trzeba tylko poprawić grę w obronie.

Mitja Ilenič

Mitja Ilenić po latach wrócił na słowackie boiska, już jako młodzieżowy reprezentant Słowenii

Wspomniany przez Ilenicia wyjazd na Słowację to najprawdopodobniej był rozgrywany w 2019 roku turniej w Żylinie, w którym poza drużyną NK Domžale udział wzięli także juniorzy Korony Kielce. Wszystko wskazuje na to, że właśnie w starciu z Iwo Kaczmarskim czy Hubertem Zwoźnym wykluwał się talent do gry na prawej obronie nowego piłkarza Rakowa.

Właśnie tu znajdujemy przyczynę obecnych problemów w zachowaniach obronnych Mitiji Ilenicia. Musi nadrobić braki w elementach, które jego konkurenci mieli okazję wyeliminować znacznie wcześniej. Słoweniec jeszcze do 15. roku życia grał jako napastnik, co z kolei naturalnie przekłada się na jego zaciągi do gry w ofensywie.

Wielki talent potwierdzony ekspresową szansą

NK Domžale od początku mówiło się o sporym talencie, wykazywanym przez Ilenicia, więc zbyt długo nie czekano, by sprawdzić go w pierwszym zespole. Nowy piłkarz Rakowa zadebiutował w seniorskiej piłce już jako 16-latek i nie była to byle jaka szansa. Zagrał 45 minut w meczu ostatniej kolejki sezonu 2020/21.

– Nie spodziewałem się, że tak szybko dostanę szansę. Ciężko trenowałem i nagroda przyszła. Wiem, że to niecodzienne, by piłkarz tak szybko przebił się do pierwszego zespołu, dlatego cieszę się z tej szansy – komentował piłkarz.

W następnych rozgrywkach Ilenić na jesień jeszcze występował w juniorach, jednak już w rundzie wiosennej na stałe przebił się do seniorów i szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie. Stał się jednym z najbardziej istotnych elementów składu NK Domžale (zagrał ponad 1200 minut w 15 meczach), a swoje atuty potwierdził strzeleniem trzech goli.

– Pewnie pomaga mi to, że w młodszych kategoriach wiekowych byłem napastnikiem. Może dlatego atak interesuje mnie nieco bardziej i bardziej mi odpowiada. Gra w najwyższej lidze dodała mi też pewności siebie. W pierwszych meczach chciałem grać jak najprościej, szukałem podaniem najbliższego kolegi. Teraz odważę się już na rajd do przodu, a jeśli nadarzy się okazja, potrafię też strzelić gola – mówił prawy obrońca po pierwszych dobrych występach w słoweńskiej ekstraklasie.

Mitja Ilenić w meczu młodzieżowych mistrzostw Europy

Minęło ledwie półtora roku od debiutu Ilenicia na poziomie seniorskim i dla wszystkich jasne się stało, że zaczął on przerastać rodzime rozgrywki. Zaowocowało to sporym zainteresowaniem wykazywanym przez europejskie kluby. Po czasie sam piłkarz potwierdził, że pozyskać go chciały takie marki jak:

  • Lugano,
  • Sparta Praga,
  • Dinamo Zagrzeb,
  • Sturm Graz,
  • Hellas Verona.

– Jako nastolatek zrobił spore wrażenie w słoweńskiej ekstraklasie. Zadebiutował w wieku 16 lat i stał się ważnym elementem składu NK Domžale, które wtedy było uważane za jeden z silniejszych klubów w Słowenii. Zwrócił na siebie uwagę zwłaszcza spektakularnym golem w derbach przeciwko Olimpiji (tym zaprezentowanym już wcześniej na nagraniu – przyp. red.) – opowiada Rok Visković ze słoweńskiego portalu Sportklub.

Ilenić podjął dość niespodziewaną decyzję. Nie zdecydował się na oferty zespołów, w których mógłby się rozwijać, grając w europejskich puchach, tylko postanowił wyjechać za ocean. Po rundzie jesiennej w 2022 roku, 18-latek za kwotę opiewającą na milion euro został nowym zawodnikiem New York City FC.

– Udowodnił, że jest jednym z największych talentów w Słowenii – stwierdził już po transferze dyrektor sportowy NK Domžale, Senijad Ibricić, który dla młodego Ilenicia był kimś wyjątkowym. Był on najpierw kapitanem zespołu, a po zakończeniu kariery został dyrektorem sportowym. Nowy piłkarz Rakowa zdecydował się na niecodzienny sposób podziękowania mu za otrzymane wsparcie: – Na jego cześć wytatuowałem sobie na ręce numer 10 – mówił Słoweniec.

Amerykański sen Mitji Ilenicia

– Kiedyś chciałbym zagrać w jednej z lig wielkiej piątki. Zdaję sobie jednak sprawę, że droga do tego jest jeszcze daleka. Niczego nie przyspieszam. Gdybym już musiał wybierać, grałbym w lidze angielskiej, bo kibicuję Liverpoolowi. Podobają mi się nowocześni boczni obrońcy, tacy jak Trent Alexander-Arnold, Reece James czy Achraf Hakimi – mówił młody Słoweniec.

Sporą ironią losu okazał się fakt, że trafił do klubu z MLS, należącego do wielkiej Football City Group, której flagowym zespołem jest nie Liverpool, a Manchester City. Póki co, Ilenić najbliżej angielskiego futbolu znalazł się, gdy dzięki współpracy pomiędzy klubami partnerskimi spod jednego szyldu dostał oryginalną koszulkę meczową w prezencie od występującego na tej samej pozycji Kyle’a Walkera.

Kończąc zgryźliwości, początek dla Ilenicia w Nowym Jorku był nadspodziewanie udany. Bez wielomiesięcznej adaptacji wskoczył do składu i zaczął grać. Poza drobnym urazem, jaki mu się przytrafił, tydzień w tydzień regularnie pojawiał się na placu gry i to nie raz od pierwszej minuty. Pierwszy kryzys nadszedł po około pół roku, gdy w siedmiu spotkaniach zaliczył zaledwie jedno symboliczne wejście, jednak i tak sam piłkarz był wręcz oczarowany życiem w nowym mieście i grą w nowym klubie, co potwierdzał raz za razem swoimi licznymi wypowiedziami.

Mitja Ilenić.

– Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, czego się spodziewać, gdy tam wyjeżdżałem. Pierwszy rok był dla mnie okresem adaptacji. Nie spodziewałem się takiego poziomu pracy, więc to mnie trochę zaskoczyło. Potrzebowałem czasu, by złapać rytm. Duży nacisk kładzie się na taktykę, dlatego pierwszy miesiąc był nieco trudniejszy. Pamiętam, że po przyjeździe przez kilka dni trenowałem tylko na siłowni, dopiero potem dostałem szansę treningów na boisku. Ostatecznie grałem w meczach jednak więcej, niż się spodziewałem.

– Tak, bez wahania jeszcze raz podjąłbym taką samą decyzję. Niczego nie żałuję! MLS to świetna liga. Warunki są na najwyższym poziomie: centra treningowe, podróże, hotele. Również poziom pracy i treningów jest bardzo wysoki. Największy nacisk kładzie się na przygotowanie fizyczne, jest mnóstwo statystyk i analizy. Dużo inwestują, sprowadzają młode talenty, a najlepszych sprzedają potem do Europy.

– Patrząc na to, co teraz mnie spotyka, poleciłbym wyjazd do MLS każdemu. Ludzie może jeszcze nie dostrzegają różnicy i myślą, że przyjeżdża się tu tylko dla przyjemności, bo poziom piłki nie jest wysoki. Mogę jednak powiedzieć, że sposób pracy i organizacja stoją na najwyższym poziomie. Moim jedynym zmartwieniem jest trening i mecz, resztą zajmują się pracownicy klubu. Na początku może miałem pewne wątpliwości, ale już w pierwszym tygodniu zobaczyłem, jak wysoki jest poziom organizacji. Na razie wszystko jest świetnie.

– Wielu było sceptycznych, ale mogę stwierdzić, że była to doskonała decyzja. Na wszystkich poziomach. To również doświadczenie życiowe, które przyda mi się w przyszłości. W wieku 18 lat wyjechałem na drugi koniec świata. Jeśli mogę to przetrwać, mogę przetrwać wszystko.

Sporo tego prawda? Było jeszcze więcej, ale postanowiliśmy wybrać tylko niektóre wypowiedzi i pominąć peany nad życiem w Nowym Jorku. Najlepszy przykład na zamiłowanie Ilienicia do udzielania wywiadów. Trudno się zresztą dziwić, że Słoweniec przez długi czas był tak zadowolony ze swojego pobytu w Ameryce Północnej.

  • Sezon 2023: 22 mecze, prawie 1200 rozegranych minut, dwie asysty;
  • Sezon 2024: 26 spotkań, ponad 1700 minut spędzonych na placu gry, jeden gol, jedno ostatnie podanie.

Jak na 18-latka, który wyjechał na drugi koniec świata do wcale nie najłatwiejszej ligi są to liczby co najmniej przyzwoite.

Patrząc na bardziej szczegółowe liczby za sezon 2024:

  • Wysoki xGBuildup, czyli sporo dawał w budowaniu akcji;
  • Mała aktywność w odbiorach i pressingu;
  • Słaba skuteczność gry w powietrzu i wygrywanych pojedynkach.

Fan Ronaldo i gol przeciwko drużynie Messiego. O Cieszynce, która stała się viralem

Tym, z czego z pewnością Ilenić zapamięta swoją przygodę w Stanach Zjednoczonych są mecze z Interem Miami z Leo Messim w składzie. Sam fakt mierzenia się z Argentyńczykiem był dla niego sporym wydarzeniem. Tak mówił w jednym z wywiadów: – Nigdy nie sądziłem, że zagram przeciwko tak świetnemu piłkarzowi. A tym bardziej, że uda mi się to zrobić w wieku 18 lat. Tych chwil nie zamieniłbym na nic na świecie. No, może troszkę skłamałem. Zamieniłbym je na mecz przeciw Cristiano Ronaldo, ponieważ jestem jego wielkim fanem.

Fakt, że zapewne w wieku dziecięcym Słoweniec wybrał sobie na idola właśnie Portugalczyka pozwolił mu zostać rozpoznawalnym na całym świecie. Filmik z jego udziałem zrobić wielomilionowe wyświetlenia, a to za sprawą meczu z 23 lutego minionego roku. Ilenić trafił do siatki Interu Miami po sprytnie rozegranym rzucie wolnym i w szale radości pobiegł do narożnika i wykonał słynne siu, znane jako znak firmowy Ronaldo.

– Będąc szczerym, jestem wielkim fanem Cristiano Ronaldo. To było moje marzenie zrobić tę cieszynkę naprzeciwko Messiego – tłumaczył po wszystkim nowy piłkarz Rakowa.

Jak później przyznał w jednej z rozmów już wcześniej szukał sposobu, by zaistnieć w świadomości kibiców viralowym filmikiem. Poprzedni sposób Ilenicia okazał się jednak mniej skuteczny.

– Specjalnie grałem w spodenkach Cristiano Ronaldo i kilka razy pokazałem je, podnosząc koszulkę, wycierając sobie nią twarz. Miałem nadzieję, że któryś z fotografów lub kamerzystów uchwyci ten moment i powstanie z tego historia, ale niestety się to nie udało.

No cóż, wystarczyło zdobyć bramkę w spotkaniu z zespołem największego sportowego rywala swojego idola i wszystko samo nabrało sporego rozpędu.

Nieudana końcówka i wielkie pieniądze za powrót do Europy

Po wymarzonym starcie poprzedniego sezonu, rozpoczętego golem z Interem Miami, Słoweniec na wiosnę jeszcze podtrzymywał wysoką formę. Do końca lipca zagrał w 16 meczach około 1000 minut, do tego strzelił dwa gole i zaliczył tyle samo asyst. Zapowiadało się na najbardziej udany jego sezon po przenosinach za Atlantyk. Wtedy jednak nastąpiło tąpnięcie.

– Pod koniec swojego pobytu w Nowym Jorku grał niewiele. Trener odstawił go od składu, tłumacząc, że jest młody i nie był w stu procentach skoncentrowany na drużynie. Pojawiały się spekulacje, że tęsknił za domem i ostatecznie występował bardzo rzadko w końcowym okresie, co było głównym powodem jego decyzji o odejściu – opowiada Michael Anderer z BlueCityRadio.

Niewiele brakowało, by Ilenić w ostatnich miesiącach zagrał w Lidze Mistrzów. Był zdecydowany na powrót do Europy, a jednym z chętnych na jego pozyskanie było cypryjskie Pafos, które wywalczyło awans do tych elitarnych rozgrywek. Innym poważnym chętnym był szwajcarski FC Zurich. New York City FC za swojego zawodnika oczekiwał kwoty opiewającej na 3-4 miliony euro i finalnie Słoweniec pozostał do końca umowy w Stanach Zjednoczonych.

Słowa eksperta potwierdzają liczby. Prawy obrońca w ostatnich 15 meczach niedawno zakończonego sezonu zaledwie cztery razy – i to za każdym razem z ławki rezerwowych – pojawił się na murawie. Głównie z ławki rezerwowych obserwował jak jego zespół dociera aż do półfinału play-offów MLS. Ekipa z Nowego Yorku została wyeliminowana przez przyszłego triumfatora, czyli… Inter Miami. Ilenić z boku przyglądał się jak Messi wraz z kolegami pakują pięć goli i pewnie meldują się w wielkim finale.

Radar za ostatnie rozgrywki pokazuje, że Ilenić, mimo odstawienia od gry zaliczył znaczny progres:

  • Znaczna poprawa w celności podań i progresji akcji;
  • Więcej udanych dryblingów bez zwiększenia liczby strat;
  • Lepsza gra w obronie z mniejszą liczbą fauli.

Raków pomostem do gry w reprezentacji

Jednym z celów dla Mitji Ilenicia po powrocie do Europy będzie na stałe wywalczenie sobie miejsca w kadrze narodowej. Ostatnie lata dają wiele przykładów Słoweńców, którzy swoimi występami na boiskach Ekstraklasy zapracowali na powołanie. Nowy zawodnik Rakowa regularnie grywał w zespole narodowym do lat 21, jednak jakoś w pierwszej kadrze nie mógł się zaczepić. Rok Visković uważa ze spory wpływ na to miał jego wyjazd za Atlantyk.

– Z perspektywy czasu uważam, że przeprowadzkę Ilenicia do USA można uznać za błąd. Z jego talentem powinien zdecydować się na inny kierunek. Jego powrót do Europy stwarza szansę, że będzie bardziej widoczny dla nowego selekcjonera Słowenii – mówi dziennikarz w rozmowie z Weszło.

Obecnie 21-latek ma na koncie zaledwie jeden występ w narodowych barwach. Był to mecz towarzyski w styczniu 2024 roku rozgrywany z reprezentacją Stanów Zjednoczonych w San Antonio. 45 minut dla Ilenicia można uznać ze pewnego rodzaju ukłon selekcjonera dla piłkarza występującego na co dzień na tamtejszych boiskach. Co ciekawe w tym samym spotkaniu zagrał Tamar Svetlin (obecnie gracz Korony Kielce), a po drugiej stronie barykady stanął AZ Jackson – od bieżącego sezonu piłkarz Jagiellonii.

– To mój wielki cel i wielkie marzenie. Dlatego codziennie trenuję i gram. Byłem już w drużynie na meczu w USA. Mam nadzieję, że w przyszłości dostanę szansę także w bardziej istotnych spotkaniach – mówił sam Ilenić o grze w reprezentacji.

Mitja Ilenić ma wszystko, by nie tylko na stałe zagościć w reprezentacji, ale też stać się jednym z najlepszych wahadłowych/bocznych obrońców w Ekstraklasie. Jak na swój wiek ma spore doświadczenie, umiejętności, klarowne atuty i niewykorzystany w pełni potencjał, którzy pozwala na dalszy rozwój. Zaryzykujemy tezę, że Słoweniec w Rakowie pod wodzą Łukasza Tomczyka rozwinie się na tyle, że w przyszłości – jeśli zostanie wykupiony po zakończonym wypożyczeniu – w kwocie liczonej w milionach europejskiej waluty zostanie kupiony przez uznany europejski klub.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Źródła wywiadów: Nogomania, Sportklub.

Fot. Jakub Ziemianin/Raków Częstochowa, Newspix

7 komentarzy

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama