Cezary Kulesza obiecywał surowe kary i obietnicy dotrzymał. Jasne, zawsze mogło być bardziej dotkliwie, ale czy może być lepszy sposób na odstraszenie kolejnych chętnych na zamykanie stadionu przed jakimikolwiek kibicami, niż milion złotych? Mogą być pewnie dwa miliony złotych, ale milion to i tak spore pieniądze. Szkoda jedynie, że płacić będą je te biedne kapibary i wrocławscy podatnicy.
Dobrze natomiast, że jest kara. I dobrze też, że jest, jakby nie patrzeć, surowa. Gorzej, że ktoś postanowił z pełną premedytacją zaryzykować w klubie pieniędzmi, które idą na jego działalność z miejskiej kasy, a zatem w dużym uproszczeniu z kieszeni mieszkańców Wrocławia. To oni zatem zrzucą się na – to będzie najlepszy wyraz – fanaberię władz Śląska. Inspirowanych przez kibiców czy tylko słuchających dobrych rad, ewentualnie podpowiedzi – to już nawet nie jest ważne.
Ktoś podjął zwyczajnie skandaliczną decyzję o świadomym łamaniu regulaminu i teraz klub z Wrocławia musi płacić całą bańkę kary. Powiem szczerze – lepiej byłoby serio zrobić z banknotów składających się na ten milion legowiska dla tych kapibar czy nawet pokrowce na wielbłądzie garby. Ale nie, postanowiono nimi napalić w kominku, brawo Śląsku!
Decyzja Komisji Ligi ws. Śląska Wrocław. Potężna kara finansowa
Śląsk ukarany. PZPN w roli spóźnionego szeryfa
Samych przypadków niewpuszczenia kibiców Wisły na stadion ligowego rywala było już całkiem sporo, lecz dyskusja wokół tego jednego napęczniała do takich rozmiarów, których nie można już było ignorować czy bagatelizować. Ktoś powie, że mógł PZPN karać tak surowo już wcześniej – za te wszystkie przypadki, w których jakiś klub zgłaszał nieistniejące uszkodzenia kołowrotka czy niezwykle ważne prace remontowe, byle tylko fani Białej Gwiazdy nie zobaczyli na żywo wyjazdowego meczu swojej drużyny.
Kary za niewpuszczenie kibiców gości na mecz (kolejność losowa):
- Stal Mielec – 30 tysięcy złotych,
- Arka Gdynia – 20 tysięcy złotych,
- Miedź Legnica – 20 tysięcy złotych i 50 tysięcy w zawieszeniu,
- Warta Poznań – 20 tysięcy złotych i 50 tysięcy w zawieszeniu,
- Kotwica Kołobrzeg (kara ogólna za „brak dostępnego do przyjmowania kibiców sektora gości”) – 20 tysięcy złotych.
- Pogoń Grodzisk Mazowiecki (za mecz ze Stalą Rzeszów) – 30 tysięcy złotych.
No i prawda, można było polecieć na całego wcześniej, bo przecież milion to aż 50 razy więcej (!) niż średnie kary dla poprzednich klubów.
Dobrze jednak, że w końcu się to w ogóle dzieje. Przy udziale Śląska i Wisły cała ta sprawa przeobraziła się w zwykły cyrk, a brak stanowczej reakcji sprawiłby pewnie, że przy kolejnej okazji stałoby się podobnie. Przykre tylko, że trzeba było narobić rabanu na całą Polskę (i część świata, bo i poza granicami naszego kraju pisano o całej aferze), żeby PZPN wreszcie zrobił to, co do niego należy i zaczął wymagać od klubów przestrzegania zasad.
Pod żadnym względem nie żal mi jednak Śląska, na który ostatecznie padło w sprawie wymierzenia kary mającej też charakter typowo pokazowy. Nie żal mi, bo przekonanie jego władz, że krętactwem będzie się dało z tego jakoś wykpić, biło od nich tak bardzo, że trudno o jakiekolwiek współczucie. Zasłanianie się policją, która potem musiała się od wszystkiego odciąć i stwierdziła, że z decyzją o niewpuszczeniu kibiców gości nie ma nic wspólnego? Żenująca akcja.
A może ujemne punkty? Bo tak mamy klasyczne pay to win
Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto omówić – czy nie lepiej było wlepić Śląskowi jakieś ujemne punkty. I pezetpeenowski wilk syty, i kapibara cała – nie byłoby dyskusji o tym, że znów zapłacą Wrocławianie poprzez tak zwane „sutrykowe” przekazane miejskiemu klubowi. Nie byłoby wątpliwości, czy kwota odpowiednia, czy dobry pokaz siły. Nie byłoby wreszcie rozważań, czy powinno się wlepiać podobne kary wszystkim tym, którzy wcześniej zamknęli stadion przed kibicami z Krakowa.
I nie mielibyśmy scenariusza jak z dawnych gier przeglądarkowych, gdzie żeby być naprawdę dobrym i zajść daleko musiałeś wziąć do ręki telefon i drogim esemesem zapłacić za jakieś konto premium czy inną bzdurę. Trzy punkty za mecz z Wisłą kosztowały Śląsk dokładnie milion złotych. Gdyby to było takie łatwe, można by w sumie prowokować podobne sytuacje i zwyczajnie płacić za ligowe wygrane, bo czemu nie?
To jest jednak problem, który wynika z szeregu zaniedbań Polskiego Związku Piłki Nożnej. Najpierw dopuszczano, by kibice Wisły spotykali się z ogólnopolskim ostracyzmem, bo to przecież jakieś tam przepychanki, mało istotne pierdółki. Potem, jak już zauważono problem, to kary były śmiesznie małe lub nie było ich wcale. Wreszcie Jarosław Królewski tupnął nogą i postanowił iść na całość, jakby właśnie wybierał numer bramki u Zygmunta Chajzera. Co zrobił PZPN? Niby próbował jakichś mediacji, niby rozmawiał. W praktyce dopuścił do farsy i teraz z poważną miną rozdaje surowe kary, pokazując, kto tu rządzi.
Szczerze? To też śmieszne.
Nie można jednak odebrać szanownej Komisji Dyscyplinarnej zasług w naprawdę solidnym ukaraniu Śląska. Ten złożył odwołanie, ale prawda jest taka, że wszyscy powinni je mieć w trąbie. Wrocławski klub z premedytacją łamał reguły, był ostrzegany, że je łamie, że spotka się z surową karą.
Spodziewał się klepania po głowie albo przytulasa?
CZYTAJ WIĘCEJ O CAŁEJ SPRAWIE NA WESZŁO:
- Radny Wrocławia oskarża Wisłę: Chcecie latać z maczetami po boisku!
- Zamieszanie wokół meczu Śląska z Wisłą. Policja wszczęła postępowanie
- Walkower na niekorzyść Wisły. Nie mogło być inaczej
- Ile miejskie spółki przelewały na Śląsk Wrocław? Szokujące kwoty
Fot. Newspix