Sarri zaskoczył. Nie zna swojego nowego piłkarza

Marcin Ziółkowski

10 stycznia 2026, 12:09 • 3 min czytania 1

Raczej wypada znać piłkarzy ściąganych do klubu (gdy jest się trenerem), ale nie w przypadku Maurizio Sarriego. Z wielką szczerością po ostatnim meczu ligowym przyznał, że nie wie, kto to jest Petar Ratkov – wzmocnienie jego drużyny za ośmiocyfrową kwotę. Między wierszami da się wyczuć, że nie jest to piłkarz, o którego prosił.

Sarri zaskoczył. Nie zna swojego nowego piłkarza
Reklama

Klub kupił Sarriemu napastnika. Problem w tym, że go nie zna

Lazio nie notuje w obecnych rozgrywkach najlepszych wyników. W tabeli Serie A Biancocelesti są dopiero na dziewiątej lokacie. Latem otrzymali transferowe embargo i mieli związane ręce. Sarri robił więc, co mógł, choć przy kilku kontuzjach brakowało mu ludzi do rotacji. Po roku poza grą do łask wrócił choćby Toma Basić.

Sytuacja zmieniła się zimą i po sprzedażach Valentina Castellanosa do West Hamu, a także Matteo Guendouziego do Fenerbahce zwolniło się trochę środków na wzmocnienia. Do drugiej linii zawitał Kenneth Taylor z Ajaksu, a do ataku – Petar Ratkov z Red Bulla Salzburg. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że… Sarri o tym drugim z dużą dozą szczerości wypowiedział się po meczu z Fiorentiną (2:2).

Reklama

Ratkov to piłkarz z Serbii, za którego Lazio zapłaci 13 milionów euro. Sarri powiedział po meczu dla DAZN bez ceregieli:

– Powiem po włosku, bo nie chcę być źle zrozumiany. Nie wiem, co powiedzieć. Dowiem się o jego mocnych i słabych stronach. Znajdę sposób, żeby to wykorzystać. Czy to wybór klubu? Najwyraźniej znają go o wiele lepiej niż ja. To nie kontrowersja, ale rzeczywistość.

– Nie znam go i to normalna sprawa, nie mam czasu oglądać ligi austriackiej. Nie jest przypadkiem, że kluby mają siedmiu czy ośmiu skautów, którzy śledzą tego typu ligi. W Chelsea takich ludzi było trzydziestu.

Według informacji zaprzyjaźnionego z Sarrim dziennikarza Alfredo Pedulli, Ratkov nie jest wyborem Sarriego na pozycję napastnika. Media donoszą, że za Castellanosa chciał on Giacomo Raspadoriego z Atletico Madryt.

Złotousty właściciel

W obronie trenera na jednej z konferencji stanął sam właściciel klubu. Claudio Lotito przyznał: – A kto znał Milinkovicia-Savicia gdy tu przychodził? Warto tu dodać, że młody Serb nabrał przekonania do transferu z uwagi na… rady wspomnianego pomocnika.

Milinković-Savić spędził wiele lat w Rzymie i stał się jednym z najlepszych piłkarzy na swojej pozycji w lidze włoskiej. Fanom Lazio wypada życzyć, aby słowa Lotito zestarzały się podobnie w kontekście Ratkova, a wypowiedź Sarriego po ostatnim meczu ligowym pozostała zabawną anegdotką na kolejne lata.

Prezydent klubu nie popisał się jednak, gdy w kontekście wzmocnień padło między dziennikarzami nazwisko Raspadoriego. Lotito na tę sugestię rzucił mediom w odpowiedzi: – A kim jest Raspadori? Maradoną? On nawet nie gra w Atletico. Zobaczymy wkrótce, kto będzie lepszy: on czy nasz nowy napastnik.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama