Reijnders o odejściu do Arabii Saudyjskiej. Xavi stanął w jego obronie

Marcin Ziółkowski

22 września 2026, 23:59 • 3 min czytania 1

Reklama
Reijnders o odejściu do Arabii Saudyjskiej. Xavi stanął w jego obronie

W ostatnich latach, Tijjani Reijnders stał się jednym z najbardziej znanych holenderskich piłkarzy. Po udanym czasie w Serie A przeniósł się do Manchesteru City, ale tam mu nie poszło. Od niedawna gra w Arabii Saudyjskiej, co wywołało duże zdziwienie kibiców. Reijnders w temacie przeprowadzki na Półwysep Arabski był jednak… rozbrajająco szczery. I to się ceni.

Reklama

Reijnders wyciska z kariery co się da

Tijjani Reijnders przebił się do piłkarskiego mainstreamu latem 2023, kiedy to mając 26 lat przeniósł się z AZ Alkmaar do Milanu. Na koniec rozgrywek był dodatkowo jednym z najlepszych Holendrów na EURO 2024. Rok później, po wicemistrzostwie Włoch i jeszcze lepszym sezonie – wylądował w Manchesterze City.

The Citizens wyjęli jednego z najlepszych piłkarzy włoskiej Serie A za około 60 milionów euro i w debiucie przywitał się z kibicami najlepiej, jak tylko się dało. Golem i asystą z Wolverhampton. Potem było już nieco gorzej. Na wiosnę Reijnders mocno spadł w hierarchii, dostawał mało minut od Pepa Guardioli, a po mundialu wicemistrzowie Anglii sprzedali go bez żalu do Al-Qadsiah w Arabii Saudyjskiej.

Reklama

Ruch ten co nieco zaskoczył. Choć nie jest to żadna z lig top5 to nowy selekcjoner Holendrów, a więc Xavi Hernandez nie widzi w tym problemu, aby powoływać go do drużyny narodowej. Podobnie kwestia ma się z Crysencio Summerville’em, który dołączył do Al-Hilal, choć był już o krok od Romy.

– To nie jest duży krok wstecz. Jeśli obejrzycie sobie ligę saudyjską, ona nie jest wcale słaba (…) To jest futbol na poziomie profesjonalnym. Jeśli radzą sobie dobrze i pasują do zespołu – w czym problem?

W sprawie gry w Arabii Saudyjskiej wypowiedział się sam Reijnders. Przyznał w rozmowie z Vandaag Inside, że planuje w mocnym stopniu zdywersyfikować swój talent, jakim dysponuje grając w piłkę nożną i wcale tego nie ukrywa. Choć brzmi to jakby wyjechał za pieniędzmi z marszu, to potrzebował jednak trochę czasu na decyzję.

– Dużo o tym myślałem. Nie spodziewałem się, że trafię do Arabii Saudyjskiej mając 28 lat. Po rozmowach z klubem i trenerem nabrałem jednak pozytywnego wrażenia. Choćby, że mogę się tam rozwinąć. Po wielu latach, nadal mogę wrócić do Europy. To było decydującym czynnikiem.

Reklama

Oczywiście, to też grało rolę [mówi się, że za pięć lat gry Reijnders może zarobić 100 milionów euro – MZ], w innym przypadku raczej byś się tam nie wybrał. To ma też uzasadnienie w kontekście transferu wewnętrznego w Anglii. Nie poszedłbym do klubu, w którym zarabiałbym mniej, oczywiście, że ta kwestia ma znaczenie.

– Nie chcę pracować po zakończeniu kariery. Po grze w City i tak bym nie musiał, a teraz mogę zadbać o to, żeby zadbać o kolejne generacje rodziny w tym względzie (…) Nie mam potrzeby kłamać w tym temacie. Myślę, że wielu ludzi uważa podobnie. „Jeśli moje wnuki mogą potem się za to utrzymać to dlaczego tego nie zrobić?”

Reklama

W Polsce podobne emocje wywoływała przeprowadzka Marcina Bułki do NEOM. Powątpiewano, czy jest choćby sens powoływania piłkarza grającego w Arabii Saudyjskiej. Jak widać, Jan Urban ufa byłemu bramkarzowi Nicei.

Reijnders w Saudi Pro League jest jednym z najważniejszych zawodników Al-Qadsiah. Jego zespół, który jest wspierany finansowo przez Aramco, w tabeli plasuje się na 4. miejscu po siedmiu kolejkach. Holender strzelił trzy gole w pięciu meczach.

 

Reklama

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama