Koniec serii Barcelony! Duża niespodzianka w San Sebastian

Wojciech Górski

18 stycznia 2026, 23:19 • 4 min czytania 16

Koniec serii Barcelony! Duża niespodzianka w San Sebastian

Jedenaście wygranych z rzędu i basta! Passa zwycięstw, którą FC Barcelona rozpoczęła pod koniec listopada właśnie się zakończyła. Stało się to niespodziewanie w San Sebastian, gdzie miejscowy Real pokonał Dumę Katalonii 2:1. Robert Lewandowski wszedł na boisko z ławki rezerwowych i był bliski zdobycia bramki.

Reklama

Ostatnia przegrana Barcelony? Trzeba cofnąć się do 25 listopada i meczu Ligi Mistrzów z Chelsea. Od tamtej pory zespół Hansiego Flicka kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa, wygrywając jedenaście kolejnych spotkań.

Wydawało się, że dziś będzie podobnie i faktycznie – z przebiegu spotkania Duma Katalonii pewnie nie zasłużyła na porażkę. Sędzia z różnych powodów nie uznał trzech zdobytych przez nią bramek, anulował przyznany rzut karny, a w innych sytuacjach cudów w bramce dokonywał Alex Remiro, wybrany później MVP spotkania.

Reklama

Ale to wystarczyło – grający ambitnie zespół Pellegrino Matarazzo wygrał 2:1, sensacyjnie pokonując lidera tabeli.

Robert Lewandowski znów zaczął spotkanie na ławce rezerwowych i pewnie trochę niepokojący może być fakt, że w ośmiu ostatnich spotkaniach tylko raz znalazł się w wyjściowej jedenastce. Pocieszające jest rzecz jasna to, że było to w najważniejszym spotkaniu – finale Superpucharu Hiszpanii z Realem Madryt, gdzie Lewy stanął na wysokości zadania strzelając gola. Dziś zastąpił bezbarwnego Ferrana Torresa i też był bliski trafienia do bramki, ale jego strzał w kapitalny sposób wybronił Remiro.

Real Sociedad pokonał Barcelonę

A nam wystarczyło właściwie 25 sekund, żebyśmy dostali małą zapowiedź tego, jak wyglądała będzie pierwsza połowa. Piłka zatrzepotała w siatce, sędzia zagwizdał, a VAR podpowiedział, że bramka nie zostanie uznana. Później ten scenariusz powtarzał się jeszcze trzykrotnie.

Za pierwszym razem postraszyli gospodarze. Podopieczni Pellegrino Matarazzo weszli w mecz bez kompleksów i bezpośrednio po rozpoczęciu spotkania zepchnęli Barcę do defensywy. Ładnie na lewej stronie odnalazł się Goncalo Guedes, dośrodkował, a Mikel Oyarzabal z bliskiej odległości skierował piłkę do bramki. Tu jednak nie było wątpliwości – napastnik był na pokaźnym spalonym.

Barcelona odpowiedziała w kolejnej akcji, gdy gola po podaniu Lamine’a Yamala mógł zdobyć Pedri, lecz świetnie w bramce zachował się Alex Remiro. W siódmej minucie golkiper był już bezradny, gdy strzałem z dystansu pokonał go Fermin Lopez, ale sędzia znów anulował bramkę. Tym razem (słusznie) dopatrzył się faulu Daniego Olmo na Takefusie Kubo, gdy Duma Katalonii odzyskiwała piłkę.

Nim minęło pół godziny Barcelona trafiała do bramki Remiro jeszcze dwa razy, ale wynik cały czas brzmiał 0:0. Za pierwszym razem na ofsajdzie był Frenkie de Jong, za drugim – Lamine Yamal. A oto spalony, który zabrał bramkę 18-latkowi:

Spalony Lamine'a Yamala

Trzy minuty później znów odgryzł się Real – i tym razem skutecznie. Tak jak w pierwszej minucie, choć tym razem z drugiej strony, znów dośrodkowywał Guedes i znów finalizował Oyarzabal. Joan Garcia przy mocnym strzale z pięciu metrów był bezradny, lecz VAR znów dość długo czekał z podjęciem finalnej decyzji. Ostatecznie uznano, że spalonego nie było, choć i tym razem decydowały centymetry.

Barcelona ruszyła więc do przodu, ale szczęście cały czas było po stronie gospodarzy z Sociedad. Najpierw, już w doliczonym czasie pierwszej połowy, Remiro fantastycznie interweniował po strzale Yamala, za chwilę 18-latek był pewny, że będzie miał okazję do rewanżu z jedenastu metrów. To Yamal był faulowany w szesnastce, a sędzia podyktował rzut karny. Za chwilę jednak go anulował, a powodu pewnie już się domyślacie. Tak jest, minimalny spalony.

Szansa Lewandowskiego po wejściu

Druga połowa też zaczęła się od mocnego ataku Barcelony i wydawało się już, że za chwilę dojdzie do wyrównania, gdy z bliskiej odległości niemal do pustej bramki strzelał Dani Olmo. Ale zamiast do siatki, trafił w słupek.

Po godzinie gry Hansi Flick zdecydował się na potrójną zmianę – boisko opuścił choćby niewidoczny dziś Ferran Torres, którego zmienił Robert Lewandowski. A razem z nim na placu gry pojawili się Marcus Rashford i wracający do Barcelony Joao Cancelo.

I już kilka minut po wejściu Lewandowski mógł doprowadzić do wyrównania. Z prawej strony dośrodkował Yamal, polski napastnik ładnie złożył się do strzału głową, a kibice Barcy poderwali się z miejsc. Ale radość była przedwczesna – Remiro popisał się doskonałym refleksem, parując strzał na poprzeczkę.

W jednej z kolejnych akcji sytuacja się powtórzyła. Znów dośrodkowywał Yamal, a tym razem w roli finiszera wystąpił Rashford. Anglik się nie pomylił, strzałem głową zdobywając w końcu wyrównującą bramkę.

Błyskawiczna odpowiedź Realu

Tyle że Duma Katalonii z remisu cieszyła się… niespełna 60 sekund. Real Sociedad po wznowieniu gry – tak jak na początku meczu – posłał piłkę pod pole karne Barcelony, źle w defensywie interweniował Cubarsi, doszło do zamieszania w szesnastce, które strzałem zamknął Goncalo Guedes. Trafił do bramki, gospodarze znów prowadzili!

Można domyślać się, jak wyglądał obraz gry po bramce na 2:1. Barcelona atakowała coraz gorliwiej, Sociedad broniło się coraz bardziej rozpaczliwie. Znów uśmiechało się do nich szczęście, bo po wrzutce Cancelo gola powinien strzelić Kounde – ale uderzenie zatrzymało się na poprzeczce.

Chwilę później z boiska za faul na Pedrim wyleciał Carlos Soler i Sociedad spotkanie kończyło w dziesiątkę. Ale najważniejsze, że kończyło zwycięsko. Niespodzianka, i to spora, po dziewięciu doliczonych minutach stała się faktem!

Real Sociedad – FC Barcelona 2:1 (1:0)

  • 1:0 – Oyarzabal 32′
  • 1:1 – Rashford 70′
  • 2:1 – Guedes 71′
16 komentarzy

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Hiszpania

Reklama
Reklama