Raków wziął i się rozpadł. Naprawdę nie ma życia po Papszunie [KOMENTARZ]

Antoni Figlewicz

19 października 2026, 12:24 • 6 min czytania 18

Reklama
Raków wziął i się rozpadł. Naprawdę nie ma życia po Papszunie [KOMENTARZ]

Przykra konstatacja dla Medalików, ale taka jest bolesna prawda. Odnoszący sukcesy Raków nie tyle był Rakowem, co po prostu Markiem Papszunem. Zespół i cały klub były na tyle mocno uzależnione od znanego z miłości do czapek z daszkiem trenera, że bez niego sypie się absolutnie wszystko. Gra wygląda źle, transfery wyglądają źle, wreszcie następcy aktualnego szkoleniowca Legii wyglądają tak, jakby pierwszy raz w ogóle się w ten biznes bawili. Kolejny z nich padł pod ciężarem papszunowego dziedzictwa i absolutnej beznadziei w częstochowskich gabinetach, które operują kompletnie bez mapy.

Reklama

Najważniejsze zdanie w tym tekście niech wybrzmi już na samym początku. Raków po 41 dniach pożegnał trenera, którego wcześniej wykupił z innego ekstraklasowego klubu. Kuriozum.

Ułóżmy to jednak chronologicznie, bo poważne problemy weszły do budynków klubowych częstochowskiego klubu już wcześniej. Łukasz Tomczyk miał być tym jedynym, skrupulatnie wyskautowanym, doskonale dopasowanym, choć nastawionym na nieco inne granie niż Marek Papszun. Wiele się w tej nominacji zgadzało, Tomczyk zbierał świetne recenzje w Bytomiu, ciągnęły się za nim dobre opinie jego podopiecznych. Sami pisaliśmy, że to po prostu ciekawy trener, który ma swoją filozofię zarządzania zespołem i może faktycznie zasługuje na postawienie pierwszego kroku w Ekstraklasie.

To on ma zastąpić Marka Papszuna w Rakowie. Historia Łukasza Tomczyka 

Potoczyło się to tak, że dostaliśmy z Częstochowy pierwszy wyraźny sygnał o zakończeniu projektu, który dawał całe mnóstwo powodów do chwalenia Rakowa. Bo był to nie tak znowu częsty przykład klubu budowanego z sensem, tak przynajmniej się wydawało. Teraz wiemy na pewno, że sens nadawał temu przede wszystkim Marek Papszun.

Reklama

– Zwalniając Łukasza Tomczyka na cztery mecze przed końcem sezonu, Raków Częstochowa odhaczył wszystkie punkty z bingo typowego polskiego klubu. A przecież miał to być projekt, który wyznacza nowe standardy w polskiej piłce – pisał na Weszło Kuba Białek niedługo po zwolnieniu Tomczyka. Dziś idziemy krok dalej. Raków zamiast wyznaczać nowe po prostu przyjął najgorsze stare standardy polskiej piłki. I teraz jeszcze je umacnia.

Łukasz Tomczyk - trener Rakowa

Łukasz Tomczyk

Raków kompletnie zagubiony. Teraz przeszedł sam siebie

Bo to że Tomczyka zastąpił awaryjnie Kroczek, nie było zaskoczeniem. To że za Kroczka na tydzień awaryjnie wskoczył Szulczek też nikogo nie zdziwiło. Bałagan, brak wizji i potrzeba potaplania się we własnym sosie, by ukryć ten niepokój. Raków już w ostatnich miesiącach miał prawo bać się, że to wszystko się posypało i nie ma odwrotu, ale jeszcze jakoś pudrował rzeczywistość, trochę dla własnego spokoju. Potem jednak pojawił się jakiś pomysł, a wraz z nim pewnie nadzieja na to, że da się budować piłkę w Częstochowie bez Marka Papszuna. Jeśli się da, to nie od razu i, jak widać, nie z Tomaszem Kaczmarkiem. Ale czy w ogóle się da?

Reklama

To o tyle niesamowita historia, że całą króciutką kadencję byłego trenera Radomiaka poprzedziła wielka szopka z wyciągnięciem go z Radomia. Niech to dobrze wsiąknie, powtórzmy – Raków WYKUPIŁ trenera ligowego rywala. Dla mnie to dowód na to, że Kaczmarek był zdecydowanie lepszym wyborem od wszystkich kontrkandydatów i różnica była na tyle znacząca, że warto było dorzucić do tego biznesu jeszcze kilka groszy dla Radomiaka. I wiecie co? Ten wybór obronił się przez całych pięć spotkań. PIĘĆ SPOTKAŃ – niech i to wsiąknie.

Raków przeszedł drogę z naprawdę świetnie zarządzanego klubu, do klubu zarządzanego koszmarnie w… no szybko ją przeszedł, po prostu. Wszystkie braki obnażył moment, w którym Częstochowę opuścił Marek Papszun i nawet nie dyskutujcie z tą tezą. Co jednak, jeśli te luki istniały wcześniej, były znaki, rysy na wizerunku, a wszystkie je ukrywał trener osiągający z Rakowem świetne wyniki i mający wpływ na pracę klubu jak żaden inny ekstraklasowy szkoleniowiec? Zostawiamy to pytanie bez odpowiedzi, dziś dopuszczamy taką myśl, że Raków wszystkich nas nabrał.

Tomasz Kaczmarek

Reklama

Ostatnie podrygi? Raków na kursie ku katastrofie

W ogóle bardzo smutno patrzy się na Medaliki, jeśli zbierzemy wszystko do kupy. Póki zgadzały się wyniki, to jakoś się to wszystko lepiło. Teraz brakło także wyników, więc na czoło wysuwa się coraz bardziej rozpaczliwa (choć nadal słuszna) walka o nowy stadion, coraz bardziej ciążąca Rakowowi aktualna, mało wyjściowa infrastruktura. Ciążą też piłkarze, z których coraz trudniej cokolwiek wykrzesać i ciąży wreszcie dziedzictwo Marka Papszuna, który kadrę miał zbudowaną całkowicie pod siebie, a praca Tomczyka i później Kroczka niektóre z działających wcześniej mechanizmów, przy błogosławieństwie z góry, podważyła, co teraz pośrednio prowadzi do sportowej katastrofy.

Katastrofy, pod którą podpisuje się również Tomasz Kaczmarek. Bo może i wygrał dwa mecze, ale Rakowa nie odmienił. I już nie odmieni.

Bilans trenerów Rakowa prowadzących zespół po odejściu Marka Papszuna do Legii:

  • Łukasz Tomczyk – 17 spotkań – 6 wygranych, 5 remisów, 6 porażek – pożegnany po przegranym finale Pucharu Polski – 1,42 punktu na mecz w Ekstraklasie;
  • Dawid Kroczek – 14 spotkań – 6 wygranych, 2 remisy, 6 porażek – pożegnany po 4. kolejce sezonu, po czterech ligowych porażkach – 1,13 punktu na mecz w Ekstraklasie;
  • Dawid Szulczek – 2 spotkania – 0 wygranych, 0 remisów, 2 porażki – trener tymczasowy, przegrał z dwoma trudnymi rywalami (Lechem i Górnikiem) – 0,00 punktu na mecz w Ekstraklasie;
  • Tomasz Kaczmarek – 5 spotkań – 2 wygrane, 0 remisów, 3 porażki – jego kadencja trwała niewiele ponad miesiąc – 1,20 punktu na mecz w Ekstraklasie.

Żaden, ale to absolutnie żaden z tych trenerów nie udowodnił, że ekipa Rakowa nadal nadaje się do czegokolwiek. I teraz opcje są trzy. Albo trzech gości (na upartego nawet czterech), znających się co najmniej jako tako na swojej robocie, okazało się totalnymi dyletantami i w Częstochowie mieli wielkiego pecha trafiając właśnie na nich. Albo drużyna Rakowa nadaje się co najwyżej do tarcia chrzanu, czego po jej występach w tym sezonie wykluczyć nie można.

Reklama

Albo najlepiej wskazać opcję trzecią – nikt u góry nie ma pomysłu na Raków, bo wcześniej pomysł oferował w pakiecie swoich zalet Marek Papszun. Teraz? Nie wiadomo co, kto, jak i gdzie. Nic nie wiadomo.

Michał Świerczewski

Michał Świerczewski

Na ratunek Szwarga. Nie zazdrościmy mu ani trochę

Na koniec jeszcze plotka łącząca z Rakowem jedynego, który w miarę przyzwoicie sprawdził się w roli budującego na papszunowym fundamencie. Gdy w Częstochowie nastąpiło pierwsze bezkrólewie zespół, u jego absolutnego szczytu, przejął Dawid Szwarga, który finiszował w lidze poza pucharami, ale też otarł się też o awans do Ligi Mistrzów. W tamtym momencie dostał zadanie trochę za trudne względem swojego trenerskiego doświadczenia, ale jeśli ktokolwiek choć częściowo obronił się w roli następcy Marka Papszuna, to chyba tylko on.

Reklama


Teraz, zgodnie z doniesieniami Marcina Borzęckiego, Szwarga znów miałby spróbować swoich sił w Częstochowie. Z jednej strony rozumiemy taki kierunek, z drugiej – nie można oprzeć się wrażeniu, że dla Michała Świerczewskiego i spółki istnieją tylko trenerzy z tego jednego słynnego zdjęcia grupy Deductor i przyjaciół. No i Marek Papszun, oczywiście. Raz jeden wyszedł Raków ze swojej banieczki, zatrudnił Kaczmarka i cyk – rozstanie po pięciu meczach, wracamy do ustawień fabrycznych.

Czy jednak ustawienia fabryczne nadal są w wypadku Rakowa odpowiednimi? Tu mamy już spore wątpliwości i nie będziemy szukać żadnej analogii pomiędzy pierwszą kadencją Szwargi, a potencjalną kolejną. Wówczas inny był Raków i inny był sam Szwarga, to musiało grać zupełnie inaczej. Teraz?

Reklama

Teraz dostaliśmy aż za dużo dowodów na to, że to RKS na początku pełnej nazwy klubu z Częstochowy rozwija się do Rozrywkowy Klub Sportowy. Jeśli nie Rozwalony. To już dawno nie jest przyjazne środowisko do rozwoju, teraz to pole bitwy o utrzymanie, na którym łatwo o zebranie kilku poważnych ran, a nie wielki sukces. Nie zazdrościmy nikomu, kto stanie przed wyzwaniem odbudowania Rakowa. Bo że jest co odbudowywać, to widać gołym okiem.

Fot. Newspix

18 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama