PZN przyznał się do błędu. Ale też znów się skompromitował [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

25 stycznia 2026, 18:03 • 8 min czytania 5

PZN przyznał się do błędu. Ale też znów się skompromitował [KOMENTARZ]

Warto interweniować i pisać o sprawach, w których ktoś nie stosuje się do zasad i sportowcowi robi się krzywdę. Tak było w przypadku alpejki Anieli Sawickiej, skreślonej z listy na zimowe igrzyska, mimo że powinna się tam znaleźć. Dziś Polski Związek Narciarski, również pod wpływem presji mediów (m.in. artykułu na Weszło), zmienił swoją decyzję. Niestety, okoliczności tej zmiany nie świadczą dobrze o związku. Druga z zawodniczek zrezygnowała ze startu w igrzyskach, ale czy była to tylko jej decyzja? Jak wytłumaczyć, że trzej działacze nawet w tak oczywistej sprawie wstrzymują się od głosu? Jeden z tej trójki publicznie deprecjonuje Sawicką, a jednocześnie okazuje się, że „gościem” na posiedzeniu zarządu był człowiek, będący w związku szarą eminencją. Witajcie w świecie PZN.

Reklama

Na początek harmonogram zdarzeń. W czwartek 22 stycznia Polski Związek Narciarski podał listę sportowców, którzy mają wziąć udział w nadchodzących zimowych igrzyskach olimpijskich. Media początkowo skupiły się na skoczkach narciarskich, tymczasem w narciarstwie alpejskim, wśród pań, obok Maryny Gąsienicy-Daniel, a więc pewniaczki, znalazła się młoda Nikola Komorowska. Wieczorem emocjonalny post na Facebooku opublikował pan Marcin, ojciec pominiętej Anieli Sawickiej. Napisał w nim, że według wytycznych, przyjętych przez związek, to jego córka powinna zostać wybrana. I miał rację. Media coraz bardziej zaczęły interesować się sprawą. Najpierw pogłębiony tekst na ten temat napisał serwis Sport.pl, a po południu artykuł o sprawie Sawickiej ukazał się na Weszło.

Swoje zaniepokojenie wyraził Polski Komitet Olimpijki, prosząc PZN o wyjaśnienie. W kuluarach słyszeliśmy, że PKOl ma prawo zmienić tę decyzję (to ta organizacja w poniedziałek ostatecznie zatwierdza skład kadry – przyp. red.) i rozważa wykonanie tego kroku. Federacja narciarska w tym momencie znalazła się pod ścianą, bo była zewsząd atakowana (i słusznie). Gdyby interweniował PKOl, to on zyskałby wizerunkowo, a zarządzany przez Adama Małysza związek jeszcze więcej by stracił.

Reklama

Trzeba było działać.

Czy Nikola Komorowska sama zrezygnowała z igrzysk? Dziwna kolejność zdarzeń

Tymczasem najpierw dowiedzieliśmy się, że Nikola Komorowska zrezygnowała z udziału w igrzyskach. Oto fragment jej oświadczenia przesłany do Interii: „Podjęłam jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu sportowym. Fala niesprawiedliwych ocen i ataków, które uderzyły bezpośrednio we mnie jako zawodniczkę i człowieka, przybrała niewyobrażalną i niespotykaną jak dotąd skalę. Poszczególne media i portale publiczne, w tym największe i w teorii uznawane za obiektywne, prześcigały się w tworzeniu i udostępnianiu jednostronnych artykułów”.

Z jednej szkoda tej dziewczyny, bo rzeczywiście stała się w tej sytuacji ofiarą, ale z drugiej pisanie o niesprawiedliwych atakach i obwinianie mediów uznawanych za obiektywne za jednostronne artykuły jest w tej sytuacji trochę żenujące.

Ale zostawmy to.

Niedługo później reaguje związek i dowiadujemy się, że PZN zmienił uchwałę z czwartku i to jednak Aniela Sawicka będzie reprezentować we Włoszech Polskę w narciarstwie alpejskim. Trzeba pochwalić federację za przyznanie się do błędu, co zdarza jej się wyjątkowo rzadko. Ale jednocześnie, zamiast bezrefleksyjnie kupować tę kolejność zdarzeń i narrację, spójrzmy na okoliczności – nagle okazuje się, że zmiana uchwały nastąpiła… wczoraj (24 stycznia). Czyli, uwaga, trzeba się skupić – kolejność tak naprawdę jest następująca: PZN naprawia swój błąd, zmieniając uchwałę. Mija kilkanaście godzin. Oświadczenie młodej alpejki pojawia się na Interii. I dopiero wtedy związek publikuje podjętą uchwałę.

Wierzycie w bajki? Ja niekoniecznie. Jak my w takich okolicznościach mamy wierzyć w to, że zawodniczka rzeczywiście postanowiła sama zrezygnować, tylko dlatego, że zetknęła się z ogromnym hejtem? Jakie mamy podstawy, by utrzymywać, że nie została przez nikogo do napisania tego typu oświadczenia „nakłoniona?”.

Polski Związek Narciarski pisze o trosce o rozwój dyscypliny. Przecież to brzmi jak żart

Idźmy dalej, bo tak naprawdę związek z jednej strony przyznał „zrobiliśmy źle”, a jednocześnie znów się skompromitował. Czytam uchwałę zmieniającą decyzję. Fragment: „Zarząd pragnie podkreślić, że wcześniejsza uchwała dotycząca składu Kadry Narodowej – zarówno w tej, jak i w każdej innej dyscyplinie – była podyktowana wyłącznie troską o rozwój narciarstwa oraz dążeniem do jak najlepszych wyników sportowych zawodników reprezentujących Polskę. Zarząd pragnie stanowczo podkreślić, że nie stały za nią żadne inne motywy. W tej dyscyplinie poziom obu zawodniczek jest bardzo zbliżony, co spowodowało, że decyzja co do składu była trudna”.

Aniela Sawicka

Aniela Sawicka na trasie dzisiejszego slalomu (25 stycznia) 

Piękne. Czyli tak – szefowie związku przyznają, że złamali prawo, ale jednocześnie podkreślają argument (podobny poziom!), który sprawił, że stali się ślepi i nie widzieli panujących zasad. A pisanie o trosce o rozwój narciarstwa? Wzruszyłem się, Wy pewnie też. Tak się „zatroszczyli”, że w imię partykularnych interesów skrzywdzili obie zawodniczki. Przede wszystkim Sawicką, która zadebiutowała w Pucharze Świata, w slalomie w Szpindlerowym Młynie, a wcześniej przez kilkadziesiąt godzin albo płakała, albo nie mogła spać.

Trzech działaczy Polskiego Związku Narciarskiego wstrzymało się od głosu

Myślicie, że nasi szanowni działacze zrozumieli swój błąd i byli jednomyślni, że trzeba go naprawić? A skąd! Za zmianą uchwały głosowało czterech, przeciwko żaden, ale trzech działaczy wstrzymało się od głosu. A konkretnie panowie: Wojciech Gumny, Rafał Kot i Marek Pach.

Jakoś tak dziwnie się składa, że mówimy o osobach ze środowiska zakopiańskiego, w którym bardzo duże wpływy ma Andrzej Kozak – prezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego. Człowiek, który był nie tak dawno temu wiceprezesem PZN, ale został nieco usunięty w cień, gdy wchodziła ustawa dezubekizacyjna. Zadziwiająca koincydencja, prawda? Teraz, jak słyszę od osób ze środowiska, jest ciągle szarą eminencją związku i również w sprawie Sawickiej i Komorowskiej to on mocno pociągał za sznurki.

I tak to się kręci.

Rafał Kot zresztą nawet nie zamierza kryć swoich przemyśleń w tej sprawie. W programie „Trzecia Seria” na antenie TVP Sport powiedział m.in.: – Wylało się wiadro pomyj. Jeszcze nie widziałem takiego hejtu, przede wszystkich na Tatrzański Związek Narciarski, bo stamtąd jest Komorowska. Chciałem powiedzieć jednoznacznie tym wszystkim hejterom – wiemy, kto to jest, nie będę wymieniał nazwisk – że Komorowska przeszła w głosowaniu, różnymi głosami, a hejt wylał się tylko na Zakopane, bo jest stąd. Uważam, że Nikolę powinno się też przeprosić. Ta fala hejtu wylała się na TZN i Polski Związek Narciarski, a to wcale nie było tak, jak jest przedstawiane.

Rafał Kot

Rafał Kot

I może jeszcze drugi cytat z Rafała Kota (ten sam program): – Na igrzyskach będzie prawie 100 zawodniczek. Wiadomo, Aniela Sawicka nie ma żadnych szans, żeby zjechać do trzydziestki. Będzie to jeden przejazd, koniec.

Co do pierwszej wypowiedzi – chyba wszyscy widzą, że to klasyczne odwracanie kota ogonem (gra słów przypadkowa) i próba zrobienia z organizacji, która ewidentnie dała ciała, ofiary hejtu. Wątpię, by ktoś to kupił.

W przypadku drugiej bardzo słabe jest już samo mówienie o zawodniczce, wysyłanej na igrzyska przez związek, w ten sposób. Deprecjonowanie jej. Ale niech przemówią fakty – w najświeższym slalomie w Szpindlerowym Młynie Sawicka, mająca za sobą płacz i bezsenne noce, startowała z numerem 62. Zajęła świetne w tych okolicznościach 38. miejsce ze stratą 0,43 s do czołowej trzydziestki. Na igrzyskach, gdzie może startować mniej zawodniczek z konkretnego kraju, taki przejazd dałby pozycją tuż za trzydziestką.

Tak prezentuje się alpejka, która „nie ma żadnych szans, żeby zjechać do trzydziestki”? Nie mówiąc już o tym, że działacz zapowiada jeden przejazd, a przecież w slalomie nawet te, które zajmują – dajmy na to 35. miejsce – występują również w drugim przejeździe.

Co tak naprawdę zarekomendował trener główny? Słowa działacza kontra protokół

A jak prezentuje się Sawicka w porównaniu z alpejkami, które reprezentowały Polskę w slalomie na poprzednich igrzyskach? To opisuje w tym miejscu Wojciech Nowakowski:

Gdy napisałem tekst o sprawie Sawickiej, dostałem sporo komentarzy i wiadomości. Trochę osób pisało w stylu: „A jakie to tak naprawdę ma znaczenie, która pojedzie, skoro obie będą turystkami?”. Absurdalne myślenie. Po pierwsze, powinniśmy przecież kierować się zasadami, przyjętym prawem. Po drugie, mógłbym w tym miejscu podać setki przykładów, jak ktoś, kto później osiągnął bardzo wysoki poziom, prezentował się w swoich pierwszych igrzyskach. Nie zawsze był wysoko, często były to niskie lokaty. I, po trzecie, co już pokazałem wyżej, Sawicka ma większy potencjał niż niektórym się zdaje.

Kot powiedział też w TVP Sport, że Marcin Orłowski, trener główny w narciarstwie alpejskim, przedstawił dwa składy. Jeden z Sawicką, drugi z Komorowską. Sam, pisząc wcześniejszy tekst, usłyszałem, że szkoleniowiec, pracujący z Maryną Gąsienicą-Daniel, skłaniał się do wysłania na igrzyska nie Nikoli, a Anieli. Tę wersję potwierdza też protokół PZN-u. Poniżej jego fragment:

„Trener Marcin Orłowski rekomenduje według dwóch kluczy – FIS i PZN. 1. Maryna Gąsienica-Daniel; 2. Aniela Sawicka; 3. Nikola Komarowska. W zakresie miejsc 2 i 3 trener przedstawia szczegółowe uzasadnienie. Dyrektor Sportowy wskazuje, że przychyla się do rekomendacji trenera”.

Pomieszanie z poplątaniem.

Andrzej Kozak był gościem na posiedzeniu zarządu PZN

W tym wszystkim jest jeszcze jeden ciekawy wątek. PZN zaprezentował protokół z posiedzenia zarządu z czwartku, czyli z dnia, kiedy podjęto decyzję o wysłaniu na igrzyska Komorowskiej. W zakładce „obecni” – siedmiu członków zarządu. Bez zaskoczeń. Ale później mamy zakładkę „goście”, a tam pięć nazwisk, w tym… pan Andrzej Kozak.

Andrzej Kozak (z prawej)

Andrzej Kozak (z prawej)

Jak wiele mieli do powiedzenia ci tajemniczy goście?

Mieli głos doradczy?

Mogli wpływać na członków zarządu?

Byłoby miło, gdyby ktoś odpowiedział na te pytania.

Na razie mamy wielkie zamieszanie w mediach, dwie skrzywdzone zawodniczki, które nie mogą skupić się na sporcie i dziwne okoliczności przyznania się do błędu oraz zmiany decyzji.

A Andrzej Kozak siedzi sobie spokojnie w Zakopanem i ma komfort, bo nie on ponosi odpowiedzialność za cały ten bajzel.

JAKUB RADOMSKI 

WIĘCEJ O INNYCH SPORTACH NA WESZŁO:

 

 

 

5 komentarzy

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama