Zmiana w obronie naszej reprezentacji na mecz ze Szwecją była spodziewana i raczej nie byliśmy zaskoczeni, że Przemysław Wiśniewski zastąpił Tomasza Kędziorę. Stoper Widzewa Łódź miał dodać nam wzrostu i siły w pojedynkach z Viktorem Gyokeresem. I długo plan Jan Urbana się sprawdzał.
Gyokeres generalnie nie miał lekko z naszą defensywą. Cóż jednak z tego, skoro w 88. minucie w olbrzymim zamieszaniu pod naszą bramką to właśnie snajperski instynkt napastnika Arsenalu przesądził o triumfie Szwedów.
Wiśniewski niemal do końca miał lepszą pozycję niż rywal, żeby powalczyć o piłkę, ale był tu znacznie mniej pazerny i finalnie Gyokeres wręcz zdemolował Polaka, a potem trafił do siatki. Oczywiście mowa o ostatnim akcie w całej sekwencji polskich błędów, jednak sytuacja była jeszcze do uratowania. Tej straty już nie potrafiliśmy odrobić.
W taki sposób Viktor Gyokeres pozbawił nas marzeń o mundialu… pic.twitter.com/1G7mKdnmF4
— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 31, 2026
Przemysław Wiśniewski grał nieźle ze Szwecją. Do 88. minuty
Wcześniej Wiśniewski dość dobrze wypełniał swoje zadania w defensywie. Z rosłym snajperem Szwedów toczył wyrównane boje i kilka razy był w stanie go przepchnąć lub przynajmniej spowolnić jego działania. Bardzo dobrze też wspomógł Bednarka w 86. minucie – Gyokeres już w zasadzie uciekł obrońcy Porto po obróceniu się, jednak Wiśniewski natychmiast wybił mu piłkę.
Niepokojące było głównie to, że parę razy wychodząc wyżej nie przejmował piłki i Szwedzi utrzymywali tempo akcji. Na szczęście nigdy nie kończyło się to czymś groźniejszym. Bywało, że Wiśniewski wyjściowo został już minięty, ale potem dzięki swojej szybkości doganiał rywala.
Zawodnik Widzewa, ustawiony w roli pół-prawego stopera, miał też asekurować Matty’ego Casha. Tak było chociażby w 36. minucie, gdy poszedł wyżej do boku i pomógł koledze, ostatecznie faulując Gudmundssona, ale dzięki temu w zarodku zakończyliśmy atak gospodarzy na połowie boiska.

Czasami szło to w drugą stronę. W 70. minucie stoper Widzewa nie przeciął górnego podania (sędziemu zgłaszał faul) i mogło być niebezpiecznie, ale zablokowaliśmy gospodarzom dostęp do piłki, która wyszła za linię końcową.
Chwilę przed zaasekurowaniem Casha Wiśniewski popełnił swój największy błąd w rozegraniu. Atakowaliśmy pozycyjnie na połowie przeciwnika i spróbował dość łatwego prostopadłego podania, ale było ono bardzo niedokładne. Znów jednak obyło się bez konsekwencji – przejęliśmy piłkę szybko, zostając z nią na połowie Szwedów. W pozostałych przypadkach nasz stoper nie podejmował większego ryzyka, choć bywało, że nawet te proste podania nie były dopieszczone i od razu było wiadomo, że adresat znajdzie się pod dużą presją.
Przy pierwszym i drugim straconym golu trudno się czepiać Wiśniewskiego. Zachowywał krycie, był przy swoim zawodniku, to inni dali się wyprowadzić w pole.
Statystyki? 1/4 w pojedynkach na ziemi i 3/5 w powietrzu. Sześć wybić, po jednym przechwycie, odbiorze i wślizgu. W podaniach 52/59.
Gdyby nie ta 88. minuta, mówilibyśmy o solidnym występie. A tak po prostu Wiśniewski był chyba odrobinę lepszy niż pozostali stoperzy, ale nadal nie na tyle dobry, żeby całościowo go pochwalić.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Jaka piękna katastrofa…
- Sędzia okradł Polskę z karnego? Lyczmański komentuje
- Polsko-szwedzki agent: Te słowa w Lechu zmieniły Karlstroema [WYWIAD]
- Lepsza liga, lepsza kadra. Szwecja ma talenty, ale Polska z nią wygrywa
- Bohater z drugiego szeregu. Uwaga nie tylko na Gyokeresa
- Ze Szwecją mu do twarzy. Jak Potter ożywił klub, którego nikt nie lubił
- Prawie 100 lat i 10 prób. Nie ma na świecie drugiej takiej klątwy
Fot. FotoPyK