Grand Prix Australii miało być nie tylko inauguracją sezonu 2026 w Formule 1, ale też początkiem zupełnie nowej ery królowej motorsportu. Po zmianach technologicznych nikt nie był bowiem do końca pewny, jak wyglądać będzie układ sił w stawce. I choć co nieco powiedziały nam już wczorajsze kwalifikacje, to dopiero sam wyścig potwierdził, że to Mercedes i Ferrari będą – przynajmniej na razie – najmocniejsze. Z naciskiem na brytyjską ekipę.
F1. Mercedes z dubletem na inaugurację sezonu
O co chodzi z nową erą technologiczną? Cóż, F1 co kilka czy też kilkanaście lat wprowadza różnorakie innowacje. Czasem po to, by faktycznie dostosować bolidy do zmieniających się czasów, ale bywa i tak, że powodami są a to zbyt duża dominacja jednej ekipy, a to zewnętrzne naciski. W tym przypadku w grę wchodziło… właściwie wszystko. I wiele – jak pisaliśmy w tekście o Cadillacu (to kolejna zmiana: amerykańska ekipa i Audi są nowymi zespołami w stawce) – faktycznie się zmieniło:
„Odchodzi się od systemu DRS, a od 2026 roku samochody otrzymają aktywną aerodynamikę w obu skrzydłach. Zamiast DRS-u z kolei pojawi się tak zwany tryb wyprzedzania, pozwalający atakować kierowców przed danym zawodnikiem. Zmienią się też jednostki napędowe, bo niemalże podwojona zostanie w nich moc elektryczna (silniki w F1 są napędzane zrównoważonym paliwem), a to w efekcie zmusiło zespoły do poszukiwania rozwiązań w zakresie pracy turbiny. Inaczej wyglądać ma również sama konstrukcja bolidów. Skrócono rozstaw osi, zmniejszono też szerokość, spadła również masa minimalna. Bolidy – taki jest plan – mają być po prostu zwinniejsze… ale może też wystąpić problem z dociskiem, bo ten będzie mniejszy. W gruncie rzeczy więc dużo więcej ma zależeć od kierowców. Ale wiecie, oni muszą mieć dobrą maszynę, by o cokolwiek walczyć”.
CZYTAJ TEŻ: CADILLAC RUSZA NA PODBÓJ F1. „ZACZYNALIŚMY Z NICZYM”
Paradoksalnie w lepszej sytuacji wobec tych zmian były ekipy, które w zeszłym sezonie nie walczyły o mistrzostwo – bo mogły w dużej mierze skupić się na tym, by szykować się do tego sezonu. Red Bull i McLaren – który ostatecznie wygrał podwójnie, bo i wśród konstruktorów, i wśród kierowców – musiały mieć w głowie sezon 2025. I może stąd na starcie tego obie te ekipy miały swoje problemy. Red Bull już wczoraj, bo w kwalifikacjach wypadek zaliczył Max Verstappen, który kompletnie utracił kontrolę nad bolidem. A McLaren dziś, bo – ku rozpaczy miejscowych kibiców – na okrążeniu rozgrzewkowym z toru wypadł Oscar Piastri.
Oscar Piastri has crashed and is OUT of the Australian Grand Prix before it begins 😮#F1 #AusGP pic.twitter.com/5prGby7dNC
— Formula 1 (@F1) March 8, 2026
Czyli stawka faworytów do wysokich miejsc przerzedziła się dość szybko.
Strategia Ferrari nie zadziałała. A ta Mercedesa tak
Zresztą Grand Prix Australii prędko – bo na pierwszych 20 kółkach – pochłonęło jeszcze Valtteriego Bottasa, Nico Hulkenberga, Isacka Hadjara (awaria silnika, bolidy ze stajni Red Bulla nie miały swojego weekendu) oraz Fernando Alonso, ale to akurat rzecz spodziewana, bo Aston Martin przygotował taki bolid, który… nie był w stanie przejechać całego Grand Prix, a przynajmniej nie w sposób bezpieczny dla zdrowia kierowcy. Wielu kierowców wypadało więc z rywalizacji. A co z tymi, którzy w niej pozostali?
Jeśli o nich chodzi, to zachwycić mogła przede wszystkim walka na starcie. Znakomicie ruszył bowiem do ataku Charles Leclerc, który objechał wszystkich rywali, jakich miał przed sobą, w tym oba Mercedesy. Potem Monakijczyk walczył z George’em Russellem i wydawało się, że obaj kierowcy próbują w pełni zrozumieć możliwości swoich bolidów z nowymi systemami zarządzania energią. Wzajemne wyprzedzania nie należały bowiem do rzadkości, finalnie jednak górą w tym starciu był Leclerc.
I może nawet jechałby po zwycięstwo, ale wtedy rozbił się Hadjar. Kierowcy Mercedesa zjechali do pit stopu pod wirtualną neutralizacją. Ferrari – choć Lewis Hamilton na to nalegał – nie zawołało do alei żadnego ze swoich kierowców. Czas pokazał, że był to błąd… i to podwójny, bo włoska ekipa nie skorzystała też z awarii Bottasa i kolejnej neutralizacji. Gdy wreszcie więc obaj pojawili się na zmianie opon, to Mercedes znalazł się na czele. I Russell oraz Andrea Kimi Antonelli swoich miejsc już nie oddali, przejeżdżając całe Grand Prix na jeden pit stop.
GEORGE RUSSELL WINS IN MELBOURNE! 🏆👏
An incredibly strong drive from the Mercedes driver to lead home a 1-2 for the team 🤩#F1 #AusGP pic.twitter.com/8rHtSsFREe
— Formula 1 (@F1) March 8, 2026
Strategia Mercedesa okazała się zwycięska. Ta Ferrari… no cóż, niczego nie zawaliła, ale też nie pozwoliła walczyć o wygraną. Włoska ekipa musiała zadowolić się podium Charlesa Leclerca.
Najlepsza „10” Grand Prix Australii:
- George Russell (Mercedes)
- Andrea Kimi Antonelli (Mercedes)
- Charles Leclerc (Ferrari)
- Lewis Hamilton (Ferrari)
- Lando Norris (McLaren)
- Max Verstappen (Red Bull Racing)
- Oliver Bearman (Haas)
- Arvin Lindblad (Red Bull Racing)
- Gabriel Bortoleto (Audi)
- Pierre Gasly (Alpine)
Fot. Newspix
Czytaj więcej o motorsporcie na Weszło:
- Max Verstappen to najlepszy kierowca wszech czasów w F1 – fakt czy opinia?
- Roman Biliński: Marzenie? Wciąż jest nim mistrzostwo F1
- Gdy Formuła 1 oszalała. Szpiedzy, konflikty i mistrzostwo Raikkonena