Pożegnanie Xabiego Alonso z Realem Madryt wzbudziło w kraju niedawnych pracodawców Baska falę oburzenia. Choć co do diagnozy panuje zgodność: Alonso poległ w starciu z ego gwiazdorów, niemieckie media zauważają, że były trener Bayeru Leverkusen był w Madrycie zupełnie osamotniony. Nie mógł liczyć na wsparcie Florentino Pereza dla którego „liczą się tylko gwiazdy”, a zakończenie współpracy wysyła w świat „fatalny sygnał”.
Stawiasz 2 zł na Real Madryt z Albacete i zgarniasz bonus 300 zł jak trafisz -> kliknij po szczegóły
Xabi Alonso w Niemczech wciąż cieszy się ogromnym szacunkiem i wielką sympatią. Być może, sądząc po ostatnich wydarzeniach, nawet większą niż w Hiszpanii.
W kraju naszych zachodnich sąsiadów nie brakowało osób, które w niedzielny wieczór ściskały kciuki za zwycięstwo Realu Madryt, tylko dlatego, że wciąż dobrze życzą Xabiemu i doceniają go jako trenera. I to pomimo tego, że spod byka patrzą na strojących fochy i kwestionujących pozycję trenera gwiazdorów Realu.
Niemieckiej sympatii do Baska trudno się dziwić. To w końcu on dokonał tego, na co czekał cały kraj – po latach strącił z piłkarskiego szczytu Bayern Monachium. I to dokonał tego w absolutnie fantastycznym stylu. Najpierw przejął rozbity Bayer Leverkusen w strefie spadkowej, awansował z nim do europejskich pucharów, a później zdobył tytuł, wygrywając Bundesligę bez ani jednej porażki.
Tym spektakularnym triumfem zaskarbił sobie szacunek całych Niemiec. I to w wyjątkowy sposób, bo nie wyłączając Bawarczyków. Ci od dawna podziwiali Alonso, który przecież swego czasu udanie reprezentował Bayern jako piłkarz, i natychmiast zaproponowali mu pracę u siebie. Xabi odmówił, ale obie strony, także podczas boiskowej rywalizacji, do końca zachowywały klasę.
Xabi Alonso odchodzi z Realu Madryt. „Niegodne widowisko”
Klasy zabrakło z kolei piłkarzom Realu Madryt. Phillip Arens, korespondent Bilda, który przez trzy lata odpowiadał za pracę przy Bayerze Leverkusen Xabiego Alonso, nazwał nawet ostatnie wydarzenia: „Niegodnym widowiskiem”, wcale nie mając na myśli przebiegu niedzielnego spotkania.
Niemieccy eksperci są zgodni, co do dość oczywistej diagnozy niepowodzenia Baska w Madrycie: Alonso poległ w starciu z wybujałym ego gwiazdorów Realu. A scena, w której Kylian Mbappe pokazuje, by wbrew zaleceniom trenera drużyna zeszła do szatni, jest symbolicznym podsumowaniem przyczyny odejścia Xabiego.
Niklas Baumgart z redakcji Kickera twierdzi nawet, że taki scenariusz i tak był już nieuchronny. I nawet gdyby Alvaro Carrearas w doliczonym czasie gry zdobył wyrównującą bramkę, przełożyłby jedynie pożegnanie Alonso z Madrytem. O dwa, trzy, może cztery tygodnie.
„Xabi Alonso zbyt wcześnie ugiął się pod naporem skonsolidowanego i przez to potężnego składu, który przez lata nie musiał przejmować się ani zwiększoną intensywnością, ani bezwzględną dyscypliną taktyczną pod wodzą Carlo Ancelottiego” – analizuje korespondent Kickera. Dodaje też, że próby wdrażania pomysłów Alonso było widać przede wszystkich na początku sezonu i podczas Klubowych Mistrzostw Świata. Później Bask miał iść na kompromis z piłkarzami, co tylko osłabiło jego pozycję w szatni.
„Były trener Leverkusen mógł skuteczniej postawić na swoim, wybierając zawodników bardziej na podstawie zaangażowania i wyników, niż nazwisk i osiągnięć. Ale oczywiście, łatwiej powiedzieć, niż zrobić” – dodaje Baumgart.
„Perez postrzega trenerów jako zło konieczne”
Szerszą perspektywę przedstawia Bild, zauważając, że wprowadzającemu zmiany Alonso zabrakło wsparcia ze strony prezesa oraz klubowych działaczy. Szkoleniowiec był w swojej walce osamotniony, przez co skazany na porażkę.
Madryckie środowisko było zupełnie różne od tego, czego Xabi doświadczył w Leverkusen, gdzie cieszył się bezgranicznym zaufaniem swoich szefów – Fernando Carro i Simona Rolfesa.
„Alonso powinien był wiedzieć z czasów swojej gry w Madrycie, że wszechmocny prezes Florentino Perez postrzega trenerów jedynie jako zło konieczne. Dla Pereza liczą się tylko gwiazdy” – twierdzi Phillip Arens na łamach portalu.
Jednocześnie korespondent z Leverkusen twierdzi, że przygoda z Realem Madryt pojawiła się zbyt wcześnie na ścieżce trenerskiej 44-latka. „Codzienna walka z egoistami pokroju Viniciusa Jr – to nie jego świat. Tak przynajmniej postrzegam Xabiego” – pisze Arens, który obserwował z bliska jak Alonso dowodzi piłkarzami Bayeru Leverkusen.
Portal ran.de powiel słowa Arensa o „niegodnym” pożegnaniu, zwracając jednocześnie uwagę, że Królewscy powinni mieć świadomość, iż zatrudniają trenera, którego metody przynoszą efekt dopiero po czasie. Przypomina też, że Alonso także w Leverkusen potrzebował czasu, a jego zespół wskoczył na najwyższe obroty dopiero podczas drugiego sezonu.
„Decydenci w Madrycie nie darzą Alonso takim samym szacunkiem, jak w Leverkusen, a co za tym idzie, nie wykazują się niezbędną cierpliwością, która pozwoliłaby im w ogóle podpisać kontrakt z tym trenerem” – opisuje portal.
„Zwolnienie Alonso nie jest zaskakująco, co nie czyni go mniej absurdalnym. Wysyła też fatalny sygnał” – dodaje autor komentarza, Andreas Reiners.
*Nie każdy bukmacher jest taki sam. Sprawdź ranking bukmacherów i zobacz, gdzie dostępne są najlepsze bonusy bukmacherskie.