Na deskach, ale nie znokautowana. Legia wciąż się broni

Wojciech Piela

01 marca 2026, 18:29 • 4 min czytania 33

Reklama
Na deskach, ale nie znokautowana. Legia wciąż się broni

Legia nadal pozostaje w strefie spadkowej i w meczu z Jagiellonią znów zaprezentowała radosną dla rywali twórczość w obronie. Przegrywała już 0:2, a gospodarze mieli odwołany rzut karny oraz poprzeczkę. Po pierwszych 45 minutach mogło się wydawać, że obydwie ekipy dzieli różnica klas. Wtedy jednak rozpoczął się doliczony czas gry i podopieczni Marka Papszuna pokazali inną twarz. 

Proces odbudowywania pewności siebie to nie jest kwestia kilku dni czy nawet tygodni. W przypadku Legii będzie zapewne trwał miesiącami. Nadal nie wiadomo, czy w międzyczasie zawodnicy klubu ze stolicy nie wylądują w I lidze, ale takie mecze jak z Jagiellonią są krokiem w dobrym kierunku.

Punkt, który może znaczyć więcej. Legia daje oznaki życia

Podopieczni Adriana Siemieńca mają czego żałować. Wypuścili z rąk dwubramkowe prowadzenie w meczu z ekipą, którą mieli na deskach. To oni nadawali ton wydarzeniom w pierwszej połowie. Pululu trafił przecież w poprzeczkę, a dobrą sytuację miał także bohater starcia we Florencji Bartosz Mazurek. Nie widać było, która drużyna ma w nogach 120 minut rozegrane w walce z drużyną Serie A o 1/8 finału Ligi Konferencji. Im dłużej jednak trwał mecz, tym większe kłopoty gospodarze mieli choćby ze znalezieniem sposobu na wysoki pressing Legii. Kiepsko wyglądał Jesus Imaz, a nieobecność Tarasa Romanczuka również dała się we znaki.

Adrian Siemieniec widział co się święci i reagował choćby zmieniając na lewej obronie Guilherme Montoię na Bartłomieja Wdowika. Żaden z graczy Jagiellonii nie miał jednak dziś dobrego sposobu na Kacpra Chodynę, który rozegrał najlepszy mecz od długich miesięcy. Mimo gola tydzień temu z Wisłą Płock, jego obecność w składzie mogła dziwić. Były gracz Zagłębia odpłacił jednak za zaufanie Marka Papszuna.

Reklama

Świetną asystę, gdy posadził na ziemi Pelmarda zabrał mu Mileta Rajovic, który z trzech metrów trafił piłką we własne nogi. Obecność w kadrze meczowej Jeana-Pierre’a Nsame może stanowić nadzieję dla fanów Legii, że już niedługo będą musieli znosić obecność od początku przeklętego napastnika rodem z Danii. W niedzielę trafił również w słupek i wściekły schodził z boiska, gdy zmieniał go Antonio Colak.

Najlepszy mecz Legii od… września? Jagiellonia drżała o remis [CZYTAJ RELACJĘ]

Legia oddała w tym meczu tylko jeden celny strzał, ale wywozi punkt z Białegostoku nie dzięki szczęśliwym samobójom, a momentom dobrej gry po przerwie. Zwłaszcza na początku, tuż po wyjściu z szatni, Papszun mógł być zadowolony z tego, jak mało miejsca jego podopieczni zostawiają gospodarzom na ich połowie. Wysoki doskok i niezły odbiór kojarzył się z jego dobrymi czasami w Rakowie Częstochowa.

Oczywiście, po tym, co wydarzyło się przy golu Pululu, szkoleniowiec Legii znów mógł użyć sformułowania „szereg infantylnych błędów”, czyli takiego jak po straconej bramce z Koroną na 2:1 autorstwa Mariusza Stępińskiego. Przy wrzutkach i szybkich wyjściach z własnej połowy Legia miała kłopoty, ale potrafiła odwrócić losy meczu i zepchnąć być może głównego faworyta do mistrzostwa do głębokiej defensywy. Zamiast tego Papszun mówił więc po meczu o tym, że Legia zrobiła bardzo dużo, aby wygrać i trudno się z nim nie zgodzić.

Reklama

Poza Chodyną, po tym meczu należy wyróżnić też Patryka Kuna, czyli kolejnego zawodnika, który w powszechnej opinii, dawno powinien być poza klubem. Jesienią został już przecież nawet na moment skreślony z listy graczy zgłoszonych do Ekstraklasy. Pod okiem dawnego trenera z Rakowa znów jednak swoją wytrwałością i zadziornością potrafi sprawić kłopoty rywalom. Starcie z Jagiellonią uzmysłowiło natomiast, że nie zawsze tak łatwo będzie pozytywnie się odznaczyć Rafałowi Adamskiemu. Odwagi brakowało również często zagrywającym do tyłu czy do boku Kapustce i Elitimowi.

Jasne jest, że samymi remisami Legia w lidze się nie utrzyma, ale pacjent zdecydowanie daje oznaki życia. Czwarty mecz bez porażki był najlepszym z całej serii, lecz za tym muszą pójść zwycięstwa. Jak jest o nie trudno i jak wielką dają ulgę pokazało przecież starcie z Wisłą Płock oraz późniejsza radość w szatni. Za tydzień z Cracovią kolejny z finałów mistrzostw świata dla klubu, który pracą na boisku może w najbliższych miesiącach choć trochę przypudrować trudną sytuację poza nim.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

33 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Legia planuje mecz gwiazd na 110-lecie klubu. „Też dostałem informację”

Wojciech Piela
11
Legia planuje mecz gwiazd na 110-lecie klubu. „Też dostałem informację”
Ekstraklasa

Czy od Jagiellonii odwróciło się szczęście? To chyba coś więcej…

Szymon Janczyk
42
Czy od Jagiellonii odwróciło się szczęście? To chyba coś więcej…

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Legia planuje mecz gwiazd na 110-lecie klubu. „Też dostałem informację”

Wojciech Piela
11
Legia planuje mecz gwiazd na 110-lecie klubu. „Też dostałem informację”
Ekstraklasa

Czy od Jagiellonii odwróciło się szczęście? To chyba coś więcej…

Szymon Janczyk
42
Czy od Jagiellonii odwróciło się szczęście? To chyba coś więcej…