„Największy skandal w historii”. Ohydny triumf reprezentacji Maroka

Michał Kołkowski

18 marca 2026, 15:19 • 21 min czytania 15

Reklama
„Największy skandal w historii”. Ohydny triumf reprezentacji Maroka

Złościmy się często na tempo reakcji PZPN-u, ale działacze Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF) mogą akurat pozazdrościć refleksu Cezaremu Kuleszy i jego świcie. Odebranie Senegalowi zwycięstwa w Pucharze Narodów Afryki i przyznanie trofeum Maroku dwa miesiące (!) po finale to – bez cienia przesady – jedno z najbardziej kontrowersyjnych posunięć w najnowszej historii futbolu. Trudno je w ogóle przyjąć do wiadomości, nawet jeśli zgodzimy się, że Senegalczycy w końcówce szalonego finału zachowali się kretyńsko, przerywając rywalizację i schodząc z boiska do szatni. Sprawę należało jednak rozstrzygnąć w trybie natychmiastowym, zamiast urządzać szacher-macher przy zielonym stoliku po 58 dniach.

Wygląda to wszystko kompromitująco i haniebnie dla Pucharu Narodów Afryki, CAF i w ogóle całej afrykańskiej piłki.

W pierwszej kolejności przyznają to zresztą sami Afrykańczycy, gorzko żartujący o pierwszym w dziejach mistrzostwie przyznanym e-mailem. No, może poza Marokańczykami, którzy akurat się puszą i przekonują, że sprawiedliwości stało się zadość.

Szok w Afryce! Mistrz stracił tytuł przy zielonym stoliku

Reklama

Puchar Narodów Afryki 2025. Tytuł zmienił właściciela przy zielonym stoliku

Wróćmy jednak najpierw wspomnieniami do turnieju. Minęło wszak tyle czasu od finałowej potyczki Maroka z Senegalem, że mieliście już pełne prawo zapomnieć, co tam się właściwie działo. A działo się naprawdę sporo. Zresztą niezdrowe emocje sięgały zenitu już przed pierwszym gwizdkiem arbitra.

W zasadzie od początku imprezy w Afryce panowała dość zgodna opinia, że gospodarze – reprezentacja Maroka – są faworyzowani w stopniu wręcz nieprzyzwoitym zarówno na płaszczyźnie organizacyjnej, jak i na boisku. Zarzucano im nie tylko wykorzystywanie statusu gospodarza turnieju, ale również rozległe wpływy w CAF.

– Mimo mniej lub bardziej atrakcyjnej gry i drużynowej siły, Maroko zdaje się być dodatkowo wspierane pewnymi decyzjami sędziowskimi. W samej końcówce meczu z Mali w fazie grupowej turnieju nie podyktowano rzutu karnego przeciwko reprezentacji Maroka. Z kolei w 1/8 finału jedenastki w końcowej fazie meczu nie otrzymała Tanzania. Na dodatek nie zareagował w tej sytuacji VAR – wyliczał portal SportNewsAfrica.com w artykule z 12 stycznia bieżącego roku.

– W meczu ćwierćfinałowym z Kamerunem sędzia nie zauważył rzutu karnego po faulu na Bryanie Mbeumo. Natomiast Bilal El Khannouss mógł obejrzeć drugą żółtą kartkę za przerwanie kontry Nieposkromionych Lwów, a uderzenie łokciem Nayefa Aguerda w Christiana Kofanę nie zostało ukarane. Mauretański sędzia Dahane Beida i arbitrzy VAR przymykali oko na wszystkie te kontrowersyjne zajścia. Świadomie? Nikt tego nie wie – czytamy dalej.

Reklama

Tego rodzaju sugestie były w trakcie PNA 2025 standardem. Odniósł się do nich nawet selekcjoner marokańskiej ekipy: – Od początku turnieju wielu chce nam wmówić, że mamy przewagę dzięki przychylności sędziów. Ja widziałem rzuty karne dla nas, które nie zostały podyktowane. Ale nigdy nie poruszam tematów sędziowskich. Choć pamiętam turniej w Wybrzeżu Kości Słoniowej, gdy nie zostaliśmy jedenastki w meczu z Republiką Południowej Afryki. Ja zostałem zawieszony bez powodu. Wygrywamy na boisku. W statystykach mamy przewagę nad naszymi rywalami. Kreujemy o wiele więcej sytuacji strzeleckich od przeciwników. Jednak jeśli chce się uderzyć psa, to kij zawsze się znajdzie. Naszą jedyną przewagą jest gra dla 65 tysięcy kibiców – stwierdził Walid Regragui.

Nie chodzi o to, by teraz do każdej z tych kontrowersyjnych sytuacji wracać i rozkładać je wszystkie na czynniki pierwsze. Jednak ten gęsty klimat, jaki zapanował wokół gospodarzy turnieju, ma niebagatelne znacznie dla przebiegu finału. Senegalczycy przystąpili bowiem do decydującego starcia w Pucharze Narodów Afryki z przeświadczeniem, że mogą zostać przekręceni przez sędziów. I zapewne dlatego kompletnie stracili głowy w końcówce podstawowego czasu gry.

Walid Regragui

Walid Regragui, były już selekcjoner reprezentacji Maroka

Reklama

Finał PNA wymknął się spod kontroli. Wściekli Senegalczycy zeszli z boiska

Już przed finałem senegalska federacja wysyłała zresztą sygnały, że Lwy Terangi są traktowane nieuczciwie.

Senegalczycy dotarli do Rabatu w piątek 16 stycznia, a zatem dwa dni przed potyczką z Marokiem. Podróżowali pociągiem, a na dworcu w stolicy zastał ich totalny chaos. Piłkarzom nie zapewniono bowiem ochrony ze strony służb porządkowych. Po opuszczeniu pociągu znaleźli się więc w centrum rozemocjonowanego tłumu i mieli niemałe kłopoty, by się z tego zamieszania wydostać i dotrzeć do autokaru.

Przedstawiciele senegalskiej federacji narzekali również na warunki zakwaterowania, treningu oraz skrajnie nierówny podział wejściówek na finał. Kibicom gości przypadło niespełna 3000 biletów, mimo że stadion im. księcia Maulaja Abd Allaha może pomieścić blisko 70 tysięcy fanów. Wszystko to zaowocowało oficjalną skargą, wystosowaną przez Senegalski Związek Piłki Nożnej (FSF).

Tak sytuację komentował Pape Thiaw, selekcjoner reprezentacji Senegalu:

Reklama

– To, co wydarzyło się na dworcu po naszym przyjeździe, nie było rzeczą normalną. Takiej drużynie jak reprezentacja Senegalu pozwolono znaleźć się w centrum ogromnego tłumu. Piłkarze byli w niebezpieczeństwie. Gdyby znaleźli się tam ludzie o złych intencjach, mogło wydarzyć się wszystko. Coś takiego nie ma prawa się zdarzyć zwłaszcza między naszymi krajami [które utrzymują dobre relacje – przyp. red.]. Wolę więcej na ten temat nie mówić, nasza federacja już zabrała głos w tym temacie. Stawką finału jest nie tylko puchar, ale i wizerunek Afryki. Cały świat nas w tym momencie obserwuje – stwierdził Thiaw.

– Sadio Mane nie zdobył przed laty Złotej Piłki właśnie dlatego, że piłkarski świat wciąż nie traktuje Afryki poważnie – podkreślił trener. Nie mógł się wtedy spodziewać, jak mocno PNA straci nad powadze po decydującym starciu Maroka z Senegalem. Choć to akurat także i jego wina.

Eto’o, Mane, Salah? Wybieramy afrykańskiego piłkarza wszech czasów

W finale długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat. Wydawało się jednak, że to Senegal rzutem na taśmę przełamie strzelecką niemoc i zamknie rywalizację bez konieczności rozgrywania dogrywki. Już w doliczonym czasie gry Lwy Terangi strzeliły gola na 1:0, lecz gra została wstrzymana przez arbitra na ułamek sekundy przed tym, jak futbolówka wpadła do siatki. Sędzia Jean-Jacques Ndala Ngambo z Demokratycznej Republiki Konga dopatrzył się bowiem faulu Abdoulaye Secka na Achrafie Hakimim.

Reklama

Jak tłumaczy Rafał Rostkowski na łamach TVP Sport, była to podwójna pomyłka sędziowska. – Sędzia z ewentualnym gwizdkiem powinien wstrzymać się do zakończenia potencjalnie bramkowej fazy akcji. W tym przypadku – do momentu, kiedy piłka wpadła do bramki. […] Ponadto Seck w tej akcji użył ręki przeciwko Hakimiemu tylko dlatego, że Marokańczyk, który nie był zainteresowany piłką, używał obu rąk, starając się uniemożliwić rywalowi zagranie piłki.

W oficjalnym skrócie meczu na profilu CAF… pominięto wszystkie kontrowersje

VAR nie mógł zatem wkroczyć do akcji, ponieważ sędzia pospieszył się z odgwizdaniem faulu. Natomiast kilka chwil później arbitrzy odpowiadający za wideoweryfikację już interweniowali, tylko że tym razem chodziło o jedenastkę dla Maroka za przewinienie El Hadjiego Malicka Dioufa na Brahimie Diazie.

Reklama

W normalnych okolicznościach – gdyby to był, dajmy na to, jakiś pospolity mecz ligowy czy nawet spotkanie fazy grupowej wielkiego turnieju – ta sytuacja nie wywołałaby skandalu. Akurat ten rzut karny dla Maroka można było bez trudności uzasadnić. Sęk w tym, że okoliczności nie były normalne. Znać dało o sobie gigantyczne napięcie, jakie narastało wokół gospodarzy przez całe mistrzostwa.

Senegalczycy wciąż pamiętali o nieprzyjemnych doświadczeniach poprzedzających finał. Czuli się rozgoryczeni i skrzywdzeni po tym, jak chwilę wcześniej obrabowano ich z bramki na 1:0. Plus – koniec końców – była to ósma doliczona minuta finału, a w takich momentach trudno już panować nad emocjami. No i Senegalczycy nie zapanowali. Nie pogodzili się z werdyktem kongijskiego sędziego.

Kłótnia przerodziła się awanturę, a awantura w bojkot. Selekcjoner Pape Thiaw w geście protestu sprowadził swoich zawodników do szatni.

Jean-Jacques Ndala Ngambo - sędzia finału Pucharu Narodów Afryki

Reklama

Sędzia Jean-Jacques Ndala Ngambo w rozmowie z kapitanami Senegalu i Maroka

Wielki skandal w finale PNA. Gianni Infantino nie ukrywał niezadowolenia

I tutaj docieramy do kulminacyjnego momentu całej historii.

Rozjuszeni Senegalczycy opuścili murawę na plus-minus kwadrans. Do gry namówił ich jedyny zawodnik, który w całej tej zadymie zachował zimną krew i zdrowy rozsądek – Sadio Mane. Doświadczony gwiazdor w kryzysowym momencie pokazał, kto naprawdę rządzi w zespole. Stanowczo zakomenderował kolegom powrót na boisko. – Będziemy grać! Będziemy grać jak mężczyźni! – zdecydował. Posłuchali wszyscy, włącznie ze sztabem szkoleniowym. Jego przytomna reakcja pozwoliła przy okazji uspokoić choć na chwilę sytuację na trybunach, gdzie senegalscy kibice podjęli próbę przedarcia się na murawę przez policyjny kordon.

Sadio Mane wrócił na tron. Czyste szaleństwo w finale PNA

Reklama

Trzeba jednak w tym momencie zaznaczyć, że – zgodnie z oficjalnym regulaminem PNA – sędzia miał w tym momencie podstawy do zakończenia meczu. W artykule 82. stoi wszak jak wół: „Jeżeli z jakiegokolwiek powodu drużyna wycofa się z rozgrywek, nie stawi się na meczu, odmówi gry lub opuści boisko przed regularnym zakończeniem meczu bez zgody sędziego, zostanie uznana za przegraną i zostanie ostatecznie wyeliminowana z rozgrywek”.

Właśnie ten punkt regulaminu stał się potem podstawą skargi Maroka.

Reklama

No ale arbiter summa summarum meczu nie zakończył. Mane namówił swoich kolegów z drużyny do powrotu, a Brahim Diaz podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze. I zmarnował rzut karny, uderzając podcinką. Pojawiały się nawet takie teorie, że… zmarnował go celowo. W dogrywce Senegalczycy – konkretnie Pape Gueye – przechylili zaś szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Tak im się przynajmniej wtedy wydawało.

Na ogół wesołkowaty Gianni Infantino, który uczestniczył w ceremonii medalowej, tym razem nie był w nastroju do dowcipów.

Szef FIFA grzmi po finale PNA. Potępił zwycięzców turnieju

Reklama

Niestety, byliśmy również świadkami niedopuszczalnych scen na boisku i trybunach – stanowczo potępiamy zachowanie niektórych „kibiców”, a także senegalskich zawodników i personelu technicznego. Niedopuszczalne jest opuszczanie boiska w taki sposób, a przemoc w naszym sporcie nie może być tolerowana – oznajmił szef FIFA w mediach społecznościowych.

Musimy zawsze szanować decyzje sędziów na boisku i poza nim. Drużyny muszą rywalizować na boisku i zgodnie z przepisami gry, ponieważ każde odstępstwo od nich zagraża samej istocie futbolu. Odpowiedzialnością drużyn i zawodników jest również dawanie dobrego przykładu kibicom na stadionach i milionom widzów na świecie. Dzisiejsze okropne sceny muszą zostać potępione i nigdy więcej się nie powtórzyć. Stwierdziłem, że nie ma na nie miejsca w piłce nożnej i oczekuję, że odpowiednie organy dyscyplinarne CAF podejmą odpowiednie środki.

Jego życzenie zostało spełnione. Po finale posypały się zawieszenia i grzywny, które dotknęły zarówno senegalską, jak i marokańską federację. O ewentualnym walkowerze jednak nie dyskutowano. Wprawdzie przedstawiciele Marokańskiego Związku Piłki Nożnej (FRMF) złożyli apelację, ale mało kto zwrócił na nią uwagę.

Kurz bitewny opadł. Wydawało się, że temat został zamknięty.

Reklama

Puchar Narodów Afryki - Gianni Infantino

Gianni Infantino był zdenerwowany po finale PNA 2025

Echa finału Pucharu Narodów Afryki. Furorę zrobiła „bitwa o ręcznik”

Po finale oczywiście dalej dyskutowano o rozmaitych kontrowersyjnych incydentach. Viralem w mediach społecznościowych stała się na przykład „bitwa o ręcznik”, jaką stoczył Yehvann Diouf, rezerwowy bramkarz reprezentacji Senegalu. Golkiper musiał – dosłownie! – własnym ciałem osłaniać rzeczony ręcznik, którego stojący między słupkami Edouard Mendy używał do przecierania rękawic, przed bezpardonowymi atakami marokańskich chłopców do podawania piłek.

W półfinale wykradli oni ściereczkę należącą do bramkarza reprezentacji Nigerii.

To jeszcze nie wszystko. Niektórzy z reprezentantów Senegalu zaczęli między wierszami sugerować, że zostali przed finałem otruci. Od razu przypominają się anegdoty dotyczące zmagań Lecha Poznań z Olympique Marsylia w Pucharze Europy 1990/1991.

Dziwna choroba dotknęła na przykład Krépina Diattę, ale nie tylko on narzekał przed meczem na nudności.

– Rano w dniu meczu nie czułem się najlepiej, ale powtarzałem sobie, że to normalne, że minie. Problem zaczął się, gdy wychodziliśmy na stadion. Bolało mnie wszystko, głowa, wiele rzeczy. To było bardzo dziwne. Wtedy zdecydowano się mnie zastąpić. Prawie nie śledziłem finału, poza kilkoma krótkimi filmikami, zwłaszcza z golem Pape Gueye’a i niewykorzystanym rzutem karnym. Trafiłem do szpitala i przeszedłem kilka badań, ale nic nie wykryto. Potem znowu bardzo źle się poczułem. Około 2:00 w nocy znów zemdlałem. Potem ponownie, po raz czwarty. W końcu, około 10 rano mogłem opuścić szpital – relacjonował Diatta, cytowany przez „L’Observateur”

W bardziej spiskowe tony uderzył Ismail Jakobs. – Dużo się działo przed meczem. Myślę, że wiele rzeczy wyjdzie na jaw później. To nie była tylko ta sytuacja. Dużo się działo przed meczem. Ale dowiecie się – wypalił tajemniczo gracz Galatasaray, nawiązując właśnie do choroby kolegi z kadry.

To jednak w gruncie rzeczy tylko didaskalia.

W Senegalu, co naturalne, zapanowała euforia po wywalczeniu drugiego w dziejach mistrzostwa Czarnego Lądu. W lutym federacja w porozumieniu z władzami kraju rozpoczęła specjalne tournée, w ramach którego zademonstrowano zdobyte trofeum mieszkańcom wszystkich regionów państwa. Puchar zawitał zatem do takich miast jak Joal, Thies, Tivaouane, Tambacounda, Kolda, Ziguinchor, Fatick, Louga czy Diourbel. Także mieszkańcy Dakaru szaleli na widok Sadio Mane i spółki.

Sielanka trwała do 18 marca 2026, kiedy to CAF zdecydowała odebrać Senegalczykom mistrzostwo i przy zielonym stoliku przyznać je Maroku. A nawet jeśli uznamy, że sędzia pokpił sprawę, pozwalając piłkarzom na zejście z boiska w finale bez konsekwencji, to jest to klasyczny przykład leczenia dżumy cholerą.

Wywołano skandal, który dorównuje holowaniu reprezentacji Korei Południowej do strefy medalowej na mundialu w 2002 roku. A może i jeszcze większy?

90 minut plus 2 miesiące czasu doliczonego. Surrealizm afrykańskiej piłki

W zasadzie przedstawiciele CAF tą jedną decyzją potwierdzili wszelkie podejrzenia dotyczące sprzyjania Maroku, jakie dotychczas pozostawały w sferze domysłów. Świadczy o tym między innymi wypowiedź Romaina Moliny, francuskiego dziennikarza, który już kilka lat temu donosił o dynamicznie rosnących wpływach Marokańczyków w strukturach Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej. – Mogą tam robić, co chcą – przekonywał wówczas Francuz.

Teraz Molina wskazuje, że afrykańscy działacze chodzą na pasku kierownictwa FIFA. Można to odbierać jako sugestię, że na odebraniu Senegalowi tytułu zależało wręcz samemu Gianniemu Infantino, który z takim niesmakiem komentował postawę Senegalczyków w finałowym starciu. – Odkąd FIFA kontroluje CAF za pośrednictwem swoich marionetek wszystko działa jak należy, czyż nie? Brak suwerenności, zerowa niezależność finansowa i decyzyjna, uległość działaczy: oto jej rezultaty.

Z kolei Nabil Djellit z „France Football” uderza w Patrice’a Motsepe, miliardera z RPA, prezesa CAF od 2021 roku. Dziennikarz, podobnie jak wielu innych ekspertów, jest przekonany, że werdykt w sprawie meczu Senegal – Maroko doszczętnie kompromituje Motsepe i powinien być równoznaczny z początkiem jego końca w roli sternika afrykańskiej piłki. – CAF zastosowało opcję atomową. To decyzja mająca poważne konsekwencje, które będzie trzeba wyciągnąć. Po tym kontrowersyjnym finale afrykańska piłka jest kompletnie zagubiona. Era Motsepe musi się skończyć. Afrykański futbol nigdy dotąd nie był tak upolityczniony.

– To surrealistyczne, widzieć tę decyzję po dwóch miesiącach od finału – dodał Djellit.

Claude Le Roy – wieloletni selekcjoner afrykańskich drużyn narodowych – także nie pozostawia suchej nitki nas CAF. – Nie pomyślałbym, że posuną się w tym absurdzie tak daleko. Ale kiedy widzisz, jak związkiem zarządza Patrice Motsepe, który jest w gruncie rzeczy pachołkiem Gianniego Infantino, to łatwiej zrozumieć pewne mechanizmy. Od samego początku wszyscy w CAF byli zdeterminowani, by po puchar sięgnęła reprezentacja Maroka. Zresztą Maroko rozegrało dobry turniej, zasłużyło na finał. Ale w decydującym meczu lepszy był Senegal. Nikt nie przewidywał takiej decyzji dwa miesiące po meczu.

Znawcy afrykańskiej piłki zwracają też uwagę na zamieszanie, jakie niedawno rozgorzało wokół kobiecego Pucharu Narodów Afryki. Turniej po raz trzeci z rzędu miał się odbyć w Maroku, ale nagle wokół organizacji imprezy pojawiły się znaki zapytania. Niektórzy odbierają to z dzisiejszej perspektywy jako sygnał ostrzegawczy ze strony Marokańczyków, którzy od lat inwestują niemałe pieniądze w rozwój afrykańskiej piłki i najwyraźniej oczekują z tego tytułu określonych korzyści.

Na razie start kobiecych mistrzostw przeniesiono z 17 marca na 25 lipca.

Przypomnijmy też, że Maroko będzie współgospodarzem mistrzostw świata w 2030 roku. Jest więc w interesie FIFA i CAF, by wypromować ekipę Lwów Atlasu na wiodącą siłę afrykańskiej piłki. Jeśli jednak taki był cel przyznania jej trofeum przy zielonym stoliku, to mamy do czynienia ze strzałem we własne kolano.

finał Pucharu Narodów Afryki

Afrykańscy oficjele przed finałem PNA

Senegal nie zamierza oddać medali. Piłkarze kpią z decyzji CAF

No dobrze, a co na to wszystko ci, którzy teoretycznie powinni teraz wymienić się medalami z reprezentantami Maroka?

Senegalczycy na werdykt CAF zareagowali kpinami.

  • Habib Diarra opublikował na Instagramie swoje zdjęcie z pucharem. I uśmiał się do łez.
  • Pathe Ciss walnął selfiaka ze złotym medalem w dłoni.
  • Moussa Niakhate przypomniał fotografię, na której przygląda się pucharowi podczas fety. „To nie jest AI” – zapewnił kibiców. Zachęcił też Marokańczyków, żeby spróbowali mu odebrać wywalczony przed dwoma miesiącami medal.
  • Yehvann Diouf podkreślił, że w oczach całego świata Senegalczycy pozostają mistrzami.
  • Pape Demba Diop, młodzieżowy reprezentant kraju, nie silił się na okrągłe słówka. „Chyba jesteśmy w domu wariatów” – napisał na Instagramie.

Famara Diédhiou (triumfator PNA z 2021 roku) także obśmiał machinacje Marokańczyków.

– Parada zwycięstwa w Rabacie czy Casablance? – zapytał złośliwie w mediach społecznościowych. Nawet Nicolas Batum – wybitny francuski koszykarz o kameruńskich korzeniach – wbił Marokańczykom szpilkę. Zasugerował, że Francuzi powinni pójść ich śladem i powalczyć o odwrócenie wyniku finału ostatnich igrzysk olimpijskich. W sumie… może to również odpowiedni moment, by wrócić do tematu osławionego karnego Błaszczykowskiego?

Żarty jednak na bok, ponieważ pojawiają się również poważniejsze komunikaty.

Na przykład marokańska ambasada z siedzibą w Dakarze wystosowała oficjalny apel do obywateli przebywających w Senegalu o powściągliwe reakcje na decyzję CAF. – Niezależnie od okoliczności, jest to jedynie mecz piłkarski, którego rezultat nie może usprawiedliwiać przesadnych redakcji pomiędzy przedstawicielami bratnich narodów. […] Zachęcamy do wykazania się spokojem, rozwagą i odpowiedzialnością w codziennych interakcjach i na platformach cyfrowych. 

Co charakterystyczne, reprezentanci Maroka na razie nie celebrują swojego „zwycięstwa” w social mediach. Federacja w oficjalnym komunikacie przyjęła decyzję CAF z satysfakcją, to jasne, ale to by w sumie było na tyle. Natomiast senegalski związek już zapowiedział, że sprawa wyląduje przed Trybunałem Arbitrażowym do spraw Sportu (CAS) w Lozannie. Znany z występów w brytyjskich mediach prawnik i publicysta Osasu Obayiuwana nie ma wątpliwości, że Senegalczycy tę sprawę wygrają.

– To naprawdę tragiczne, że CAF nie uczy się na własnych błędach. Kiedy gambijski sędzia Papa Bakary Gassama słusznie ogłosił Espérance Tunis zwycięzcami Afrykańskiej Ligi Mistrzów 2018/19, po tym jak drużyna Wydad AC opuściła boisko w Tunisie, Ahmad Ahmad [były prezes CAF – przyp. red.] i jego Komitet Wykonawczy bezprawnie unieważnili decyzję sędziego i zarządzili powtórzenie spotkania. Dopiero zdecydowana reakcja Trybunału Arbitrażowego zmusiła CAF do przestrzegania regulaminu rozgrywek i przepisów gry, co ostatecznie sprawiło, że tytuł trafił do Esperance – wspomina Obayiuwana.

– Siedem lat później CAF zapomina o tej lekcji i wraca do chaosu w zarządzaniu. Tak, sędzia Jean-Jacques Ndala Ngambo nie poprowadził finału właściwie. Tak, powinien był uznać mecz w Rabacie za przerwany. Tak, Maroko powinno zostać ogłoszone zwycięzcami. Ale tego nie zrobił. Pozwolił na kontynuowanie gry.

– CAS z pewnością orzeknie, że Senegal pozostaje mistrzem. To praktycznie pewne – dodał Obayiuwana. – Decyzja Komisji Odwoławczej CAF to skandal, który zwiastuje powtórkę kompromitacji z Lozanny z 2019 roku. To wstyd, że afrykańską piłkę znowu wystawiono na pośmiewisko. 

Historia sprzed siedmiu lat rzeczywiście warta jest przytoczenia. Wtedy bowiem rola Marokańczyków była odwrotna. To piłkarze Wydad Casablanca odmówili dalszej gry w ramach protestu po tym, jak sędzia rewanżowego meczu finałowego Afrykańskiej Ligi Mistrzów nie zaliczył im gola (przy niedziałającym systemie VAR). Po długich dyskusjach arbiter główny uznał zatem mecz za zakończony – zwycięstwo i Puchar Mistrzów powędrowały do Tunisu. Kilka dni później działacze CAF uznali jednak, że drugi mecz finałowy trzeba powtórzyć. Espérance Tunis zaskarżyło tę decyzję do CAS i wygrało. Triumf Tunezyjczyków został przypieczętowany.

Niewykluczone więc, że sprawa finału Pucharu Narodów Afryki 2025 potoczy się podobnie.

reprezentacja Senegalu po odebraniu Pucharu Narodów Afryki 2025

Reprezentacja Senegalu po odebraniu Pucharu Narodów Afryki 2025

Senegalscy politycy zabrali głos. Marokańczycy napawają się triumfem

W Senegalu cała ta afera zyskała już wymiar polityczny. Oficjalne oświadczenie tamtejszego rządu opublikowała w mediach społecznościowych jego rzeczniczka.

Czytamy:

Rząd Senegalu wyraża głębokie oburzenie w związku decyzją Komisji Odwoławczej CAF, mającej na celu odebranie Senegalowi tytułu mistrza Afryki 2025 i przyznanie go Maroku. To bezprecedensowa decyzja o wyjątkowej wadze. Uderza bezpośrednio w fundamentalne zasady, stanowiące podstawę etyki sportowej, wśród których najważniejsze są uczciwość, lojalność oraz poszanowanie prawdy boiskowej. Wynika ona oczywiście z błędnej interpretacji regulaminu, która doprowadziła do decyzji rażąco nielegalnej i głęboko niesprawiedliwej. Podważając wynik uzyskany po meczu rozegranym zgodnie z przepisami do końca i wygranym zgodnie z poszanowaniem zasad gry, CAF poważnie narusza własną wiarygodność jak również zaufanie narodów afrykańskich do kontynentalnych instytucji sportowych. Senegal nie może tolerować, by decyzja administracyjna przekreśliła zaangażowanie sportowców i ich zasługi.

I dalej:

Senegal domaga się międzynarodowego śledztwa w sprawie podejrzeń o korupcję wśród organów kierowniczych CAF. Ponadto Senegal wykorzysta wszystkie dostępne środki odwoławcze, w tym przed odpowiednimi międzynarodowymi instytucjami sądowymi, aby sprawiedliwości stało się zadość i aby przywrócić nadrzędność wyniku sportowego. Rząd korzysta z okazji, by ponownie wyrazi solidarność całego narodu wobec Senegalczyków przetrzymywanych w Maroku w następstwie incydentów podczas finału PNA – zakomunikowała pani rzecznik Marie Rose Faye.

Dyplomatyczna chryja na całego.

Tymczasem Afrykańczycy tłumnie rozpaczają nad zszarganym wizerunkiem futbolu na Czarnym Lądzie.

Dziennikarz Colin Udoh pieklił się w materiale ESPN: – Brak mi słów. To najbardziej haniebna decyzja, jaką CAF kiedykolwiek podjęła. To nie powinno się nigdy wydarzyć. To hańba i wstyd, że Komisja Odwoławcza do czegoś takiego doprowadziła. Ta decyzja cofa afrykański futbol w rozwoju o sto lat. Nie ma mowy, że ta decyzja się utrzyma. Nie przemawiają za tym ani zasady turnieju, ani reguły FIFA. To jest oczywiste dla każdego.

Mido – wieloletni reprezentant Egiptu i piłkarz, który posmakował gry w Premier League – zagrzmiał z kolei na platformie X:

– CAF to naprawdę żart. Mówiłem już, że większość afrykańskich legend, które angażują się w działalność w CAF, to klauni. Decyzja o odebraniu trofeum Senegalowi i przekazaniu go w ręce Maroka to największy skandal w historii piłki nożnej. Decyzja, która po prostu podzieli Afrykę. Brawo Motsepe! Sprawiłeś, że wszyscy wyglądamy tak, jak część świata zachodniego chce nas widzieć. Jak kontynent zacofanych, skorumpowanych idiotów. Afryka zasługuje na coś lepszego. Musi dojść do rewolucji w afrykańskim futbolu. Wszyscy ci ludzie muszą odejść i to dziś, a nie jutro. Nie mam nic przeciwko Maroku, kocham Marokańczyków i moich marokańskich przyjaciół, ale to już zaszło za daleko. Przegraliście na boisku. Senegal był lepszą drużyną w finale i zasłużyli na tytuł mistrzów Afryki. To jasne, proste i wy wszyscy doskonale o tym wiecie.

O sprawiedliwym i słusznym werdykcie pisze się w zasadzie… tylko w Maroku.

Adil Azeroual przekonuje na łamach portalu Le360Sport.ma:

– Finał Pucharu Narodów Afryki 2025 stanowi jedną z najczarniejszych kart w historii afrykańskiego futbolu. Ta historia doczekała się jednak kolejnego rozdziału. Po kolejnej ocenie faktów i ścisłym zastosowaniu przepisów, CAF wydawał niezwykle ważną decyzję: Senegal przegrywa walkowerem, a zwycięstwo zostaje przyznane Maroku. To nie tylko werdykt, ale sygnał dla całego kontynentu. […] Tym wyrokiem CAF wyznacza bowiem wreszcie wyraźną granicę. Piłka nożna może funkcjonować tylko wtedy, gdy jej zasady są przestrzegane. Niezależnie od kontekstu, presji czy stawki. Opuszczanie boiska, przerywanie meczu, kwestionowanie decyzji sędziowskich: tych zachowań nie można normalizować. Rozstrzygając finał walkowerem, władze afrykańskiej federacji sygnalizują, że pewnych granic nie można dłużej przekraczać bez poważnych konsekwencji.

I kontynuuje: Dla Maroka ta decyzja wykracza poza sam wynik finału. […] Wzmacnia ona pozycję marokańskiej federacji, która zdecydowała się przenieść debatę na grunt prawa i regulaminów. W kontekście znaczącego międzynarodowego rozgłosu sprawy, to zwycięstwo ma ogromne znaczenie symboliczne. Ta sprawa odciśnie swoje piętno. Służy jako przypomnienie, że rozwój afrykańskiej piłki nie opiera się wyłącznie na infrastrukturze, inwestycjach czy wynikach sportowych. Zależy również od zdolności do egzekwowania przepisów, zagwarantowania uczciwości i integralności rozgrywek.

– Z prawnego punktu widzenia, sprawa została zamknięta – puentuje Azeroual.

Z kolei dziennikarz

To miażdżący triumf prawa nad agitacją, świętego tekstu nad fałszywym pretekstem. To prawne zwycięstwo wywołało falę uzasadnionej radości, która ogarnęła całe królestwo – od Tangeru po Al-Kuwirę. To święto przywróconej sprawiedliwości, jednoczące kraj wokół legalności sportu. 

Portal przedstawił również nagranie kibiców spontanicznie celebrujących „sukces” reprezentacji Maroka na ulicach Casablanki.

Mistrzowska feta Marokańczyków po otrzymaniu pucharu przy zielonym stoliku

Maroko walczy z hejterami, a Senegal powalczy o swoje w CAS

Myślicie, że to odosobnione, oderwane od realiów reakcje? No nie. Zaglądamy na portal Hibapress.com, a tam roi się od artykułów utrzymanych w podobnym tonie. Pojawił się nawet tekścik drwiący z algierskiego komentatora, który… zalał się łzami na wieść o przyznaniu Maroku zwycięstwa w PNA 2025. – Wygląda na to, że decyzja CAF wywołała emocjonalne trzęsienie ziemi u hejterów Maroka. Wypędziła ich z szałasów i spędza im sens z powiek – można przeczytać w jednej z publikacji.

Cóż, nie pozostaje nam chyba nic innego, jak dołączyć do grona „hejterów”.

Oby Trybunał Arbitrażowy w Lozannie jak najszybciej i raz na zawsze rozstrzygnął ten pożałowania godzien cyrk, przywracając Senegalczykom należny im tytuł. Wiadomo, że w oczach większości fanów futbolu i tak nigdy go nie stracili, ale zawsze to lepiej, by i na papierze wszystko się zgadzało.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

15 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna