Przyjechać, wygrać, zapomnieć – tak można by podsumować oczekiwania wobec wyjazdu Lecha na mecz z KuPS. W Finlandii po zawirowaniach, jakie przeszedł zimą klub z Kuopio, również nie spodziewano się cudów. Dokładając do tego niewielkie zainteresowanie meczem ze strony Finów, w efekcie dostaliśmy starcie o temperaturze podobnej do tej, którą wskazywały termometry w Tampere. Serca kibiców Kolejorza mogą być jednak rozgrzane, bo widać, że zespół w ostatnich tygodniach urósł.
Prawdopodobnie nie byłoby to wielkie święto futbolu nawet, gdyby gospodarze przystąpili do rywalizacji w takim składzie, w jakim jesienią sięgali po mistrzostwo kraju. Trudno o to, gdy gra się na stadionie oddalonym o 300 kilometrów od domu. Zwłaszcza w kraju, w którym piłka nożna nie cieszy się szczególną popularnością.
Tampere – miasto hokeja i saun. Raczej nie piłki
Pierwszy, historyczny awans KuPS (debiutanta w fazie grupowej/ligowej europejskich pucharów) do fazy pucharowej Ligi Konferencji nie spowodował w Finlandii szału na punkcie piłki nożnej. Spacerując w ciągu dnia po Tampere, gdzie drużyna z Kuopio rozgrywa swoje pucharowe spotkania (sama nie dysponuje odpowiednim stadionem), trudno było stwierdzić, że tego dnia odbędzie się tu całkiem istotny mecz.
Nie można powiedzieć, że Finowie piłką nie interesują się wcale, natomiast popularnością znacznie ustępuje ona hokejowi. Akcenty sportowe na mieście są najczęściej związane z hokejową drużyną Tampereen Ilves. A piłkarski Tammelan Stadion, choć jest całkiem nowoczesny i był dość kosztowny, chowa się przy Nokia Arena, gdzie rywalizują hokeiści.

Nokia Arena w Tampere – fot. własne
Nokia Arena to zresztą jeden z symboli nowego Tampere, jego współczesnego oblicza. Wyrosłe z rewolucji przemysłowej miasto, które dorobiło się przydomku „fiński Manchester”, to już nie tylko ceglane budynki fabryk, ale też przeszklone, futurystyczne siedziby firm technologicznych.
Przez lata nie zmieniło się natomiast zamiłowanie lokalsów do saunowania. W szczycącym się szlachetnym tytułem „światowej stolicy sauny” Tampere pierwsza publiczna sauna powstała w 1906 roku i działa do dziś. Podobnych miejsc jest w regionie około 70. Nie liczyłem, ale wierzę, bo w trakcie spaceru bez trudu napotkałem miejsce, gdzie z budki usytuowanej obok zwykłej restauracji dwóch dżentelmenów rozebranych do rosołu weszło do lodowatego jeziora.

Centrum Tampere. Dwóch gości wchodzi z sauny do lodowatej wody. Na zewnątrz jakieś -15 stopni – fot. własne
Kilkadziesiąt godzin to zdecydowanie za mało, by dobrze poznać miasto, natomiast w oczy rzucał się jego spokojny, niespieszny klimat, który na swój sposób potęgował wrażenie, że Lecha nie może tutaj spotkać żadna krzywda. Bo gdyby jeszcze Finowie, uznawani za słabego rywala, mieli renomę jakichś boiskowych zabijaków albo słynęli z fanatycznych kibiców, pewnie można by mieć obawy ,czy w tych mroźnych warunkach mistrz Polski poradzi sobie z presją bycia faworytem.
Mecz o temperaturze sparingu. Ale kibice dali radę
Kiedy przed meczem dotarłem pod Tammelan Stadion, czułem się jakbym szedł na mecz towarzyski. Fani obu drużyn swobodnie poruszali się obok siebie, było sporo rodzin z dziećmi, ale też lokalnych studentów, którzy na mecz przyszli tylko dlatego, że akurat się odbywał, a nie dlatego, że wspierają KuPS.
Ale fanów z Kuopio też było sporo. Gdy zapytałem kilku z nich o przeczucia przed spotkaniem, zwrócili uwagę, że przez zmianę trenera i odejścia zawodników są w niekorzystnym położeniu. Wszyscy typowali jednak optymistycznie: niskie zwycięstwo lub remis. Nie dziwiłem im się ani trochę. Potrzeba trochę wiary, by znaleźć w sobie motywację do wytrwania całego meczu w siarczystym mrozie.
Tammelan Stadion jest o tyle specyficzny, że jego zewnętrzne boki otoczone są… mieszkaniami. To dość niespotykane rozwiązanie, więc ciekawiło mnie, co myślą o tym osoby, które tam żyją. Spodziewałem się usłyszeć, że podczas meczów bywa głośno lub że fani bywają uciążliwi, ale nie spotkałem się z ani jedną taką opinią. Właściwie każdy, kogo o to pytałem, sprawiał wrażenie jakby nie do końca wiedział z czego miałaby wynikać niedogodność. Wszyscy zachwalali natomiast świetną lokalizację.
Ciepłe słowa należą się więc projektantom i konstruktorom obiektu, bo na samym meczu wcale cicho nie było.
Choć stadion w sporej części świecił pustkami, sektor gości był wypełniony kibicami Lecha, którzy w swoim stylu głośno dopingowali drużynę przez cały mecz. Najbardziej zaangażowani fani KuPS również zapełnili swoją trybunę i nie oszczędzali gardeł. Trzeba docenić jednych i drugich, natomiast nie zmienia to faktu, że pod względem całej otoczki spotkanie bardziej przypominało sparing, niż mecz fazy pucharowej europejskich rozgrywek.

Kibice Lecha „zrobili Poznań” w Tampere
Lech pokazał właściwą mentalność
Sam mecz przebiegł całkowicie zgodnie z oczekiwaniami – Lech kontrolował wydarzenia na boisku, już na początku strzelił gola, a gdy rywal włożył sobie kij w szprychy szybko otrzymaną czerwoną kartką, jakakolwiek sensacja przestała wisieć w powietrzu. Po drugim golu spotkanie było już właściwie rozstrzygnięte, a w drugiej połowie działo się tak niewiele, że spokojnie można było ją odwołać i dać przemarzniętym ludziom iść się ogrzać.
Po takim meczu trudno wyciągać daleko idące wnioski co do kwestii personalnych czy taktycznych, za to mam wrażenie, że sporo powiedział on o nastawieniu mentalnym lechitów. Wszyscy mieli przecież w pamięci wyjazdową porażkę z Lincoln Red Imps – tam też był słaby rywal, niesprzyjające warunki i Kolejorz wówczas sprawę pokpił, w dużej mierze nietrafionymi decyzjami personalnymi trenera.
Tym razem było zupełnie inaczej: Lech wyszedł na boisko z wyraźnym nastawieniem na wykonanie zadania i wiedział, że żeby jakość się obroniła, konieczne jest też odpowiednie zaangażowanie.
Widać, że właśnie pod katem mentalnym ekipa Frederiksena urosła po falstarcie z początku rundy. Po dotkliwej porażce z Lechią, gdy Lech zagrał słaby mecz i kolejnej z Piastem, nieco pechowej, wśród kibiców panowało przekonanie, że duński trener zmarnował okres przygotowawczy, skoro drużyna notuje tak niezadowalające wyniki.

Niels Frederiksen
Niels Frederiksen wyciąga wnioski
To jednak powierzchowne spojrzenie. W klubie po obozie w Abu Zabi panował olbrzymi optymizm, właściwie wszyscy dostrzegali i bardzo chwalili świetną pracę, którą tam wykonano. Diagnoza porażki z Lechią dotyczyła bardziej odpowiedniego nastawienia i tego, że pojawiło się pewne rozprężenie w zespole, a nie tego, że szkoleniowiec nie wyposażył zawodników w odpowiednie narzędzia.
To oczywiście nadal spory kamyczek do ogródka trenera, ale tę kwestię można było błyskawicznie skorygować. Z Piastem Lech był znacznie bliżej zwycięstwa – przegrał dość pechowo, po zmarnowaniu kilku świetnych okazji i dekoncentracji w końcówce. W meczu z Górnikiem poziom zaangażowania znów poszedł do góry i licząc z nim, Lech zanotował trzy kolejne zwycięstwa, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. W starciu z KuPS, mimo różnicy klas obu drużyn, było widać jak poważnie Kolejorz podszedł do spotkania.
Inna sprawa to, że akurat mecze w Europie zawsze powodują wśród piłkarzy dużą ekscytację i wyzwalają w nich dodatkowe pokłady zaangażowania. Dla nich te spotkania to okazja, by się pokazać, ale też zwyczajnie zarobić. Po meczu z Lincolnem liderzy drużyny, którzy znaleźli się na ławce rezerwowych, byli wściekli na to, jak została zarządzona sytuacja ze składem. Tym razem Frederiksen rozegrał to wzorowo – nie przesadził ze zmianami, a kiedy miał już korzystny wynik, dał najbardziej eksploatowanym zawodnikom odpocząć.
Nie był to mecz, po którym można kogoś specjalnie pochwalić. Za to drużynowo Lech zaprezentował się naprawdę solidnie i ja to doceniam. Zresztą to, że w zasadzie jedyne do czego można się przyczepić to to, że nie wygrał wyżej, mówi samo za siebie.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
WIĘCEJ O MECZU KUPS – LECH:
- Rywal był słabiutki, ale sam by się nie ograł. Lech jedną nogą w 1/8
- Tammelan Stadion. Obiekt, na którym zagra Lech to perełka
- Frederiksen czujny przed rewanżem. „Nic nie jest rozstrzygnięte”
Fot. Newspix