Man City zdeklasował Liverpool! Rekord sprzed 145 lat pobity

Maciej Bartkowiak

04 kwietnia 2026, 15:39 • 5 min czytania 1

Reklama
Man City zdeklasował Liverpool! Rekord sprzed 145 lat pobity

Przedwczesny finał FA Cup zakończył się wysokim zwycięstwem Manchesteru City. Liverpool zebrał na Etihad Stadium oklep 0:4, a trzykrotnie ustępującego mistrza Anglii skarcił Erling Haaland. The Citizens odnieśli 18. z rzędu domową wygraną w Pucharze Anglii, co jest nowym rekordem rozgrywek. Pobito wynik nieistniejącego już klubu sprzed 145 lat.

Reklama

City krok od rekordu FA Cup

Pep Guardiola uznał, że zwycięskiego składu – z małym wyjątkiem – się nie zmienia. Z Liverpoolem zagrała niemal ta sama jedenastka, która dwa tygodnie wcześniej sięgnęła na Wembley po Puchar Ligi. Jedyną różnicą jest Marc Guehi zamiast Nathana Ake. Guehi nie mógł zagrać z Arsenalem, gdyż jego transfer miał miejsce już po pierwszym półfinale z Newcastle. Dobrze, że tak surowych przepisów nie ma w FA Cup, bo Anglik zaliczył już w tej edycji występ w koszulce Crystal Palace. To zresztą w FA Cup Guehi strzelił jedynego dotąd gola w barwach City.

Do siatki trafił w wygranym 2:0 meczu 1/16 finału z Salford City. Było to 17. z rzędu zwycięstwo The Citizens na Etihad Stadium w FA Cup i kolejne ustanowiłoby nowy rekord rozgrywek. Serię 17 domowych zwycięstw w FA Cup zanotowało także Clapham Rovers. Miało to miejsce… 145 lat temu. Imponująca seria City trwa od marca 2017 roku. Ostatnią domową porażkę w Pucharze Anglii Obywatele ponieśli w styczniu 2015 roku. 2:0 na Etihad Stadium triumfowało drugoligowe zarówno wtedy, jak i dziś (choć bliskie powrotu do elity) Middlesbrough.

Reklama

Co się odwlecze, to nie uciecze

Niewiele roszad względem ostatniego meczu zaszło też w Liverpoolu. Przede wszystkim do składu wrócił Mohamed Salah, który przez uraz mięśniowy opuścił wyjazdowe spotkanie z Brighton. Egipcjanin na boisku pojawił się pierwszy raz od czasu ogłoszenia opuszczenia Anfield wraz z końcem tego sezonu. Już w 14. minucie powinien mieć na koncie gola, ale w ostatniej chwili swój błąd naprawił Abdukodir Khusanov. Uzbek dał się przepchnąć i Salah stanął oko w oko z Traffordem. Za długo jednak zbierał się do oddania strzału i rywal zdążył z interwencją.

Aż sześć żółtych kartek w tym sezonie obejrzał Pep Guardiola, więc musiał odbębnić drugi mecz zawieszenia. Pewnie gdyby stał przy linii, znów zostałby napomniany. Nie mógł bowiem uwierzyć, że w 18. minucie Michael Oliver nie podyktował rzutu karnego po starciu Rayana Cherkiego z Milosem Kerkezem. Na wapno sędzia wskazał za to w 37. minucie po ewidentnym faulu Virgila van Dijka na Nico O’Reillym. Jedenastkę pewnie wykorzystał Erling Haaland i otworzył swój dorobek w tej edycji FA Cup. Był to jego dziesiąty gol w tych rozgrywkach.

Reklama

Erling Haaland show

Jak już Haaland trafia w Pucharze Anglii, to nie może skończyć się na jednym golu. W marcu 2023 roku wbił Burnley trzy bramki, z czego dwie już w pierwszej połowie. Rok później skarcił Luton aż pięć razy, z czego trzykrotnie jeszcze przed przerwą. Także z Liverpoolem już w pierwszej połowie miał na koncie dublet. Tym razem piłkę do siatki wpakował głową – po raz pierwszy od grudniowego wyjazdu na Selhurst Park. Tydzień później z West Hamem ustrzelił ostatni aż do tego meczu dublet. To pierwszy w jego karierze dublet przeciwko Liverpoolowi.

Zgodnie z tradycją na dublecie w FA Cup skończyć się nie może, więc w 57. minucie piłkę do bramki wbił po raz trzeci. Znów na jego gola zapracował O’Reilly – tym razem wyłożył mu do pustaka. A asystę drugiego stopnia im. Remigiusza Jezierskiego zaliczył Antoine Semenyo, który chwilę wcześniej sam wpisał się na listę strzelców. Przy golu Ghańczyka znów nie popisał się van Dijk, bo przy asyście Cherkiego złamał linię spalonego. Na osłodę honorowego gola z rzutu karnego mógł mieć Salah, ale skórę faulującemu Ekitike Nunesowi uratował Trafford.

Reklama

Kolejna wizyta na Wembley

Dziewiąty raz w dziesięcioletniej erze Guardioli Manchester City pojedzie na Wembley powalczyć o finał Pucharu Anglii. Tylko w sezonie 2017/18 dowodzony przez Hiszpana zespół nie znalazł się w najlepszej czwórce rozgrywek. To już trzecie z rzędu zwycięstwo The Citizens nad Liverpoolem, co ostatni raz miało miejsce w latach 1935-37. Wówczas Obywatele zaliczyli serię czterech wygranych. Z kolei ostatni raz tak wysoko Liverpool pokonali w lipcu 2020 roku, gdy The Reds byli już pewni mistrzostwa kraju – wtedy także triumfowali 4:0.

Manchester City z Ligą Mistrzów już się pożegnał, więc następny mecz rozegra dopiero w kolejny weekend. W niedzielę 12 kwietnia uda się na Stamford Bridge, gdzie nie przegrał od czerwca 2020 roku, a cztery z pięciu ostatnich wizyt kończył wygraną. Tydzień później znów zmierzy się z londyńską ekipą – tym razem u siebie. 19 kwietnia na Etihad przyjedzie liderujący w Premier League Arsenal, który ma dziewięć punktów przewagi nad City, ale jeden mecz rozegrany mniej. Przed własną publicznością The Citizens z Arsenalem nie przegrali od stycznia 2015 roku.

Reklama

Liverpool zaś do gry wróci w środę 8 kwietnia. Piłkarze Arne Slota spróbują zrewanżować się PSG za zeszłoroczne wyeliminowanie z Ligi Mistrzów, ale z taką formą trudno myśleć o półfinale. Rewanż na Anfield odbędzie się sześć dni później. W międzyczasie The Reds podejmą Fulham. Na siedem kolejek przed końcem sezonu Premier League zajmują piąte miejsce, które dzięki dobremu współczynnikowi Anglii w rankingu UEFA zapewne da udział w Lidze Mistrzów. Jednak nad szóstą Chelsea ustępujący mistrzowie kraju mają tylko punkt przewagi.

CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

fot. Newspix

1 komentarz
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama