Pep zadowolony. Manchester City wciąż gra na czterech frontach

Patryk Idasiak

07 marca 2026, 22:59 • 4 min czytania 0

Reklama
Pep zadowolony. Manchester City wciąż gra na czterech frontach

Pep Guardiola upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze dał odpocząć swoim najważniejszym zawodnikom, a po drugie wcale nie kosztowało go to odpadnięcia z FA Cup. Manchester City jest już w ćwierćfinale tych rozgrywek i pozostaje w grze na czterech frontach. Wygrał na trudnym terenie i wyeliminował Newcastle United. 

Piąty raz w tym sezonie

„Znowu wy” – mogli powiedzieć zarówno jedni, jak i drudzy. Newcastle mierzyło się bowiem z Manchesterem City już cztery razy w tym sezonie. Dwukrotnie w lidze i w półfinale Pucharu Ligi, który jest dwumeczem.

  • 22 listopada – 2:1 dla Newcastle w Premier League; dublet Harveya Barnesa
  • 13 stycznia – 2:0 dla Manchesteru City w Pucharze Ligi
  • 4 lutego – 3:1 dla Manchesteru City w Pucharze Ligi (rewanż)
  • 21 lutego – 2:1 dla Manchesteru City w Premier League; dublet Nico O’Reilly’ego

Pep Guardiola w FA Cup dał odpocząć kilku ważnym piłkarzom. Bernardo Silva, Gianluigi Donnarumma, Ruben Dias, Marc Guehi, Rodri – oni rozpoczęli na ławce rezerwowych. Zagrał chociażby John Stones, o którym wszyscy już chyba zapomnieli. Erling Haaland wciąż odpoczywa po drobnym urazie kostki. Eddie Howe skorzystał z większej liczby podstawowych zawodników, ale na ławce zostawił Anthony’ego Gordona.

Cios za cios. Sporo jakości w ofensywie

Rozpoczęło się od świetnej okazji Tijjaniego Reijndersa, który walczy o to, by znów być piłkarzem podstawowej jedenastki. Holender jednak spudłował. Manchester City ruszył aktywnie, dopiero z czasem to Newcastle United przejmowało inicjatywę.

Reklama

William Osula trochę zaplątał się z piłką, innym razem błąd popełnił James Trafford, wybijając piłkę w dziwny sposób prosto na głowę Nicka Woltemade. Tylko bystrość umysłu i ustawienie się na linii Nico Gonzaleza uratowała gości. Zasłużył tu na piwo od bramkarza za tę asekurację. Był też strzał Thiawa i całkiem niezły pressing gospodarzy.

W końcu Newcastle udokumentowało ten dobry okres gry. Sandro Tonali zagrał świetną prostopadłą piłkę do Barnesa, ten miał mnóstwo miejsca, ściął sobie do środka i zapakował po oknie. Trafford nie miał szans. Anglik strzelił trzeciego gola przeciwko City w tym sezonie. W 20. minucie było 7:1 w strzałach dla Srok, co tylko podkreślało ich dominację.

Reklama

I wtedy przebudził się Manchester City. Tak jakby nagle dostał obuchem w łeb. Całkiem nieźle prezentował się na skrzydle Savinho, który nie ma w zespole najwyższych notowań. Najpierw zrobił taką naprawdę przebojową, indywidualną akcję skrzydłem i zakończył ją strzałem z kąta, później wygrał jeszcze jeden pojedynek i stworzył groźną szansę.

No i to on dał wyrównanie The Citizens, choć… było to dość komiczne. Nawet nie kopnął piłki. Jeremy Doku dośrodkował z jednego skrzydła, a Savinho po prostu dobrze się ustawił. Po drodze machnął się Lewis Hall i piłka trafiła Brazylijczyka w ochraniacz. A po co piłkarzowi ochraniacze? Oczywiście po to, żeby strzelać gole.

Reklama

Kolejną okazję zmarnował też Tijjani Reijnders. Bardzo dobrze się ten mecz oglądało. Mieliśmy sporo akcji, wiele strzałów (aż 20), dużo miejsca do gry.

Na puchary Omar Marmoush

W drugiej połowie Manchester City wrzucił szósty bieg. Półtorej minuty wystarczyło, żeby na listę strzelców wpisał się Omar Marmoush, czyli ten, na którego Pep Guardiola może liczyć w krajowych pucharach w przypadku rotacji. Znów skiksował jeden z obrońców, tym razem Kieran Trippier. Nie było trudne dla Egipcjanina, by wbić piłkę do bramki z trzech metrów.

The Citizens tworzyli kolejne szanse. Tijjani Reijnders ewidentnie nie miał dnia, bo był bardzo nieskuteczny. Śmiało mógł wziąć piłkę za skompletowanie hat-tricka, a pomarnował wszystko. Savinho też mógł mieć dublet, ale stojąc już przed samym bramkarzem podał kompletnie do nikogo.

Omar Marmoush wyręczył nieskutecznych kolegów. Nieważne czy z prostej sytuacji, czy z tej trochę trudniejszej. Mamy go za takiego piłkarza od pięknych bramek i tutaj dorzucił kolejną do kolekcji i przyładował petardę z 18 metrów. W 65. minucie było 3:1 i w zasadzie po meczu.

Reklama

Newcastle nie wierzyło już w odrobienie straty i oglądaliśmy dość nudną końcówkę. Pep Guardiola wpuścił Semenyo czy Cherkiego, a Eddie Howe dał 20 minut Gordonowi. Druga połowa na pewno nie była już tak porywająca.

Manchester City pozostaje w grze na czterech frontach. W Lidze Mistrzów zagra z Realem Madryt w 1/8 finału, w Premier League ma siedem oczek straty do Arsenalu i jeden mecz rozegrany mniej, w finale Pucharu Ligi 22 marca zmierzy się z Kanonierami właśnie, no i po pokonaniu Newcastle jest już w ćwierćfinale Pucharu Anglii.

Reklama

Newcastle United – Manchester City 1:3

  • 18′ Barnes – 1:0
  • 39′ Savinho – 1:1
  • 47′ Marmoush – 1:2
  • 65′ Marmoush – 1:3

CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna