Manchester City zagra z Arsenalem w finale Carabao Cup

Marcin Ziółkowski

04 lutego 2026, 23:48 • 4 min czytania 0

Manchester City zagra z Arsenalem w finale Carabao Cup

Wielu kibiców czuje satysfakcję, gdy o trofeum grają najlepsze drużyny. Tak będzie też tym razem w ramach Carabao Cup. Liderujący w Premier League Arsenal poznał finałowego rywala. Będzie nim ligowy wicelider – Manchester City. Kwestia awansu do finału rozstrzygnęła się już w pierwszej połowie spotkania, a jej gwiazdą był Omar Marmoush. Egipcjanin odkuł się po nieudanym Pucharze Narodów Afryki i popisał dubletem. The Citizens wygrali na Etihad Stadium 3:1 (5:1 w dwumeczu).

Reklama

Dopełnienie formalności – Manchester City finałowym rywalem Arsenalu

Manchester City w pierwszej połowie wyraźnie dominował i kontrolował przebieg spotkania. Już w siódmej minucie do siatki trafił Omar Marmoush, a właściwie… nabił go swoją interwencją Dan Burn, no ale bramka to bramka. Odbiło się od nogi Marmousha, więc to gol na jego konto.

James Trafford zanotował z kolei dwie kluczowe interwencje i uchronił swój zespół od kłopotów. Pokazał po raz kolejny, że śmiało w wielu klubach Premier League byłby jedynką. Był nawet zaangażowany w akcję bramkową na 2:0, kiedy to obronił strzał z rzutu wolnego i rozpoczął szybką kontrę.

Reklama

W niej Omar Marmoush ponownie znalazł sposób na Aarona Ramsdale’a, dobijając piłkę w zasadzie z metra. Swoją drogą, kibice domagają się więcej okazji dla Egipcjanina i… posadzenia na ławce będącego w kiepskiej formie Haalanda. Marmoush znów pokazał, że mają ku temu podstawy.

Sroki skarcił jeszcze Tijjani Reijnders trzy minuty później. Były pomocnik Milanu zakończył emocje w pucharowym dwumeczu już w pierwszej połowie. Był on drugą wyróżniającą się postacią. Napędzał akcje, szukał sobie miejsca, tworzył szanse kolegom, mógł się bardzo podobać.

5:0 w dwumeczu, no to wydaje się, że pozamiatane? Tylko, że Manchester City nie umie grać drugich połów. Tak było już wielokrotnie, nawet ostatnio z Tottenhamem w lidze. Tak się stało i teraz. Newcastle nie złożyło broni i w przerwie Eddie Howe dał szansę odrabiania strat Nickowi Woltemade oraz Anthony’emu Elandze.

Szwed trafił po kwadransie do siatki, ale tylko na tyle stać było Sroki. Choć okazje były – a to bramka zdobyta ze spalonego, a to ten sam Elanga niedorzecznie pudłujący z kilku metrów, gdy trzeba było dołożyć stopę. Man City w drugich połowach, ot co.

Guardiola chyba trochę się zdenerwował na taką bierność swoich graczy. Choć w dwumeczu było 5:1 dla jego zespołu, to kilka sekund po pudle Elangi wprowadził on do gry to, co miał najlepsze na ławce rezerwowych. Szansę podreperowania dorobku bramkowego dostali Erling Haaland, Rodri oraz Rayan Cherki. Ten ostatni błysnął w kilku akcjach. W kilka minut zrobił więcej niż Phil Foden przez cały wcześniejszy czas.

Ramsdale nie dał się za to pokonać Haalandowi, choć ten miał dwie doskonałe sytuacje. Manchester trochę się obudził, a Newcastle przestało tak napierać. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla gospodarzy.

Mistrz kontra uczeń

Dla Mikela Artety będzie to doskonała okazja, aby pokonać swojego mistrza w meczu o trofeum. Trener Arsenalu ma na koncie dwie Tarcze Wspólnoty, a także Puchar Anglii wywalczony w 2021 roku. Puchar Ligi Angielskiej to coś, czego w prywatnej gablocie jeszcze nie posiada.

Warto jednak wspomnieć, że angielski superpuchar z 2023 wygrał on po meczu z Guardiolą. Wtedy do siatki trafiali Leandro Trossard i… Cole Palmer. Był to jeden z ostatnich meczów angielskiego diamentu dla City. Dla Artety dotychczas było to ostatnie trofeum w roli trenera, choć dodajmy, że Tarczy w Anglii zbytnio się nie poważa.

Finał, który odbędzie się 22 marca na Wembley ma więc dodatkowy smaczek.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama