Efektowne dryblingi, szybkie tempo, mnóstwo bramek, parady bramkarzy i dramaturgia. Brzmi jak przepis na idealny piłkarski mecz? Owszem. Ale w tradycyjnym futbolu czasem tego brak. Za to socca daje nam to wszystko i to z nawiązką.
Tu czasem trudno nadążyć za akcją. Piłka wędruje od pola karnego do pola karnego w kilkanaście sekund, a efektowne strzały, dryblingi i bramkarskie parady zdarzają się nie kilka razy w meczu, lecz kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy. Nic więc dziwnego, że futbol sześcio- i siedmioosobowy błyskawicznie zyskuje rzesze nowych fanów na całym świecie.
Małe boisko, wielkie emocje. Polscy mistrzowie chcą podbić Kings League
Dowodów nie trzeba daleko szukać. Transmisje z ostatnich mistrzostw świata Socca (piłki nożnej sześcioosobowej) cieszyły się ogromną popularnością i przyciągały też uwagę w mediach społecznościowych.
Zauważają to nie tylko media, ale i sponsorzy. Niedawno współpracę z Polską Federacją Piłki Nożnej Sześcioosobowej rozpoczął Superbet, jeden z największych sponsorów polskiej piłki (wspiera między innymi aż pięć ekstraklasowych klubów).
– Socca ujęła nas przede wszystkim dynamiką i tym, że jest bliska każdemu z nas. Przecież gdy idziemy pograć z kolegami, robimy to na Orliku. Społeczność skupiona wokół tej odmiany futbolu jest ogromna i bardzo zaangażowana, dlatego cieszymy się, że możemy wspierać kadrę w kolejnych sukcesach – mówi Łukasz Seweryniak, General Manager Superbet Polska.
Ale nie tylko bukmacherzy dostrzegają potencjał w socca. Rosnąca popularność futbolu na mniejszym boisku przyciągnęła też operatorów aplikacji livescoreowych. Jednym ze sponsorów Polski w Brazylii będzie Superscore, nowa na polskim rynku aplikacja, pozwalająca śledzić na bieżąco wyniki meczów. W tym przypadku będzie też można sprawdzać na bieżąco, jak Biało-Czerwoni radzą sobie w Brazylii.
Zachęcamy do śledzenia wyników Kings World Cup Nations w aplikacji Superscore. Link znajdziecie tutaj
Do wysokiej oglądalności z pewnością przyczynił się także świetny wynik reprezentacji Polski. Zespół prowadzony przez Klaudiusza Hirscha zdobył tytuł najlepszej drużyny globu i wrócił do kraju ze złotymi medalami na szyjach.

– Spełniliśmy marzenie. Od dawna byliśmy w światowej czołówce, ale zawsze czegoś brakowało – mówi najbardziej doświadczony piłkarz i kapitan Biało-Czerwonych, Bartłomiej Dębicki.
Zapytany o skalę zainteresowania kadrą po ostatnim turnieju, przyznaje bez chwili zastanowienia: – Nie spodziewaliśmy się aż takiego odbioru. To naprawdę było super – dostaliśmy mnóstwo gratulacji i sporo wiadomości w mediach społecznościowych. Fajnie, że nasz sukces tak się poniósł – dodaje Dębicki.
Na podbój Brazylii
Od złota wywalczonego w Meksyku nie minęło wiele czasu, jednak na piłkarzy reprezentacji Polski socca czeka już kolejne wyzwanie. I to nie byle jakie. To oni właśnie będą stanowili trzon kadry Biało-Czerwonych na Kings World Cup Nations – turnieju będącym częścią Kings League, czyli rozgrywek stworzonych m.in. przez Gerarda Pique.
Federacja byłego gracza Barcelony w ciągu ostatnich kilku lat zyskała rzesze fanów na całym świecie i, jak określają ją założyciele, ma być odmianą futbolu, która przyciągnie do niego młodzież. Stąd nietypowe zasady, oraz obecność – najczęściej w roli ambasadorów – nie tylko wielkich piłkarskich nazwisk jak: Lamine Yamal, Kaka, Neymar, czy w przypadku polskiej kadry – Robert Lewandowski, ale też znanych influencerów (w naszej drużynie Izak).
Dla Biało-Czerwonych będzie to debiut na boiskach Kings League, ale zespół złożony w większości na mistrzach świata socca, nie ma powodu by obawiać się kogokolwiek.
– To będą nieco inne zawody – gra się po siedmiu, obowiązują dodatkowe zasady, jak choćby podwójne gole. Jest więc dreszczyk emocji, ale jestem spokojny o nasz występ – mówi Dębicki.
Kolejny, ewentualny, sukces na pewno przysporzyłby kadrze socca i całej dyscyplinie jeszcze większą popularność.

Z orlika po złoto
I dobrze, bo jeśli tak się stanie, doceniona zostanie po prostu ciężka, mrówcza praca całkiem sporego grona osób, które od lat robi wszystko, by ten sport się rozwijał i stał na jak najwyższym możliwym poziome.
Historia socca w Polsce zaczęła się z… nudów. A dokładniej – z braku możliwości znalezienia chętnych do gry w piłkę. Wojciech Dudek wraz z kolegami chcieli po prostu pograć, a że długo nie mogli znaleźć rywala, wpadli na pomysł stworzenia platformy, dzięki której można byłoby umawiać się na mecze. Tak we Wrocławiu powstała Playarena, która szybko rozrosła się do ogólnopolskiego projektu, skupiającego dziesiątki tysięcy graczy.
– A nawet setki tysięcy – prostuje Łukasz Zajm, dyrektor sportowy Turniejów Mistrzostw Polski Socca i administrator rozgrywek Playarena.
– To trochę sport narodowy, bo przecież każdy, kto kopie na Orliku – nawet jeśli nie wie, że to się tak oficjalnie nazywa – gra w socca – wtóruje mu Przemysław Kaczmarek, dziennikarz i komentator Socca.pl.
Początki Playareny sięgają 2007 roku. Sześć lat później powołano reprezentację Polski, a na pierwsze sukcesy trzeba było czekać zaledwie pięć lat. W 2018 roku w Lizbonie zespół Klaudiusza Hirscha zajął drugie miejsce na mistrzostwach świata, a rok później ten wynik powtórzył.
– Najbardziej bolała porażka z Niemcami w 2018 roku. Byliśmy lepsi, rywal przeprowadził jedną dobrą akcję i… wystarczyło. Z Rosją porażkę było łatwiej przełknąć, bo trafiliśmy na mocniejszego przeciwnika – wspomina Dębicki. – Te dwa mecze oraz porażka z Rumunią na mistrzostwach w Omanie były czymś, co paradoksalnie pozwoliło nam uwierzyć, że w końcu zdobędziemy złoto – dodaje kapitan kadry.
Do trzech finałów sztuka
I w końcu się udało. W Meksyku polska kadra nie miała sobie równych, a ogromna w tym zasługa Klaudiusza Hirscha. Jak podkreślają wszyscy nasi rozmówcy, bez niego tak dynamiczny rozwój socca w Polsce nie byłby możliwy, a poziom reprezentacji z pewnością byłby niższy.

– Jest selekcjonerem reprezentacji Polski od 2013 roku. Ma ogromne doświadczenie z kariery futsalowej i trenerskiej. Jest wizjonerem i autorytetem w polskim socca. Wielokrotnie podkreśla, że dla niego „droga jest ważniejsza od celu”. Tym celem jest mistrzostwo świata, ale sam sukces, bez zbudowania struktur i fundamentów, nie pomógłby w rozwoju dyscypliny. Selekcjoner zwraca uwagę nie tylko na umiejętności piłkarskie zawodników, ale także na to, jak realizują założenia taktyczne i jak odnajdują się w grupie. Często powtarza, że chce mieć zespół, a nie zbiór indywidualności – uważa Zajm.
Właściwie każdy, kto z bliska przyglądał się pracy Hirscha, podkreśla, że selekcjoner kadry socca dba o szczegóły. Słowem – to, nad czym zespół pracuje na zajęciach, jest później skrzętnie realizowane w meczach. To właśnie wypracowane schematy przyniosły nam gola na wagę awansu do finału mistrzostw świata. Nic więc dziwnego, że widząc takie efekty, zawodnicy bez mrugnięcia okiem słuchają rad trenera i poszliby za nim w ogień.
Faworyci bez kompleksów
Kto może trafić do kadry? Każdy. Selekcja nie jest zamknięta, a Hirsch regularnie podróżuje po Polsce, obserwując zawodników podczas największych turniejów. Choć za grę w reprezentacji socca nikt nie otrzymuje wynagrodzenia, chętnych nie brakuje.
– Paradoksalnie tych chłopaków nie trzeba dodatkowo motywować – zaznacza Kaczmarek. – Każdy zna swoją wartość i wie, po co tu jest. Nawet ci, którzy grają mniej, doskonale rozumieją swoją rolę. Do tego czujemy, że jesteśmy w gronie faworytów. Uwielbiamy grać przy pełnych trybunach.
– Sama gra w kadrze jest wystarczającą motywacją. Każdy z nas marzył o tym jako dzieciak – to spełnienie snu – dodaje z uśmiechem Dębicki.

Sport, który ludzie rozumieją
Sukces kadry w Meksyku w naturalny sposób przyniósł dyscyplinie rozgłos i zwiększył zainteresowanie. Socca rośnie, bo jest bliska ludziom: dynamiczna, szybka, intensywna. Bez długich przestojów i skomplikowanych analiz, za to z akcją zmieniającą się z sekundy na sekundę.
– To dokładnie to, czego dziś oczekuje odbiorca: krótko, szybko, emocjonująco – mówi Kaczmarek. – Myślę, że 2026 rok będzie prawdziwym boomem na małą piłkę, choć ten przyszedł do nas kilka miesięcy później, niż mógł – dodaje.
Zapytany dlaczego, uśmiecha się tylko: – W 2025 roku wygraliśmy mistrzostwa Europy, ale gdy zdobywaliśmy złoto, w kadrze Michała Probierza wybuchła afera związana z opaską kapitańską i Robertem Lewandowskim. Siłą rzeczy nie udało się przebić – tłumaczy dziennikarz Socca.pl.
Co dalej? Więcej niż marzenia
Okazji do jeszcze mocniejszej promocji dyscypliny w 2026 roku nie zabraknie. Wszystko zacznie się już 3 stycznia, kiedy Polacy wystartują we wspomnianym Kings World Cup Nations.
Później kibiców czekają jeszcze mistrzostwa Europy i świata, dlatego 2026 rok może śmiało stać się rokiem socca.
Kolejne turnieje z udziałem reprezentacji z pewnością wygenerują duże zainteresowanie, a być może doprowadzą także do organizacji mistrzostw świata socca w Polsce. – To byłoby spełnienie kolejnego marzenia. Zagrać taki turniej u siebie – przyznaje Dębicki.
– Od lat wyznaczamy w tym sporcie trendy i jesteśmy wzorem dla innych, więc czemu nie? – pyta retorycznie Kaczmarek.
Zanim jednak mistrzostwa trafią do Polski, plan jest prosty: obrona tytułów mistrza świata i Europy. Jeśli to się uda, z czystym sumieniem będzie można powiedzieć, że jesteśmy piłkarską potęgą.
Przynajmniej w tym mniejszym wydaniu.