Manchester City jak Psikuta – ma zajebiście silną psychikę. Rozwalił Liverpool na Anfield

Braian Wilma

Autor:Braian Wilma

11 października 2026, 19:28 • 5 min czytania 4

Reklama
Manchester City jak Psikuta – ma zajebiście silną psychikę. Rozwalił Liverpool na Anfield

Czy zarzuty obciążające Manchester City nie wpłynęły na drużynę, tak jak twierdził na przedmeczowej konferencji Enzo Maresca? Patrząc na wynik – niekoniecznie, natomiast przez kilkadziesiąt minut wyjazdowego starcia z Liverpoolem jego podopieczni mieli kłopoty, by przeprowadzić choćby składną akcję. Ale przetrzymali napór naprawdę bardzo, bardzo głośnych i wściekłych fanów na Anfield i nabuzowanych graczy Liverpoolu walczących o każdy metr. Wszystko odmieniła czerwona kartka Ryana Gravenbercha – grający w dziesiątkę The Reds nie byli już w stanie zatrzymać Obywateli. Jeremy Doku wszedł i pozamiatał. 

Reklama

Choć obie ekipy pozostawały niepokonane w Premier League, to miały przed tym meczem swoje problemy. Ekipę Andoniego Iraoli dopadł wirus FIFA – na zgrupowaniach swoich reprezentacji urazów doznali Alexander Isak i Cody Gakpo. Wiadomo było, że obaj nie zdążą się wykurować, natomiast w ostatniej chwili do wspomnianej dwójki dołączył także Dominik Szoboszlai. Węgier doznał kontuzji mięśnia dwugłowego uda w związku z przeciążeniami (cztery mecze w reprezentacji rozegrane niemal w całości). Liverpoolowi brakowało liderów.

Z innego wymiaru kłopotami zmaga się Manchester City. Obywatele zostali uznani winnymi wobec zarzutów dotyczących poważnych naruszeń finansowych z sezonów 2009/10 – 2017/18. Jakie kary mogą ich dotknąć? Wielu kibiców innych drużyn domaga się odebrania im mistrzostw, które zdobyli w tamtych latach. Jeśli faktycznie by się tak stało, Liverpool mógłby zyskać kolejny puchar (sezon 2013/14 i słynne poślizgnięcie się Gerrarda).

Taki scenariusz wydaje się mało realny, natomiast pomijając nawet tę kwestię, w ostatnich latach po prostu zawiązała się ogromna rywalizacja między obiema ekipami. Przez wiele lat Liverpool był najpoważniejszym konkurentem City w walce o mistrzostwo Anglii czy Ligę Mistrzów. Kibice obu drużyn specjalnie za sobą nie przepadają. W poprzednich latach, gdy Manchester przyjeżdżał na Anfield, zdarzało się, że klubowy autokar mocno obrywał. Gorące przywitanie kibice The Reds szykowali rywalom i tym razem, jednak przezorni organizatorzy skierowali pojazd City do innego wejścia na stadion.

Reklama

A na sektorze gości zobaczyliśmy… pełno nadmuchanych bananów. Kibice The Citizens nawiązali tym samym do tradycji sięgających końcówki lat 80., kiedy po spadku do Second Division wspomniany nadmuchany owoc stał się ich symbolem. Można to interpretować jako gest solidarności z przeżywającym trudny okres klubem.

Banany z Manchesteru. Żółta mania City

Manchester City wykorzystał osłabienie Liverpoolu. Świetna zmiana Doku

Pierwsza połowa? Coż, odbyła się. Od początku całe Anfield kipiało. Każdy kontakt z piłką graczy City wiązał się z morzem gwizdów. Wow, to było naprawdę mocne przywitanie. Mogło to gości sparaliżować. To przecież ich pierwszy mecz po przerwie reprezentacyjnej, podczas której klub usłyszał zarzuty. Z ogromną intensywnością biegali też zawodnicy Liverpoolu. Ale taki obraz utrzymał się raptem przez kilkanaście minut.

Reklama

W trakcie pół godziny gry zobaczyliśmy… jeden strzał ze strony The Reds. Nieco więcej na wysokości pól karnych obu ekip działo się przed przerwą, natomiast żaden z czterech strzałów gospodarzy nie zagroził poważnie bramce Donnarummy (trzy z nich oddał Victor Munoz – najlepszy gracz The Reds). Podobnie, jak dwie próby graczy City nie zagroziły Alissonowi (a może i trzy, jeśli liczyć bombę… w aut Cherkiego).

Mogło podobać się to, co obie drużyny prezentowały po przerwie i to z obu stron. Próbował grający w ataku Liverpoolu Koumas, próbował Gravenberch czy Mac Allister. The Reds praktycznie w minutę stworzyli trzy groźne szanse. Donnarumma musiał się natrudzić. W 60. minucie z kolei świetną okazję pod drugą bramką miał Erling Haaland – dla napastnika tej klasy można by rzec, że stuprocentową. Po podaniu od Semenyo Norweg minimalnie jednak przestrzelił.

Kilkadziesiąt sekund później kolejny strzał z dystansu oddał Ryan Gravenberch. Poradził z nim sobie Donnarumma, a chwilę później pomocnik Liverpoolu wpakował się w nogi wprowadzonego z ławki Jeremy’ego Doku, za co obejrzał żółtą kartkę. A że pierwszą zobaczył na początku drugiej połowy, to sędzia wyrzucił go z boiska.

To całkowicie odmieniło mecz, kolejne minuty były zabójcze dla gospodarzy. Wystarczyło 18 minut, by podopieczni Enzo Mareski wbili im trzy bramki. Najpierw za wcześniejsze pudło zrehabilitował się Haaland, który wpakował piłkę do siatki po kolejnej akcji Doku. Belg był tego dnia nie do zatrzymania i po chwili on sam wpisał się na listę strzelców po pięknym strzale w kierunku dalszego słupka. Wszedł i po prostu pozamiatał.

Reklama

Jak poluzowały się szyki grającego w osłabieniu Liverpoolu, tak rozluźnili się piłkarze City, którzy złapali swój rytm i zabrali przeciwnikom piłkę. Jedna z ich akcji zakończyła się trzecim golem. W 78. minucie świetne podanie Gvardiola wykorzystał Cherki, który zabawił się w polu karnym z Jeremiem Frimpongiem i pokonał Alissona. Liverpool już praktycznie przestał grać.

Reklama

W końcówce, kiedy gracze gości wymieniali piłkę, to z każdym ich kontaktem gospodarze skandowali głośno: „cheats” (oszuści). Na pewno fani na trybunach zgotowali Obywatelom bardziej gorącą atmosferę niż ich ulubieńcy na boisku. Ci trochę nie dojechali na własny stadion.

Reklama

Pozornie łatwe zwycięstwo umocniło Manchester City na pozycji lidera Premier League. The Citizens mają komplet zwycięstw w sześciu kolejkach.

Liverpool – Manchester City 0:3 (0:0)

  • 0:1 – E. Haaland 65′
  • 0:2 – J. Doku 68′
  • 0:3 – R. Cherki 78′

Fot. Newspix

4 komentarze
Braian Wilma

Miłośnik piłki w każdej postaci. Dziennikarskie szlify zbierał w portalu Futbol News. Od dziecka śledził rozgrywki Premier League, jednak z wiekiem dorósł do prawdziwego futbolu rodem z Ekstraklasy. Jako, że lepiej mu w niebieskim, to szczególnie obserwuje poczynania Lecha i Chelsea.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama