Zmiany trenerów, seria porażek, mizerna gra całego zespołu. Jean Carlos Silva przeżywa w Częstochowie deja vu, a najgorsze może być dopiero przed nim. Zwłaszcza jeśli Tomasz Kaczmarek nadal będzie widział w Brazylijczyku… jednego z liderów Rakowa.
Raków jak Wisła Kraków
Jean Carlos Silva trafił do Polski latem 2019 roku, kiedy to zasilił szeregi Wisły Kraków. Na Reymonta przychodził jako zawodnik na wskroś ofensywny, mogący zagrać na obu skrzydłach, a zdarzały się też mecze, że oglądaliśmy go na szpicy.
Jeśli chodzi o wyniki, w dwunastu pierwszych meczach Wisła Kraków trzy razy wygrała, dwa razy zremisowała, a siedem razy przegrała. Zanotowała bolesną wpadkę w Pucharze Polski z Błękitnymi Stargard. Zaczęła przegrywać seryjnie i wpadła w dołek mentalny. Nastąpiła także zmiana trenera…
Brzmi znajomo?
Minęło siedem lat, Jean Carlos jest obecnie zawodnikiem Rakowa, z którym kilka sezonów wcześniej sięgnął po mistrzostwo Polski.
Bilans pierwszych dwunastu meczów w tym sezonie? Trzy zwycięstwa, dwa remisy, siedem porażek. IDENTYCZNY jak wtedy w Wiśle. Pozytyw dla niego może być taki, że Biała Gwiazda w lidze się utrzymała. Co łączy te dwa sezony? Brazylijczyk, który akurat znajdował się w drużynie przeżywającej poważny kryzys. I nie wyróżniał się na tle pozostałych, tylko wpasował się w tę mizerię.

Bez systemu ani rusz
Dlaczego Jean Carlos Silva najlepiej wyglądał jako wahadłowy w systemie Marka Papszuna? I dlaczego nieźle prezentował się w Pogoni Szczecin, skoro wcześniej Wisła rozstała się z nim bez większego żalu? Dlatego, że funkcjonował w bardzo dobrze naoliwionych maszynach, a mistrzowski Raków był pod tym względem wręcz perfekcyjny.
Po tytule tak tłumaczył swój rozwój.
– Trenerzy byli wyrozumiali, kiedy na początku myliłem się na przykład podczas treningów, albo popełniałem błędy. Zawsze spokojnie mnie poprawiali i tłumaczyli, co i jak powinienem zrobić. (…) Z mojego punktu widzenia chodzi o to, by mieć pozytywne nastawienie. (…) Mamy tu zapewnione wszystko, czego potrzeba. Współpracujemy także z trenerem mentalnym. W codziennej pracy zwracamy dużą uwagę na detale, a ponadto cechuje nas mentalność zwycięzców – mówił trzy lata temu Brazylijczyk.
Dziś z tego bezpiecznego środowiska nie zostało w Częstochowie absolutnie nic. Raków próbuje z kolejnymi trenerami dokonać „depapszunizacji”, ale kiepsko to wychodzi. Bez systemowych założeń od Marka Papszuna i jego asystentów Brazylijczyk zaczął więcej myśleć na boisku. Efekt? Popełnia błąd za błędem w defensywie, bo obrońcą to on nigdy nie był.
Jego ostatnie występy nie były udane, i to delikatnie mówiąc, a swoimi błędami dokłada cegiełkę do i tak pogarszającej się sytuacji w tabeli.
Ze Śląskiem Wrocław dwukrotnie nie doskoczył do przeciwników przy akcjach bramkowych. W starciu z Cracovią nie wykorzystał dogodnej okazji i sprokurował jedenastkę za zagranie ręką. Z GieKSą zresztą było tak samo. I można by tak wymieniać i wymieniać. Kulminację tej katastrofy widzieliśmy w rewanżu z Hajdukiem Split, kiedy to wszedł na boisko w miejsce kontuzjowanego Ericka Otieno i dał taką zmianę, że klękajcie narody.
Szkoda na to klawiatury. Wystarczy, jak obejrzycie filmik.
Jean Carlos vs Hajduk Split 🤒🤕
Szczerze aż nie wiem co napisać.
📽 @Sportowy_Kanal https://t.co/X3NKzjHGmk
— Jarosław Kłak (@GigiJarek) August 28, 2026
Wróćmy jeszcze do spotkania z GieKSą. Oto garść statystyk Brazylijczyka po tym meczu:
- 14 strat na zaledwie 34 kontakty z piłką,
- 11/18 celnych podań (w tym 2/8 celnych podań do przodu),
- 2 strzały (jeden niecelny, jeden zablokowany),
- 0 kluczowych podań,
- 0 udanych dryblingów.
Dramat.
To niezły „lider”
Po blamażu z GieKSą trener Tomasz Kaczmarek próbował bronić Jeana Carlosa.
– Sytuacja z rzutem karnym jest bardzo niefortunna. Jak się zobaczy dokładnie, jak Carlos reaguje na stratę, w jakim sprincie idzie, jak dużo daje od siebie, żeby pomóc zespołowi w tym momencie, to jest po prostu jednym z liderów tego zespołu. Wiadomo, że teraz jak jesteśmy w trudniejszym momencie, to zdarzają się nawet naszym najbardziej doświadczonym zawodnikom trudne momenty. Co do Carlosa, to nie ma dwóch zdań. To jest bardzo dobry zawodnik i my go potrzebujemy. Jestem też przekonany, że taka porcja pecha, jaką miał w tej sytuacji, się skończy – powiedział.
Problem w tym, że taki piłkarz nie może być liderem. Chyba, że liderem pociągu z Częstochowy, który zmierza do Betclic 1. Ligi, to wtedy w porządku, zgadza się.
Owszem, jest bardzo doświadczony, rozegrał już blisko 200 meczów na poziomie Ekstraklasy, ale jest to również zawodnik, który najlepiej sobie radzi tylko wtedy, gdy wszystko dookoła funkcjonuje bez zarzutu – co świetnie udowadniał w przeszłości. I można zrobić z Jeana Carlosa kozła ofiarnego obecnego kryzysu Rakowa, ale jego partnerzy wcale nie są lepsi, co mecz popełniając proste błędy i prokurując rzuty karne.
Dramatycznie wygląda po meczu z GKS-em Katowice tabela pt. expected goals against. Raków Częstochowa dopuszcza przeciwników do najdogodniejszych okazji. Trzeba brać małą poprawkę, że ma mecz rozegrany więcej od innych, ale i tak wygląda to dość absurdalnie, a trudno przypuszczać, żeby Radomiak nagle w jednym meczu dopuścił (i to u siebie) Motor do xG na poziomie 6,0, żeby się do Medalików zbliżyć.

Jeśli Raków liczył na to, że to właśnie Brazylijczyk miał być jednym z liderów i w trudnych momentach trzymać wszystko w ryzach, to życzymy powodzenia w utrzymaniu. Jean Carlos nie ciągnie bowiem pozostałych za uszy (chyba, że do dołu). Najgorszy jest całkowity brak refleksji, bo przecież chyba każdy średnio zorientowany człowiek widzi, że Brazylijczyk w takiej formie zwyczajnie się do niczego nie nadaje.
A jeśli nowy lider się nie wyklaruje, polecamy już bukować hotele w Siedlcach, Głogowie czy Rzeszowie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix