Ależ wydarzenie – Legia Warszawa wygrała mecz w lidze! Dostawała w dziób (bądź remisowała) przez cały październik, listopad, grudzień i rzutem na taśmę zwyciężyła w swoim ostatnim spotkaniu w lutym. Tym samym legioniści opuszczają strefę spadkową, ale być może tylko na chwilę, bo w niedzielę u siebie gra Arka.
Spójrzcie na skład Legii z tego meczu, zapominając że to Legia, i powiedzcie z ręką na sercu – czy ta ekipa może walczyć o coś więcej niż utrzymanie?
- Otto Hindrich – bramkarz, który przyszedł jako dwójka.
- Jan Leszczyński – chłopak, który przed tygodniem zadebiutował w Ekstraklasie.
- Wojciech Urbański – młody zawodnik, który raczej nie rozpala wyobraźni.
- Patryk Kun – gość, który był już w głębokiej rezerwie.
- Wahan Biczachczjan – facet, który przyszedł jako uzupełnienie.
- Mileta Rajović – najgorszy napastnik w Ekstraklasie.
- Rafał Adamski – przed chwilą grający w Pogoni Grodzisk Mazowiecki.
Do tego kilka dużych nazwisk, które zawodzą, jak Szymański czy Piątkowski. No powiedzcie szczerze – o co na papierze powinna walczyć taka ekipa? O mistrzostwo? O puchary? O środek tabeli? No jak dla nas jest to paka mogąca grać maksymalnie o utrzymanie. I to wcale niebędąca faworytem w tym starciu.
Legia Warszawa – Wisła Płock 2:1. Wygrana po miesiącach posuchy
Może to był właśnie pomysł Marka Papszuna – uderzenie pięścią w stół, wywrócenie hierarchii, postawienie na mniejsze nazwiska, ale takie, które więcej pobiegają, powalczą, poczują się jak faktycznie walczący o utrzymanie, a nie panowie piłkarze. Wymowne, że ani na minutę nie wybiegł dziś Kacper Urbański, Antonio Colak zresztą też. Odstawiony został Kacper Tobiasz, Steve Kapuadi pewnie nie zameldowałby się na murawie, gdyby nie było takiej konieczności.
W takim składzie Legia przepchnęła pierwsze ligowe zwycięstwo od września. Nie, nie zagrała wielkiego meczu, raczej to samo, co w Katowicach czy Gdyni. Przy pierwszym golu największe zasługi miał Leszczyński. Jasne, Biczachczjan fajnie pograł z Krasniqim na boku, ale wrzutka tego drugiego była słaba, skoro zamiast do kolegów trafiła do bramkarza. Wahadłowy nie miał prawa wiedzieć, że Leszczyński postanowi wypluć piłkę przed siebie, gdzie nogę wsadzi debiutujący Adamski. Nowy napastnik wyglądał nieźle – trochę porozbijał się z obrońcami, nie zawiódł w kluczowym momencie, przy obecnej konkurencji raczej nie powinien mieć problemów z regularną grą.
Kiedy Legia już trafiła do siatki, szybko zgasła. Cofnęła się, oddała rywalowi pole gry. I Wisła wyglądała trochę lepiej. Tworzyła sobie okazje (główka Niarchosa, strzał z ostrego kąta Sekulskiego), aż w końcu wcisnęła gola na 1:1, co odebraliśmy jako zupełnie naturalną sytuację, wynikającą z przebiegu gry. Fatalną stratę w środku zaliczył Reca, Pacheco wrzucił w punkt, Nowak dobrze zagłówkował.
I jakże wymowna była reakcja piłkarza po bramce – nie celebrował, nie robił cieszynki, a złapał futbolówkę i szybko pognał w stronę środkowego koła. Gdyby Legia grała na poziomie godnym swojej niewątpliwej marki, młody chłopak pewnie szalałby z radości, a tak – co tu celebrować? Czy dziś 1:1 przy Łazienkowskiej to dobry wynik? No właśnie.
Wisła chciała iść po więcej, ale zabrakło jej sił. Na samą końcówkę trener Misiura musiał zdjąć dwóch napastników, nie wprowadzając ani jednego. Nie było czym gonić, a do siatki zamiast Wisły trafiła Legia, a konkretnie zrobił to mocno krytykowany Chodyna, który wykorzystał wrzutkę Recy.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Nie było to zwycięstwo na zasadzie: wielkie przełamanie Legii. Po prostu wygrała mecz, bo kiedyś musiała. Przez 90 minut oddała jedynie sześć strzałów. Sześć strzałów! Jedna próba na 15 minut. Akurat trafił jej się rywal, który jest zupełnie pod formą, co oglądaliśmy w ostatnich meczach z Piastem czy Widzewem. Na tle warszawskiej ekipy Nafciarze i tak wyglądali znacznie lepiej. Teraz przed legionistami Jagiellonia, Cracovia, Radomiak i Raków, a więc istnieje szansa na to, że po przełamaniu w lutym znów obejrzymy cały miesiąc bez zwycięstwa.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O LEGII WARSZAWA:
- Widzew chce piłkarza Legii! Ogromne pieniądze na stole
- Takimi obrazkami ma żyć stadion Legii Warszawa
- Kuzyni znowu w meczu Legii. Tym razem na serio
Fot. FotoPyK