Zimna murawa, niewykorzystany rzut karny i cios w doliczonym czasie gry – tak wyglądał kolejny bolesny wieczór Legii Warszawa. Przed Markiem Papszunem mnóstwo pracy, a przy Łazienkowskiej bardziej konkretna i na pewno bardziej skuteczna była Korona Kielce. Bohaterem gości okazał się Mariusz Stępiński, który z przytupem powrócił do Ekstraklasy.
Początek meczu był rozgrywany w dosyć spokojnym tempie, choć kiepsko przygotowana murawa zdecydowanie nie ułatwiała nikomu zadania. Obie drużyny nie do końca skutecznie próbowały przedostać się pod bramkę rywali. Nieco bardziej aktywna była Legia, która za sprawą Milety Rajovicia czy Juergena Elitima sprawdzała czujność obrony i bramkarza Korony. W 18. minucie z kolei z dobrej strony pokazał się Biczachczjan, ale po dobrym dryblingu i zgraniu w pole karne, jego akcji nie wykończył Kacper Urbański.
Koszmar Legii trwa. Stępiński show przy Łazienkowskiej!
Korona była jednak w stanie poradzić sobie w trudniejszych momentach i nieźle wyglądała, jeśli chodzi o grę bez piłki. Podopieczni Jacka Zielińskiego nie zamierzali jednak odgrywać w Warszawie tylko roli statystów i w 23. minucie po dośrodkowaniu Tamara Svetlina piłkę do siatki skierował Mariusz Stępiński. – Dawno nie grałem meczów w takiej temperaturze, ale staramy się dostosować – powiedział 30-latek w przerwie podczas wywiadu Tomaszowi Lipińskiemu z CANAL+. Piłkarzowi, który jeszcze jesienią grał na Cyprze, udało się przypomnieć o swojej obecności na polskich boiskach w najlepszy możliwy sposób. Korona chciała pójść za ciosem i niedługo potem stworzyła sobie kolejną znakomitą okazję. W 38. minucie po rzucie rożnym Wiktora Długosza i zgraniu jednego z graczy, przed bramką znalazł się Antonin, ale posłał piłkę ponad bramką rywali. Legia mogła mówić o dużym szczęściu.
Klub z Warszawy wiele by oddał za takiego snajpera jak Stępiński, ale musi radzić sobie z Miletą Rajoviciem. Na początku przygotowań do nowej rundy Marek Papszun nie ukrywał, że przydałby się w klubie nowy napastnik. Skoro się jednak nie udało, to im bliżej pierwszego meczu, tym bardziej starał się podbudować swojego podopiecznego. – On może dojść do poziomu, w którym strzeli 20 goli w sezonie – stwierdził nawet w jednym z wywiadów. W 44. minucie otrzymał on ogromną szansę na podreperowanie skołatanych serc warszawskich fanów. Po dobrym zagraniu Kacpra Tobiasza na czystą pozycję z lewego sektora wybiegł Arkadiusz Reca. 30-latek był faulowany przez Xaviera Dziekońskiego, a Patryk Gryckiewicz nie miał wątpliwości – rzut karny. Do piłki podszedł właśnie Rajovic, który swoim golem właśnie z jedenastu metrów zapewnił pod koniec września ostatnie ligowe zwycięstwo Legii z Pogonią Szczecin. Tym razem jednak jego uderzenie odbił bramkarz Korony, a na domiar złego, pojedynek z Rajoviciem wygrał również przy dobitce.
Dziekoński zyskał dodatkowe moce, bo przed przerwą zdążył jeszcze zainterweniować przy strzale głową po rzucie rożnym Artura Jędrzejczyka. Niedługo potem sędzia zaprosił piłkarzy na przerwę, a Rajovic po raz kolejny mógł poczuć jak świat zawalił mu się na głowę. Marek Papszun nie zareagował jednak jego momentalną zmianą. Ściągnąć z boiska postanowił natomiast Urbańskiego, którego zastąpił Ermal Krasniqi.
Jego wejście nie spowodowało jednak przesadnego ożywienia poczynań Legii. Gospodarze nadal bili głową w mur i nie byli w stanie stworzyć przesadnego zagrożenia. Złe decyzje podejmował Biczachczjan, niezbyt okazale wyglądali również pozostali gracze. Znacznie bardziej konkretna była Korona, która w 61. minucie była o krok od podwyższenia prowadzenia. W zasadzie, to piłka wpadła do siatki, ale po dośrodkowaniu Matuszewskiego na minimalnym spalonym znajdował się Stępiński. Strzał był jednak bardzo dobry, czego nie można jednak powiedzieć o próbie Antonina kilka minut później.
Legia i kłopoty. Doskonały duet
Legioniści sami sobie stworzyli kłopoty, gdyż piłkę pod własną bramką w nieudanej próbie dryblingu stracił wprowadzony z ławki Augustyniak. Hiszpan z Korony miał przez chwilę odkrytą bramkę, ale do jego uderzenia zdążył doskoczyć Tobiasz. Świetny refleks wychowanka Legii utrzymał gospodarzy w grze i dał nadzieję, że być może uda się jeszcze odwrócić wynik spotkania. Słodką tajemnicą Antonina pozostanie również, dlaczego w tej sytuacji nie podawał do Stępińskiego.
Długo niewiele zapowiadało, że zmrożonych kibiców Legii na stadionie przy Łazienkowskiej spotka tego wieczoru cokolwiek miłego, ale jednak rezerwowy w talii Jacka Zielińskiego wyciągnął do rywali pomocną dłoń. Nie wątpimy, że Simon Gustafson może okazać się wartościowym wzmocnieniem Korony, ale jednak w 76. minucie zachował się w swoim polu karnym fatalnie. Szwed był wyraźnie spóźniony i faulował Elitima. Tym razem Rajovic trzymał się już z daleka od piłki, a podszedł do niej Bartosz Kapustka. Pomocnik pewnie posłał piłkę do siatki, a Legia strzeliła tym samym pierwszego gola za kadencji Marka Papszuna.
Jeśli ktokolwiek sądził jednak, że to trafienie uskrzydli Legię, to nic podobnego. Niedługo potem było bowiem o krok od gola dla gości. Lewym skrzydłem ruszył odważnie Dawid Błanik, dla którego był to powrót do gry po kontuzji. Skrzydłowy Korony prawie zaliczył asystę, ale jego podania nie wykorzystał Matuszewski, który w tej samej akcji posłał piłkę w słupek i w poprzeczkę.
Jak się jednak okazało co się odwlecze, to nie uciesze. Punkt kulminacyjny tego spotkania nastąpił bowiem w doliczonym czasie gry. Wówczas Matuszewski posłał piłkę w pole karne rywali i choć dośrodkowanie nie było najwyższych lotów, to jakimś cudem dotarło do Stępińskiego, który z zimną krwią pokonał Tobiasza. Tym samym triumf Korony Kielce przy Łazienkowskiej stał się faktem, a Legia jeszcze mocniej okopuje się w strefie spadkowej. Jeśli w poniedziałkowy wieczór Termalica choćby zremisuje z Cracovią drużyna Papszuna zamelduje się na ostatnim miejscu w Ekstraklasie. Korona z kolei może świętować, bo przy jej stylu gry z takim napastnikiem jak Stępiński, sporo zapowiada, że wiele momentów uniesienia jeszcze w tym sezonie przed nimi.
NOTY:
Legia: Tobiasz 5, Piątkowski 4, Jędrzejczyk 3, Pankov 3, Reca 4, Kapustka 4, Elitim 5, Stojanovic 3, Urbański 3, Rajovic 2, Biczachczjan 3
Krasniqi 4, Augustyniak 3
Korona: Dziekoński 5, Smolarczyk 5, Sotiriou 6, Resta 6, Zwoźny 5, Remacle 5, Svetlin 6, Matuszewski 6, Długosz 5, Stępiński 7, Antonin 3
Gustafson 3, Błanik 5
WIĘCEJ O LEGII WARSZAWA NA WESZŁO:
- Styczeń minął, diagnozy nie ma. Herra nadal milczy
- Jak Dariusz Mioduski kupił Legia Ladies dwa awanse [PATOLIGA]
- Jędrzejczyk o chaosie w Legii: „Nie powinniśmy tu być”
- Legia zarobi na transferze Kulenovicia? Wszystko jasne
Fot. Newspix