Zatrudnienie kobiety, pierwszy raz w historii, jako głównego trenera klubu z lig top 5 w Europie, nie było dla działaczy Unionu Berlin trudną czy desperacką decyzją. Wiedzieli, co robią, powierzając broniący się przed spadkiem z Bundesligi zespół w ręce Marie-Louise Ety. W internecie jedni nie rozumieją tej decyzji, inni wręcz szydzą. Ci, którzy znają Etę, chwalą. Ceniona niemiecka autorka książek pisze o „ostatnim bastionie męskości, bronionym zębami i pazurami”. My postanowiliśmy sprawdzić, co stopniowo osiągała w piłce 34-latka, że teraz otrzymała takie stanowisko. – Pokazywała niezwykłą osobowość. Wiem, że sobie poradzi – mówi o niej była reprezentantka Polski, która grała z nią w jednym klubie.
W ostatnich dniach wiele mówi się o Unionie Berlin, który ogłosił, że zespół do końca sezonu poprowadzi Marie-Louise Eta. Trenerka zastąpiła Steffena Baumgarta, który został zwolniony po serii bardzo złych wyników, a bezpośrednio po kompromitującej porażce 1:3 z ostatnim w tabeli Bundesligi Heidenheim.
Eta to pierwsza w historii kobieta – trener męskiego zespołu w czołowej lidze Europy. Dlatego pisze się o niej na całym świecie, a sceptyczni i trochę myślący stereotypami ludzie zadają pytania:
– „Kobieta trenerem męskiego klubu w Bundeslidze?”
– „W takim momencie, gdy zostało kilka kolejek i trzeba walczyć o utrzymanie?”
– „Nie mieli nikogo innego?”
Nas interesuje inna rzecz – to, jaką drogę przeszła Marie Louise-Eta, by dostać tak odpowiedzialne stanowisko w takim momencie.
Elizabeth Botcherby, dziennikarka BBC, zwraca uwagę na to, dlaczego powierzenie kobiecie męskiego zespołu Unionu jest historycznym wydarzeniem. W swoim tekście Botcherby przypomina inne trenerki, które prowadziły męskie zespoły.
Fragment: „Zatrudnienie Ety nastąpiło ponad 25 lat po tym, jak Carolina Morace została pierwszą kobietą, prowadzącą męski zawodowy klub w Europie. Objęła wówczas włoską drużynę Viterbese, grającą w trzeciej lidze. Był 1999 rok. Corinne Diacre spędziła trzy sezony, prowadząc Clermont Foot we francuskiej Ligue 2. Pracowała w latach 2014-2017. Odeszła z tego zespołu, by zostać selekcjonerką kobiecej reprezentacji Francji. Wreszcie, w lipcu 2023 roku Hannah Dingley została pierwszą kobietą na czele męskiego zawodowego klubu w Anglii. Zatrudniono ją jako tymczasowego szkoleniowca w Forest Green Rovers, ale ostatecznie nie poprowadziła drużyny w żadnym meczu o stawkę”.
Marie-Louise Eta prowadzi piłkarzy Unionu. A w internecie komentarze „wujków z wesela”
Niewątpliwie, stała się rzecz bez precedensu. Działacze Unionu podjęli w pewnym sensie rewolucyjną decyzję, która sprawiła, że o ich klubie mówi się na całym świecie. A co się wydarzy na boisku? Z ciekawości wchodzę w sekcję komentarzy pod artykułem o zatrudnieniu Ety w polskich mediach. Dominują „uwagi” na poziomie „wujków z wesela”. Przykład: „Będzie kąpała się po meczu z piłkarzami na poprawę humoru?”. Albo taki: „Myślę, że podstawą dobrej drużyny jest trener i jego autorytet. Powiedzcie mi, kur.. , jakim autorytetem dla dorosłych doświadczonych piłkarzy ma być baba. Litości”. Może jeszcze jeden, by lepiej zobrazować zjawisko: „To śmiech na sali. Jakie kobieta może mieć pojęcie o prawdziwej piłce nożnej?”.
O kompetencjach Ety nie przeczytamy nic.
Jacob Sweetman, rzecznik Unionu Berlin, przekonuje, że wsparcie, jakie zobaczył w mediach społecznościowych klubu przerosło swoją skalą jego oczekiwania. – W najlepszym okresie spośród 20 lat, jakie tutaj spędziłem, nie wiem, czy kiedykolwiek byłem świadkiem aż takiego wsparcia dla osoby, która przejmuje drużynę. Wszyscy nasi kibice, którzy znają historię Marie-Louise, są bardzo szczęśliwi po tej decyzji. Powiedziałbym, że 99 procent komentarzy jest pozytywnych – mówi, cytowany przez niemieckie media.

Marie-Louise Eta na ławce Unionu
Ale to trochę dwie skrajności – ludzie z polską mentalnością, lubiący wypowiedzieć się mimo braku wiedzy, i rozumujący kalkami, kontra kibice Unionu, z których część kojarzy pracę Ety, a wszyscy chcą dobra klubu, w tym przypadku utrzymania w Bundeslidze. Decyzję władz Unionu tak naprawdę należy rozpatrywać w dwóch wymiarach – stricte piłkarskim i takim, jak może ona wpłynąć na postrzeganie piłki, często rozumianej jako typowo męski sport, i roli, jaką ma w niej kobieta.
Zacznijmy od piłki.
Trenerka Unionu Berlin wygrała Ligę Mistrzyń. Później grała w klubie z reprezentantką Polski
Marie-Louise Eta, do 2014 roku bardziej znana pod panieńskim nazwiskiem Bagehorn, nie była wybitną piłkarką. Raczej powiedzielibyśmy – solidną, choć udało jej się zgarnąć wielkie trofeum. Był 2008 rok, miała 17 lat, gdy zaczęła regularnie trenować z pierwszą drużyną Turbine Poczdam. A to była w tamtych czasach czołowa ekipa Europy, która w sezonie 2009/2010 wygrała Ligę Mistrzyń.
Wtedy dysproporcje między europejskimi kobiecymi klubami były jeszcze spore – Turbine w 1/16 finału pokonało fińską Honkę aż 16:1 w dwumeczu, w ćwierćfinale uporało się z norweskim Roa aż 10:0 w dwóch meczach, ale półfinał i finał były już dramatyczne. Najpierw karne po dwumeczu z lokalnym rywalem, Duisburgiem, a w finale czekał francuski Lyon. W regulaminowym czasie było 0:0. Zawodniczki Turbine znów wygrały po konkursie jedenastek.
Bagehorn – tak wtedy nazywała się Eta – w decydujących meczach była rezerwową, która nie pojawiała się na boisku. Ale z ławki mogła obserwować, jak wygląda spotkanie. Uważnie śledziła też, jak zachowywał się legendarny trener Turbine, Bernd Schroder, facet znany z twardej ręki, olbrzymich wymagań, i trochę NRD-owskiej mentalności. Marie-Louise brała od niego to, co uważała za najlepsze, a jeśli pewne zachowania szkoleniowca jej się nie podobały, to wiedziała, że nie będzie czegoś takiego powielać.
W podobnej roli – głównie jako rezerwowa – obserwowała, jak reprezentacja Niemiec do lat 20, której była częścią, wywalcza w 2010 roku na stadionie w Bielefeld, po finale z Nigeryjkami, mistrzostwo świata.
– Widać było, że wyszła spod specyficznej ręki Schrodera. Gdy trafiła do naszej drużyny, była bardzo dojrzała i miała olbrzymią wiedzę o piłce, którą często przekazywała innym zawodniczkom. Pamiętam, że nikt nie mówił na nią „Marie”, wszyscy mówili „Louise”. Występowała w środku boiska i miała fantastyczny przegląd pola. Rozdawała, jakby od niechcenia, piłki na lewo i prawo, mając pełną świadomość, co dzieje się w innych strefach. Na boisku pokazywała niezwykłą osobowość, a poza nim była świetną koleżanką – opisuje w rozmowie z Weszło Agnieszka Winczo, była reprezentantka naszego kraju.
Polka i Niemka występowały razem w BV Cloppenburg w latach 2012-2014. Najpierw awansowały z tym klubem do elity, a w następnym sezonie z niej spadły. Eta po sezonach w Poczdamie, gdzie trzy razy z rzędu sięgała po mistrzostwo Niemiec, przeszła do Hamburgera SV, ale drużyna miała swoje problemy i wycofała się z rozgrywek. – Strasznie wtedy cierpiałam – opowiadała w mediach. Później był właśnie Cloppenburg, a następnie drugoligowy Werder Brema, w którym, już w wieku 26 lat, ogłosiła, że kończy z graniem. Niektórzy się dziwili, a ona wiedziała, że pragnie poświęcić się pracy trenerskiej.

Eta na treningu Unionu Berlin. 2023 rok
Że w niej może być lepsza.
Nie bała się wyzwań. Już podczas ostatnich miesięcy grania prowadziła w Werderze drużynę chłopców do lat 15. Niedługo później została asystentką Bettiny Wiegmann w kobiecej reprezentacji Niemiec U-15. Następnie, gdy już uzyskała licencję, sama objęła kadrę U-17. Union obserwował jej rozwój i w końcu się odezwał. W klubie z Berlina pokonywała kolejne szczeble. Było lato 2023 roku, gdy została asystentką Marco Grote w zespole męskim do lat 19 tego klubu. W listopadzie, po zwolnieniu Ursa Fischera, Grote objął pierwszą drużynę, a Eta została ważną członkinią jego sztabu. Już wtedy była pierwszą kobietą-asystentem szkoleniowca zespołu z ligi top 5 w Europie. Kiedy trenerem Unionu został znany w Polsce Nenad Bjelica, Marie-Louise pozostała przez jakiś czas w jego sztabie. Latem 2025 roku znów pracowała z męską drużyną U-19 Unionu, ale tym razem już jako pierwszy trener.
– Kiedy ostatni raz dłużej rozmawiałyśmy, Louise pracowała z kobiecą drużyną Unionu. Mówiła o planach, ekscytowała się nimi. Miała akurat objąć drużynę chłopców U-19 w Unionie, wcześniej była asystentką szkoleniowca pierwszego zespołu. Dało się wyczuć, jak bardzo tym żyje. Ważną osobą w jej życiu na pewno jest mąż, Benjamin, który sam grał w piłkę, a teraz również jest szkoleniowcem – mówi nam Winczo.
Poznali się w Hamburgu, gdy Marie-Louise tam występowała. Szła na trening, rozmawiała z kolegą. Mówiła mu, że Poczdam i Drezno to najpiękniejsze niemieckie miasta. Benjamin, który stał obok, stwierdził, że to nieprawda, bo najładniejszy jest Hamburg. Zaczęła się z niego śmiać, a on tego samego dnia wysłał jej zaproszenie do znajomych na Facebooku. Zaczęli się spotykać, zostali parą. W 2014 roku wzięli ślub. Dziś mąż jest jej największym wsparciem i często radzi, jak poruszać się w zmaskulinizowanym świecie piłki.
A Marie-Louise musiała już mierzyć się ze sporymi wyzwaniami. W 19. kolejce sezonu 2023/2024, gdy Bjelica był zawieszony, to ona dyrygowała z ławki zespołem i udzielała wywiadów przy okazji spotkania z Darmstadt. Choć to obecne wyzwanie na pewno jest dużo większe.
Niemiecka pisarka i dziennikarka: Jest typ mężczyzny, broniącego piłki nożnej zębami i pazurami
Mara Pfeiffer to niemiecka pisarka, dziennikarka i prezenterka. W swojej twórczości poświęca sporo miejsca postrzeganiu kobiet, ale interesuje się też sportem. Pisze felietony o drużynie Mainz, występuje w talk-show „Doppelpass”. Napisała powieść kryminalną „Zatruta nadzieja”, osadzoną w świecie piłki, podobnie jak biografie trenera Wolfganga Franka oraz piłkarki Alexandry Popp. Dziś w magazynie Web.de napisała autorski komentarz, którego bohaterką jest właśnie Marie Louise-Eta. Już tytuł tekstu mówi sporo: „Najbardziej kompetentna osoba do tego zadania”.
W swoim felietonie Pfeiffer skupia się nie tylko na kwestiach piłkarskich, ale patrzy szerzej – na postrzeganie kobiet w tym świecie.
Fragment: „Prawdziwym problemem nie jest sama piłka nożna, ale pewien specyficzny typ mężczyzny, który broni jej zębami i pazurami, jako ostatniego bastionu męskości. Podczas gdy dyskusje o obsadzaniu stanowisk zazwyczaj kładą nacisk na kompetencje, a nie na płeć, obecnie uwaga skupia się niemal wyłącznie na płci. Często twierdzi się, że kobieta nie rozumie męskiej piłki nożnej, ponieważ jest to inny sport niż żeński. Oznacza to mniej więcej tyle: jeżeli czegoś nie znasz, to już się nie nauczysz. A to nieprawda. Eta jest prawdziwą pionierką. Łatwo byłoby przeanalizować jej karierę, by dostrzec, że idealnie nadaje się do tej pracy, ponieważ sama grała na najwyższym poziomie i zdobywała tytuły, do tego trenowała młodzieżówki, zawodniczki, była też już tymczasowym asystentem szkoleniowca pierwszego zespołu”.
I jeszcze drugi fragment, w którym Pfeiffer wraca do tematu postrzegania kobiet w tym świecie: „Eta nie powinna dźwigać ciężaru udowadniania, że jest inna niż mężczyzna na takim stanowisku. Nie powinny tego dźwigać w ogóle inne kobiety w piłce nożnej. Chodzi jedynie o nią i o to, jak wypełnia swoją rolę. Ta zewnętrzna perspektywa zakłada, że kobieta musi wciąż udowadniać swoją wartość wśród mężczyzn. Dlaczego tak jest? Powinno chodzić po prostu o to, żeby spokojnie wykonywać swoją pracę, którą się lubi i ma do niej kompetencje”.

Marie -Louise Eta wydająca polecenia piłkarzowi Unionu
Wiadomo, że Eta poprowadzi Union tylko do końca obecnego sezonu. W kolejnych rozgrywkach ma przejąć kobiecą drużynę tego klubu. Pfeiffer w swoim felietonie komentuje to tak: „Inny pogląd na trenerki w piłce nożnej ciągle uważa się za błędny. Mianowicie taki, że ich ostatecznym celem może być prowadzenie mężczyzn-zawodowców”.
Nina Patalon: Nie ma dla mnie rozróżnienia na pracę z kobietami i mężczyznami
Michał Banasiak z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej pisze o różnych aspektach sportu w serwisie XYZ. Poruszając na portalu X temat Ety, zwrócił uwagę na fakt, że w polskiej kobiecej Ekstralidze szkoleniowcami są głównie mężczyźni, choć np. Karolina Koch doprowadziła piłkarki GKS-u Katowice do dwóch tytułów mistrzyń Polski.
⚽️Marie-Louise Eta podbija medialne nagłówki. Niemiecka trenerka do końca sezonu będzie prowadzić męską drużynę grającego w Bundeslidze Unionu Berlin. Tym samym 𝐳𝐨𝐬𝐭𝐚𝐥̵𝐚 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐚̨ 𝐤𝐨𝐛𝐢𝐞𝐭𝐚̨ 𝐭𝐫𝐞𝐧𝐮𝐣𝐚̨𝐜𝐚̨ 𝐤𝐥𝐮𝐛 𝐳 𝐓𝐎𝐏𝟓 𝐞𝐮𝐫𝐨𝐩𝐞𝐣𝐬𝐤𝐢𝐜𝐡… pic.twitter.com/xu6vD7BoXJ
— Michał Banasiak (@BanasiakMich) April 13, 2026
Na poziomie międzynarodowym też wygląda to podobnie. Weźmy siatkówkę – w 2022 roku w Holandii i Polsce odbywały się mistrzostwa świata kobiet. Jedyną selekcjonerką-kobietą na tym turnieju była prowadząca wówczas Kanadę Shannon Winzer. Stanowiło to ewenement, czemu trudno się dziwić. Tytuł sporego materiału o niej z tamtego czasu na TVP Sport: „Shannon Winzer w męskim, trenerskim świecie. Prowadzi kadrę i wychowuje trójkę dzieci”. I pierwsze pytanie: „Jak to jest być jedyną kobietą w roli głównego trenera kadry w mistrzostwach świata siatkarek?”.
Banasiak wspomina swój wywiad z Niną Patalon, która od 2021 roku prowadzi kobiecą piłkarską reprezentację Polski, rozwija ją i raczej nikt nie ma wątpliwości, że jest najlepszą osobą na to stanowisko. Patalon, spytana, czy mogłaby prowadzić męską ekipę, odpowiedziała mu: – Nie zamykam się na to, bo dla mnie nie ma rozróżnienia na pracę z kobietami i pracę z mężczyznami. Bycie trenerem to po prostu współpraca z ludźmi. Wychodzę z założenia, że żeby z kimkolwiek pracować w danym środowisku, musisz znać jego potrzeby i mieć pomysł na współpracę. Będąc trenerem, jesteś liderem danego przedsięwzięcia i dla mnie płeć nie ma tutaj znaczenia.

Nina Patalon, selekcjonerka reprezentacji Polski
Właśnie dlatego mianowanie Ety pierwszym trenerem Unionu odbiło się tak dużym echem na świecie i, zwłaszcza dla kobiecego środowiska, jest bardzo istotnym sygnałem.
– Gdy dowiedziałam się o decyzji władz Unionu, było pewne zaskoczenie, właśnie dlatego, że jest mocno zakorzeniona myśl: „Kto ma odwagę stawiać na kobiety na takim poziomie?”. Ale ja wiem, że Marie sobie w tej Bundeslidze poradzi. Mocno w to wierzę. Wczoraj jej pogratulowałam. Dla nas, kobiet, to wielka sprawa, że ktoś w ten sposób przeciera szlaki. Mam też nadzieję, że działacze męskich klubów z najwyższych lig zaczną zauważać, że warto postawić na trenerkę, która ma olbrzymie kompetencje – mówi Winczo w rozmowie z Weszło.
Marie Louise-Eta zadebiutuje w meczu z Wolfsburgiem. Musi znaleźć sposób na Kamila Grabarę
Do końca tego sezonu Bundesligi zostało pięć kolejek. Union jest na 11. miejscu i ma 11 punktów przewagi nad przedostatnim, będącym w strefie spadkowej Wolfsburgiem z Kamilem Grabarą w składzie. Ma też siedem oczek więcej niż znajdujące się na 16. pozycji St. Pauli, a ta lokata oznacza baraż o pozostanie w elicie. Drużyna z Berlina nie jest więc pewna utrzymania, ma za sobą fatalne występy, ale jednocześnie sytuacja wydaje się stosunkowo bezpieczna.
– Patrząc na układ tabeli, nasze utrzymanie nie jest jeszcze pewne. Ale bardzo się cieszę, że klub zaufał mi i powierzył tak wymagające zadanie. Jednym z atutów Unionu zawsze był fakt, że ludzie potrafią się w tej drużynie zebrać, zjednoczyć i działać razem dla dobra klubu – powiedziała Eta.
W sobotę o 15.30 Union zagra na własnym stadionie właśnie z Wolfsburgiem. Oczy będą zwrócone na boisko, na Grabarę, który pewnie znów będzie miał sporo okazji do interwencji, ale przede wszystkim na ambitną i wiedzącą, czego chce kobietę na ławce gospodarzy.
JAKUB RADOMSKI
WIĘCEJ NA WESZŁO EXTRA:
- Niezatapialni. Ruch Radzionków znów powstaje z kolan
- GKS Jastrzębie upada. To wierzchołek góry węglowej
- Żabka, rady od ojca i szok. Marcel Łubik dla Weszło [WYWIAD]
Fot. Newspix