Wisła Kraków przegrała w Warszawie z Legią 0:2. Po spotkaniu głos zabrał Mariusz Jop.
Mariusz Jop: Decydowały detale niewynikające z naszej postawy
W hicie dziesiątej kolejki Ekstraklasy Legia wygrała przed własną publicznością (i niestety tylko przed nią, bo zabrakło kibiców gości) 2:0 z Wisłą Kraków. Na konferencji pomeczowej spotkanie ocenił Mariusz Jop.
– Bardzo trudne spotkanie. Nie gra się łatwo na tym stadionie z zespołem, który jest dobrze zorganizowany. Trudno wykreować sytuacje przeciwko takiej drużynie, natomiast my mieliśmy swoje momenty i w takim spotkaniu to są decydujące chwile. Na początku Julius miał świetną sytuację, ale nie trafił w bramkę. Później decydowały detale niewynikające z naszej postawy – mam tu na myśli aut, po którym straciliśmy bramkę, bo tam piłkarz Legii ewidentnie wybił piłkę. Później też taka kontrowersja, czy był faul na Ertlthalerze, czy nie – zaczął trener Wisły.
– Legia grała długo w obronie niskiej w drugiej połowie. Też w sytuacji, gdy wydawało się, że to opanowaliśmy i James odzyskał piłkę, to ją stracił i mogliśmy się zachować lepiej. Później był taki moment, żeby jeszcze wrócić do gry. Mam tu na myśli sytuację Meseguera, kiedy to oddał strzał głową w środek bramki. To był taki moment, który jeszcze mógł dać nam trochę energii i paliwa, żeby jeszcze docisnąć w końcówce. Trudny mecz. Mecz wyrównany w mojej ocenie, a statystyki to potwierdzają, natomiast wygrał zespół skuteczniejszy – dodał.
– Zgadzam się z tym, że nie był to jakiś wybitny mecz w naszym wykonaniu, ale też nie był zły. Legia to zespół, który potrafi bronić i nie jest łatwo sforsować drużynę, która gra 5-4-1 nisko. Każdy wie, co ma robić, jest mocny fizycznie, więc trudno było wykreować sytuacje. Czasem brakowało precyzji, czasem zbyt wolno to robiliśmy, a czasem te strzały były zbyt lekkie, żeby zaskoczyć bramkarza, natomiast te momenty mieliśmy i czasem w takim meczu potrzebujesz zdobyć bramkę, żeby dostać trochę energii. Jak przegrywasz 0:2, to taki moment jest potrzebny, który pozwoliłby rozpalić ogień – przyznał.
„Sądzę, że prowokacja była przede wszystkim ze strony Legii”
W drugiej połowie na boisku zameldował się Oliwier Pławiński, dla którego był to debiut w seniorskiej ekipie Białej Gwiazdy. To był jeden z nielicznych pozytywów dla Wisły niedzielnego wieczoru.
– Wpuszczając Oliwiera Pławińskiego, nie myślałem o tym w ten sposób, że mecz jest rozstrzygnięty. Miałem nadzieję, że pokaże możliwości, które ma. Ma bardzo dobrą lewą nogę, potrafi dośrodkować piłkę tam, gdzie chce, i ma niezłe uderzenie i tym się kierowałem. Natomiast dla niego to bardzo duże doświadczenie zagrać na Legii i zadebiutować na Legii. To też powinien być dla niego impuls – stwierdził Jop.
Na koniec trenerowi Wisły przytoczono kontrowersyjną wypowiedź Jarosława Królewskiego, który przed spotkaniem stwierdził, że wolałby, żeby ten mecz był bardziej w stylu Białej Gwiazdy niż Legii Warszawa, bo inaczej zaśniemy.
– Nie słyszałem wypowiedzi prezesa, natomiast sądzę, że prowokacja była przede wszystkim ze strony Legii, która nie wpuściła naszych kibiców, więc uważam, że na tym trzeba się skupić, że pokazali, szukając jakichś rozwiązań pozaboiskowych, żeby wrócić do tego, niestety, haniebnego schematu niewpuszczania kibiców gości – zakończył.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix